Menu serwera

Stephen’s King The Mist (Mgła)

The Mist

Za oglądanie niektórych filmów powinni dawać nagrody a już na pewno płacić pieniądze. I to niemałe. Są zaś na świecie przypadki, gdy żadne pieniądze nie są warte tkwienia przed ekranem/monitorem. The Mist to właśnie przypadek takiego filmu. Tylko szukam, komu wysłać mam fakturę za obejrzenie tego czegoś i poświęcony na ową czynność czas, który w moim przypadku kosztuje całkiem sporo, nawet jeśli jest wolny i przeznaczony na robienie głupot wszelakich. Niemniej są pewne granice głupot, które popełniać mogę…

The Mist to film tak bardzo źle zrobiony, że w sumie nie wiadomo co skrzeczy w nim bardziej – przedrętwe aktorstwo? Przeidiotyczny scenariusz? Przekretyńskie robienie „klimatu” akcjami tak sztampowymi, że już bardziej nie można? Wyjątkowo beznadziejne potworki? Szlag, nie mam pojęcia od czego zacząć! Film jest tak nadziany beznadzieją, że to jest aż bolesne. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że widać ślady budżetu w tej produkcji i gdyby tylko siadł do robienia filmu ktoś z choć odrobiną umiejętności, pewnie byłoby na czym oko zawiesić. Niestety – nie ma kompletnie niczego w tym filmie wartego uwagi.

King nie ma farta do ekranizacji swoich wypocin (często udanych ale o wiele, wiele częściej będących rzemieślniczymi wprawkami – no przecież jakoś pieniądze zarabiać trzeba, si?). Co film, to gorzej lub głupiej zrobiony. The Mist okupuje samo dno kingowych ekranizacji. Fabuła? Jest, oczywiście! A ma się ona następująco: pewnego pięknego dnia na spokojne i senne miasteczko w Stanach spływa sobie z pobliskich gór Mgła. Diabli wiedzą skąd ona (oczywiście – z wojskowej bazy, jakże by inaczej ale udajmy, że jeszcze o tym nie wiemy) ale straszna jakaś taka. Gdzie nie polezie, tam ludzie mordy drą i chyba robi im się coś złego. Dzielni Amerykanie dodali dwa do dwóch i wyszło im, że lepiej z supermarketu, w którym się schronili, nie wyłazić. I siedzą w owym supermarkecie oblężeni przez cosie brzydkie a na pewno głodne. W supermarkecie jest sobie nawiedzona religijnie (a tam zaraz nawiedzona, ponoć większość Amerykanów święcie wierzy w akt stworzenia Wszechświata, nie wiedząc nawet, że nazywa się to kreacjonizm z prostego względu, że to trudne słowo jest i kto by się jego wymową nie brzydził?) paniusia, której nie mam pojęcia czemu nie zastrzelił/przebił osinowym kołkiem/zamknął w chłodni nikt, choć cały bez mała film jest testem cierpliwości oglądającego robionym przez ową religijnie nawiedzoną babeczkę. W filmie są dwa typy linii dialogowych: „uciekajmy!” i „i bóg zesłał na jaskinię zła plagi wszelakie, a krew dzieci jego lała się strumieniami, co michę boga cieszyło wielce”. Innych pogaduszek nie stwierdzono. Problem w tym, że kwestia „uciekajmy!” pada zdecydowanie zbyt rzadko a te 15 minut, na wypełnienie efektami których starczyło kasy, mija straszliwie szybko. Pozostałą zdrowo ponad godzinę wypełnia to bogobojne pieprzenie, od którego chce się rzucać w monitor czymś ciężkim.

Plusy filmu? Dwa. Po pierwsze – doskonale wpływa na chęć mordowania wszelkich religijnych dewotów i debili. Być może przekuje się to w praktyczne poczynania (oby!). Po drugie – końcówka choć trochę łagodzi odbiór całości. Motyw z samobójstwem mnie rozwalił i przynajmniej na moment na uściech moich pojawił się uśmiech satysfakcji. Cała reszta to jeden wielki minus. Nie mam pojęcia jakim cudem ten film dostaje takie noty w serwisach filmowych. No cóż, w świecie, w którym serial „Saw” uznawany jest za gore takie rzeczy pewnie są możliwe. W moim świecie nieco bardziej wyrobionego oglądacza horrorów wszelakich, The Mist to ostatnie gówno, od którego lepiej się trzymać bardzo z daleka.

Ocena w skali 1-10: 2

film w serwisie imdb.com
film w serwisie filmweb.pl
oficjalna strona filmu

19 odpowiedzi do Stephen’s King The Mist (Mgła)

  1. Robert Pankowecki Marzec 13, 2008 o 21:22 #

    Widziałem kilka dni temu. Potwierdzam w całej rozciągłości, od początkowych scen po koniec totalne dno, które nie potrafi niczym zaciekawić. Dokładnie jak papa Costa prawi, w każdym akapicie się zgadzam. Piwa mu.

