Sprytny spam

O, takiego spamu jesz­cze nie widzia­łem. Zawsze to jakaś nowość. Ciekawe ilu asów się na to nabierze :).

Sprytny spam
Całkiem sprytny spamik :)

Na żółto lin­ko­wany nie­wąt­pli­wie fajny film :). Eeeech, wirusy i tro­jany naprawdę nie są pro­ble­mem. Problemem są miliony idio­tów kli­ka­ją­cych we wszystko, co im się na skrzynce pojawi. Jestem za cer­ty­fi­ka­cją dostępu do inter­netu. Tak samo zresztą jak i jestem za pozwo­le­niami na posia­da­nie dzieci. Do pew­nych rze­czy trzeba po pro­stu doro­snąć lub cze­goś się przy­naj­mniej o nich dowiedzieć.

To teraz cze­kam na alar­mi­styczne nagłówki w gaze­tach: „Hakerzy ude­rzyli!”. Gówno tam ude­rzyli — ot masa idio­tów kliknęła.

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

14 Komentarzy do “Sprytny spam”

  1. Piotr 22/08/2008 do 07:19 # Odpowiedz

    Witam! Ta „cer­ty­fi­ka­cja dostępu do inter­netu” to nie brzmi dobrze :) Pachnie mi to powsta­niem grupy ośrod­ków „wszech­wie­dzą­cych” spe­ców IT, któ­rzy będą (nie za darmo rzecz jasna)decydować kto taki papier otrzyma a kto nie.

    Poza tym: nie ma mowy! To byłoby sprzeczne z ideą internetu!

    Z resztą zga­dzam się w 100% — zawsze znajdą się debile któ­rzy klikną a potem pła­cze i krzyki „bo łin­dołs nie działa” Ech… Pozdrawiam!

  2. batwing 22/08/2008 do 08:58 # Odpowiedz

    A ja jestem prze­ciwko wszel­kim kon­ce­sjom i pozwo­le­niom, choć po prze­czy­ta­niu „Powrotu z gwiazd” Stasia Lema byłem pod wra­że­niem idei — tam każdy był „kastro­wany” che­micz­nie przy uro­dze­niu, ale jeśli skoń­czył odpo­wied­nie stu­dia, zdał egza­min i coś tam jesz­cze, to mógł dostać pozwo­le­nie na uro­dze­nie dziecka. Sęk w tym, że w ciągu ostat­niego mile­inum ludzka popu­la­cja jakoś tak tysiąc­krot­nie się powięk­szyła mimo braku wykształ­ce­nia rodzi­ców :P

    Co do inter­netu sprawa jest trud­niej­sza, bo wszy­scy tra­cimy na igno­ran­tach, ale myślę, że ewo­lu­cja zała­twi pro­blem — kom­pu­ter będą mieli tylko ci, co będą się znali — reszta zado­woli się kon­so­lami gier, inter­netu, sys­te­mami „media cen­ter” itepe.

  3. grabek 22/08/2008 do 09:21 # Odpowiedz

    „Do pew­nych rze­czy trzeba po pro­stu doro­snąć lub cze­goś się przy­naj­mniej o nich dowiedzieć.”

    Święte słowa!

  4. Silmethule 22/08/2008 do 10:46 # Odpowiedz

    Problem, Costa, w tym, że żeby coś o Internecie wie­dzieć — trzeba naj­pierw go poznać, a żeby poznać — mieć dostęp. Kiedy pierw­szy raz odpa­li­łem IE, trak­tu­jąc go jako syno­nim Internetu, nie mia­łem bla­dego poję­cia z czym to się je. Teraz nie­któ­rzy nazwali by mnie geekiem, choć mam spore wąt­pli­wo­ści, czy już na to miano zasłużyłem ;).

    Po pro­stu ci, któ­rzy stu­dio­wali gdzieś w latach dzie­więć­dzie­sią­tych mają lepiej — byli przy uro­dzi­nach Internetu (no, może nie uro­dzi­nach a „dora­sta­niu”) i na bie­żąco mogli go poznawać.

    Tak samo dzi­siaj trud­niej zacząć pro­gra­mo­wać, bo… nie ma co, każdy pro­blem już ktoś roz­wią­zał, trzeba mieć naprawdę mocne zacię­cie i być pomy­sło­wym, żeby zacząć pisać coś cie­ka­wego nie odkry­wa­jąc koła na nowo.

    Gdyby tym, któ­rzy się nei znają — odciąć dostęp do Internetu, a tym bar­dziej kom­pu­te­rów — to nawet ten mały uła­mek, który dzi­siaj prze­ista­cza się w geeków i hac­ke­rów — prze­stałby to robić, bo nie miałby jak.

