Menu serwera

Majka – nasz skarb, nasz ból

Miałem ci ja dziś z rana wstać, odziać się zacnie i ruszyć z kopytka do pracy, w której stos niezałatwionych spraw się zebrał. Nie daję rady po prostu. Roboty jest dla trzech i nie nadążam z realizacją zleceń :/. Tym więc sposobem mój weekend (nie pierwszy i na pewno nie ostatni) pozostał wspomnienem zanim jeszcze zaistniał, choć w pracy w końcu nie wylądowałem. Dlaczego?

Oczywiście – przez Majkę. Ostatnio permanentnym stanem Majki jest choroba. Od tygodnia ma ciągle gorączkę. I kiedy piszę że ciągle, to właśnie to oznacza – nieistotne czy w dzień, czy też w nocy, gorączka ma się dobrze a czasem skacze pod niebo. I dziś rano właśnie sobie skoczyła. Po zbliżeniu się do czterdziestu stopni wykonaliśmy telefon do takiej jednej pani doktór i opuściliśmy ramiona w niemocy.

Pani doktór przyjechała, pomacała, pooglądała i zainteresowała się, dlaczego leki, które dziecku przepisała, nie działają. Zapadła decyzja: jedźcie państwo do szpitala trzaskać zdjęcia bo musimy wiedzieć co tam się właściwie dzieje. Troszkę żeśmy się z Dorophą spięli, bo bez samochodu zawsze wygląda to tak samo: rozbijanie się taksówkami, po którym to rozbijaniu się Majka czuje się o wiele gorzej. Jęknęliśmy. Pani doktór niewiele myśląc spakowała nas do swojego samochodu i ruszyliśmy z misją.

Dwa zdjęcia później i kilka lekarskich konsultacji dalej sprawa wygląda następująco: Majka ma zapalenie płuc ale które ponoć nie jest najgorszym, co tam się jej wyczynia. Znacznie większym problemem są fatalnie zapaskudzone zatoki i wszystkie możliwe komplikacje z tym związane. Miała Majka w szpitalu zostać ale w końcu stanęło na tym, że na zabieg będziemy raz dziennie dojeżdżali. Dostała młoda wenflon coby ją scyborgizować do reszty i wciskać jej różne fajne rzeczy wprost w żyłę. W międzyczasie dostała inhalator i stertę płynów do wwąchania.

Niesamowita okazała się ta nasza pani doktór, która zawiozła nas do szpitala, zaczęła biegać po ichnich oddziałach i tylko zlecała coraz to inne badania. Siedziała z Majką, konsultowała, kombinowała i ogólnie chyba bardzo się zaangażowała. Odjechałem na punkcie tej kobiety dopiero po wszystkich tych zabiegach wokołomajkowych. Otóż pani doktor wsadziła nas w swój samochód i zawiozła wprost pod dom. Poczucia luksusu nie zachwiał nawet samochód pani doktor, który ni cholery nie chciał jechać bez paliwa i zdechł na skrzyżowaniu. Dobrze, że stacja benzynowa była niedaleko i mogłem się wykazać :).

Jednym słowem: sytuacja nie wygląda ciekawie. Ręce opadają nam coraz bardziej i pozostaje już mieć tylko nadzieję, że w końcu ktoś wyciągnie nam dzieciaka z tego zaklętego koła zdrowotnych problemów. Majusia jest bardzo kochana i strasznie dzielna ale widać, że coraz mniej z tego rozumie i boi się strasznie. Widzimy ten strach i bezradność w jej oczach i kroi nam się wewnątrz dokładnie wszystko…

14 odpowiedzi do Majka – nasz skarb, nasz ból

  1. Corni Marzec 1, 2008 o 21:52 #

    Bardzo mi przykro :(

    Będziemy tu trzymać kciuki za Majątko …

  2. Pemmax Marzec 1, 2008 o 22:09 #

    Trzymajcie się. Ze swojej strony obiecuję polecać Waszą sprawę u samej Góry. Powodzenia!

  3. byte Marzec 1, 2008 o 22:14 #

    Łał, pani dochtór niezła jest. Zazdroszczę.

  4. bartosz Marzec 2, 2008 o 14:05 #

    „Odjechałem na punkcie tej kobiety dopiero po wszystkich tych zabiegach wokołomajkowych.”

    ..przeczytałem „okołomajtkowych”.

  5. CoSTa Marzec 2, 2008 o 20:30 #

    [b]corni[/b]: Trzymajcie, trzymajcie. Będzie co prawda dobrze ale kurna małej szkoda :/.

    [b]pemmax[/b]: Dzięki, wszelkie interwencje się przydadzą.

