Menu serwera

Źle się dzieje w państwie duńskim…

Ojć, przechodzimy rodzinne trudne chwile zdaje się. Co nawala? A nawala nasza odporność, która ciągle jest wystawiana na ataki ze strony bardzo niedobrych i niefajnych wirusów i innych zarazków. Majka siedzi w domu drugi tydzień, Doropha kaszle już chyba trzeci i robi to w coraz brzydszy sposób, który nasuwa mi niefajne pomysły związane z bardzo brzydkimi zapaleniami :/. Wszystko to na pewno przez zasraną pogodę, która z normalnością ma bardzo niewiele wspólnego a ten, kto twierdzi inaczej, powinien się nad własną normalnością mocno pochylić. Piąty lutego a ja dziś won porzuciłem kurteczkę z racji ciepła wiosennego, słoneczka i ogólnie wszystkiego, co z zimą nie ma żadnego związku. Słoneczko jest OK ale brak mrozu, ciągła jesień i permanentna wilgotność mogą oznaczać tylko jedno: mnoży się paskudztwo wszelakie straszecznie a skutki tego namnażania kaszlą u mnie w domu w nocy godzinami.

No, quest o nazwie „wymeldowanie, zameldowanie, dowodu osobistego wyrobienie” już prawie ukończony. Dziś dzięki uprzejmości mojej najszacowniejszej Szefowej (oby płatki róż gęsto się u Jej stóp ścieliły), wziąłem i ruszyłem do przedostatniego etapu boju o przemeldowanie i dowód. Przemeldowanie już zaliczyłem, dowód już prawie. Niech Wam więc nieco opowiem o tym, jak wygląda złożenie wniosku o dowód w Poznaniu. Oto z ładne trzy miesiące temu wziąłem się via sieć na spotkanie w sprawie złożenia wniosku o dowód umówiłem. Wyznaczono mi termin co się zowie, godzinę i kazano przytargać dupę z pół godzinki przed terminem. Jako przykładny obywatel dupę te pół godzinki przed wyznaczonym terminem przytargałem, grzecznie się gdzie trzeba zgłosiłem i zmiąłem w dłoni dany mi numerek, po ogłoszeniu którego mogłem wślizgnąć się w czeluści Urzędu. Miało to nastąpić o godzinie 12:45 punkt.

No i teraz najlepsze: te pół godzinki postanowiłem przesiedzieć w Urzędzie, bo w sumie w pół godziny to niezbyt wiele zdziałać można. Po jakichś dziesięciu minutach czekania dostrzegłem, że zaczynają się pokazywać numerki daleko wyższe od mojego i lekko mnie w krzyżu strzykło, że jak to tak – ja mam numerek wcześniejszy a kolesie z dalszymi już na salę włażą? Rzekłem se, że jeśli o tej cholernej 12:45 z minutami dalej będę pomijany, nie zostawię kamienia na kamieniu z Urzędu i będę gryzł w temacie swojej kolejki.

Nastała godzina 12:45…

Punktualnie o mojej umówionej godzinie, prawie że co do sekundy, rozległo się miłe „ping” z automatu oznajmiającego numerki i miły męski głos powiedział, że czas na mnie a tyłek mam przytargać tu i tam. Przytargałem, zostałem miło i sprawnie obsłużony, cała operacja nie trwała nawet dziesięciu minut. Kurczę, gdybym nie siedział tej pół godziny tylko zjawił się o czasie, po prostu wlazłbym z miejsca pod okienko i zaszczycił Urząd swoją obecnością przez jakieś dziesięć minut maks.

Impressive! Mostly impressive!

Niestety, powrót do domu sprowadził mnie na chorą ziemię naszej domowej chorej rzeczywistości. Ciekawym kto dziś wygra złoty laur Kaszlaka – Doropha czy li też Majka? OK, niech sobie zawody robią ale dlaczego na boga w środku nocy, kiedy porządni obywatele (czyli ja :)) zażywają zasłużonego odpoczynku?

4 odpowiedź do Źle się dzieje w państwie duńskim…

  1. microust Luty 5, 2008 o 23:07 #

    „ciągle jest wystawiana na ataki ze strony bardzo niedobrych i niefajnych wirusów i innych zarazków” – CoSTa najprostszym rozwiązaniem będzie postawienie w domu jakiegoś blaszaka z systemem małomiękkim, oczywista pozbawionego zwispacka 2 i innych dobrodziejstw.

    Choroby przejdą jak ręką odjął.

    Pozdrawiam i trzymajcie się.

  2. PeterCub Luty 6, 2008 o 10:04 #

    CoSTa, sam mam problemy z chorobą, męczę się trzeci tydzień w pracy, bądź wyrozumiały dla reszty rodziny, kaszel o 3 w nocy to nic. :)

  3. Marta Luty 6, 2008 o 15:59 #

    Radzę:

    1. wspomagać lekami, syropami, pocieszać, nie użalać się nad sobą, nie jęczeć, nie kwękać, przeczekać. W nocy nie chrapać aby nie budzić chorych!

    2. nakarmić przed snem starszego Kaszlaka thiocodinem.

    3. sobie ewentualnie wsadzić korki do uszu.

    Przeziębionym zdrowia i szybkiej poprawy życzę!

  4. CoSTa Luty 7, 2008 o 07:24 #

    [b]microust[/b]: Słyszałem już o terapiach szokowych ale sądzisz, że taka nagła wzmożona ilość wirusów w chałupie wpłynie lepiej na odporność moich kobiet? Kurczę, może pomysł wart spróbowania? :)

    [b]petercub[/b]: O yeah, dziś miałem sesję kaszlową w wykonaniu Dorophy gdzieś kole drugiej w nocy a później dołączył da Majek, gdzieś koło czwartej. Klawisze to tak średnio dziś widzę :)

    [b]marta[/b]: Za rady dziękuję i do serca przyjmuję. Szczególnie tę o korkach :)

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Ha! Moje mini się psuje!

Nooo, dziś nareszcie przemówił do mnie Realizm i zostałem sprowadzony przez Rzeczywistość na Ziemię. Wśród bałwochwalczych pień w temacie produktów...

Zamknij