Menu serwera

Kilka dni z iMakiem 24”

Obiecałem opisać swoje wrażenia z pracy z iMakiem moim pracowym. Poinstalowałem wszystko, co instalować chciałem ale walka z migracją danych dopiero mnie czeka. Miałem dziś pierwsze solidne podejście do zapanowania nad zebranymi przez trzy lata pracy plikami, pliczkami, wersjami plików i pliczków, katalogami z aktualnymi i nieaktualnymi dekorami podłóg… MA-SA-KRA! Jak byście zdyscyplinowani nie byli, nie ma szans na zachowanie większego porządku w materiale przyrastającym w tempie straszliwym.

Stoję przed ogromnym wyzwaniem skatalogowania tego wszystkiego. I szczerze mówiąc nie wiem jak się za to zabrać. Do pracy zagoniłem fenomenalny program Leap ale o ile możliwość łatwego tagowania plików w tym programie to bomba, o tyle samo tagowanie porządku w plikach mi nie zrobi. A to głównie o zaprowadzenie porządku w plikach mi chodzi i chciałbym ten proces maksymalnie zautomatyzować. No nic, może wpadnę na jakieś iTunes dla plików :). Poniżej zaś zrzut ekranu z programu Leap obrabiającego moje pliki. Bardzo wygodne i fajowe narzędzie.

Leap

Leap

Tu poniekąd rękę pomocną wyciąga do mnie applowski wynalazek i wyznacznik jakości wyszukiwania danych w systemie – Spotlight. Wierzcie lub nie ale czegoś takiego w temacie szukania nie widzieliście, o ile z Mac OS X nie mieliście do czynienia. Natychmiastowe wyszukiwanie (i to właśnie mam na myśli – kopiuję DOCa i po chwili mam toto zindeksowane w bazie i mogę szperać ile wlezie), niezbyt wygodna prezentacja wyników wyszukiwania (w Tigerze było to zrobione imo o wiele lepiej) a to wszystko zebrane z QuickLookiem i mamy narzędzie prawie doskonałe jeśli chodzi o szperanie w plikach i ich podgląd. I coś, co się od razu rzuca w oczy – na iMaku działa to błyskawicznie.

Maszyna jest chyba wydajna. Piszę „chyba” gdyż nie mam jej za bardzo do czego porównać prócz mojego mini (oj, lowend straszny) i byłego pracowego kompa (oj, tu jeszcze gorzej niż w moim mini :)). W porównaniu do tych komputerów mam teraz przed nosem coś, co śmiga, fruwa, lata i ziemi nie dotyka. Z czterema gigabajtami na pokładzie nie idzie zapchać tego monstrum odpalonymi jednocześnie Windows XP pod Parallels, wszystkimi aplikacjami Adobe CS Design Standard, wszystkimi aplikacjami iLife i co tylko jeszcze znalazłem w systemie do odpalenia. Komputer nawet się nie spocił, pamięci wolnej wciąż pokazywał koło gigabajta (nie wiem jakim cudem :)) a WSZYSTKO chodziło płynnie i ładnie. Zero zaciachów w Photoshopie z otwartym billboardem i łażącym w tle Corelem pod wirtualizuowanym WinXP (i całą tą resztą aplikacji). Mówiąc szczerze to jestem nieco w szoku i zaczynam wierzyć w swego czasu krążące po necie screeny dokumentujące opalanie ponad setki aplikacji na jakimś MacBooku Pro. Ja aż takim ekstremalistą nie jestem i więcej niż cały pakiet Adobiego odpalony na raz raczej uruchamiać nie będę. I tu sprawdza się iMak doskonale po prostu.

Co z jakością obrazu? No więc tu miałem drobne problemy. Defaultowe ustawienia iMaka są lekko wyprane z kolorów – brak odpowiedniego wysycenia, jakiś skręcony balans bieli… Owszem, wygląda to nieźle ale to nie to. W ruch poszedł kalibrator i po dłuższej chwili miałem przygotowany odpowiedni profil kolorystyczny. Efekt? Kolorystyka jest naprawdę niezła! Porównując do Philipsa (CRT, na którym do tej pory pracowałem) rzuca się w oczy o wiele mocniejsze świecenie i mimo wszystko jeszcze nie do końca dobre wybarwienie. Nie zrozumcie mnie źle – kolorystyka jest jak najbardziej OK. Po prostu Philips przyzwyczaił mnie do większej kontrastowości i dynamiki barw. Tak patrząc teraz, trochę chyba nawet nienaturalnej (acz ładnie w druku wychodzącej :)).

Matryca świeci mocno i zdecydowanie. Na tyle mocno, że w bardzo nasłonecznionym pokoju składanie czegoś gęsto zapisanego nie męczy. Szczerze mówiąc ma się wtedy wrażenie patrzenia na kartkę papieru. W pokoju z ambient lightem sugerowanym przez soft do kalibracji mam przed sobą tafle szkła z bardzo wyraźnym i soczystym obrazem, który nie męczy mimo gapienia się godzinami w monitor. Tu zdaje się doskonałą robotę robi ów nieszczęsny gloss. Tego bałem się najbardziej – gapienie się w swoje odbicie nie byłoby fajne, choćbym nie wiadomo jak przystojny nie był, a nie jestem :). Ileż to słów krytyki się naczytałem, ileż bitchingu na ów – jak już pisałem – nieszczęsny glossy ekran. Siadłem, odpaliłem iMaka i… jestem zachwycony! Receptą na nasłonecznione wnętrza i refleksy jest jasna tapeta na desktopie. We wnętrzach jasnych ale bez operującego bezpośrednio światła – problem praktycznie nie istnieje. Dziś siedziałem z pootwieranymi wszystkimi oknami (nie cierpię klimatyzacji, po prostu nienawidzę choć w samochodach to zupełnie inna rozmowa), poodsłanianymi żaluzjami i nie miałem żadnych ale to żadnych problemów z pracą z iMakiem. Świeci za dobrze, by światełko jakoś szczególnie przeszkadzało. A wyostrzenie obrazu, jakie daje szkło, po prostu rozlewa się błogo po siatkówce…