  2. Wojciech Ignaczewski Marzec 14, 2008 o 06:11 #

    Ja tak tragicznie tego filmu nie przyjąłem. Wynikało to pewnikiem z tego, że nie nastawiałem się na horror. Raczej na coś co zabije czas w wolne popołudnie.

    Brakuje mi filmu na którym się można bać. Ostatnio jedynie bierze góre obrzydzenie rozlewem krwi, lecz ze strachem nie wiele ma to wspólnego.

  3. brocha Marzec 14, 2008 o 06:45 #

    [quote]Plusy filmu? Dwa. Po pierwsze – doskonale wpływa na chęć mordowania wszelkich religijnych dewotów i debili.[/quote]

    eeeeeeee ;) to źle nie jest

  4. CoSTa Marzec 14, 2008 o 07:28 #

    [b]robert[/b]: O, widzi Pan – dziś naleją. Po raz pierwszy ruszam chyba ze swoja fabryką na piwo :). Łomatko, już mnie boli na samą myśl, że następnego dnia sesja erpegów mnie czeka… No nic, damy radę!

    A film jak był drętwy, tak dalej pozostał. Aż se puściłem kilka scen smaczniejszych wczoraj po napisaniu recenzji. Dałem 2? Zdecydowanie zbyt dużo…

    [b]wojtek[/b]: Też nie nastawiałem się na horror. Nie z tym ratingiem i przede wszystkim – bo to ekranizacja Kinga. Trailer takoż przekonywał, że to jakaś bzdurka będzie. Ale aż taka? Ło mamo, naprawdę nie wiedzą w Hollywood co robić z pieniędzmi :/.

    Ano, ostatnimi czasy królują piły i inne wzgórza mające oczy. Niestety, dobrego, wymagającego horroru nie było na moim komputerze od czasu [url=http://costa.info.pl/index.php?/archives/1015-Ils_Them.html]Ils (Them)[/url]. Długo coś :/

    [b]brocha[/b]: Nie wszystko da się ścierpieć w imię wyższych wartości Brocha, serio :).

  5. PeterCub Marzec 14, 2008 o 10:15 #

    CoSTa, czym się zasłużył ten chłam, że „aż” notkę wysmażyłeś o nim. Moim zdaniem nawet nie ma co wspominać. Obejrzałbyś sobie The Host. Przynajmniej trochę strasznie i bardziej śmiesznie…

    • PeterCub Marzec 14, 2008 o 10:17 #

      Swoją drogą dużo więcej emocji dają podobne wersje Mgły: The Fog (to nowsze i to stare).

  6. Pemmax Marzec 14, 2008 o 20:13 #

    Ufff a miałem żonę zabrać na ten film na jej urodziny. Ładnie bym wtopił. Teraz muszę poszukać czegoś innego.

  7. arsen Marzec 16, 2008 o 11:43 #

    Mimo że przeczytałem twoją recenzję poszedłem wczoraj na ten film z kobietą. Pomyślałem że trochę zbyt dosadnie się rozprawiłeś z tym filmem. Po 30 minutach mieliśmy ochotę wyjść z kina, po 40 minutach zaczeliśmy się śmiać ze łzami w oczach, wiekszość oglądających podchwyciła i też wybuchała smiechem przy niektórych scenach groteskowo komentując.

    Jako film grozy 1-10 komedia 3-10 :)

  8. CoSTa Marzec 17, 2008 o 16:15 #

    [b]petercub[/b]: A niczym się nie zasłużył. Ot po prostu obejrzałem i postanowiłem ostrzec tych, którzy myśleli o wydaniu na to pieniędzy. A tych wydawać po prostu szkoda.

    [b]pemmax[/b]: Oj byś wtopił… Serio, ten film jest miejscami wręcz kuriozalny :)

    [b]arsen[/b]: W sumie takie podejście chyba jest najsensowniejsze :). Można by przy tym nawet jakiś drinking-game obmyśleć – każde wspomnienie o klęsce zesłanej przez pana – kielonek. Oj o własnych siłach nikt by z kina nie wyszedł :)

  9. Hadret Marzec 17, 2008 o 23:29 #

    W zupełności się zgadzam, choć jeszcze napiszę parę zdań o nim u siebie (:

