Z poradnika młodego (taaa, młodego…) ssaka

Wpis powstał z inspi­ra­cji, jaką dostar­czył mi był Ender, który zadał jedno nie­winne pyta­nie: „CoSTa, masz no Massive Attack? A coś posłu­chać chcia­łem…”. Ja na to, że pew­nie, że mam — taki ssak jak ja miałby nie mieć? No i tu zaczęły się schody — pro­gram, który indek­so­wał mnie płytki wziął i się prze­stał z dotych­cza­so­wego (juma­nego ofkoz) seriala uru­cha­miać. I tu mnie do głowy przy­szedł pomysł na zmianę work­flowa, jaki do tej pory usku­tecz­nia­łem z fil­mi­kami… eee… mate­ria­łami edu­ka­cyj­nymi. Znaczy ja to wdra­żam już od dłuż­szego czasu ale pora zin­ten­sy­fi­ko­wać dzia­ła­nia i unie­za­leż­nić się od cho­ler­nych płytek.

OK, zaczy­namy!

Z wyżyn swo­jego doświad­cze­nia podzielę się z wami, o pada­wani, swo­imi paten­tami na wciąż przy­by­wa­jące zatrzę­sie­nie mate­ria­łów — nazwijmy je — edu­ka­cyj­nych ssa­nych z netu. Miło mi prze­ka­zać wam, że na szczę­ście ist­nieje pro­ste reme­dium na coraz więk­sze ilo­ści pły­tek, które zbie­rają się gdzieś w kątach pokoju, zale­gają półki i różne inne dziwne miej­sca, naj­czę­ściej popa­ko­wane w segre­ga­tory czy inne mniej wymyślne pokrowce. Remedium owo podzielę na łatwo prze­ły­kalne dozy czyn­no­ści, tak zwane TABLETY (Teraz Ale Będzie Luz Efektem Tego).

Tableta nr 1: Fuck It!
Najprostsze roz­wią­za­nia bywają zazwy­czaj naj­bar­dziej sku­teczne i naj­sen­sow­niej­sze. Nie jest ina­czej i w sztuce uwal­nia­nia się od nad­miaru danych i infor­ma­cji roz­sia­nych gdzieś po płyt­kach. Sukces gwa­ran­tuje zde­cy­do­wa­nie i pełne zaan­ga­żo­wa­nie. Jak w sek­sie. I tak jak w sek­sie, naj­prost­szą czyn­no­ścią pod Słońcem jest po pro­stu wypie­prze­nie. Wypieprz nad­miar pły­tek. Załóż sobie cezurę cza­sową np. „wszystko co było nagry­wane dwa lata temu od dziś licząc — do śmieci!” i postę­puj zgod­nie z zało­że­niem. Oczywiście, jak w każ­dym dobrym sek­sie, roz­tkli­wisz się nieco i zaczniesz prze­glą­dać stare sidi­romy dzi­wiąc się, czemu nie kupi­łeś wtedy nagry­warki DVD czy cze­goś bar­dziej pojem­nego. Bez prze­sady z tym roz­tkli­wia­niem się. Ma być sku­tecz­nie a nie roman­tycz­nie więc wypieprz co się da naj­szyb­ciej jak się da ale zacho­waj jakość pie­prze­nia i wyrzu­caj z klasą. Żad­nego pła­czu nad ścią­ga­nymi bóg-raczy-wiedzieć-kiedy albu­mami Modern Talking w empe­tró­jach w jako­ści 96kbps. Gwarantuję, że nie spoj­rzysz na nie już nigdy wię­cej więc wypie­przaj bez skru­pu­łów. Bądź sam­cem for Crist sake!

