Menu serwera

Irlandia mówi „pass”

No i stało się po raz kolejny – tym razem Irlandia, kraj który na wejściu do Unii Europejskiej zyskał chyba najwięcej i najlepiej potrafił spożytkować unijną pomoc, powiedziała owej Unii „pass”. Można zachodzić w głowę „dlaczego?” i zadawać pytania „jakim prawem ssacze unijnych dotacji później się na Unię wypinają?”. Można. Tylko po co?

Jestem ogromnym euroentuzjastą. Miałem to szczęście, że od najmłodszych lat jeździłem sobie do rodziny na dalekie europejskie południe a tam, w ramach programów organizowanych przez grecki rząd, tygodniami siedziałem w mieszance dzieciaków greckich emigrantów dosłownie z całego świata. Z egzotyką w stylu Emiratów Arabskich czy Australii włącznie. Co wyniosłem z tych programów? To, że naprawdę wszyscy jesteśmy równi a dzieciak z jednego krańca Ziemi niczym ale to niczym nie różni się od dzieciaka z drugiego jej krańca. No i chyba najważniejsze – nigdy, ale to nigdy nie czułem i nie miałem żadnych kompleksów w kontaktach z zagranicą. Francuz, Włoch, Niemiec, Holender, Amerykanin, Australijczyk – nie przerażają, nie powodują jakiegoś cofania się w siebie i ukrywania bóg raczy wiedzieć czemu – przypadłość dosyć częsta wśród widzianych na obczyźnie Polaków. Przeciwnie – z nikim tak fajnie mi się nie gadało łamaną angielszczyzną połączoną z dużą ilością gestykulacji, jak ze świetnymi ludźmi z Australii, z dzieciakami z Emiratów (strasznie rozwydrzone ale przy okazji w większości cholernie błyskotliwe)…

Z tego wszystkiego wyniosłem jedną naukę: jestem tak samo obywatelem Europy, jak cała ta reszta dzieciaków, dziś dorosłych już ludzi. Ba! Jestem obywatelem świata i gdzie nie pojadę, dam sobie radę bo najzwyczajniej w świecie nie będę się chociażby wstydził o drogę zapytać. I to nie jest jakaś tam niesamowita moja mentalność – to chyba europejska norma.

Dlaczego więc Irlandczycy powiedzieli „nie”? Na pewno nie z powodu nagłego braku zainteresowania Unią i chęci z niej ucieczki. Przeciwnicy traktatu bardzo wyraźnie i wielokrotnie to podkreślali – wiedzą, co Unii i sobie zawdzięczają. „Nie” powiedziano robieniu z owej idei kolejnej biurokratycznej instytucji, której nikt już nie rozumie. Irlandczycy mieli odwagę powiedzieć głośno „Unia – tak, niezrozumiała Unia – nie”. I ja się pod tym podpisuję.

Jestem euroentuzjastą ogromnym bo od najmłodszych lat widzę, że to działa, sprawdza się świetnie a wszelkie granice są nam narzucane sztucznie. Kocham Ateny, mogę w tym smrodliwym i brudnym mieście żyć i pracować ale ani przez chwilę nie przestanę się czuć Polakiem. Ktoś, kto obawia się wynarodowienia musi być bardzo niepewny swojej polskości i szczerze temu komuś współczuję braku ojczyźnianych korzeni. O ironio, zazwyczaj są to ludzie bardzo głośno krzyczący o swojej polskości, najwidoczniej gówno wartej skoro tak niepewnej w obliczu niedzielonego granicą współistnienia z innymi państwami.

Jestem euroentuzjastą ogromnym ALE nie chcę Unii, której nie rozumiem. Nie chcę kilku tysięcy stron maszynopisu w mękach wynegocjowanego w kuluarach brukselskich spotkań. Nie rozumiem takich targów, nie widzę ich potrzeby, czego innego chcę i inaczej pragnę się realizować w Unii. Chcę swojego państwa silnego ale działającego w porozumieniu z innymi państwami wspólnie na arenie międzynarodowej. Chcę jasno i klarownie mieć powiedziane co i jak będzie wyglądało, jaki jest plan rozwoju tego kontynentu, jaka jest dla niego wizja. I na pewno nie będę czytał tysięcy stron maszynopisu – mam ciekawsze rzeczy do zrobienia, niż wczytywanie się w brak kompetencji i odwago do podjęcia decyzji przez polityków, których wybrałem ale którzy chyba niezbyt pewnie czują się z moim mandatem i wolą lawirować niż wytyczać jasne cele.

