Menu serwera

Przyjechał, chlaliśmy i pojechał…

Ufff, minął dosyć męczący weekend, na który składały się wyjścia na piwo z moim kuzynem, picie piwa z owym kuzynem, wyskoki na browarka z kuzynem i dodatkowo jeszcze degustacja sporych ilości piwa z kuzynem i kolegami :).

2008.04.12 – Dimitris w Poznaniu

HELL YEAH! Opiliśmy się piwska jak bąki! Ba, mało tego! Wiedziony kuzynowskim kaprysem skoczenia do klubu wylądowałem w przybytku, który mnie rozłożył na łopatki – kiedyś był tam klub Galaxy. Nie mam pojęcia, czy zwie się tak nadal ale rozwalił mnie totalnie. Łomatko, jakże ludzie muszą być seksualnie wyposzczeni, że łażą do takich przybytków z żądzą przelecenia wszystkiego w okolicy w oczach i jeszcze za to płacą. I to tyle, że tylko z fascynacją patrzyłem, jak mi siano z portfela ucieka. A przecież nie było panienek, którym trza by stawiać kolejkę za kolejką coraz to bardziej wymyślnych a przez to i drogich wynalazków… Nie mam pojęcia, jak ci ludzie kombinują pieniądze na takie wypady (a przecież wypadałoby jakąś kreskę ściągnąć czy coś ewentualnie przypalić) i wolę nie wiedzieć, dlaczego popularność takich miejsc wprost przekłada się na ilość pobić i rozbojów. Koszta są kosmiczne ale klub napchany po ostatnie brzegi.

Było fenomenalnie! Już na wejściu bramkarz zalecił mi pozbycie się bluzy z kapturem. Na moje pytanie „dlaczego” zobaczyłem tylko zaciśnięcie szczęk i gotowość do obicia mi ryja prewencyjnego. Spokojnie wytłumaczyłem, że ja tak młodo to tylko wyglądam ;) a w rzeczywistości to żona, dziecko, ojciec rodziny… no i tak z ciekawości się pytam a nie z przekory. Koleś jakiś wyjątkowo kumaty grzecznie przeprosił i powiedział, że jeśli zejdę tam z kapturem na wierzchu to mnie ktoś kosą poczęstuje, bo się ponoć klubomuły z kapturami (chyba o idiotów z krokiem w kolanach chodzi) niezbyt lubią. Poczułem się ostrzeżony, podziękowałem i ą ę wlazłem do klubu.

Kluby dzielę na te dobre i te do dupy. Galaxy jest klubem do dupy. Nie dlatego, że jakąś muzę złą grają czy też że jest drogo. Nie o to chodzi. Chodzi o to, że nie idzie wydać w spokoju swoich pieniędzy. Klub nie stworzył mnie i kuzynowi żadnych warunków do wyciągnięcia portfeli i zarżnięcia się na amen. Staliśmy przy barze w ścisku potwornym, z oczami wlepionymi w cycki barmanki, które były obfite i wołały do nas głośno ale o wyrwaniu jakichś panienek można było co najwyżej pomarzyć – obrócić się było trudno a co dopiero czule wyszeptać pannie do uszka „choć do kibla na małe conieco”. Cholera, swego czasu byłem niezłym dyskomułem ale takich numerów sobie nie przypominam – pykaliśmy w bilardzik, było gdzie tyłek wytrząść, gdzie pannę zabrać… A tu się działa najzwyczajniejsza pod słońcem rzeźnia. Jeśli tak wygląda owa „kultura klubowa” to ni cholery nie żałuję, że jestem wyznawcą „kultury pubowej” :).

A puby zwiedziliśmy w sumie trzy. Piątek zaczęliśmy w Brovarii racząc się ichnimi specjałami. Specjały zamieniliśmy na coś mocniejszego i o bardziej skondensowanym smaku i wylądowaliśmy oczywiście w Brogansie, gdzie wlaliśmy w siebie jakieś bliżej nieokreślone ilości browaru. Dzielnie towarzyszyli nam Ender, Zen, Biter a z czasem doszła też i Doropha, która piła gdzieś z koleżankami a do nas przyszła dopić resztki :).

W sobotę problemem było znalezienie jakiegokolwiek wolnego miejsca gdziekolwiek w okolicy centrum miasta. Ludzie wylegli jako ta stonka i obsiedli dosłownie wszystko. Padła w związku z tym propozycja, abyśmy ruszyli do najbrzydszego pubu pod słońcem i tamże trafiliśmy. Valhalla przyjęła nas czule i wpoiła nam po cztery czy pięć piw na łebka. Ender z Centurionem, którzy wspomagali nas w piciu, zwinęli się szybko. Dopiliśmy z Dimitrisem resztki i ruszyliśmy w kierunku „a gdzie oczy poniosą”. Poniosły do Galaxy czy jak to się tam teraz zwie. Na wysokości trzeciej w nocy zacząłem wykazywać braki kondycyjne i wylazł ze mnie paskudny syndrom starzenia się i psa ogrodnika – Dimitris był gotowy na rwanie (nie mam pojęcia jak chciał to robić w tym tłumie, widać techniki rwania też się zmieniły :)) ale ni cholerynie dałem mu się wykazać. Żonka, te sprawy… :)

Tym sposobem dwa dni pojenia się browarem a w przypadku Dimitrisa także żuberkiem z jabłkiem – minęły. Teraz czas na moją wizytację Aten. A co, trzeba zobaczyć gdzie kuzynostwo wydaje swoje ciężko zarobione pieniądze. No i tym razem posłuchałbym z chęcią jak wołają do mnie cycki jakiejś greckiej barmanki :).

