Kiedy palce się nie składają…

Bywają i takie momenty w życiu, kiedy pepla­jący i piszący ile wle­zie koleś, taki na ten przy­kład ja :), nie ma po pro­stu weny do napi­sa­nia czy powie­dze­nia cze­go­kol­wiek. Siada ów czło­wiek przed kla­wia­turą, pró­buje przy­po­mnieć sobie te wszyst­kie skom­pli­ko­wane myśli, które mu na ten przy­kład w pracy po gło­wie bie­gały, te nie­sa­mo­wite spo­strze­że­nia, które na pewno nie­je­den świa­to­po­gląd by zbu­rzyły i… Tyłek! Nic rodzą­cego się w zwo­jach nie chce spły­nąć przez palce na kla­wia­turę. Gdzieś po dro­dze ma miej­sce jakaś blokada.

I co teraz?

Ano róż­nie to bywa. Jedni nazy­wają takie stany „kry­zy­sem twór­czym”, inni zwa­lają na bio­metr, gazy Buddy tudzież brak natchnie­nia od boga him­self. Zamiast jed­nak zwa­lać na siły wyż­sze czy gazowe, lepiej poszu­kać za nieco kon­kret­niej­szym roz­wią­za­niem pro­blemu: trzeba ów pro­blem zlo­ka­li­zo­wać, wyizo­lo­wać i zli­kwi­do­wać. Jednym sło­wem — trzeba wyko­nać dużo wyra­zów koń­czą­cych się na „-ać”. Niestety już na tym eta­pie widać, że ów jeden pro­blem gene­ruje następny: potrzebę wydat­ko­wa­nia ener­gii na jego roz­wią­za­nie. A wierz­cie mi na słowo: przy­blo­ko­wany twór­czo koleś już za żadne skarby świata nie będzie wydat­ko­wał na coś wię­cej ener­gii, niż na kon­tem­pla­cje swo­jej twór­czej blo­kady. Czy więc koło się zamknęło i ów koleś musi swo­jego blo­ga­ska zamknąć?

Otóż nie­ko­niecz­nie. Taki twór­czo zblo­ko­wany koleś zawsze może zwró­cić się w innym kie­runku i na ten przy­kład może… popro­wa­dzić bloga eks­perc­kiego! Przyjrzyjmy się temu zagad­nie­niu nieco dokładniej.

Czymże są blogi eks­perc­kie? To w zna­ko­mi­tej więk­szo­ści dosyć her­me­tyczne i nasta­wione na wyspe­cja­li­zo­waną treść strony w inter­ne­cie, któ­rych twórcy/redaktorzy podają wie­dzę z danej dzie­dziny w serii wpi­sów o niej trak­tu­ją­cych. Looks like fun? Tak! Przynajmniej tak długo, jak długo blog jest o por­no­gra­fii lub o por­no­gra­fię (lub sze­rzej — ero­tykę) zaha­cza. Każdy nor­malny czło­wiek nie przy­klei się bowiem do strony, na któ­rej inny ponoć nor­malny czło­wiek pisze o rze­czach, które ten wcze­śniej­szy niby nor­malny czło­wiek dzierga przez osiem godzin dzień w dzień i jesz­cze za to dostaje mniej­sze lub więk­sze (raczej mniej­sze) pie­nią­dze. Każdy, kto jesz­cze w dodatku na blo­gach tzw. eks­perc­kich wcho­dzi w dłu­gie dys­ku­sje, dywa­guje o wyż­szo­ści jed­nego zagad­nie­nia nad innym czy sprze­cza się z tezami autora — każda taka per­sona jest dla mnie poten­cjal­nie podej­rzana i w ciemno mógł­bym powie­dzieć, że to zazwy­czaj leń paten­to­wany, który zamiast swoje wia­do­mo­ści prze­mie­niać w pracy na srebr­niki, naj­wi­docz­niej tej pracy nie wyko­nuje ewen­tu­al­nie nie potrafi jej sobie zor­ga­ni­zo­wać. Tak czy ina­czej — to dupa z uszami i tyle.

Należy też zwró­cić uwagę na to, że blogi eks­perc­kie to samo­na­pę­dza­jące się per­pe­tuum mobile, które nie dość, że ener­gii nie wytraca (jak to per­pe­tuum mobile), to jesz­cze w dodatku ją gene­ruje. Tu wpis inspi­ruje kolejny wpis — nowe roz­wią­za­nie wyczy­tane w necie można porów­nać do już ist­nie­ją­cego. Przy pew­nym obla­ta­niu w sztuce lania wody można o jed­nej pier­dole popeł­nić serię wpi­sów a im owa seria będzie dłuż­sza, za tym więk­szego eks­perta będzie się ucho­dziło. Nie wspo­mi­nam nawet o komen­ta­rzach, bo tu moż­li­wo­ści gene­ro­wa­nia tre­ści są wręcz nieograniczone.