  10. Andi Kwiecień 6, 2008 o 21:26 #

    No cóż to trochę pod wiatr będę w stosunku do wszystkich tutaj co przede mną napisali. Najpierw o autorze (pseudo krytyku) tej pseudo krytyki. Oczywiście, że nie jest to film na Oscara ani film, który przejdzie o do historii kina. Lecz na pewno nie jest to żadne gówno jak to ujął „autor”. Zanim zacznie się pisać takie wypociny i głupoty to proponuję zapoznać się z paroma książkami z zakresu psychologii i psychiatrii na temat strachu i reakcji grup w warunkach zagrożenia. Zwłaszcza gdy nie ma się żadnej kontroli nad tym co jest na zewnątrz (w stosunku do tego gdzie znajduje się zagrożona grupa) a tutaj dochodzi dodatkowy element, że nie wiemy co dokładnie się tam znajduje. Więc pisanie bzdur, że inicjatywa „uciekać” pada zbyt rzadko jest tyle samo warta co jakość tego tekstu. Proponuję autorowi zamknąć swoją małżonkę i dzieci w pokoju i powiedzieć, że na zewnątrz nie ma światła i puścić dziwne dźwięki typu drapanie, stękanie itd. Zobaczymy jak bardzo będą miały ochotę na „spacery” na zewnątrz. To jest jedna rzecz. Następna to należy się zdecydować albo książki Kinga są wypocinami albo udanymi tekstami. Ja raczej przystaje za tym, że „autor” nie przeczytał nawet 1/4 z tego co King napisał… no bo pewnie to wszystko to też gówno. Jak ten cały tekst… Mam ochotę zrecenzować krok po kroku ten paszkwil ale szkoda prądu i czasu tak naprawdę… Ale trzeba oddać „autorowi” jedną rzecz. Jak mało kto pokazał, że jest totalnym ignorantem aż w kilkunastu tematach – kino, literatura, psychologia i swój gust (z tym się nie dyskutuje) przekazuje w formie wiedzy na tematy, o których nie ma zielonego pojęcia. Ja osobiście tylko żałuję, że na to coś trafiłem :( Pozdrawiam

    • CoSTa Kwiecień 6, 2008 o 22:13 #

      Drogi Andi. Dla odmiany napiszę krótko bo wszystko co o filmie miałem do powiedzenia już powiedziałem. Tak tylko pragnę przypomnieć, że niezależnie od ilości przeczytanych książek z zakresu psychologii, psychiatrii, parapsychologii i sztuki budowy latawców – gówno jak ma zwyczaj śmierdzieć, tak śmierdzi. W jakie byś owe gówno szatki nie ubrał. Krócej: nawet na siłę żaden zdrowy miłośnik Kinga (a sporo jego rzeczy przeczytałem) nie potraktuje tego czegoś choćby przez chwilę poważnie. Problem w tym, że niepoważnie też tego traktować nojak nie idzie.

      Sorry ale Twoich radosnych ciągot do zamykania swojej rodziny nie spełnię. Baw w się w takie zabawy ze swoimi bliskimi sam.

      • kasik Maj 24, 2008 o 22:21 #

        AMEN !!

        Jako maniaczka KINGA i jego zagorzała fanka w pełni POPIERAM recenzję !!!

      • m@ Sierpień 10, 2008 o 17:22 #

        Po pierwsze: jeżeli ktoś nie lubi prozy Kinga, to niech nie ogląda jego ekranizacji. Swoją drogą, ciekawi mnie jak można napisać: „King nie ma farta do ekranizacji swoich wypocin” a zaraz potem „nawet na siłę żaden zdrowy miłośnik Kinga (a sporo jego rzeczy przeczytałem)”. Skoro to wypociny to po jakie licho tyle czytałeś???

        Po drugie: Tak, oczywiście, Pan Costa (kto to w ogóle jest? Z kartonu z sokiem wypadł,czy co? Tak, wiem, że to żenujący żart, ale staram się dopasować do poziomu recenzji…) jako zasłużony recenzent po studiach z literatury, dziennikarstwa i podyplomówce w szkole filmowej jest najlepszym Polskim recenzentem filmów i powinno się uważać Jego zdanie za świętość…

        Po trzecie: WIELU krytyków, innych szanowanych autorów, reżyserów i cała rzesza fanów uważa książki Kinga za naprawdę dobre i jeżeli ktoś (patrz punkt 2.) mówi, że to „gówno” to ja przepraszam, ale wszystkich rozumów chyba nie zjadł. Skoro tyle osób to lubi, to znaczy, że coś w tym jest, to może czas zweryfikować lub przytemperować swój pogląd, a nie mówić, że wszyscy się mylą. Szczytem jest podanie pod recenzją linków do stron filmowych z oceną filmu na poziomie 65-75%

        Swoją drogą, przy tak krytycznym osądzie i tak żenującym stylu chciałbym zobaczyć „wypociny” Costy na pierwszym miejscu listy bestsellerów New York Timesa albo Washington Posta, które utrzymują się tam przez kilka tygodni z rzędu.