Tableta nr 2: Buy it!
Drugą łatwo przy­swa­jalną i wyko­ny­walną czyn­no­ścią będzie oczy­wi­ście zakup solid­nego, potęż­nego, wiel­kiego, ogrom­nia­stego i wszech­ogar­nia­ją­cego dysku twar­dego. Koszt takiej bożej wręcz ope­ra­cji będzie astro­no­miczny i lepiej miej dobrą pracę, wyro­zu­mia­łego szefa oraz sze­roko otwartą linię kre­dy­tową, by wdro­żyć tę tabletę w życie. Niestety, bez inwe­sty­cji się nie obej­dzie i trzeba sobie z tego zdać sprawę już na początku ope­ra­cji „czystka”. W tym momen­cie wola może nieco opaść a płytki na powrót wydać się cał­kiem sen­sow­nym miej­scem na wszel­kie ekhem edu­ka­cyjne mate­riały, nie­mniej — jak potrafi dowieść to każda żona — eko­no­mia i eko­no­mika to wcale nie są nauki o tym, jak wyda­wać mało. Ekonomia polega też cza­sem na tym, żeby wydać wię­cej ale za to póź­niej nie truć sobie dupy i połowy dnia szu­ka­niem na set­kach pły­tek tego zaje­bi­stego albu­miku… eee… mate­riału edu­ka­cyj­nego dla kumpla.

Nie martw się jed­nak! Wraz z tą tabletą łyk­nij tez i następną, która chyba naj­bar­dziej i naj­peł­niej odzwier­cie­dla każ­dego cho­mika instynkta:

Tableta nr 3: At ease sol­dier!
Na nasze prze­ło­żyć to można jako „wylu­zuj”. Jak każde wezwa­nie do wylu­zo­wa­nia, tak i tu tkwi dru­gie (i trze­cie a wraz ze spo­ży­ciem odpo­wied­nich pły­nów czy pale­niem odpo­wied­nich roślin — i dal­sze) dno. Otóż masz wylu­zo­wać w tema­cie zabor­czego kupo­wa­nia prze­strzeni dys­ko­wej. Nie ma to bowiem sensu naj­mniej­szego i zaczyna być widoczne jak na dłoni, kiedy doko­nasz kilku obli­czeń i sko­rzy­stasz z życio­wego doświad­cze­nia niżej podpisanego.

Otóż.

Określ prio­ry­tety! To jakże nie­do­ce­niane poję­cie w przy­padku mania­kal­nego ssaka i miło­śnika mate­ria­łów ekhem edu­ka­cyj­nych jest poję­ciem klu­czo­wym i nader waż­nym. Składować będziesz bowiem na swoim pojem­nym twar­dzielu pliki wedle pew­nego klu­cza. Z doświad­cze­nia wiem, że naj­bar­dziej cen­nymi danymi każ­dego ssaka stają się z cza­sem nie kolejne mate­riały edu­ka­cyjne o grach, fil­mach, muzyce czy por­no­lach. Otóż po kilku latach abso­lut­nie naj­waż­niej­szymi i naj­wraż­liw­szymi danymi oka­zują się być zdję­cia, fil­miki krę­cone ze zna­jo­mymi czy rodziną i kore­spon­den­cja. Uwierz mi, naj­now­szy film ekhem mate­riał edu­ka­cyjny o życiu Angeliny J. nie będzie za rok wart funta kła­ków przy fot­kach z kla­so­wej wycieczki czy ze spa­ceru z córą. Materiał edu­ka­cyjny będziesz mógł pobrać sobie ponow­nie ewen­tu­al­nie gdy nieco doro­śniesz po pro­stu sobie go kupisz jeśli nadal (w co wąt­pię szcze­rze) będziesz miał chęć ów mate­riał obej­rzeć. Fotek już raczej nie zassiesz, chyba że na muła wrzu­casz każ­dego śmie­cia ze swo­jego kompa ale w takim wypadku nie jesteś ssa­kiem tylko szkod­ni­kiem i nie do cie­bie jest ten tekst adresowany.

