O kabanosach, nabiale i orzeszkach

Jak stali czy­tel­nicy pew­nie wie­dzą (OK, tych sta­łych czy­tel­ni­ków jest pew­nie sze­ścioro ale co tam, ważne, że SĄ! Tym bar­dziej, że muszą — zbie­ram raporty poczyt­no­ści wśród rodzinny i grożę sank­cjami za nie­wpa­da­nie na rodzinną bądź co bądź stronkę :)), się wzią­łem nieco za sie­bie i zaczą­łem się odchu­dzać. Mam już pewne suk­cesy na tym polu ale muszę się przy­znać do tego, że wczo­raj moja wola mnie opu­ściła. Mój impuls mówiący mi „nie bądź grubą dupą, bądź przy­stojną dupą, rwij laski!” prze­stał chyba na moment impul­sić i popeł­ni­łem Największą Zbrodnię Odchudzającego Się: wla­złem do sklepu. Spożywczego.

A w tym skle­pie moje wynędz­niałe ;) ciało pokie­ro­wało wszyst­kimi swo­imi koń­ców­kami w celu naby­cia rze­czy naj­bar­dziej ciału potrzeb­nych. Tym mniej wię­cej spo­so­bem w mojej gło­wie zaświ­tał fan­ta­styczny plan zro­bie­nia sobie dobrze pod pozo­rem robie­nia dobrze moim kobie­tom. Zanabyłem bowiem z trzy rodzaje kaba­no­sów, w tym feno­me­nalne „Wyborowe”, które fak­tycz­nie są wybo­rowe acz to nędzna kaba­no­sowa pod­róba trza­skana ze świni. Niemniej to pyszna pod­róba a do tego zawie­ra­jąca skład­nik, na któ­rym mojemu wynędz­nia­łemu ;) ciałku zale­żało naj­bar­dziej: tłusz­cze! Aby jed­nak nie sku­piać się tylko na tre­ści ale także na for­mie, do koszyka nie wie­dzieć kiedy wsko­czyła kieł­ba­ska myśliw­ska, pod­su­szona jak trzeba i w smaku po pro­stu rewe­la­cyjna. To małe conieco wzięło i w końcu wsko­czyło na talerz i zro­biło jako moja dla moich kobiet walen­tynka. Wszyscy dają kwiaty i inne ser­duszka. Ja daję pół­mi­sek kieł­ba­chy. Dobrej kiełbachy!

Kobiety odpła­ciły mi się pięk­nym za nadobne i dosta­łem cud­nej urody walen­tynkę stwo­rzoną siłami wspól­nymi żony mojej i córki także ponoć mojej. Walentynka jest śliczna a ja się wzru­szy­łem bar­dzo. Te kwia­tuszki ślicz­nie nary­so­wane, to ser­duszko, to „tato nie wolno ci wcho­dzić do pokoju bo my tu coś robimy!”… Bezcenne :)

Prócz mię­ska moje wynędz­niałe ;) ciałko zaży­czyło sonie nabiału w postaci cze­goś cud­nie sple­śnia­łego i fan­ta­stycz­nie gra­nu­lo­wa­nego (jakiś serek) oraz bosko tłu­ściut­kiego (też serek, tyle że żółty). Ręce same pako­wały, usta same u pań obsłu­gu­ją­cych doko­ny­wały zamó­wień, moje wynędz­niałe ;) ciałko samo naj­le­piej wie­działo, czego mu potrzeba.

Jako wisienkę na czubku sytego tortu potrak­to­wa­łem odwie­dziny w dziale z róż­nymi sma­ko­ły­kami. Moje wynędz­niałe ;) ciałko nie chciało niczego słod­kiego, o nie. Porwało bowiem bez czasu nawet na mru­gnię­cie okiem orzeszki ziemne i aż zasko­wy­czało z rado­ści. Późniejsze chru­pa­nie wraz z Majką było cud­nym przeżyciem.

Resumując: zeżar­łem wczo­raj kalo­rii sty­ka­ją­cych na jakieś trzy dni die­to­wego życia z lek­kim okła­dem. Wydałem pie­nię­dzy trzy (mini­mum trzy) razy wię­cej, niż stan­dar­dowo wydaje Doropha na zakupy. Osłabiłem wolę a mój cel się roz­mył jakby nieco.

Wniosek: zde­cy­do­wa­nie lepiej, zdro­wiej i szczu­plej jest pozwo­lić mi wyda­wać pie­nią­dze na elek­tro­niczne gadżety :).

