Dopadło mnie z przeszłości…

Talk Talk

Ci, co znają — poleca puścić sobie zaraz na full. Ci, co nie znają — zaraz będą pusz­czali na full w kółko i w kółko. Absolutnie zaraź­liwa kapela gra­jąca abso­lut­nie praw­dziwą muzykę. Mieszanina popu, new age i muzycz­nego smaku. Kapela znana z tego, że robiła remiksy swo­ich kawał­ków trwa­jące po osiem– dzie­więć minut i skrę­ca­jące w trans­owe prze­ży­cia rodem z under­gro­un­do­wych parkietów.

GDZIE KURWA MAĆ PODZIAŁ SIĘ TEN POP??? Dlaczego gdy teraz sły­szę „pop” to chcę strze­lać? Czy nikt nie potrafi już nagry­wać po pro­stu chwy­ta­ją­cych za serce, wpa­da­ją­cych w ucho, pory­wa­ją­cych kawał­ków? Aż tak nisko to wszystko upa­dło? Jak boga kocham, od czasu Feel Robbiego Williamsa nie sły­sza­łem żad­nego dobrego popo­wego kawałka. A ja lubię pop! Chcę słu­chać dobrego popu! No wła­śnie w tym chyba pro­blem — DOBREGO. Wiecie co? Zapraszam na małe tet a tet z dobrym popem. Może na począ­tek wspo­mniany Robbie Williams i jego Feel — ile­kroć słu­cham tego kawałka, tyle­kroć dostaje gęsiej skórki:

Robbie Williams — Feel

Po Robbim czas na przy­wo­łane na początku Talk Talk. Oto kawa­łek, który wyci­ska ze mnie ostat­nie soki: Talk Talk — Life’s What You Make It.

Talk Talk — Life’s What You Make It

I co? Przeleciało się po koń­ców­kach ner­wo­wych, co? Wstały włosy gdzieś na karku, nie? No to jedziemy dalej — ten kawa­łek to dla mnie kosmos z dwóch wzglę­dów: total­nie pro­sty patent na popro­wa­dze­nie cało­ści (har­mo­nijka) i nie­sa­mo­wite ilo­ści emo­cji zawarte w kilku rap­tem minu­tach utworu. Pop? Owszem. Ale nie tylko, nie tylko! Oto cudowne kilka minut muzyki: Talk Talk — Living In Another World. Swego czasu kupi­łem płytę z remik­sami i Living… trwało z 10 minut. Boże, jak ten kawa­łek rzą­dzi w remiksie!

Talk Talk — Living In Another World

Na koniec puścimy sobie kawa­łe­czek, który znają wszy­scy. Talk Talk — It’s My Life.

Talk Talk — It’s My Life

Ufff… A ta cała wycieczka w prze­szłość skoń­czy się dziś w skle­pie o nazwie Merlin, w któ­rym to skle­pie Doropha kupi mi coś takiego:

Talk Talk — Natural History

Jest pięk­nie — dziś wpadł mi jesz­cze od dawna wycze­ki­wany Mike Oldfield i jego nie­sa­mo­wite The Songs Of Distant Earth i mogę powie­dzieć, że dzi­siej­szy dzień minął mi pod zna­kiem retro. I to jakiego!

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

5 Komentarzy do “Dopadło mnie z przeszłości…”

  1. Weronika 11/03/2008 do 21:53 # Odpowiedz

    Podzielam Twoje uwiel­bie­nie do „Fell”,Robbie’go :) Buziaki dla Aniołka :)

  2. Krzysiek 12/03/2008 do 00:02 # Odpowiedz

    Mike Oldfield.. jego Voyager sły­sza­łem mając może z 10–12 lat i do dzi­siaj z rado­ścią do niego wra­cam.. Kawałek świet­nej muzyki. Talk Talk nie zna­łem (może za młody jestem?) ale fak­tycz­nie, brzmi bar­dzo przy­jem­nie — pole­casz jakiś album czy raczej poje­dyń­cze utwory?

  3. PeterCub 12/03/2008 do 10:59 # Odpowiedz

    Mike’a Songs… słu­cham namięt­nie, jak mnie chan­dra dopada. To „Let there be light” ma taką moc, że mnie ciary prze­cho­dzą. No i mam w wer­sji moż­li­wie naj­lep­szej, czyli los­sless. (innych strat­nych wer­sji „pra­wie” nie słucham).

  4. CoSTa 12/03/2008 do 14:07 # Odpowiedz

    [b]weronika[/b]: Nie no, ten aku­rat kawa­łek po pro­stu mnie miaż­dży. Ma wszystko na miej­scu i zro­bione tak, jak mieć powi­nien. No i tekst… Mniodzio!

    [b]krzysiek[/b]: Polecam album. Zwie się on Colour Of Spring i co kawa­łek, to lep­szy. Warto tym bar­dziej, że jakichś kosmicz­nych pie­nię­dzy płyta nie kosz­tuje a daje mnó­stwo dobrych dźwię­ków. Zdecydowanie pole­cam zapo­zna­nie się z tym albu­mem. To także kawał histo­rii muzyki roz­ryw­ko­wej i po pro­stu wypada to znać :).

    [b]petercub[/b]: Ano, ciary po ple­cach łażą. Wczoraj płytkę kupi­łem (nie­wielki wyda­tek) i kur­czę nie mam poję­cia, po jaką cho­lerę jesz­cze fizyczne płyty w ogóle wydają. Obcieliby koszt o połowę (jak nie wię­cej), daliby pocią­gnąć w AAC w tych 256kbps i nie mam wąt­pli­wo­ści, że do jako­ści nie cze­piałby się nikt. Płyta zrzu­cona w takich wła­śnie para­me­trach brzmi u mnie po pro­stu świet­nie. Oj, zaczy­nam kupo­wać kawałki iTu­nes Plus w iTu­nes Store — miaż­dżą po pro­stu jako­ścią ama­zo­nowe mp3.

  5. Galwanizernia 07/04/2008 do 10:27 # Odpowiedz

    No po pro­stu mia­zga :S

Dodaj komentarz