iMak się grzeje. Lewy górny róg obudowy patrząc od przodu potrafi się rozkręcić do całkiem fajnej temperaturki. Nie, nie parzy ale temperaturę czuć przy dotyku mocno. W te ciepłe dni solidne bebechy chyba mocno obciążają wiatraki. No i właśnie w tym momencie ujawnia się coś, za co pokochałem sprzęt od jabłka – absolutna cisza. Nic nie szemra, wyje, jęczy czy co tam innego robi. Mechaniki w tym komputerze nie słychać. Jedyne, co słyszę, to od czasu do czasu pracujący dysk twardy. Może dlatego, że zewnętrzny :). Tego wewnętrznego nie słyszałem jeszcze.

Co do dźwięków – iMak ma wbudowane głośniki. Mówiąc szczerze nie jest to jakieś wielkie dokonanie. Głośniki grają ale jeśli ktoś liczy na doznania audiofilskie to się srogo zawiedzie. Głośniki potrafią zagrać głośno. Oglądanie filmu w pokoju z dosyć nawet sporego oddalenia nie jest jakimś dźwiękowym problemem. Mają całkiem solidnego kopa te głośniczki…

Kamerka jest i ma się świetnie. Mikrofon coś słabo ściąga ale to chyba problem z ustawieniem głośności – nie miałem kiedy tego odpalić, jutro popatrzę czy jakiś zapas mocy z mikrofonu da się jeszcze wycisnąć. Jeśli jednak nie, to mikrofon jest słabiutki.

Podsumowując: na dzień dzisiejszy, gdybym miał wolne te 6kPLN brałbym drania w ciemno. To świetna konstrukcja, cicha, zwarta, w każdym miejscu idealnie wykończona i po prostu ładna. A walory użytkowe ma toto takie, że strach gadać. Pierońsko szybki i wydajny sprzęt, który mimo solidnego obciążenia go robotą nie zamierzał nawet się spocić. Eeeech, kto mi rzuci jakąś fuchę na 6kPLN? :)

, , ,

7 odpowiedzi do Kilka dni z iMakiem 24”

  1. brocha Czerwiec 10, 2008 o 07:29 #

    Przydałby mi się taki program do tagowania plików do mojego „pracowego” windowsa xp.

    Costa nie przesadzasz z tą Captchą, niedługo u ciebie będzie trzeba liczyć kotki albo pieski.

  2. Livio Czerwiec 10, 2008 o 08:18 #

    Wow, tak skomplikowanego interfejsu na OSX to ja jeszcze nie widziałem :) .

  3. PitMac Czerwiec 10, 2008 o 10:46 #

    Ehhh zazdroszcze szczerze!!! iMac 24 to mój cel !! Kiedy jak pojęcia nie mam:) Ale wierze że dam rade!

    Jezu jak bym chciał wow zobaczyc na tym odpalony!

  4. CoSTa Czerwiec 10, 2008 o 14:52 #

    [b]brocha[/b]: Ten soft to nakładka na systemowego Spotlighta rozszerzająca możliwości wyszukiwarki. I szczerze mówiąc to plus Spotlight robią nieprawdopodobną robotę. Soft jest świetny, wyszukanie nawet nieotagowanych plików (Leap może traktować jako tagi np. nazwy katalogów czy czas stworzenia pliku) jest proste i przyjemne. Potężny soft i strasznie cierpiałem, że drania na XP nie miałem :)

    Nie, nie będzie kotków i piesków. Recaptcha zostanie jako rozwiązanie o wiele czytelniejsze od poprzedniego i pewniejsze. Z wcześniejszym były problemy.

    [b]livio[/b]: No to rzuć okiem na Pathfindera :). A tak serio – wygląda to może nieprzysiadalnie ale jak w większości programów makowych jest banalne w obsłudze.

    [b]pitmac[/b]: Właśnie poobrabiałem nieco fotek na tym. Kolorki są bardzo dobre! Kurcze, skąd tu 6kPLN wytrzasnąć? :)

  5. Livio Czerwiec 10, 2008 o 15:08 #

    Nie mam systemu, na którym bym to zainstalował :> .

  6. Biter Czerwiec 11, 2008 o 13:14 #

    Całkiem fajny ci on jest :)

  7. Damjanek Czerwiec 18, 2008 o 05:05 #

    Spotlight to pikuś w porównaniu z QuickSilver, którego ze szczerego serca polecam – po prostu killer app.

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Do Mamuchy

Wyznanie pięciolatki:"Jak cały kosmos i milion kółeczek dookoła każdej planety Cię kocham, wiesz???"nie do pobicia ...

Zamknij