        I NAJWAŻNIEJSZE!!! KTO TO WIDZIAŁ W RECENZJI PISAĆ „IDIOTYCZNY”, „KRETYŃSKI”, „GÓWNO” I „WYPOCINY”?!? Zanim zacznie się bazgrolić własne recenzje na parafachową modłę sugeruję zapoznać się z arkanami sztuki! Takie coś to można powiedzieć do kumpla przy piwku, a nie w czymś,co ma niby wyglądać jak szanowana opinia. Tak, tak, wiem, że to prywatna strona,ale styl recenzji do czegoś zobowiązuje.

        Filmu jeszcze nie widziałem, ale na 99% też się nie zgodzę oceną, chociażby dlatego, że byli na moi znajomi lubiący Kinga i stwierdzili, że film jest naprawdę dobry. Nawet lepszy niż się spodziewali.

        btd: z taką argumentacją to idź się pokłócić do piaskownicy. Będzie równo i sprawiedliwie. Wiesz, tak od siebie powiem, że jest takie jedno mądre powiedzenie: nigdy nie kłóć się z głupcem: najpierw sprowadzi Cię do swojego poziomu, a potem pobije doświadczeniem. Idealny przykład to twoja wymiana zdań z Andim. Współczuję mu.

        Costa: „nawet na siłę żaden zdrowy miłośnik Kinga (a sporo jego rzeczy przeczytałem) nie potraktuje tego czegoś choćby przez chwilę poważnie” jeżeli ty traktujesz jakąkolwiek książkę Kinga (prócz Shawszank) poważnie, to szczerze Ci współczuję…

        I sugeruję sprawdzać literówki jak piszesz. To, że je zostawiasz, również nie najlepiej o Tobie świadczy.

        Andi: życzę powodzenia w „walce” bo coś mi się widzi,że na stronę o takim poziomie nigdy już nie wejdę.

        Tak, wszyscy dobrze przeczytaliście, możecie sobie poużywać pod tym postem,bo i tak tu nie wrócę!!! Można mnie potraktować jako mięso armatnie! Miłego bluzgania.

        • CoSTa Sierpień 10, 2008 o 18:16 #

          Nie będę sobie używał. Wręcz przeciwnie – podziękuję za tak długi i zaangażowany komentarz. Zdania o filmie nie zmieniam ale obiecuję na przyszłość nie pisać o gównie per „gówno” a jakoś nieco bardziej politycznie poprawnie.

          Dzięki i mimo wszystko zapraszam do wpadania od czasu do czasu.

    • btd Kwiecień 7, 2008 o 05:46 #

      Następny ąę. A co powiesz na to : obojętnie co kinga to gówno, bo ma gównianą tematykę. No i co, też jestem idiotą, bo te ‚zagrożenia, zachowania tłumu’ są dla mnie nic nie potrzebną kupą i marnowaniem czasu.

      • Andi Lipiec 4, 2008 o 22:45 #

        No cóż, czyli idąc dalej twoim tokiem myślenia jak mówisz komuś „gówniany kolor” mając na myśli jego np. koszulę to tak naprawdę mówisz, że nosi gówno a nie koszulę, tak? Co do Idioty to Ty to powiedziałeś… skromnie nie zaprzeczę… A co do następnej kupy to dzięki niej tysiące osób wraca spokojnie po meczach i koncertach do domu a nie trafia do szpitala albo do kostnicy. Bo dzięki właśnie poznaniu zachowań tłumów w chwilach zagrożenia dzisiaj na świecie buduje się takie a nie inne konstrukcje stadionów, sal widowiskowych, itd… no ale Ty pewnie siedzisz przed TV albo kompem i Ciebie to nie dotyczy…

  11. tytry Listopad 8, 2008 o 17:10 #

    nie rozumiem czemu aż tak zajadła krytyka. ja tego filmu tak negatywnie nie odebrałam. a co do s. kinga to widać, że autor tej słabiutkiej recenzji nie łapie atmosfery prowincji amerykańskiej u kinga.

Trackbacki/Pingbacki

  1. Rok 2008 w naszej rodzince… | CoSTa's Family Page - Październik 21, 2011

    […] dobrze zro­bi­łem w stylu old­scho­olo­wym i wprost z prze­szło­ści. Nieco póź­niej zje­cha­łem The Mist na moty­wach Kinga, za co dosta­łem od kilku fana­ty­ków złych fil­mów mocno po dupie. […]

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Chaos widzę w pracy mojej…

Po tygodniu zwolnienia z siedzenia przed komputerem, w końcu musiałem do roboty przyjść. Nie to, żebym nie chciał - lubię...

Zamknij