Menu serwera

Mobilne blogowanie

Mobilne blogowanie ma swój nieskrywany urok. Przede wszystkim wydaje mi się o wiele bardziej osobiste. Wiecie, klapnięcie tyłkiem przed dwudziestoma czterema calami matrycy i pracowite wpisywanie przemyślanego posta nijak się ma do uroku lekko wstydliwego i lekko skrywanego oraz nie mniej pracowitego wstukiwania kilku zdań na małym urządzeniu mobilnym gdzieś w kącie tramwaju w drodze do pracy. Bardziej przypomina to notowanie niż pisanie regularnego wpisu i szczerze mówiąc bywają takie chwile, kiedy twitterowe czy blipowe 160 znaków to zdecydowanie za mało ale regularny wpis z linkami i innymi takimi to już zdecydowanie za dużo. Jest sobie jakaś forma pomiędzy, której potrzeba jest aż nazbyt widoczna i która oczywiście musiała znaleźć swoją niszę a nawet uknuto na to nazwę – mobloging.

Utarło się, że moblog to jakieś króciutkie przekazy wciśnięte gdzieś w kąt sidebara, niejako obok bloga głównego. Taki osobisty shoutcast z nienormowanym ale mimo wszystko istniejącym limitem wielkości wiadomości. Coś w stylu moich twitterowych Twit Twit, dzięki którym oznajmiam światu wszem i wobec, że oto jem czy robię kupę. Jednak ja to pojęcie rozumiem nieco bardziej dosłownie – to po prostu myśli spisywane w ruchu, na bieżąco, niezależnie od miejsca i narzędzia, którymi są spisywane. Gdybym miał laptopa to pewnikiem na nim pisałbym te szybkie notki mające ambicje być nieco dłuższymi niż 160 czy 140 znaków. Nie mam laptopa, mam za to iPoda touch a na nim bardzo fajną aplikacje do blogowania przeznaczoną do obsługi blogów na silniku WordPressa. Aplikacja ma to wszystko, czego mi potrzeba do szybkiego spisywania natrętnych myśli latających po głowie podczas zapadania w sen. To właśnie wtedy najlepiej wziąć coś do pisania i przelać na klawiaturę to, co się po łbie kołacze. A jako że w Serendipity mobloging to pojęcie z gatunku science fiction (strasznie się trzeba nakombinować a efekty są takie sobie), postanowiłem sobie życie ułatwić i mały eksperyment walnąć: osobnego bloga na mobloging sobie zrobić.

Kto wie, może pomysł przetrwa, może kiedyś uda mi się znaleźć jakiś sensowny sposób importowania wpisów z WordPressa do Serendipity i połączę przyjemne z pożytecznym i nie będę musiał bawić się w dwa blogi… Może ktoś niebawem napisze jakąś sensowną aplikację dla iPoda, dzięki której będę mógł się dobrać do bloga via XML-RPC… Możliwe, że za chwilę to się wydarzy. Póki co sobie eksperymentuję z iPodem, WordPressem (nie stawiam sam – jet od tego serwis więc niech się martwią :)) i co wyniknie z połączenia jednego z drugim. Jedno mogę już powiedzieć na pewno: pisanie za pomocą natywnej aplikacji jest wygodne jak jasna cholera. Aplikacja sama w sobie do niczego wielkiego nie posłuży (nie ma opcji administracyjnych żadnych) ale pozwala dodać wpis, otagować, dorzucić kategorie i fotki. I OK, o to właśnie w mobilnym blogowaniu chodzi.

Tak więc rozpoczynam sobie eksperyment z moblogowaniem. Ciekawe, co z niego wyniknie. Gdybym tak jeszcze miał jak te wpisy wciągnąć na main bloga w sposób prostszy, niż oferuje to cholerne Serendipity…

CoSTa’s Mobile Blog

5 odpowiedzi do Mobilne blogowanie

  1. grabek Sierpień 19, 2008 o 11:31 #

    czy naprawdę będziesz mieć tak ważne rzeczy do powiedzenia, że nie poczekają 2h gdy to przestaniesz prowadzić samochód?

    Jak dla mnie, blog jest rzeczą dziwną. A moblog to jego v2. A jak to bywa z v2 (np. Art of War 2) jest gorzej.

    Wyjaśnij proszę, dlaczego „musisz” blogować z komórki/ipoda. Odrzucam powód: „bo mogę”

    • CoSTa Sierpień 19, 2008 o 11:48 #

      Nie „muszę”, nigdzie tego nie stwierdzam. Mogę i chcę. I to wystarczający dla mnie powód, z którego nie muszę się nikomu tłumaczyć tak jak nikt nie musi tego czytać. Jestem kapryśny i mam taki kaprys. Obok wyjaśniam to w sposób nieco bardziej rozbudowany. W razie problemów z trafieniem obok, cytuję:

      [quote]Mobilne blogowanie ma swój nieskrywany urok. Przede wszystkim wydaje mi się o wiele bardziej osobiste. Wiecie, klapnięcie tyłkiem przed dwudziestoma czterema calami matrycy i pracowite wpisywanie przemyślanego posta nijak się ma do uroku lekko wstydliwego i lekko skrywanego oraz nie mniej pracowitego wstukiwania kilku zdań na małym urządzeniu mobilnym gdzieś w kącie tramwaju w drodze do pracy. Bardziej przypomina to notowanie niż pisanie regularnego wpisu i szczerze mówiąc bywają takie chwile, kiedy twitterowe czy blipowe 160 znaków to zdecydowanie za mało ale regularny wpis z linkami i innymi takimi to już zdecydowanie za dużo. Jest sobie jakaś forma pomiędzy, której potrzeba jest aż nazbyt widoczna i która oczywiście musiała znaleźć swoją niszę a nawet uknuto na to nazwę – mobloging.

