Menu serwera

Tybetowa heca

Czytam, oglądam, słucham i nie wierzę. Po prostu nie wierzę w to, co się wokół Tybetu, Chin i naszego udziału w olimpiadzie wymyśla. Pomysły orbitują od groteskowo absurdalnych po kompletnie głupie, na jakie tylko nasi politycy i dziennikarze mogliby wpaść. Pokrótce może bo muszę zrobić rzecz ważną – zarobić na życie a to niestety wymaga porzucenia miłego pisania na blogu na rzecz w sumie całkiem sympatycznego klikania w InDesignie :).

  • Kompletnym idiotyzmem jest oczekiwanie od naszych sportowców, że w olimpiadzie nie wezmą udziału. Sugerowanie nawet, że sportowiec ma nie wziąć udziału w najważniejszej dla niego imprezie sportowej pod słońcem, która dzieje się raz na cztery lata (więc zapewne drugiej szansy na występ już nie otrzyma) jest nie tylko głupie ale przede wszystkim wskazuje na potężny brak zrozumienia czym olimpiada dla sportowców jest.

  • Radosne ogłaszanie przez Tuska, że nasi oficjele na uroczystości otwarcia olimpiady w Pekinie obecni nie będą oraz zapraszanie Dalajlamy a z drugiej strony bodajże dwudniowe milczenie rządu w sprawie Tybetu i zajść mających tam miejsce – to nijak ma się do prowadzenia jakiejś zrozumiałej polityki wobec Chin. To, co dzieje się w Tybecie aż nazbyt przypomina nasz rok 1981 i zrozumiały jest opór nie tylko rządu ale i całego narodu wobec takich praktyk. Problem w tym, że premier tego kraju nie może tak po prostu wziąć i popsuć stosunków z jednym z największych rynków świata i jedną z najprężniejszych gospodarek świata. Czy nam się to podoba, czy też nie – jesteśmy w dobie globalizmu po prostu skazani na współpracę z Chinami. Z tego punktu widzenia nasz premier gra niepewnie. Najpierw milczy, później oświadcza, że na otwarcie olimpiady nie przyjedzie i zaprasza Dalajlamę do siebie. Nie da się zjeść ciastka i mieć ciastko. Ale da się to ciacho dać komuś innemu. Na ten przykład organizacjom pozarządowym, które w demokracji właśnie dla piętnowania takich postępków państw między innymi powstają. Przykro to pisać ale realpolitik w kontaktach z Chinami zachować po prostu Polska musi dla jej własnego interesu. Co nie znaczy, że ma patrzeć biernie na łamanie praw człowieka i mordowanie ludzi. Bardzo trudno jednak pogodzić pieniądze z wrażliwością i naprawdę nie zazdroszczę Tuskowi zadania. Ma jednak pod ręką najlepszy z możliwych instrumentów demokracji: ludzi i ich organizacje. Może panie premierze czas na zaktywizowanie organizacji pozarządowych i współdziałanie z nimi? Mam wrażenie, że w naszym kraju zdobycze demokracji widziane przez polityków ograniczają się tylko do aktu wyborów. A przecież wcale tak nie jest.

  • Eurosceptycy tylko zacierają ręce widząc reakcję Unii na Tybet. Jakie one bowiem są? No właśnie – żadne. Jako eurooptymista widzę między innymi w takich sytuacjach wyraźną potrzebę silniejszego związku państw tworzących Unię, skoordynowania polityki zagranicznej prowadzonej w pewnych kwestiach wspólnie i tym silniejszą. Nie może być tak, że cały kontynent milczy bo pojedyncze kraje owego kontynentu nie chcą psuć stosunków handlowych z Chinami. Zupełnie inna byłaby pozycja tych krajów występujących jako jedność i o wiele silniejszy byłby to głos, tym bardziej, że podparty siłą europejskiej gospodarki. Jeśli Europa chce propagować wartości, które ją łączą, nie ma po prostu innego wyjścia jak mówić jednym głosem w ważnych sprawach.

Nic nie zmieni faktu, że kraj organizujący manifestację pokoju, jaką u swych źródeł była olimpiada (pamiętacie z lekcji? Tak, na czas olimpiady polis greckie zawieszały wszelkie wojny) z pokojem ma niewiele wspólnego i jest po prostu dyktaturą. Tyle że „dobrą”, bo dającą zarobić i dostarczającą niewolników, byśmy mogli zarobić jeszcze więcej kupując chociażby taniej. Niestety, te zależności finansowe i globalizacja mają taki skutek, że w obliczu pieniądza ludzka solidarność gdzieś wyparowuje. Nie mam tego za złe politykom – ich zadaniem jest stworzyć mi takie warunki do życia, bym czuł się w swoim kraju zadowolony. A tanie produkty, które mogę kupić za grosze też na owo poczucie zadowolenia wpływają. Ale jest i druga strona medalu – sumienie i właśnie owo wyświechtane w polskich realiach pojęcie solidarności. Mam wrażenie, że tu najwięcej zależy od nas samych a nie od polityków. Od polityków oczekuję nie stawania na drodze ludzi i tworzenia im warunków do wyrażania swojej opinii w sprawach także międzynarodowych. Ta sama globalizacja i iluzoryczność granic pozwalają na wzniesienie się ponad partykularne krajowe interesy i wyrażenie opinii bardziej w duchu ludzkiej solidarności, niż w duchu pieniądza. Możemy wyrazić dezaprobatę dla poczynań Chin i możemy to zrobić na globalną skalę – skorzystajmy z tego.

