Menu serwera

Kilka ostatnio widzianych filmów cd…

Zapowiedziany w poprzednim wpisie ciąg dalszy szybkich recek niedawno obejrzanych przeze mnie filmów. Krótko, zwięźle i na temat (no, przynajmniej w większości wypadków).

Dziś za udział wzięli:

  • Sweeney Todd: The Demon Barber of Fleet Street (Sweeney Todd: Demoniczny golibroda z Fleet Street)

  • Semi-Pro (Semi-Pro: Drużyna marzeń?)

  • Shutter (Widmo)

  • Rambo (John Rambo)


Sweeney Todd: The Demon Barber of Fleet Street (Sweeney Todd: Demoniczny golibroda z Fleet Street)

Sweeney Todd

Perełka. Po prostu perełka wprost spod paluchów Tima Burtona. Tak smakowitego, świetnie zinscenizowanego i konsekwentnego obrazu (i to śpiewanego) ze świecą szukać. Burton ma to do siebie, że jak już zacznie się zabierać za przedstawianie mroku, to robi to w sposób bez mała perfekcyjny. Ma nieprawdopodobną zdolność do tworzenia atmosfery gęstej niczym smoła i o takim też zabarwieniu. A Sweeney Todd pozwolił mu na wyżycie się w tym temacie i przekazanie widzom całej gamy odcieni mroku i czerni. Jednak krwawa (miejscami zahaczająca o splatter) historia nie obroniłaby się bez Johnego Deppa i coraz bardziej mnie rozwalającej Heleny Bonham Carter – ten duet razem na ekranie powoduje skrzenie, po plecach ciarek latanie i chęć na oglądanie ich w nieskończoność. Musical jako się rzekło jest krwawy, miejscami okrutny i z doskonałą obsadą (pół listy płac z Harego Pottera tu siedzi – ot widać castingowcy w Harrym zrobili doskonałą robotę). Zagrany jest świetnie, zaśpiewany nieco gorzej, za to opowiedziana historia jest tragiczna i pokazana bardzo sugestywnie. Kto nie widział jeszcze – obowiązkowo!

Ocena w skali 1-10: 9

film w serwisie imdb.com
film w serwisie filmweb.pl


Semi-Pro (Semi-Pro: Drużyna marzeń?)

Semi-Pro

I kolejna głupia hamerykańska komedia o tym jak zera wychodzą na lidera. Tym razem wszystko dotyczy koszykówki (bogu niech będą dzięki, kolejnych filmów o hokeistach dzielnie walczących na lodzie już bym chyba nie zniósł). Jest sztampowo jak należy, jest mało zabawnie jak w każdym innym takim filmie, humor budowany jest przez kretynizmy i gagi a nie dowcip… Jednym słowem: typowy do bólu przedstawiciel hamerykańskich komedii ze sportem w tle. Jeśli ktoś liczy na jakieś komediowe uniesienia – nie tędy droga. Niestety prócz małej zabawności film grzeszy też statycznością. Jest kilka scen potrafiących rozruszać oglądającego ale to rodzynki w gęstym cieście ospałości toczącej się przez cały seans. Rzecz obejrzałem i przyznaję – nie odrzuca. Ale też nie porywa ani zbytnio nie interesuje. Gdybym oglądał toto w kinie pewnie kląłbym na czym świat stoi i żałował wydanych pieniędzy. Jeśli jednak ma się chwilkę wolnego, można bez większych stresów siąść przed monitorem. BTW – bardzo spodobała mi się postać tego kolesia, który wygrał siano rzutem przez całe boisko. Fajny, luźny kolunio :)

Ocena w skali 1-10: 5

film w serwisie imdb.com
film w serwisie filmweb.pl


Shutter (Widmo)

Shutter (Widmo)

Niestety nie oglądałem jeszcze oryginału, kótrego Shutter jest remakiem i nie mam jak porównać obydwu filmów. Za to na pewno wiem, czym Shutter NIE jest. Otóż Widmo nie jest dobrym horrorem. Ba! Nie zbliża się nawet do granicy dobrego horroru! Naoglądałem się trailerów i reklamówek i poczułem zew kina. Chciałem ten film obejrzeć właśnie w kinie, zapłacić nareszcie za coś, co oglądam i przy okazji przestraszyć się nieźle, odkurzyć nieco japońskie klimaty serwowane na modłę hamerykańską (dobrze sprawdziło się to w moim ulubionym The Grudge). No i co? No i niestety klopsik. Film zawodzi, nie potrafi stworzyć i sprzedać gęstej atmosfery będącej siłą napędową dżapskich straszydeł, nie powoduje jakiegoś szybszego bicia serca. O ile początek wprowadza oglądającego w miły stan, o tyle ciąg dalszy to jazda po równi pochyłej. Główny zarzut wobec filmu? Konsekwentne rozwalanie wypracowywanej atmosferki. Film ma bowiem kilka miłych momentów ale to, co dzieje się pomiędzy nimi skutecznie rozpirza cały fun płynący z owych momentów oglądania. Liczyłem na dobry film, na solidną opowieść o duchach na modłę japońską. Dostałem średnio oglądalne filmidło, które podniecić może co najwyżej pacjentki domu spokojnej starości. No good…

