Tak jest, dziś ludzkość powinna pozamiatać planetę do czysta, wylizać chodniki, zjeść kupy po wyprowadzanych psach, strawić opakowania PET, odzyskać z jedzonych kup i trawionego PETu całe możliwe aluminium i oddać to za bezcen jako tzw. „surowiec wtórny” zakładom zbrojeniowym, które przerobią to na broń pchaną armiom i terrorystom za grube, w większości publiczne pieniądze. Nie ma to jak sprzątać i jeszcze dwa razy do tego dopłacać :).
OK, tak sobie starczo marudzę a przecież nie o to zupełnie chodzi! Chodzi o to, że z okazji tego jakże pięknego przedsięwzięcia nasza córa nosząca kryptonim „da Majek” wzięła i ruszyła do przedszkola objuczona:
-
siatkami sztuk cztery
-
rękawiczkami jednorazowymi dużymi sztuk kilkanaście
-
rękawiczkami jednorazowymi lateksowymi sztuk sześć
Wszystko to po to, by wysprzątać wraz z bandą podobnie objuczonych dzieciaków naszą poznańską Cytadelę. Jeśli więc dziś traficie na Cytadelę i zrobicie wielkie zdziwione „OOOooooo” na widok błyszczącej od czystości trawy, to wiedzcie, że agent o kryptonimie „da Majek” maczał w tym swoje zabezpieczone jednorazowymi rękawiczkami paluchy. I za nic nie ważcie się bezcześcić tego stanu wypolerowania! Pety wrzucamy do śmieci, butelki takoż, o prezerwatywach że już nie wspomnę. Inaczej będziecie mieli z „da Majkiem” do czynienia a to nie przelewki, zapewniam.
Z innej beczki. Historyjka mojego znajomego (greetz Voytass!) i jego córy Paulinki. Otóż dnia pewnego, do Voytassa i Agi (żony Voytassa a Paulinki matki — strasznie skomplikowane są te rodzinne koligacje :)) podchodzi sobie Paulinka i mówi, że potrzebny jest jej błyszczyk. Voytass, jak każdy prawdziwy facet, zadał pytanie „a co to, dziecko moje, jest do k*** nędzy ów błyszczyk?”. Paulinka na to, że to taka mazia na usta, coby ładnie się świeciły i by nie schły. Voytass, jak każdy prawdziwy facet, zadał pytanie „a czemu, dziecko moje, mają twoje usta błyszczeć i być mokre?”. „Bo my się w przedszkolu całujemy” Paulinka rezolutnie na to. Pozbierawszy szczękę z podłogi Voytass, jak każdy prawdziwy facet będący przy okazji ojcem, zadał pytanie „a z kim wy się tam tak całujecie?”. „A wszyscy się tam całujemy” odparła nie mniej rezolutnie Paulinka. Nie napiszę tu gdzie się całują bo to stronka rodzinna ;) (OK, żartuję, niewinnie się w przedszkolu dzieje, luzik :)).
Wniosek z historyjki taki, jak z siga mojego znajomego admina Endera: uważaj o co prosisz, bo możesz to dostać. A zmniejszając stopień abstrakcji — uważaj o co pytasz, bo możesz otrzymać odpowiedź.








Ja pamiętam jak w podstawówce buntowaliśmy się w dzień sprzątania świata bo dlaczego niby mamy sprzątać za darmo? To nie nasza praca! :D
Ot, pazerne na kasę dzieciaki nas był. Rzekłbym biznesmeni ;D
Nie napisałeś, ile ta Paulinka ma lat. Jeśli w wieku gimnazjalnym to całowanie (w usta) zrozumiałe.
[b]sickboy[/b]: Patrz jak to punkt widzenia zależy od punktu siedzenia… Ja bym tam powiedział, że byliście nieprzystosowani społecznie ;)
[b]petercub[/b]: E no, przeca sama Paulinka gada o tym, jak to się w przedszkolu całują :)
ale ja mam pytanie z innej zupełnie beczki, chciaż nie wiem bo dziecko me daje buziaki psu — jak kot?
Kot rządzi! A no właśnie, zapomniałem o Łajzie! Kurcze, jak nie dziś to jutro jakiś solidny wpis o Łajzie poczynić muszę. Rośnie nam kocisko co się zowie ze wszelkimi tego skutkami :)
Czy ktoś sprzatał na Zakrzówku –Kraków ???
Ja jestem zdumiona jak bardzo sie nie dba o to miejsce ‚widzieliscie te worki które wyniesiono tylko z zalewu???
szok.czemu nikt tam w ciagu roku nie sprzata?gdzie ekolodzy? protestua przed kolejnym zamknieciem budowy parku jak to mogloby sie stać na Zakrzówku.
Na Zakrzówku lepiej postawićod razu na cały rok kontener i moze to cos da i ludzie zrozumieja ze trzeba szanowac takie miejsca ale szybko je przekształcac w lepsze.