8 odpowiedzi do Przyjechał, chlaliśmy i pojechał…

  1. Lukem Kwiecień 13, 2008 o 20:34 #

    Kurna, zazdroszczę, kiedy ja w końcu znajdę czas żeby się porządnie ustrzelić i ewentualnie pohasać przy jakichś miarowych dźwiękach?

    A w ogóle to niesamowite przeczytać o trzydziestolatkach chodzących po klubach. Nie to żebym patrzył w metrykę czy coś, ale gdzie się nie rozejrzę, wszędzie widzę dzieci…

  2. byte Kwiecień 13, 2008 o 22:38 #

    Jak tak patrzę na te fotki z pubu, to już się nie mogę doczekać imprezy w Poznaniu. Dawno już nie trenowałem tej dyscypliny.

  3. xristina Kwiecień 13, 2008 o 23:37 #

    Moj drogi .Ty nie znasz wlasnego kuzyna.On nie ma litosci.On moze wykonczyc czlowieka.Nie na darmo ma przezwisko (o ktorym oczywiscie nie wie i mam nadzieje ze sie nie dowie) Konana Barbarzyncy.

    Zaimuje sie boby buildingiem i trudno isc z nim na zawody.

    Nie martw sie.Odbijesz sobie w Grecji.

    Wykonczysz go na wlasnym terenie.

  4. ciotka's eleni Kwiecień 14, 2008 o 07:35 #

    a gdzie sa twoje dziewczyny? mam dosc ogladania zarosnietych dryblasow, chce troche Majusi i Dorotki.

  5. Stemer Kwiecień 14, 2008 o 08:32 #

    No to żeście zaliczyli mordownię (Galaxy). Z Tubą jest podobnie. Diabelsko nie polecam z uwagi na idiotycznych bramkarzy – „nie bo nie, a jak tak to w pysk a także jak nie to też w pysk”. Krótko mówiąc omijam te lokale szerokim łukiem.

    PS. Nie chlej na dworze, bo cię munidupki zgarną ;)

  6. CoSTa Kwiecień 14, 2008 o 13:35 #

    [b]lukem[/b]: Czym prędzej, tym lepiej. Inaczej grozi Ci trzydziestka i co wtedy? ;)… Apoko, mając i więcej jeszcze jakoś kości przy podrygach się nie łamią. Gorzej, że w Poznaniu jakos nie mogę trafić knajpy z popem z lat 80-tych – natychmiast wziąłbym Dorophę i do białego rana, nie ma bata!

    [b]byte[/b]: Jak już łazienka stanie to tylko zsynchronizuję jakoś wyjazd Majki i Dorophy i robimy picie. Z dzieciakiem na karku się nie da a i aura dopiero zaczyna być grillowa…

    [b]ciotka’s xristina[/b]: Taki właśnie ciotuniu jest plan – pokonać te bestie na ich własnym terenie. Ale już widzę, że bez wcześniejszego głębokiego treningu będzie oj ciężko. Dobrzy z kuzynów zawodnicy, muszę to przyznać.

    [b]ciotka’s eleni[/b]: Majusia na czas prac w łazience została wykopana do Stalowej Woli i tracimy małą fortunę na telefony… A Doropha się wstyda :)

    [b]stemer[/b]: No ja już z klubów nieco jakby wyrosłem ale muszę przyznać, że nawiedzenie Galaxy to było odświeżające doświadczenie. Cholera, jeszcze trochę i zacznę na dancingi chodzić… :)

  7. krzychu Kwiecień 15, 2008 o 15:13 #

    „choć do kibla na małe conieco” :P

    kocham cię CoSta ….!

Trackbacki/Pingbacki

  1. Rok 2008 w naszej rodzince… | CoSTa's Family Page - Październik 21, 2011

    […] kwiet­niu mię­dzy innymi prze­sko­czy­łem na Wi-Fi, nawie­dził nas mój brat cio­teczny Dimitris, a ja zło­ży­łem pozew prze­ciwko wio­śnie, która coś […]

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Oooo… Nowy album Silence – Encre

Ufff, i po delegacji. Ano, wczoraj wywiało mnie w cholerę do Dobroszyc, gdzie spotykały się Działy Marketingu tych wszystkich firm,...

Zamknij