A co tam z naszym mieszkankiem?

Oj, się kochani ostat­nimi czasy dzieje… Powiadam Wam, lepiej niż w poli­tycz­nym thril­le­rze :). O co się roz­cho­dzi? A o naj­pięk­niej­sza rzecz pod słoń­cem, czyli o samo­rząd na naj­niż­szym moż­li­wym pozio­mie: wspól­noty miesz­ka­nio­wej. A tak, z mocy bowiem prawa my i nasi sąsie­dzi two­rzymy wspól­notę miesz­ka­niową, która to wspól­nota ma dbać o swój budy­nek, uchwa­lać różne fajne akty prawne (np. w czwartki bro­war dla wszyst­kich sam­ców we wspól­no­cie gra­tis :)) a wszystko to w opar­ciu o prze­święte prawo wła­sno­ści, jakim do naszego miesz­kanka dys­po­nu­jemy (przy­naj­mniej tak długo, jak długo ter­mi­nowo spła­camy raty).

W ponie­dzia­łek odbyło się pierw­sze zebra­nie naszej wspól­noty. Znaczy pierw­sze ofi­cjalne bo nie­ofi­cjalne zdą­żyły odbyć się już bodajże dwa. Niestety z racji cho­roby nie mogłem być na nich obecny a żałuję, bo to wła­śnie na tych spo­tka­niach zawią­zano SPISEK ;) mający na celu oba­le­nie wszech­wład­nego naszego dotych­cza­so­wego zarządcę, admi­ni­stra­tora i pra­cow­nika naszego dewe­lo­pera w jed­nym — nie­ja­kiego pana Walczaka.

Sytuacja, z jaką mamy do czy­nie­nia jest kurio­zalna i chcemy jako wła­ści­ciele ją zmie­nić. Oto bowiem w jed­nej i tej samej oso­bie sku­pia się Zarząd wspól­noty, Zarządca (peł­niący funk­cje admi­ni­stra­tora budynku) i dla pikan­te­rii — koleś bie­rze pie­nią­dze od dewe­lo­pera (u któ­rego pra­cuje nor­mal­nie na etat), z któ­rym wielu z wła­ści­cieli miesz­kań jest w spo­rach roz­licz­nych z racji cho­ciażby napraw uste­rek. Aby więc prze­ciąć ten nie­zdrowy stan rze­czy, na wspo­mnia­nych zebra­niach wyło­nił się prężny aktyw, który w ręka­wicz­kach prze­pro­wa­dził mały zamach stanu i na pierw­szym zebra­niu wspól­noty prze­for­so­wał uchwałę o pozby­ciu się pana Walczaka z funk­cji Zarządu, wyło­nie­niu wła­snego Zarządu spo­śród wła­ści­cieli miesz­kań i tyle. Nie było gło­so­wa­nia nad udzie­le­niem abso­lu­to­rium, nie było gło­so­wań nad kil­koma innymi istot­nymi uchwa­łami ale chcemy mieć swój Zarząd i koniec. Jeśli to się powie­dzie (z braku quorum uchwały będą gło­so­wane w for­mie indy­wi­du­al­nego zbie­ra­nia gło­sów) to zaczniemy mieć naresz­cie jakiś wpływ na to jak funk­cjo­nuje nasza wspól­nota, na jakich zasa­dach i za ile pieniędzy.

Powiedzieli, że mam do tego Zarządu iść. OK, no to idę! Ustaw się muszę naczy­tać, orze­czeń sądo­wych, szybko zro­bić kurs rachun­ko­wo­ści i księ­go­wo­ści… No bo jeśli się nasz mały prze­wro­cik uda, to papa CoSTa ląduje w Zarządzie i będzie kurna zarzą­dzał! Już myślę jakie sobie wizy­tówki mach­niemy :) („my” bo z każ­dej klatki ma być przed­sta­wi­ciel w Zarządzie a że kla­tek pięć a wszy­scy kan­dy­daci to chłopy na schwał… będzie picie Zarządu w mie­sią­cach let­nich u mnie na tara­sie STRASZNE! :)).

A co do samego miesz­kanka: po świę­tach trza­skamy łazienkę. Doropha ma WIZJĘ a naj­faj­niej­sze jest to, że sporo z tej wizji w postaci wanny, kibla, mebel­ków i czego tam jesz­cze leży i czeka w pokoju na reali­za­cję. No, naresz­cie coś się w naszym miesz­kanku dziać będzie :).

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

4 Komentarzy do “A co tam z naszym mieszkankiem?”

  1. ciotka's eleni 12/03/2008 do 10:51 # Odpowiedz

    Ty az tak jestes zadny wla­dzy Kostuniu?

  2. brocha 12/03/2008 do 11:57 # Odpowiedz

    ja tam w zarzą­dzie wspól­noty byłem 3 lata — dałem sobie spo­kój, kiedy z zebra­nia na zebra­nie (nie­które w naprawdę waż­nych spra­wach) przy­cho­dziło coraz mniej osób. Jak ktoś ma w dupie doro­bek całego swo­jego życia (miesz­ka­nie) to już jego pro­blem, a ja nie muszę tra­cić na to czasu. A co do admi­ni­stra­cji samą wspól­nota to pole­cam wziaść sobie wyspe­cja­li­zo­waną firmę, bo samemu cią­gnąć spo­łecz­nie księ­go­wość, konta, czyn­sze, zale­gło­ści , kon­trole itd. po pro­stu trudno.

  3. CoSTa 12/03/2008 do 14:15 # Odpowiedz

    [b]ciotka’s eleni[/b]: A cóż to za władza? :)

    [b]brocha[/b]: Yeah, wła­śnie dla­tego mię­dzy innymi się zde­cy­do­wa­łem — kie­dyś pisa­łeś tutaj w komen­ta­rzach, jak to ludzie w odby­cie mają to, na co będą pra­co­wali przez więk­szość swo­jego doro­słego życia. Dobra moty­wa­cja do powie­dze­nia sobie „Hej, to MOJE pie­nią­dze i chcę decy­do­wać o tym, jak będą wyda­wane” :). Dzięki Brocha!

  4. brocha 13/03/2008 do 06:51 # Odpowiedz

    pro­szę

Dodaj komentarz