Po pięciu tygodniach spokoju, luzu, laby i w ogóle — wczoraj w późnych godzinach popołudniowych zwieźliśmy wreszcie w nasze skromne progi córę naszą — da Majka. Majek przez ten cały czas siedział na karku dziadkom i to właśnie dziadków męczył a nie nas. Nasz urlop właśnie się skończył. Chlip!
Doropha płakała już ostatnio straszliwie z tęsknoty za córeczką i podobno działo się to z wzajemnością. Córeczka o dziwo także do mnie zaczęła lgnąć nad wyraz, mimo zazwyczaj chłodnych relacji, jakie nas łączą (u nas w rodzinie to ja jestem ten zły porucznik i to ja drę japę gdy Majek coś zbroi). Decyzja więc zapadła: nie ma na co czekać i trza po dziecko jechać. Problem właśnie w tych dorophowych zapędach do zrobienia tego jak najszybciej, bez oglądania się na koszty. Tym sposobem w sobotę zbudziła mnie o trzeciej rano (tak!), kazała dupę przygotować do jazdy, wychlać wiadro kawy i ruszać brzaskiem. Ruszyliśmy kole piątej (kaman, może jestem niezbyt rozgarnięty ale nie jestem wariatem zrywającym się z własnej nieprzymuszonej woli o czwartej nad ranem do jazdy :)). Skrócę i powiem tylko tyle, że to nie był dobry pomysł. Spaliśmy w trasie a gdy w pewnym momencie obudziłem się na przeciwnym pasie, bardzo byłem zdecydowany przerwać jazdę i przespać te brakujące godzinki snu.
W końcu dojechaliśmy nawiedzając po drodze naszą znajomą już karczmę Czarci Ruszt (droga nr 1, za/przed Łodzią w kierunku na Kielce). To niesamowite, jakie żarcie tam dają — jajeczniczka na kiełbasce i chlebek, który sam się wsuwał… MNIAM! A Stalowa przyjęła nas gorąco i wylewnie. Dziadkowie cali szczęśliwi, że się nareszcie ciężaru pozbędą, Doropha cała szczęśliwa, że się nareszcie dzieciaka nacałuje, dzieciak szczęśliwy że się nareszcie naprzytula… Tak, tylko ja miałem w plecy. Zwyczajowo. Jak każdy kierowca. Nawet kielicha nie miałem siły strzelić po tej jeździe od rana…
Posiedzieliśmy i wróciliśmy. Z drogi powrotnej warto odnotować kolejny przystanek w karczmie, w której zeżarłem z kilogram karkówki tak fantastycznie przyrządzonej, że jadła się praktycznie sama. Oj ciężko było ruszyć stamtąd tyłek… Łódź okazała się być miastem, w którym nikt nie słyszał chyba o zielonej fali. Trzypasmówka przelotowa przez to duże miasto oznacza w mniemaniu ichnich drogowców obowiązek stawania na dokładnie KAŻDYM skrzyżowaniu a to ze względu na kompletnie niezsynchronizowane światła. Bezsensowny idiotyzm. Mieszkańcom Łodzi gratulujemy drogowców dbających o zwiększone wydzielanie spalin przez przejezdnych.
Wróciliśmy do domu, w którym powoli zbliża się finał prac w łazience (no, wygląda całkiem zacnie) a mnie czeka wzmożone ruszanie dupska na spacerach i rowerowych przejażdżkach z Majkiem. No, nareszcie! :). Poniżej zaś kilka fotek z naszego wypadu. Wystarczy kliknąć na którejś, by wyświetlić coś lepszej jakości w Picasa Web.
A przy okazji — reszta mojej rodziny żre barany w Grecji z okazji ichniej Wielkanocy, która wypada jakoś później niż u nas. No cóż, niektórzy są nadziani i stać ich na wojaże zagraniczne. My — zwyczajowo biedni — ograniczamy się li tylko do marnego kilograma karkóweczki. Ot bida… :)








Och tak — Łódź jest komunikacyjnie porażką. Chyba trzykrotnie podróżowałem samochodem na wczasy na naszym morzem i przejeżdżałem przez Łódź. Godzina na przejazd wyjęta. Zwłaszcza, gdy przejazd jest w środku dnia.
Wygląda na to że niezłą wycieczkę sobie sprawiliście, a i Czarci Ruszt brzmi dobrze ;)
No, to teraz już mogę nawiedzić was oficjalniej niż ostatnio, łazienka zrobiona? Kiedy grill? ;)
[b]krzychu[/b]: Oj godzinka to leci jak nic. My jechaliśmy w niedzielę, teoretycznie powinno być spokojnie. Owszem, było ale ten brak synchronizacji świateł powodował niekontrolowane ataki szału i bogate epitety pod adresem asów z łódzkiej drogówki. Masakra :/.
[b]biter[/b]: Grill? Jakoś już niebawem. Niech nam się te roboty skończą i muszę pomyśleć o grilliku :)
No skoro już Lizmannstadt wywołany to się odezwę. W tym roku przejazd przez Łódź „trasą” to pikuś — ktoś pamięta że w zeszłym roku była remontowana? Obecnie centrum jest rozkopane koncertowo, niektóre statystyki podają stan rozkopania na 50–60% dróg w mieście. Światła są dostosowane raczej dla miasta, by jakoś rozładować korki w samym centrum. A wszystko to dzięki super preziowi Kropce — funduje nam tzw. tramwaj regionalny, paraliżując miasto na dwa lata. Póki co polecam trasy omijające Łódź — no chyba że wpadniecie na piwo ;)