    [b]byte[/b]: Jest lepsza :). Dziś telefoniki z pytaniami co tam się dzieje, telefon do szpitala by bezproblemowo nas obsłużono i tym sposobem dwa zabiegi potrwały kwadransik i moglim do domu wrócić. Skarb nie lekarz…

    [b]bartosz[/b]: O cholera, no to faktycznie przez moment musiało to wyglądać dziwnie :)

  6. Zakrzes Marzec 2, 2008 o 20:33 #

    And the winner is :

    „Zacząłbym od … laryngologa – dobrego. Sprawdziłbym kondycję migdałów, w szczególności trzeciego oile jeszcze nie usunięty. RTG zatok, i takie tam.”

    Doktor Zakrześ trafił z diagnozą :-)) Stary, ja to poprostu przerabiałem, słowo. Dokładnie to samo, tyle tylko że nigdy nie było zapalenia płuc – za to oskrzela grały równie pięknie jak organy w Gdańsku-Oliwie :-) Non-stop.

    Nie obrażaj się za tamten komentarz. Przeżyłem podobny koszmar, i wywnioskowałem z tego to, że wszystko było naszą winą – nie dziecka. ani tego że jest bardziej lub mniej chorowite. To przez brak naszej czujności, obserwacji i analizy dzieciak tak długo się męczył. Teraz jest OK, ale w mózgu mam zakodowany obraz oczu małej, tych pięknych, ufnych oczek pytających „dlaczego tatusiu” i świadomość – ty cholerny baranie, to przez ciebie. Dlatego pomyślałem że „w coś trafie” tym komentarzem.. zresztą wiem że rozumiesz…

    Pomimo waszej opinii wciąż twierdzę, że Wasz lekarz nie jest najlepszy. Dopuścił do zapalenia płuc, to się nie dzieje nagle. Przyczep się lepiej to tej pani co was woziła – samo jej zachowanie wygląda mi na prawdziwą Dr. Queen ;-)

    W celu odbudowania systemu odpornościowego zapomniałbym także o przedszkolu do końca maja. Tak mi poradzono – pomogło. Młoda wyszła z wszystkiego, od kojelnej jesieni w przedszkolu pomór, a nasza Martunia jako jedyna 0 nieobecności, i lekki katarek :-)))

    Trzamaj się chłopie, wiem co przeżywasz :-)

  7. zakrzes Marzec 2, 2008 o 20:49 #

    Teraz dopiero doczytałem – leki które przepisała nie działają – czyli to jest ta sama doktor, która do tej pory leczyła Majke ?? Jeśli to ta sama, to serio – ja już nie wiem co o niej myśleć, z jednej strony narzuca mi się pytanie „leki nie działają, czyli na co ona ją leczyła do cholery?”, z drugiej – tak zawalczyła z tym samochodem,badaniami kurka – nie wiem. Szkoda tylko że tych badań nie zaleciła wcześniej, byłaby szansa żeby nie dopuścić aż do takiego stanu. Pojawia się pytanie – kto zdiagnozował zapalenie płuc ?? Jeśli w szpitalu, a nie ona to zdecydowanie musi być głucha, albo ma zepsuty stetoskop. O konsultacji laryngologiczej też by mogła pomyśleć, nie?? No nie wiem…. chyba już skończę z tym „strzelaniem” na jej temat. Myślę o jednym. Ufacie jej, stroni o leków – OK. Ale nie jeździliście do niej co chwila ?? Przecież Majka non-stop choruje, czyli była pod opieką tego lekarza, tak ? I do czego dopuściła ?? Może zaufanie, i gotowość do samochodowych poświęceń nie zawsze idzie w parze z lekarskim „nosem” i trafnym doborem leków i diagnoz ??

    ……

    • CoSTa Marzec 2, 2008 o 21:39 #

      Dr. Queen to zupełnie przypadkowa pani doktór, na którą namiar dostaliśmy w związku z choróbskiem naszej pani doktór rodzinnej. Po prostu potrzebowaliśmy lekarza na gwałt, nasz rodzinny był chory no i tym sposobem Dr. Queen (piękne określenie) trafiła do nas :).

      Laryngologa zaliczyliśmy już niejednego, choćby przy okazji wcześniejszych zapaleń uszu (czterech pod rząd). Badania, zdjęcia, usunięcie migdała trzeciego – to już przerabialiśmy. Zakrzes, właśnie przerabiamy to, przez co Ty swego czasu przechodziłeś :). Niefajne to ale cóż czynić…

      Całkiem może być, że czeka nas kolejna zmiana lekarza, o ile Dr. Queen bawi się w lekarstwo rodzinne. Która to już zmiana? Nawet nie liczę. Cholera, proces znajdywania dobrego lekarza jest czasochłonny i męczący :/

  8. brocha Marzec 3, 2008 o 06:43 #

    Należy mieć nadzieje, że wraz z rychłym nadejściem wiosny odczepią się od Majki wszystkie bakterie, wirusy i zarazki. Zawsze jak mi dzieci chorują to jak na nie patrzę to chciałbym się z nimi zamienić żeby im ulżyć – tak, że wiem co czujesz.

