Majka i jej błona

Zauważyliśmy z Dorophą, że już od jakie­goś czasu da Majek jakby nas nieco ole­wał. Nie słu­chał co się do niego mówiło, nie reago­wał na woła­nie z kuchni, trzeba było gło­śniej krzyk­nąć, by mała zechciała tyłek ruszyć. Jakoś tak też wyszło, że od dłuż­szego czasu bez­sku­tecz­nie pró­bu­jemy się nauczyć jeź­dzić na rowe­rze. Majka ma cho­lera pro­blem z jazdą bez dwóch dodat­ko­wych kółe­czek — ni dia­bła nie może rów­no­wagi na rowe­rze zła­pać a gdy leci na któ­rąś stronę, strasz­nie spóź­nia wszel­kie reak­cje obronne i gdy­bym nie pod­trzy­my­wał małej, nawet by nogi nie wycią­gnęła by obro­nić się przed gruntem.

Dodaliśmy dwa do dwóch i wyszło nam, że mała ma kło­pot ze słu­chem i poten­cjalny pro­blem z błęd­ni­kiem. Nic dziw­nego zwa­żyw­szy zeszło­roczne chyba cztery zapa­le­nia ucha, o wcze­śniej­szych że już nie wspo­mnę. Jednym sło­wem — masakra :/.

Dziś zali­czy­li­śmy w związku z powyż­szym bada­nia. Poszliśmy do cze­goś, co zwie się CTS MED i gdzie Majce zało­żono na uszy słu­chawki a do czoła przy­sta­wiano jakieś małe czarne coś, co wyda­wało dźwięki „Ni” :). Przesympatyczny pan o nazwie „pro­te­tyk słu­chu” prze­eg­za­mi­no­wał bębenki maj­kowe na wszyst­kie strony, pogo­nił małą w cho­lerę do rybek i żół­wia, które tam trzy­mają i pró­bo­wał wytłu­ma­czyć mi, w czym pro­blem. Otóż Majka ma płyn w uszach a błonę „mało respon­sywną”, co skut­kuje naj­zwy­czaj­niej­szą w świe­cie głu­chotą. Musimy szybko śmi­gnąć do naszego laryn­go­loga i albo zało­żymy dreny, albo będziem cieli błonę w cho­lerę. Zresztą facet wie naj­le­piej co trzeba zro­bić. W każ­dym bądź razie trza dzia­łać w miarę szybko bo mogą być z tego kom­pli­ka­cje dosyć okrutne.

Przyczyny? Alergia i cią­głe zapcha­nie gór­nych dróg odde­cho­wych. Niestety, aura jest dla nas aler­gi­ków mało łaskawa i z tego, że jest sło­neczko to się bar­dzo cie­szymy ale z tego, że mało pada i cię­giem wieje — już nie. Fruwa gówna w powie­trzu sporo po pro­stu, co zapy­cha nam córę i rzuca się na różne inne czę­ści ciała. Trzeba z nią jak z jaj­kiem a naj­le­piej by było w cho­lerę wypro­wa­dzić się w mie­sią­cach let­nich do Grecji i tam ją nad morzem trzymać.

Anyway, głu­cho­lec może nas teraz ole­wać i nic nie możemy z tym zro­bić — ma w końcu na to papiery :).

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

5 Komentarzy do “Majka i jej błona”

  1. Livio 24/06/2008 do 16:43 # Odpowiedz

    Podziwiam Cię. Pomimo pro­ble­mów żar­tu­jesz sobie z byle czego :> .

    Odnośnie woła­nia do kuchni, nie tylko ona tak ma, choć z innego powodu ;D .

  2. PeterCub 24/06/2008 do 17:53 # Odpowiedz

    Współczuję, sam mam pro­blemy ze słu­chem od naro­dze­nia. Na szczę­ście nie pogar­sza się, ale od czasu do czasu noszę tzw. pro­tezy słu­chu. Trzymam kciuki za Majkę, nie­do­słuch potrafi sporo utrud­nić w życiu. Szczególnie takim dzie­cia­kom, jak Wasza córuś. Głowa do góry.

  3. doropha 24/06/2008 do 19:55 # Odpowiedz

    Czy ktoś może wie, co to są odru­chy strzemiączkowe?

  4. jarv 24/06/2008 do 20:48 # Odpowiedz

    ech… ja to od poja­wie­nia sie na tym swie­cie polglu­chy jestem. ste­reo mi nie­znane, na rynku jak mnie ktos wola, to roz­gla­dam sie jak ten glu­pek (sluch kie­run­kowy — brak)… wiem jak to cza­sem nie fajnie.

    powo­dze­nia z walka.

  5. zx 24/06/2008 do 21:17 # Odpowiedz

    doro­pha: Z tego co mi się z bio­lo­gii przy­po­mina, to strz­miączko działa jak mło­teczki w for­te­pia­nie. Uderza w błonę i tak prze­ka­zuje infor­ma­cje o dźwięku do nerwu. Więc odru­chy to pew­nie reak­cja na coś — na przy­kład na dźwięki o danej częstotliwości.

Dodaj komentarz