  5. biki 22/08/2008 do 13:43 # Odpowiedz

    nie tylko tego nale­za­loby zabro­nic debilom.

    pro­blem w tym ze na debi­lach sie naj­le­piej zara­bia, wiec co naj­wy­zej sobie mozemy pomarzyc.

  6. CoSTa 22/08/2008 do 15:57 # Odpowiedz

    [b]piotr[/b]: „Poza tym: nie ma mowy! To byłoby sprzeczne z ideą inter­netu!” — A jak ta idea niby brzmi/wygląda? Od zawsze ist­nieją nety­kiety, regu­la­miny czy inne tego typu ogra­ni­cze­nia, które mają za zada­nie jedno: wziąć w karby użyt­kow­ni­ków inter­netu. Netykieta czy regu­la­min pozwa­lają na bez­stre­sowe danie bana/ kick/ blo­ko­wa­nie konta za pod­pad­nię­cie pod któ­ryś z punk­tów owego regu­la­minu. Wystawianie cen­zu­rek przez np. opów irco­wych trwa prze­cież od początku netu :). I działa! No, chyba że lubi się forum Onetu :)

    [b]batwing[/b]: Z tym pozwo­le­niem na dziecko to zawsze dopada mnie i Dorophę kiedy oglą­damy po raz kolejny jakieś zma­sa­kro­wane nie­mowlę, gwał­coną dwu­latkę itd. Żeby jeź­dzić moto­rem muszę mieć prawo jazdy. Żeby wycho­wać dru­giego czło­wieka nie muszę nic, nawet speł­niać jakie­goś cywi­li­za­cyj­nego mini­mum… Ździebko to dziwne, nie?

    Co do „zna­ją­cych się” i „reszty mają­cej kon­sole, media cen­ter itd.” — wpię­cie do netu to jedna z imma­nent­nych dziś cech kon­soli czy innego media cen­ter. Mogę nie posia­da­jąc ani kawałka kom­pu­tera (w zna­cze­niu PC) odbie­rać i wysy­łać maile, cza­to­wać, urzą­dzać wide­okon­fe­ren­cje, bie­gać po stron­kach itd. Co prze­szko­dzi takiemu „nie zna­ją­cemu się” w otwo­rze­niu załącz­nika w jego klien­cie maila na jego kon­soli, media cen­ter czy innym iPhone? Kluczem jest edu­ka­cja. Internet powi­nien stać się przed­mio­tem lek­cyj­nym. Kilka/kilkanaście godzin nauki w roku ale koniecz­nie od naj­młod­szych lat i suk­ce­syw­nie o coraz trud­niej­szych pro­ble­mach i zagro­że­niach zwią­za­nych z uży­wa­niem netu powinno się mło­dzieży mówić.

    [b]silmethule[/b]: Nie zga­dzam się. Aby coś o inter­ne­cie wie­dzieć owszem, trzeba mieć dostęp ALE być przy oka­zji i od naj­wcze­śniej­szych lat uczo­nym jak korzy­stać z netu i co wolno a czego nie wolno w nim czy­nić. Kluczem jest edu­ka­cja. To rozu­miem przez wyda­wa­nie cer­ty­fi­ka­tów — obo­wiąz­kowe szko­le­nia i naukę w szkole potwier­dzone uzy­ska­niem cer­ty­fi­katu. Bardzo mocno jestem za tym, by czło­wiek prócz PESELu czy innego NIPu dosta­wał też swoje pry­watne IP. Oj, mocno by się wtedy zmie­nił ton dys­ku­sji w necie. Przestępczości by to nie zli­kwi­do­wało ale mocno by ją ogra­ni­czyło. Wiem, brzmi zamor­dycz­nie i aż się w mło­dym czło­wieku coś budzi, by w takie myśle­nie dać z kopyta i popra­wić z łok­cia. Bardzo słusz­nie zresztą. Ja po pro­stu nie widzę innego wyj­ścia by jakoś zacząć uświa­da­miać ludzi, że inter­net to nie jest syno­nim „wszystko mi wolno” i że jak każdy inny spo­sób poro­zu­mie­wa­nia się wymaga zacho­wa­nia mini­mum przy­zwo­ito­ści i kul­tury. No i przede wszyst­kim — że to nie jest bez­pieczne i wygodne miej­sce, w któ­rym nic złego czło­wie­kowi się przy­tra­fić nie może a na skrzynkę dostaje się infor­ma­cje od banku by się koniecz­nie szybko zalo­go­wać na swoim kon­cie (link) i uak­tu­al­nić swoje dane bo zaraz zmie­niają sys­tem infor­ma­tyczny. Na to się łapie MNÓSTWO ludzi. Zgroza ogar­nia gdy widzi się tak bez­na­dziejny brak edukacji…

    [b]biki[/b]: Niby tak… Ale mam przy­naj­mniej nadzieję, że może kie­dyś się to zmieni.