Zabezpiecz się! Jak w każ­dym dobrym przed­mał­żeń­skim sek­sie — trzeba się zabez­pie­czać. W mał­żeń­skim też można a nawet trzeba ale tu optyka nieco się zmie­nia. Anyway, cho­dzi o to, że nie ma rze­czy nie­znisz­czal­nych. Kupowane cztery lata temu ultra-zajebiste-drogie-jak-cholera DVD+R, które miało trzy­mać twoje dane set­kami lat po wyję­ciu z szafy naj­praw­do­po­dob­niej okaże ci duży środ­kowy otwór (palca wszak nie ma). Jeśli na tym DVD trzy­ma­łeś wszyst­kie fil­miki z burz­li­wego związku ze swoją byłą — twój pro­blem i twoja wina. Trza się było zabezpieczać.

Noch drei mal! (czy jakoś tak) Za pod­sta­wową zasadę przyj­mij tę jedną: wylu­zo­wa­nie i spo­kój przy­nie­sie ci two­rze­nie przy­naj­mniej trzech kopii zapa­so­wych swo­ich wraż­li­wych danych. Z czego jedną mógł­byś trzy­mać gdzieś na zdal­nych ser­we­rach. Nie pytaj dla­czego. Jeśli tego nie dostrze­gasz zna­czy, że nic z tych porad nie chwy­tasz i nie jesteś ich wart więc żyj w bło­gim prze­świad­cze­niu, żeś nie­ty­kalny. Do czasu…

Tableta nr 4: Copy it!
Wywaliłeś sta­ro­cie, okre­śli­łeś prio­ry­tety, kupi­łeś hek­tary powierzchni… Co teraz? A teraz naj­zwy­czaj­niej w świe­cie zacznij z tych pły­tek wszystko prze­rzu­cać na twar­dziela. TAK! Nie suge­ruj się nawet nagłą owych pły­tek nie­wielką ilo­ścią. Trzymanie cze­go­kol­wiek na płyt­kach, gdy ma się lat nieco wię­cej niż w szkole śred­niej wypada, to jawne zapro­sze­nie do wywa­le­nia w dia­bły wszyst­kich swo­ich pra­co­wi­cie skła­da­nych danych. Zbyt skom­pli­ko­wa­nie? No to pro­ściej: gruba dupa, leni­stwo i cią­gły brak czasu nie pozwolą ci na dłu­go­trwałe ope­ra­cje szpe­ra­nia po płyt­kach za wspo­mnia­nym albu­mem… eee… mate­ria­łem edu­ka­cyj­nym z zakresu muzyki dla kum­pla. Po pro­stu szyb­ciej, łatwiej i przy­jem­niej jest cze­sać hek­tary twar­dziela niż setki pły­tek. Kropka.

Tableta nr 5: Buy it again!
TAK! czas na kolej­nego twardziela,na któ­rym będziesz robił bac­kup bac­kupu. Że para­noja? Śmiało, powiedz to hek­ta­rom swo­jego twar­dziela, który pew­nego dnia posta­nowi nie wstać. I nie żadne tam mir­rory czy inne sry­rory — tech­no­lo­gia i moda co kilka lat się zmie­niają a zapcha­nie i bac­kup 2 tera­baj­tów nieco czasu zajmą i dia­bli wie­dzą, na co za te trzy-cztery lata będziesz swoje bez­cenne fil­miki… eee… mate­riały edu­ka­cyjne zrzu­cał. Dopóki nie wymy­ślą wsa­dza­nego gdzieś krysz­tałka krzemu miesz­czą­cego całą twoją kolek­cję — nie patrz się na zmianę tech­no­lo­gii tylko za nią nadą­żaj. Kupisz dziś napęd dia­bli wie­dzą jak smi­ga­jący w środku ale łączący się przez FireWire i na naj­bliż­sze kilka lat masz spo­kój. Wtedy zmie­nią koń­cówki by każdy musiał kupić nowy napęd i posłusz­nie kup nową i drogą tech­no­lo­gię. Po to zara­biasz pie­nią­dze go damn it! Aby twoje dane były zawsze pew­nie trzymane.