Irlandzkie „nie” nic nie zmienia z jednej strony ale i zmienia wszystko z innej. Unia się nie rozpadnie, nie zniknie, nie przestanie funkcjonować. Ale z drugiej strony chłopcy pobierający wysokie pensje w Brukseli dostali solidny półobrót i celny podbródkowy w dotychczas prowadzoną politykę. Mam nadzieję, że irlandzkie „nie” podziała jak katalizator i powstanie nareszcie akt spójny, czytelny i na długie lata wytyczający cele i określający jasno strukturę Unii. Bo marzy mi się coś więcej niż Schengen. Marzy mi się kontynent politycznie zjednoczony choć kulturowo różnorodny. Mam nadzieję, że Europa jakąś naukę z tego irlandzkiego „nie” wyciągnie. Mam nadzieję, że MY jakąś naukę z tego „nie” wyciągniemy. I mam też nadzieję, że nasi politycy staną na wysokości zadania i to właśnie oni rozpoczną pozytywne zmiany. Tak, wiem – w tym kraju nadzieja matką głupich. Ale – przywołując Dudka – wolę być głupim z nadzieją, niż bez nadziei niemądrym.

5 odpowiedzi do Irlandia mówi „pass”

  1. klakier Czerwiec 16, 2008 o 07:59 #

    za czesto w wpisie piszesz slowo „euroentuzjastą” a ja jestem za decyzja Irlandi brw ;) tu nie chodzi o rownosc rasowa nacyjna stary

  2. Damian Czerwiec 16, 2008 o 09:20 #

    No niestety Costa winę ponosi irlandzki rząd za to, że nie wytłumaczyl Irlandczykom jakie zmiany wprowdza Traktat Lizboński. To właśnie on reformuje UE tworząc od nowa jej podstawy i likwidując dawne skostniałe III filary. To on odpolitycznia UE i niszczy mnótwo zbędnej biurokracji jednocześnie nadając nowego znaczenia zagranicznej polityce zagranicznej Unii i bezpieczeństwa, które do tej pory kulały.

    Dyrektywy, traktaty i inne dyrdymały muszą być napisane na setkach stron, tego się nie da zbytnio przeskoczyć, ale obowiązkiem politków jest wyłożenie plusów i minusów danych zmian. U nas była awantura na linii rząd-prezydent w sprawie Traktatu, wielki chaos i walka, a powiedz mi ,czy ktokolwiek wytłumaczył ci co ten traktat nam daje? Nie. I gdyby nie to, że studiuję europeistykę i treść traktatów muszę znać, to bym się pewnie tego nigdy nie dowiedział.

    Także Traktat Lizboński choć po części zabijający socjalizm biurokratyczny UE jak najbardziej na TAK.

  3. btd Czerwiec 16, 2008 o 17:14 #

    Jak im sie nie podoba to niech oddaja kase dzieki ktorej odbili sie od dna. Zabierac to spoko, a juz samemu dawac to nie? Normalnie jak polaczki.

  4. CoSTa Czerwiec 16, 2008 o 18:38 #

    [b]klakier[/b]: W sam raz – jestem i chcę to podkreślić :)

    [b]damian[/b]: Święte słowa. I ten obowiązek politycy olewają IMO. Nie dziwię się przeto Irlandczykom, że po prostu nie będą mówili „tak” czemuś, czego nie rozumieją, nie znają, i na temat czego powstało mnóstwo nieprawdziwych informacji. Masz w pełni rację. Ja mogę mieć tylko nadzieję, że będzie to sygnał dla decydentów, że coś trzeba zmienić w podejściu nie do traktatu, tylko do ludzi.

    [b]btd[/b]: Strasznie to czarnobiało widzisz. Moim skromnym to nie jest aż tak proste.

    • btd Czerwiec 17, 2008 o 09:00 #

      Dla mnie to jest proste – albo się jest i na dobre – dostaje się kasę i na złe – samemu się daje(nie tylko kasę), takie coś za coś; albo chce się tylko dostawać i jest się dupkiem. I wtedy oddawajcie to co dostaliście skoro już wam się nie podoba.

      Nie ma kurwa w życiu tylko tak że po tyłku głaszczą – tak samo często kopią w niego (chyba że mówimy o polskiej piłce – tam zawsze są kopy w dupę)

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Warsztaty w Cortlandzie

Dziś może słów kilka o bardzo fajniej a niedocenianej inicjatywie Nikity z teamu Zobacz Apple Polska a od całkiem niedawna...

Zamknij