    • batwing 22/08/2008 do 21:33 # Odpowiedz

      Ależ mnie też krew zalewa, jak sły­szę o dzie­ciach w becz­kach (z Łodzim) — jestem wolon­ta­riu­szem w hospi­cjum dla dzieci i w domu dziecka i dzieci kocham i uwiel­biam i całuje, mię­to­szę, meziam i zaba­wiam kiedy tylko się da, a jak się nie da, to i tak cza­sem pró­buję — sęk w tym, że na takim pra­wie dzieci tracą, bo stają się pań­stwowe, a nie rodzi­ców. Dlatego rów­nież jestem prze­ciwny obo­wiąz­kowi naucza­nia inter­netu — każdy rodzic powi­nien sam decy­do­wać czego jego dziecko powinno się uczyć. Jeśli chce, żeby bobas był pisa­rzem i w tym celu go kształci, to okej — fak­tycz­nie bar­dziej mu się przyda zna­jo­mość obsługi maszyny do pisa­nia niż internetu.

      • CoSTa 23/08/2008 do 11:53 # Odpowiedz

        [quote]każdy rodzic powi­nien sam decy­do­wać czego jego dziecko powinno się uczyć.„[/quote]

        Ekhem, do szkoły się cha­dzało? Z całym sza­cun­kiem ale żaden rodzic nie ma wpływu więk­szego na mini­mum pro­gra­mowe reali­zo­wane przez obo­wiąz­kowe szkoły pod­sta­wowe. A mniej wię­cej od przed­szkola imo powinno się wtła­czać wie­dzę o inter­ne­cie i korzy­sta­niu z owego. Ja tu mówię o przed­mio­cie. Coś jak mate­ma­tyka czy inny wuef.

        [quote]Jeśli chce, żeby bobas był pisa­rzem i w tym celu go kształci, to okej — fak­tycz­nie bar­dziej mu się przyda zna­jo­mość obsługi maszyny do pisa­nia niż internetu.„[/quote]

        Ja mam wra­że­nie, że nie­któ­rzy nie rozu­mieją co to jest „naucza­nie pod­sta­wowe” i jaka jest jego rola. Chciałbym bar­dzo, by w ramach wykształ­ce­nia pod­sta­wo­wego (a nie wybie­ra­nia sobie zawo­dów czy czego tam jesz­cze) wtła­czano w głowy wie­dzę o korzy­sta­niu z netu.

  7. Silmethule 22/08/2008 do 16:17 # Odpowiedz

    Costa, ja się zga­dzam, że nie­któ­rzy ludzi nie powinni mieć dostępu do netu, ale… ucze­nie kogo­kol­wiek to też nie metoda. Nie nauczysz nety­kiety kogoś, kto ma ją w nosie. Z dru­giej strony człek, który jej w nosie nie ma, ale wku­rza go na siłę ucze­nie — da sobie spo­kój, tyłem się odwróci i tyle. Ja bym pew­nie tak zro­bił — bo po cho­lerę mam się męczyć o jakiś cer­ty­fi­kat? A jak mam dostęp wolny — mogę uczyć się sam. Ja się zga­dzam, że nie­któ­rym dostęp do sieci powinno się zabrać, ale nie widzę sen­sow­nego spo­sobu na robie­nie tego w prak­tyce. To se neda.

    • CoSTa 23/08/2008 do 11:58 # Odpowiedz

      [quote]uczenie kogo­kol­wiek to też nie metoda. Nie nauczysz nety­kiety kogoś, kto ma ją w nosie.[/quote]

      Uruchom wyobraź­nię i wyobraź sobie, że sie­dzący przed kom­pu­te­rem czło­wiek to NIE MUSI być dzi­siej­szy poke­mon tylko na ten przy­kład moja córa, która otrzyma ode mnie solidną dozę wie­dzy co wolno, co nie wolno, jak i gdzie się poru­szać w necie. Życzył­bym sobie, by wszyst­kie dzie­ciaki zanim siądą samo­dziel­nie do sieci zostały wpierw do tego przygotowane.