Tableta nr 6: Search for it, baby!
Po prze­pro­wa­dze­niu powyż­szych ope­ra­cji nagle zauwa­żysz, że szu­ka­nie cze­go­kol­wiek nie jest wiel­kim pro­ble­mem. Programy indek­su­jące płytki prze­staną być potrzebne z pro­stej przy­czyny — sys­tem ma narzę­dzia indek­su­jące i wyszu­ku­jące w sobie, a jeśli ich nie ma, to czas zmie­nić sys­tem a nie kraść… eee… uczyć się wciąż na sta­rym i nie mają­cym pod­sta­wo­wej dziś funk­cjo­nal­no­ści. Programy indek­su­jące płytki są OK ale jeśli za dwa lata zmie­nisz na ten przy­kład sys­tem ope­ra­cyjny (zda­rza się, nie tylko Windows na świe­cie ist­nieje ya’know) i nie będzie wer­sji pro­gramu dla two­jego sys­temu — albo będziesz uży­wał wor­ka­ro­un­dów, albo (co bar­dziej praw­do­po­dobne) czło­nek cię strzeli i wywa­lisz wszyst­kie płytki w dia­bły nawet bez zaglą­da­nia do nich. Już widzę jak chce ci się kil­ka­set DVD prze­glą­dać i spraw­dzać co warto zacho­wać, a co warto zgrać.

I to by było zasad­ni­czo na tyle. U mnie sys­tem zaczyna się spraw­dzać i działa cał­kiem szparko. Być może jakiś ssak dzięki temu tek­stowi przej­rzy na oczy, wywali kilo­gramy płyt­ko­wego śmie­cia nie tyka­nego od lat i uwolni swoje szafy od nad­miaru zupeł­nie zbęd­nych danych. Serio, są zbędne. Płakałem, gdy wywa­la­łem swego czasu setki zgro­ma­dzo­nych pły­tek. Do dziś nie mia­łem ani razu potrzeby zaj­rze­nia do cho­ciażby jed­nej z nich w poszu­ki­wa­niu jakie­goś star­szego wykładu nauko­wego. Tyle się bowiem dzieje w międzyczasie…

Inne moje porad­niki:
Upały — porad­nik jak prze­trwać
Praktyczny prze­wod­nik sło­mia­nego wdowca — Part 1
Praktyczny prze­wod­nik sło­mia­nego wdowca — Part 2

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

7 Komentarzy do “Z poradnika młodego (taaa, młodego…) ssaka”

  1. Lookanio 09/09/2008 do 12:40 # Odpowiedz

    Jakiś czas temu przy­jął na „sztywno”: mate­riał „edu­ka­cyjny” video nie­obej­rzany w ciągu m-ca => hasta la vista. Jeśli audio nie prze­słu­cham w ciągu 2 tyg. => toże daswi­da­nia :-) Że coś warto obej­rzeć póź­niej… że jesz­cze raz… Come on! Przy obec­nym natłoku pre­mier… wąt­pliwe. A jeśli już się coś takiego trafi… grzecz­nie bie­gnę do sklepu i wydaję, cza­sem łatwiej cza­sem trud­niej zaro­bione złocisze :-)

    U mnie się spr. ide­alne, przy­rost pły­tek mie­sięcz­nie od tego czasu noto­wany na pozio­mie 2–3, przy czym więk­szość to dane wraż­liwe… a nad tym da się zapanować :-)

    Viva la liberte! ;-)

  2. krzychu 09/09/2008 do 14:16 # Odpowiedz

    Zgadzam się w — naprawdę spo­rej rozciągłości :)