Jak więc widać naj­prost­szym spo­so­bem na brak cze­go­kol­wiek inte­re­su­ją­cego do napisania/powiedzenia jest zało­że­nie bloga eks­perc­kiego. Nadal nic inte­re­su­ją­cego się nie pisze/nie mówi ale — o iro­nio — blog może zacząć ucho­dzić za wyrocz­nię, o ile tylko będzie się o tym niczym odpo­wied­nio czę­sto pisało i kłó­ciło ile wle­zie z czytelnikami.

Zestawcie pro­szę sobie same suche fakty: ile ener­gii musi prze­zna­czyć „eks­pert” na swój wpis będący prze­dru­kiem z innego bloga/strony, a ile na ten przy­kład koleś dba­jący o bloga rodzin­nego, który swój wpis musi stwo­rzyć od pod­staw, musi on być inte­re­su­jący, zabawny, napi­sany z polo­tem i lek­ko­ścią? Ile wysiłku wymaga od „eks­perta” wrzu­ce­nie fil­miku z YouTube przez prze­kle­je­nie kodu, który mu ser­wis pod­suwa a ile wysiłku kosz­tuje to wspo­mnia­nego rodzin­nego blo­gera, który ów fil­mik musi nakrę­cić, zmon­to­wać, zadbać o stan­dardy, wrzu­cić na ser­wer w for­ma­cie straw­nym dla wszyst­kiego i jesz­cze opa­trzyć to komen­ta­rzem oraz ilustracją?

Tu nie ma czego porów­ny­wać! Jawnie widać, że taki na ten przy­kład autor strony rodzin­nej wyko­nuje pracę wręcz tyta­niczną. To od takich jak on blo­ge­rów pękają w szwach ser­wery zapeł­niane mrów­czo wrzu­ca­nym nowym con­ten­tem. To wła­śnie tacy blo­ge­rzy two­rzą treść sieci, tej sieci. To im należy się pomnik i więk­szość przy­cho­dów z AdSense. To oni są solą i ostoją Internetu. Cóż więc się dzi­wić, że cza­sem po pro­stu gdzieś po dro­dze ze zwo­jów do kla­wia­tury powstaje blokada?

Tak więc podzi­wiajmy owych bez­i­mien­nych, sza­rych Twórców Internetu!

Nawet kiedy pitolą jak potłu­czeni, bo wła­śnie przy­go­to­wują do druku w cho­lerę wiel­ko­for­ma­tówki, któ­rej gene­ro­wa­nie zarzyna kompa ale nie na tyle, by nie odpa­lić prze­glą­darki i jakie­goś idio­ty­zmu na blogu nie wklepać :).

Ogólne :)

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

4 Komentarzy do “Kiedy palce się nie składają…”

  1. QDS 16/04/2008 do 11:52 # Odpowiedz

    Normalnie Oskara za ten wpis!

    Piwo w Browarze i wieczna chwała.

    Pierwszy raz z takim zacie­ka­wie­niem czy­ta­łem wpis niby depre­syjny, niby śmieszny, a jakże prawdziwy :)

    Pomnik dla CoSTy!

  2. zx 16/04/2008 do 14:12 # Odpowiedz

    Masz… rację. Tak w sumie, to eks­pert już poznał to, o czym pisze, a blog rodzinny powstaje ponie­kąd na bie­rząco. O ile odrzu­cimy Instrukcję Życia autora jakie­goś­tam (poza tytu­łem nic cie­ka­wego w śwodku nie było), to życia się nauczyć nie da i dla­tego całość tak różni się od pisa­nia eksperckiego.

    A idąc za tym — wszech­świat nie ist­nieje! (Ha, uwiel­biam tak skra­cać myśli.)

  3. CoSTa 17/04/2008 do 06:40 # Odpowiedz

    [b]QDS[/b]: Oj nie, pomnik lepiej nie — za dużo mate­riału by zeszło na krą­gło­ści :). Ale piwo… O, to już zupeł­nie co innego ;)

    [b]zx[/b]: There is no spoon? Kurczę, new age pleni się jak widzę strasznie :)

  4. Biter 17/04/2008 do 10:17 # Odpowiedz

    Przecudowne! :D

Dodaj komentarz