W szponach kapitalizmu

Troszkę ostat­nimi czasy moja robota daje mi w kość. Mamy jak by się nie patrzeć lato, sezon urlo­powy i w ogóle a ja tego kom­plet­nie nie czuję. Wracam do domu kole 19-tej, umę­czony zwy­cza­jowo i jedyne, na co mam chęć to wziąć da majka pod pachę i z godzinkę spa­cerku zali­czyć zanim czło­wiek się do wyra zwali. Na wię­cej ener­gii już brak. Choć w sumie ener­gia by się i zna­la­zła, gdyby jej nieco w sobie skrze­sać. Skrzesać w sobie ener­gię można na rożne spo­soby a naj­lep­szym, jaki mi przy­cho­dzi do głowy, jest rowe­rek. O kup­nie rowerka na waka­cje zade­cy­do­wa­łem bar­dzo dawno temu. Miało wszystko wyglą­dać jak we śnie Holendra — mia­łem wsta­wać rano, wyko­nać swoją por­cję brzusz­ków i pom­pek, poroz­cią­gac się nieco, strze­lić sobie prysz­nic i wsko­czyć na rowe­rek. Po kilku kilo­me­trach drogi do pracy mia­łem sobie ład­nie popra­co­wać, wyrwać się o tej 17-tej z biura, sko­czyć na pobli­ską Maltę i wyko­nać kilka run­dek podzi­wia­jąc przy oka­zji pół­na­gie laseczki śmi­ga­jące na rol­kach po tej samem Malcie. Później już tylko moc­niej w pedały i do domku na obiadokolację.

Rzeczywistość nie­stety skrze­czy. Siana na rower nie ma. Chęci na cokol­wiek innego niż zwa­le­nie się do wyra po powro­cie z pracy nie ma. Z roboty wyla­złem wczo­raj po ósmej a i tak finan­so­wych jakichś efek­tów tego nie ma. NIE MA! Boże, jak za socjalizmu…

Do dupy!!! Wszystkich dookoła stać na różne rze­czy a ja muszę kom­bi­no­wać, jak spła­cić zale­ga­jące mie­sią­cami kilka stó­wek na Visie. O co tu cho­dzi? Oj, przejmę chyba wydatki w swoje ręce bo tak dalej być po pro­stu nie może.

Wziąłem urlop. Dwa tygo­dnie. Plany były zarą­bi­ste. Rzuciłem okiem na konto. Będę dwa tygo­dnie w domu siedział.

Do dupy!!!

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

8 Komentarzy do “W szponach kapitalizmu”

  1. magott 03/07/2008 do 07:56 # Odpowiedz

    Nie pocie­szę Cię, ale ja pierw­szy tydzień urlopu spę­dzi­łem od 7 rano do 18 w piw­nicy szy­ku­jąc dla mamci opał na kilka zim, drugi tydzień na budo­wie, prze­ry­wa­jąc jed­no­dnio­wym powro­tem do pracy, potem znowu budowa — w nie­dzielę pla­nu­jemy wyje­chać na całe 4 — słow­nie cztery — dni do Berlina… Z całego urlopu 2007 i 2008 to chyba nie­wiele :( Tak więc nie jesteś sam… niestety.

    • CoSTa 03/07/2008 do 08:21 # Odpowiedz

      Ło cho­lera, to fak­tycz­nie nie wygląda na naj­za­baw­niej­sze waka­zje pod słoń­cem :/. Współczuję…

  2. byte 03/07/2008 do 08:41 # Odpowiedz

    A my mie­li­śmy już zakle­pany domek nad morzem — takie małe cudo na wła­snej działce, z pia­skow­nicą, huś­taw­kami i cał­ko­wi­tym spo­ko­jem. Okazało się nie­stety, że mał­żo­winka nie może się ruszyć z domu, bo zło­żyła papiery do kura­to­rium a ci mogą się w każ­dej chwili ode­zwać. No i też nigdzie nie jedziemy.

    Luz :)

  3. zx 03/07/2008 do 08:55 # Odpowiedz

    Hyh… mam jesz­cze sie­dem dni, żeby nazbie­rać na upra­gnione waka­cje. Realne? Pewnie — gram w totka. :D Sezon ogór­kowy dał mi się we znaki bar­dziej niż sądzi­łem. I tak nawet namiotu nie mam za co kupić.

  4. CoSTa 03/07/2008 do 10:15 # Odpowiedz

    [b]byte[/b]: No to grubo widzę :). Nie no, tego bym nie prze­pu­ścił. Ja to bym wziął Majkę i bez Doroty ruszył wypo­czy­wać. Żona żoną, miłość miło­ścią, ale domek nad morzem rzą­dzi się swo­imi prawami :).

    Choć cze­kaj, Ty masz dwóch zbó­jów do opieki… A no to zasta­no­wił­bym się dwa razy :)

    [b]zx[/b]: Yeah, totek to jakieś wyj­ście. W sumie czemu by nie spró­bo­wać? Dobra myśl!

  5. Biter 03/07/2008 do 11:25 # Odpowiedz

    Ja na moim nad­cho­dzą­cym urlo­pie mam jeden zasad­ni­czy, nie­zwy­kle tani cel — wyspać się porząd­nie za wszyst­kie czasy ;)

  6. PitMac 03/07/2008 do 17:05 # Odpowiedz

    A ja nie moge sie docze­kac sierp­nia kiedy wezme ple­cak wyjde na droge i bede łapał oka­zje do Chorwacji:) Spanie nie wia­domo gdzie,budzet cienki ale damy rade:)

    Czasem trzeba cos zro­bic żeby poczuć że nie jest sie maszyna a człowiekiem!

  7. pawel 04/07/2008 do 16:10 # Odpowiedz

    Costa, to może jakaś akcja typu donate „zbie­ram na rower” na blogu :)

Dodaj komentarz