    Priorytety są klu­czowe w tej aktyw­no­ści. Już dawno zaprze­sta­łem prze­cho­wy­wa­nia fil­mów — jeśli już, to zatrzy­muję na DVD tylko te, które mam już na VHS (bo ten ostatni nośnik mocno się sta­rzeje). Kilka lat temu zaprze­sta­łem zacią­ga­nia empe­czy na korzyść bez­strat­nych for­ma­tów z któ­rych — w razie potrzeby — mogę wypa­lić audio CD. Miałem fazę na wypa­la­nie CD nie­zwłocz­nie po wej­ściu w posia­da­nie źró­dło­wych pli­ków. Ale kiedy w mojej sza­fie nagro­ma­dzi­łem ok. 3000 tytu­łów (czyli >3000 pły­tek CD), zmie­ni­łem prio­ry­tet i DVD służy mi za nośnik pli­ków źró­dło­wych. Więc jeśli np. do samo­chodu potrze­buję błysz­czą­cej CD z muzyką, to ją wypa­lam. Ale tylko wtedy. Pliki źró­dłowe zapi­suję na DVD i indek­suję Where-Is-It’em. Płytki opi­suję i prze­cho­wuję upo­rząd­ko­wane — więc w razie czego długo nie szukam :)

    Nie, nie kupuję hek­ta­rów HDD x3 (bekap do bekapu). No cóż — no risk, no fun, rajt?

    Zgoda cał­ko­wita odno­śnie prio­ry­te­tów ‘rodzin­nych’ = poczu­łem kie­dyś bole­śnie stratę cało­ści zdjęć z komu­nii córy.

  3. Malin 09/09/2008 do 20:18 # Odpowiedz

    A ja nigdy nie rozu­mia­łem tego pędu do bac­ku­po­wa­nia Internetu. Po co wypa­lać czy zacho­wy­wać na dysku? Jak będę chciał sobie obejrzeć/posłuchać cze­goś, czego nie mam, to sobie ścią­gnę i tyle.

    • krzychu 11/09/2008 do 11:37 # Odpowiedz

      Och, to pro­ste. Po pierw­sze: nie ma pew­no­ści, że okre­ślona muza/film/cokolwiek będzie dostępny w sieci za pół roku. Po dru­gie: za jakiś czas mogę nie mieć moż­li­wo­ści zacią­ga­nia cze­go­kol­wiek z sieci.

  4. R. Gierwiało 09/09/2008 do 21:46 # Odpowiedz

    @Malin: nie każdy ma dostęp do mega­bi­to­wego łącza z zewnętrz­nym IP ;-)

    Co do bac­ku­po­wa­nia. U mnie w sza­fie leżą już dwa dyski z uszko­dzoną elek­tro­niką i cze­kają na pota­nie­nie czę­ści zamien­nych by wydo­być z nich dane. Także radzę tego nie zaniedbywać.

    Ja swo­jego czasu wypa­la­łem star­sze seriale (MacGyver, Knight Rider, Stargate SG-1) — z sen­ty­mentu ;-). Teraz wszystko poza obra­zami ISO czy zdję­ciami leci do /dev/null. I tym spo­so­bem 200gb na dysku wcale nie jest mało ;-)

  5. microust 10/09/2008 do 09:13 # Odpowiedz

    Ołje!

    Dokładnie tak. Proces bar­dzo podobny. Najpierw upo­rząd­ko­wa­nie stanu płyt (jęki na widok regału zawa­lo­nego inwen­ta­rzem). Obecnie jeden dysk już jest zamie­szany w pro­gram edu­ka­cyjny ;). Właśnie pra­cuję nad Połówką, by nowy dysk przy­je­chał. Argumentacja — no zobacz pode­pniemy go i będzie jedna wygodna duża biblio­teka kiedy tylko zapra­gniemy. Póki co trza rurę ogra­ni­czać i tyle.

  6. Biter 10/09/2008 do 13:43 # Odpowiedz

    HDD teraz tak okrut­nie pota­niały że dvd są po pro­stu nieopłacalne :)

Dodaj komentarz