Dajcie spokój sportowcom – olimpiada to ich święto i ich sprawdzian, do którego przygotowują się przez całe swoje sportowe życie. Niechaj politycy niewiedzący co zrobić nie czynią gestów, które mogą krajowi zaszkodzić i pozwolą oraz zainspirują ludzi, by powiedzieli to, co chcieliby powiedzieć politycy za nich. I bardzo chciałbym, by głośne powiedzenie „NIE! Nie pozwalam na to w imię solidarności z drugim człowiekiem!” przychodziło ludziom instynktownie, odruchowo i bez wstydu. I by ten głos był głośny i brzmiał głośno, o co powinni się już postarać owi politycy tworząc po temu odpowiednie warunki.

Chiny i Tybet uczą nas czegoś o nas samych.

5 odpowiedzi do Tybetowa heca

  1. zx Marzec 28, 2008 o 09:20 #

    Ad. punkt 1: Myslisz się. Każdy sportowiec powinie wiedzieć, że ważniejsze jest to, co się tam dzieje niż jego kariera. A jeśli narobi rabanu to zyska na tym pewnie więcej niż na złotym medalu nawet.

    Ad. punkt 2: Oczywiście nikt nikomu nie powinien nic narzucać. To indywidualna sprawa, ale w dupie mam współpracę choćby i z największą potęgą światową, jeśli ta potęga bogaci się na takich akcjach. Wybacz, ale jeśli wszyscy na około będą stać i milczeć udając, że cośtam się robi i starając się, żeby ktoś coś zrobił za nich, to nic to nie da. Brak stanowczego veto to zezwolenie na swobodne działanie rządu Chin.

    Ad. punkt 3: Tyle, że jeśli ktoś z tym nie wystąpi pierwszy, to nic z tego. Dla mnie mogła by to być i Polska – czemu nie…

  2. Hadret Marzec 28, 2008 o 09:21 #

    Nie wiem jak to wygląda w innych miastach, we Wrocławiu ma się odbyć manifestacja 3 kwietnia bodaj o 15:00 na Placu Solnym. Organizowana przez studentów i organizację pozarządową, jaką jest Młody Wrocław (:

  3. CoSTa Marzec 30, 2008 o 06:02 #

    [b]zx[/b]: ad. 1 – z całym szacunkiem ale czy Ty rzucisz swoją robotę w geście sprzeciwu wobec tego, co się dzieje w Tybecie? Dlaczego wymagasz tego od innych?

    ad. 2 – sam możesz coś z tym zacząć robić. Zacznij mpże od nieużywania komputera made in China. Wywal też większość ubrań. A to dopiero początek mówienia „veto”. Problem jest nieco bardziej skomplikowany niż „mam to w dupie”.

    ad. 3 – no więc właśnie – a wystąpiła? Jak? Tak, że sami niezbyt wiemy co właściwie nasz rząd chciał zakomunikować. I w tym tkwi problem moim zdaniem.

    [b]hadret[/b]: i o to chodzi. Wiele więcej przeciętny człowiek zrobić nie może ale nawet te z pozoru nieistotne działania mają imo sens. Także dla działających bo to i o nich sporo świadczy.

    [b]igor[/b]: dzięki za linki – niezły artykuł.

  4. zx Marzec 30, 2008 o 11:25 #

    CoSTa: Ad. 1 – Pewnie, że tak. Nieraz już tak robiłem i pewnie nieraz zrobię. Ja nic od nikogo nie wymagam. Tak jak napisałem, to kwestia dobrowolnego udziału w sprzeciwie. Nie podoba mi się jednak zabranianie jakiejkolwiek manifestacji przez te całe komitety sportowe.

    Ad. 2. Tak też robię. Praktycznie wszystko co posiadam, jest produkowane w Europie. Wyjątki się znajdą, ale nie jestem w stanie wszystkiego skontrolować niestety. Każdy z tych tak zwanych ‚skomplikowanych problemów’ ma IMO proste rozwiązanie. Jeśli któreś z mniej ważnych państw zrobi coś podobnego, to zaraz dostaje od świata blokady handlowe, a Chiny nie. Bo Chin to my się boimy, bo do Chin nie wyślemy wojska, żeby osądzić ichniego Saddama Husajna, tak? Jak mówię, mam w dupie pieniądze, które tym wszystkim sterują.

    Ad. 3. Kaczyński uważał Polskę za Boga i kłócił się ze wszystkimi w Unii, a Tusk przyją politykę podkulonego ogona. I dlatego teraz Polska boi się wystąpić z jakimkolwiek sensownym wnioskiem w jakiejkolwiek ważnej sprawie.

    Jeśli jest jeszcze jakieś miejsce nie skażone ‚dzisiejszym stylem życia’, to Tybet jest jednym z nich i dla mnie bardzo ważne jest chronienie takiego stanu rzeczy.

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Pół tony kafelek przywiezione – ruszamy z remontem!

Jako się rzekło - ruszamy powoli z robotami w naszej łazience. Do tej pory stolec papy CoSTy nie miał zbyt...

Zamknij