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

9 Komentarzy do “O kabanosach, nabiale i orzeszkach”

  1. brocha 15/02/2008 do 11:19 # Odpowiedz

    je też się odchu­dzam :/ falowo nie­stety (raz w górę raz w dół). Uwaga z gadże­tami słuszna, nie­raz pod­po­wia­da­łem żonie takie roz­wią­za­nie, ale na mi nie wierzy.

  2. Hadret 15/02/2008 do 11:23 # Odpowiedz

    Ahaha ;D Jak jest się głod­nym, to prze­waż­nie nie myśli się o słod­kim, a o słonym/konkretnym. Przynajmniej ja tak mam :P Jak jestem zestre­so­wany, to słod­kiego jem na potęgę. Ale i tak nie pomaga :(

  3. PeterCub 15/02/2008 do 11:56 # Odpowiedz

    CoSTa, znajdź sobie kum­pla do wspól­nych ćwi­czeń spor­to­wych (nie strze­lanki, o nie…) typu squ­ash, tenis, pły­wa­nie a po wysiłku możesz sobie pole­żeć w sau­nie. To naprawdę dużo nie kosz­tuje, a jaki czło­wiek odmie­niony wychodzi…

  4. Dawid, MacDada 15/02/2008 do 12:43 # Odpowiedz

    Etam, takie wasze diety — po trzech mie­isą­cach waży­łem 14 kilo mniej (z 86 na 74KG).

    Teraz mija 4. misiąc odkąd prze­czy­ta­łem o Metodzie Montignac-a. Moja waga utrzy­muje się nadal BEZ WYSIŁKU na 75KG (w zależ­no­ści od dnia lata toto od 74 do 76).

    A zjeść mogę sobie zarówno kieł­ba­skę, kaba­no­ska, twa­rogu z dże­mi­kiem, a orzesz­kai ziem­nymi mogę się napy­chać całymi dniami…

    Już nie wspo­mi­na­jąc o cze­ko­la­dzie na deser ;-)

    I co naj­waż­niej­sze — nadal nie wiem o co cho­dzi z tymi kalo­riami… :-O

  5. doropha 15/02/2008 do 14:00 # Odpowiedz

    o die­cie — Metodzie Montignaca Kostasaowi mówi­łam nie raz, ale jakos do niego nie tra­fia, a to naprawde działa i to zupeł­nie bez­bo­le­śnie:, to raczej jak spo­sób żywie­nia a nie dieta

    mój sza­nowny mał­żo­nek wcale mi nie wie­rzy, a we wnio­sku w banku na ofi­cjal­nym piśmie napi­sał ” że mi wie­rzy i ufa bez­gra­nicz­nie”, a tu pro­szę już przy naj­bar­dziej pro­za­icz­nych spra­wach oka­zuje sie jak bar­dzo jego zapew­nie­nia o bez­gra­nicz­nym zaufa­niu mijaja sie z prawdą:)

    • CoSTa 15/02/2008 do 15:01 # Odpowiedz

      Żono, cokol­wiek ten Montignac jest, zniosę to. W imię Twojego szpa­no­wa­nia na pla­żach mężem, który mimo wieku chry­stu­so­wego wyglą­dać będzie nie­czem ten półbóg :).

      Czy tego Montignaca przyj­muje się anal­nie? Bo jeśli tak, to ja pasuję… Ale w każ­dej innej for­mie ja chętnie :)

  6. Dawid, MacDada 15/02/2008 do 14:05 # Odpowiedz

    Bo Kościsty spe­cjal­nie sie­dzi na die­cie nisko­bu­dże­to­wej, żeby móc potem sobie te gadżety kupo­wać z wymówką, że mniej teraz żre to ma prawo do nowego iPoda ^^

  7. SpeX 15/02/2008 do 17:21 # Odpowiedz

    To widzę iż nie tylko mnie wzięło ostat­nio na małe co nieco poza skalą :D Ale aku­rat moje zakupy nie były takie tłu­ste, ani słone. Co tam tylko cała paczka bato­ni­ków ala Twix, 2 sztuki na drogę ala Mars, coś ala Nutella na kola­cję… czyli jed­nym sło­wem same słodycze.

    Czyli spo­koj­nie to tylko zanik czaso-przestrzenny mocy.

  8. XRISTINA 18/02/2008 do 00:52 # Odpowiedz

    http://www.xristin.4t.com

    Xristina sie kla­nia i infor­muje ze mozesz zer­k­nac na jej swie­zutki site ktory oczy­wi­scie nie jest zupel­nie gotowy.

    Mecze sie nad nim ciezko ‚ale i tak juz cos na nim widac.

Dodaj komentarz