      Teraźniejsze poke­mony praw­do­po­dob­nie nie uda się już niczego nauczyć bo fak­tycz­nie, kto by chciał być o czym­kol­wiek uczony. Nieco bar­dziej per­spek­ty­wicz­nie na pro­blem zerkam.

  8. Silmethule 22/08/2008 do 16:22 # Odpowiedz

    I, tak, edu­ka­cja być powinna, infor­mo­wa­nie o wszyst­kich nie­bez­pie­czeń­stwach, infor­mo­wa­nie o wszyst­kich głu­po­tach jakie ludzie w inter­ne­cie robią, ale… nie limi­to­wa­nie dostępu — jak się deli­kwen­towi 15 razy powtó­rzy, żeby lin­ków z maili od nie­zna­jo­mych, lin­ków pro­wa­dzą­cych do… bla­bla­bla, nie kli­kał — a robi to nadal — to jego pro­blem. Powinien dostać co naj­wy­żej bana na pomoc od innych.

    Ewentualnie mógł­bym być za odbie­ra­niem dostępu do sieci dla tych, robią naj­więk­sze głu­poty, ale nie za zmu­sza­niem ludzi do udo­wad­nia­nia, że się do sieci nadają. Raczej popie­rał­bym eli­mi­no­wa­nie tych, któ­rzy jaw­nie udo­wad­niają, że się nie nadają.

    • CoSTa 23/08/2008 do 12:04 # Odpowiedz

      [quote]I, tak, edu­ka­cja być powinna, infor­mo­wa­nie o wszyst­kich nie­bez­pie­czeń­stwach, infor­mo­wa­nie o wszyst­kich głu­po­tach jakie ludzie w inter­ne­cie robią, ale… nie limi­to­wa­nie dostępu[/quote]

      Od dziecka masz wpa­jane co możesz a czego nie możesz robić. Przekroczysz normy i jesteś limi­to­wany — ogra­ni­cze­nie praw, grzywna, wię­zie­nie, swego czasu także i czapa. Nie widzę powo­dów dla któ­rych łama­nie reguł w necie nie mia­łoby być sank­cjo­no­wane. W takim wypadku po jaki czło­nek reguły?

      [quote]nie kli­kał — a robi to nadal — to jego pro­blem. Powinien dostać co naj­wy­żej bana na pomoc od innych.[/quote]

      Kilkaset tysięcy czy kilka milio­nów zom­bie uwa­la­ją­cych sys­tem two­jego banku i uła­twia­ją­cych włam/czyszczenie kont to uwierz mi pro­blem nie tylko tego kole­sia, o czym prze­ko­nasz się chcąc zapła­cić kartą, która nie ban­gla z konta, które wyczysz­czono. Teoretyczny przy­kład wzięty z sufitu.

      [quote]Ewentualnie mógł­bym być za odbie­ra­niem dostępu do sieci dla tych, robią naj­więk­sze głu­poty, ale nie za zmu­sza­niem ludzi do udo­wad­nia­nia, że się do sieci nadają. Raczej popie­rał­bym eli­mi­no­wa­nie tych, któ­rzy jaw­nie udo­wad­niają, że się nie nadają.[/quote]

      Odwieczny dyle­mat — zapo­bie­gać czy leczyć?

  9. Olek Nowodziński 22/08/2008 do 19:53 # Odpowiedz

    Dokładnie tak samo powinno się moim zda­niem ogra­ni­czyć moż­li­wość gło­so­wa­nia w wybo­rach. Najlepiej cedzić po wykształ­ce­niu lub IQ (byle nie po testach z TVN ;-)

    Zaś odno­śnie cer­ty­fi­ka­cji dostępu do Internetu — rów­nież nie widzę, na jakich zasa­dach mia­łoby się to odby­wać (jak traf­nie spo­strzegł Silmethule).

  10. Lookanio 29/08/2008 do 12:29 # Odpowiedz

    Ja bym do tego dodał jesz­cze „prawo jazdy” na gło­so­wa­nie w wybo­rach i świat byłby piękniejszy ;-)

    Ale coś na rze­czy jest. A że można zro­bić w miarę dostępny i ega­li­tarny sys­tem licencjonowania/zezwolenia na X, widać na przy­kła­dzie prawa jazdy. Jasne że nie jest on dosko­nały i nie prze­siewa np. wielu waria­tów dro­go­wych, ale wystar­czy sobie wyobra­zić jaką dżun­glą byłby ulice gdyby silmethule’wym spo­so­bem każdy uczyłby się „na gorąco”…

Dodaj komentarz