Ocena w skali 1-10: 4

film w serwisie imdb.com
film w serwisie filmweb.pl


Rambo (John Rambo)

Rambo
(John Rambo)

A niechże szlag trafi dziadka Stallone! Kto to widział, by w takim wieku robić takie rzeczy? Pamiętam serię Rambo jeszcze z głębokich czasów wideotekowego średniowiecza, czyli z niezapomnianych czasów kaset wideo i piętnastej kopii ze zdartej siedemnastej kopii zgrywanej z dwudziestej szóstej kopii na osiedlu. Od zawsze darzę Rambo kultem i można śmiało rzec, że ta seria wychowała moje pokolenie stając się niekwestionowaną ikoną twardego soldata. O ile pierwszy Rambo (czytał ktoś książkę? Nie? A proszę, ja czytałem :)) to nieco inna bajka w dziejach owej barwnej i napakowanej postaci, o tyle najnowszy Rambo kontynuuje chlubne tradycje siania śmierci i pożogi jak tylko okiem sięgnąć, a jak się da to i jeszcze nieco dalej. Odetchnąłem z ulgą bo chyba nie zniósłbym moralizującego Sly. A tak mamy powrót do atawistycznych a krwawych źródeł i o wiele, wiele więcej. Ten film może mieć bardzo adekwatny doń podtytuł: „PIIIIZD!!!” – killfactor wznosi się tu bowiem na niebotyczne wyżyny a licznik bodycount nie raz pewnie zostaje przekręcony. Pewną nowością w serii jest dosyć naturalistyczne pokazanie fruwających członków, rozpadających się korpusów i odrywanych głów. Robi to wrażenie i wprowadza pewien powiew świeżości w nieco już skostniałe ramy gatunku, który na prywatny użytek określam per „One Hero Action”. Fabuła? Na boga, kogo w filmach z Rambo w ogóle kręci wizja jakiejś fabuły??? Are you mad? Tu się liczy barwna rzeźnia w pięknych okolicznościach subtropikalnej przyrody. A i rzeźni, i przyrody w najnowszym Rambo nie zabrakło. Film krótki ale treściwy nad wyraz. Brawo Sly! Kręć sequela!

Ocena w skali 1-10: 9 (dla ludzi normalnych ocena z oczko albo i dwa niżej)

film w serwisie imdb.com
film w serwisie filmweb.pl

2 odpowiedź do Kilka ostatnio widzianych filmów cd…

  1. PeterCub Sierpień 13, 2008 o 10:13 #

    Niektórzy narzekali na Sweeneya w wersji Tima Burtona. Podobno większe wrażenie wywarł serial na BBC emitowany rok wcześniej z główną rolą Raya Winstona. Tak samo Shutter, polecam obejrzenie najpierw oryginału tajlandzkiego. Rambo nie oglądałem żadnej części i nie zamierzam oglądać. Trailery poprzednich i obecnej na wstępie mnie odrzucają. To mi wystarczy.

  2. grabek Sierpień 13, 2008 o 10:36 #

    SEMI PRO-oj, nasze gusta się mocniej różnić nie mogą… nie dam 10tki, bo troszkę szablonowy film, ale 9 to bez wachania.

    Rambo, niestety, muszę dać 9. Niektórzy mówią, że sie zawiedli, bo John cały film klęczał przy silniku. Ale ja uważam, że to jest plus tego filmu. Rambo to już staruszek – Rambo, nie sylvek. I to w tym filmie widać.

    Dlaczego nie 10? – chciałbym, ale wk_rwili mnie misjonarze. Tak konkretnie nieinni od innych mini tępych bohaterek że aż się rzygać chce. Zawsze jest grupka fanatyków (albo nieposłuszna dziewczynka, jak w filmie z jet-li), którzy mają w d_pie ostrzeżenia, a potem trzeba ich ratować. Takim motywom w filmach mówię: zastrzelcie pomysłodawcę!

    Horrorów nie oglądam, bo nei lubię na prośbę własną być straszonym głośnym dźwiękiem i brzydkim widokiem.

    A SweeneyTodd – Nożycoręki Pirat jakoś mi się przejadł. Jest dobrym aktorem – to i owszem. Ale chyba ostatnio zbyt dużo filmików z nim widziałem. Zatem poczeka

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Kilka ostatnio widzianych filmów…

Ostatnimi czasy nieco filmów się naoglądałem. Mądrzejszych też ale przeważnie tych głupszych, bardzo głupich i głupich bezdennie. Ja po prosu...

Zamknij