  9. zakrzes Marzec 3, 2008 o 07:51 #

    Ja bym zmieniał i się nie zastanawiał. Piszesz że ufacie, że nie przesadza z lekami – i co ?? Majka jak leży tak leży.

    Tak się zastanawiałem jeszcze o tym 3 migdale. Rozumiem że po tych zapaleniach, ktoś zaproponował Wam obustronny drenaż uszu u Majki ?? ..hęęę ?? Nasz lekarz w Kajetanach (taka klinika pod Warszawą) twierdził, że dreniki po kilkukrotnym zapaleniu uszu, i wogóle przy długo utrzymujących się wysokich temaraturach powinny być koniecznością, bo zbawiennie wpływają na kanały wszelakie :-)

  10. ciotka's eleni Marzec 3, 2008 o 08:11 #

    No nie, to jest nie do uwierzenia zeby w dzisiejszych czasach medycyna nie mogla sobie dac rady ze zwyklymi chorobami dzieciecymi! Cos nie tak jest robione przez lekarzy. Mam wrazenie ze oni lecza po kawalku a nie caly organizm Majki. Moze w tym przypadku trzeba bylo sie zgodzic na leczenie w szpitalu bo tam chyba podchodza bardziej systematycznie do sprawy i na miejscu mozna wykonac bardziej specjalistyczne badania oraz sledzic przebieg terapii?

  11. Brzoza Marzec 3, 2008 o 19:17 #

    A ja się nieśmiało przypominam z moimi przypadłościami. Przecież ja miałem dokładnie te same choroby, w wieku Majki miałem już nie jedno, ale chyba dwa zapalenia płuc za sobą, że o wszystkich pozostałych choróbskach nie wspomnę.

    Mi pomogła dopiero Grecja i eksmisja na dłuuuuższy czas z tego mokrego kraju. Może i Majeczka, jak zaliczy przedłużony urlop to się jej znacznie poprawi? W każdym razie ja się piszę na pierwszą ratę urlopową w charakterze opieki w owej Grecyji.

  12. XRISTINA Marzec 3, 2008 o 20:15 #

    Co tam sie dzieje z moja slodka kolazanka Maja.Nie moze dojsc do siebie?

    Brzoza niesmialo przypomnial nam o problemach zdrowotnych w tym samym wieku co Maja i sposob ktory jego mamusia wybrala zeby mu pomoc.

    Ja tez uwazam ze eksmisja na dluzszy okres czasu do cieplego klimatu Grecji bardzo jej pomoze.

    PROPOZYCJA:

    Babcia Wula zalatwia 2-miesieczny urlop(jej jest chyba latwiej) i przylatuje do Grecji .

    Przecierz i tak swieta spedza w Grecji.

    Po prostu podskoczy do nas wzcesniej i z Majusia.

    Ja tez wpisuje sie na liste opieki nad kochana Majka

    POMOZECIE;

    POMOZEMY.

    Trzymaj sie Maja.

    Trzymajcie sie dzielnie Dorota i Costas.

    (swoja droga ja bym zmienila lekarza)

  13. CoSTa Marzec 4, 2008 o 08:21 #

    Powiem tak: jest lepiej i starania pani Dr. Queen przynoszą efekty. Majka zaczęła jeść, strasznie pyskuje (póki co puszczam jej to płazem ze względu na nietypową sytuację i potrzebę wyżycia się na czymś przez dzieciaka), nie ma już napadów kaszlu, które ją wykańczały… Ogólnie chyba wszystko idzie ku lepszemu. Wysokie gorączki też się skończyły i zaczynamy mieć z Dorotą nadzieję, że byc może uda się młodą jakoś na prostą wyprowadzić. A wtedy zadbamy o odporność, wzmocnienie organizmu, z czasem hartowanie i takie tam. Nie to, żeby młoda do tej pory była chowana pod kloszem (bo nie była) ale chyba pewne rzeczy robiliśmy zbyt szybko po częściowym wyjściu z chorób. Po prostu trzeba dać jej się wyleczyć a później jazda!

    A co do Grecji – ja tu mocno napieram ale Doroty przekonać się nie da. Użyję argumentów siły, skoro silne argumenty nie przemawiają :).

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Apple, you suck!

Banda Jobsa wymyśla coraz to głupsze wynalazki. Serio, przestaję rozumieć motywy niektórych decyzji tej firmy i z lekkim osłupieniem patrzę...

Zamknij