Menu serwera

Chaos widzę w pracy mojej…

Po tygodniu zwolnienia z siedzenia przed komputerem, w końcu musiałem do roboty przyjść. Nie to, żebym nie chciał – lubię to, co robię i wielbię ludzi, z którymi przyszło mi pracować. Są świetni, robotni i kompetentni. Problem w tym, że roboty jest od cholery i jeszcze nieco. Cztery fabryki generują od pyty detepowej roboty, a gdy do tego dorzucić obsługę sieci handlowych (na szczęście tylko od strony feedu materiałami marketingowymi), to nagle się okazuje, że po tygodniu nie wiadomo w co łapy włożyć.

A listę zaległości mam imponującą po prostu! Targi pracy, które trzeba obsłużyć, nowa fabryka, którą trzeba otworzyć i jakoś ludzi do pracy w niej skusić, kilka bardzo pilnych wkładek (tak nazywamy te sążniste papiery z instrukcjami układania i opisami wsadzane do każdej paczki z panelami), z dwa katalogi na „wczoraj”, z dwa kolejne na nieco później, kilka absolutnie natychmiast wymaganych reklam… Kurczę, jest co robić! Pytanie teraz tylko skąd na to wszystko wziąć czas. Tym bardziej, że w planach mam wyjazd do jednego z zakładów, w którym leży sobie niezbyt używany i czekający na mnie skarb: linia do druku na laminatach. Whoa! Trza by to nieco rozkręcić i jakieś fajne pierdoły podrukować i robić biznes co się zowie :).

Yep, moja korporacyjna przyszłość na najbliższy czas jest zaplanowana: siedzieć i dziobać przy komputerze. Jedyny minus to mus klepania wciąż na bardzo stareńkim sprzęcie i coraz bardziej wydłużające się oczekiwanie na nową maszynkę. Się mi już nieco znużyło czekanie i czas najwidoczniej się wszechmocnemu Działowi Zakupów przypomnieć. Dałem ciała i nie zamówiłem przy okazji MacBooka Pro :/. Cholera, zaczynam dostrzegać, jak bardzo mobilna robota byłaby dobrym rozwiązaniem – przed pracą w domu i tak nie ucieknę a zamiast targać zewnętrznego twardziela i kombinować na domowym miniaczu, który umówmy się do DTP to się średnio nadaje, taki MakBooczek Pro byłby jak znalazł. No nic, z czasem…

Cholera, wdrożenie się w codzienną porcję mielenia gigabajtów danych nie jest lekkie. Tym bardziej, że wczoraj jak ostatni idiota odpaliłem sobie Devil May Cry 3 Special Edition i jak mnie wzięło… Zaraz idę kilkaset kolejnych demonów zaciukać :). Ot znak, że chyba ze zdrowiem mi się poprawiło już fest a codzienna rutyna dopadła szybciej, niż się spodziewałem. Co w sumie nie jest złe – rutyna ma tez swoje plusy!

Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Troszkę muzyki do pobrania za free

Dawno już nie wpadałem do starych znajomych, czyli do Cardamara i Xerxesa. Nadrobiłem niedawno te braki a efektem jest kilkadziesiąt...

Zamknij