      Utarło się, że moblog to jakieś króciutkie przekazy wciśnięte gdzieś w kąt sidebara, niejako obok bloga głównego. Taki osobisty shoutcast z nienormowanym ale mimo wszystko istniejącym limitem wielkości wiadomości. Coś w stylu moich twitterowych Twit Twit, dzięki którym oznajmiam światu wszem i wobec, że oto jem czy robię kupę. Jednak ja to pojęcie rozumiem nieco bardziej dosłownie – to po prostu myśli spisywane w ruchu, na bieżąco, niezależnie od miejsca i narzędzia, którymi są spisywane. Gdybym miał laptopa to pewnikiem na nim pisałbym te szybkie notki mające ambicje być nieco dłuższymi niż 160 czy 140 znaków. Nie mam laptopa, mam za to iPoda touch a na nim bardzo fajną aplikacje do blogowania przeznaczoną do obsługi blogów na silniku WordPressa. Aplikacja ma to wszystko, czego mi potrzeba do szybkiego spisywania natrętnych myśli latających po głowie podczas zapadania w sen. To właśnie wtedy najlepiej wziąć coś do pisania i przelać na klawiaturę to, co się po łbie kołacze. A jako że w Serendipity mobloging to pojęcie z gatunku science fiction (strasznie się trzeba nakombinować a efekty są takie sobie), postanowiłem sobie życie ułatwić i mały eksperyment walnąć: osobnego bloga na mobloging sobie zrobić.

      Kto wie, może pomysł przetrwa, może kiedyś uda mi się znaleźć jakiś sensowny sposób importowania wpisów z WordPressa do Serendipity i połączę przyjemne z pożytecznym i nie będę musiał bawić się w dwa blogi… Może ktoś niebawem napisze jakąś sensowną aplikację dla iPoda, dzięki której będę mógł się dobrać do bloga via XML-RPC… Możliwe, że za chwilę to się wydarzy. Póki co sobie eksperymentuję z iPodem, WordPressem (nie stawiam sam – jet od tego serwis więc niech się martwią :)) i co wyniknie z połączenia jednego z drugim. Jedno mogę już powiedzieć na pewno: pisanie za pomocą natywnej aplikacji jest wygodne jak jasna cholera. Aplikacja sama w sobie do niczego wielkiego nie posłuży (nie ma opcji administracyjnych żadnych) ale pozwala dodać wpis, otagować, dorzucić kategorie i fotki. I OK, o to właśnie w mobilnym blogowaniu chodzi.

      Tak więc rozpoczynam sobie eksperyment z moblogowaniem. Ciekawe, co z niego wyniknie. Gdybym tak jeszcze miał jak te wpisy wciągnąć na main bloga w sposób prostszy, niż oferuje to cholerne Serendipity…[/quote]

    • btd Sierpień 19, 2008 o 13:10 #

      Z jakiej racji: Odrzucam powód: „bo mogę”?

      Bo możesz? Jak dla mnie jak ktoś się bawi za swoje na swoim – jest to powód wystarczający do wszystkiego.

      Uzasadnij dlaczego nie.

  2. grabek Sierpień 20, 2008 o 08:43 #

    Kurcze, moja polszczyzna pisana jest konkretnie nie rozumiana. Muszę się nauczyć pisać..

    Nie mówię, że powiedziałeś, że musisz, wyciągam wniosek: „musisz”.

    odrzucam powód: „bo mogę” ponieważ nie jest on uzasadnieniem. Jeśli ktoś mówi „bo mogę” to najczęściej nie ma powodu, dla którego coś robi. Zostało to jemu zasugerowane przez np. CNN więc chcąc być na czasie – robi. Tak jak nagła fala super-fanów-małysza. TV powiedziało „kibicujmy” i „ciemna masa to kupiła”.

  3. btd Sierpień 20, 2008 o 08:56 #

    Jest uzasadnieniem. Zobaczyłem coś, spodobało mi się to coś, mam to coś jak zrobić i to robię.

    Z twoim podejściem to wszyscy byliby szarymi smutasami nie robiącymi nic po za racjonalnie uzasadnione minimum. Bo po co mieć z czegoś jakąś frajdę, skoro nie ma powodu żeby coś robić. Nie cierpię takich sztywniaków z przerostem dorosłości.

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Gwiazda Śmierci nad San Francisco

Wygrzebane gdzieś w necie. Pewnie wszyscy już znają i w ogóle. Trudno, ja trafiłem na to dopiero dziś i bawię...

Zamknij