Zakupy w korporacji

Taaaak, dziś znów będzie o zaku­pach w kor­po­ra­cji. Co, że już kie­dyś o tym pisa­łem i że wszytko wia­domo? Że Dział Zakupów to Zło i jesz­cze tłum czci­cieli sza­tana w dodatku? No więc mam dla Was nie­spo­dziankę: Dział Zakupów nie jest Złem. Złem jest Bojaźliwość.

Bojaźliwość to taki stan, w któ­rym robi się idio­ty­zmy tylko i wyłącz­nie dla­tego, że nie chce się brać odpo­wie­dzial­no­ści za sku­tek swo­ich dzia­łań (no, to jedna z oznak bojaź­li­wo­ści, aktu­al­nie naj­bar­dziej mnie wpie­nia­jąca). Jak się oka­zuje jest to jedna z naj­pow­sze­dniej­szych cech pra­wie każ­dego kor­po­ra­cyj­nego zwierzęcia.

Wymyśliłem sobie w fir­mie, w któ­rej robię, że zamiast prze­glą­dać tek­stowe pliki z efek­tem dzia­ła­nia pole­ce­nia tree na płyt­kach, wezmę i je zin­dek­suję jakimś wła­ści­wym temu narzę­dziem. Takie narzę­dzie na Maku ist­nieje i zwie się CD Finder. Program ma tę jesz­cze jedną miłą wła­ści­wość, że ist­nieje też w wer­sji dla Windows i jak naj­bar­dziej przy­sto­so­wany jest do dzia­ła­nia w sieci (w sen­sie współ­dzie­le­nia bazy danych), także w warun­kach firmy takiej jak moja, gdzie Działy Marketingu róż­nych spółek, które obsłu­guję, roz­siane są po całym kraju.

Powstał więc w mojej gło­wie iście sza­tań­ski Plan: a zachciało mi się nie dość, że ten pro­gram kupić, to jesz­cze zachciało mi się ów pro­gram poin­sta­lo­wać na kom­pu­te­rach mar­ke­to­idów, ot coby mieli dostęp do bazy pro­jek­tów już stwo­rzo­nych — rzecz, którą pró­buję wdro­żyć od jakichś dwóch lat i która ponoć „się nie da bez spo­rych inwe­sty­cji” według naszego IT. Zdanie o naszym IT mam wyro­bione więc posta­no­wi­łem dzia­łać sam. Efekt? Do wyda­nia jakieś 450 eura­sów na licen­cje biz­ne­sowe i moż­li­wość wdro­że­nia od ręki, bez potrzeby cze­ka­nia kolej­nych dwóch lat na zapo­zna­nie się przez IT z doku­men­ta­cją bóg raczy wie­dzieć jak skom­pli­ko­wa­nego pro­jektu w stylu SVN :). Ba! Wymogłem (a znawcy wie­dzą dosko­nale, jak cięż­kie jest to zada­nie) na dziale IT szybki pro­ces testo­wa­nia pro­gramu i wyda­nia opi­nii o braku zagro­żeń dla naszego sys­temu bez­pie­czeń­stwa ze strony tego softu. Jednym sło­wem: w trzy dni zebra­łem pod­pisy, oma­ilo­wa­łem połowę spółki z Zarządem włącz­nie i mogłem wysta­wić Zamówienie. Wystawiłem.

Działo się to jakieś trzy tygo­dnie temu (jak nie dalej) i nadal pro­gramu nie widzę. Mimo zaak­cep­to­wa­nia kosz­tów, pie­czątki od infor­ma­ty­ków, zabu­dże­to­wa­nia, zaksię­go­wa­nia i ch*** jasny wie czego jesz­cze — nie mam zasra­nego pro­gramu. Dlaczego? Oj, Dział Zakupów aż się pali do wyda­nia pie­nię­dzy ale… Karty kre­dy­to­wej nikt nie chce użyczyć.

NO ŻESZ K*** MAĆ!

W spółce zatrud­nia­ją­cej z 200 jak nie wię­cej osób, będą­cej czę­ścią hol­dingu zatrud­nia­ją­cego z 16 000 jak nie wię­cej ludzi na świe­cie, nagle nikt nie chce uży­czyć fir­mo­wej karty kre­dy­to­wej do zakupu pro­gramu za 450 euro. Nie wiem czy śmiać się, czy pła­kać, czy kląć, czy też może po pro­stu przy­wyk­nąć do kor­po­ra­cyj­nej meta­fi­zyki. Skończy się pew­nie tak, jak zwy­kle w kor­po­ra­cjach się koń­czy — dam sobie z tym spo­kój, pro­gram kupię tylko dla sie­bie i za swoje pie­nią­dze a baza danych wyko­na­nych pro­jek­tów jak nie powstała, tak przez naj­bliż­sze pół­wie­cze nie powstanie.

I tylko chęci szkoda. Bo ja jestem chętny wpro­wa­dzać uspraw­nie­nia i bar­dzo chcę zwięk­szyć wydaj­ność pracy, która pew­nie by się i podwo­iła, gdy­bym nie musiał zamiast robić rze­czy, do któ­rych zosta­łem zatrud­niony, szpe­rać po archi­wach w poszu­ki­wa­niu już wyko­na­nych pro­jek­tów i roz­sy­ła­niu ich po marketoidach.

Czy się stoi, czy się leży… Jak tu nie mieć takiego podej­ścia, gdy z samej firmy leci jasny komu­ni­kat: po jakiego wała się wychy­lasz? Siedź w swoim biu­rze i nie pyskuj. No cóż droga dyrek­cjo i Zarządzie, niech tylko usły­szę o powo­dach braku pod­wyżki zwią­za­nych z bra­kiem wydaj­no­ści. Będziecie czy­tali swoje wła­sne maile skrzęt­nie przeze mnie gromadzone…

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

6 Komentarzy do “Zakupy w korporacji”

  1. zx 24/09/2008 do 09:27 # Odpowiedz

    A nie można ina­czej? Gotówką cho­ciażby. Oni wypła­cają ci, ty kupu­jesz co trzeba i wszy­scy są szczę­śliwi. No dobra, może tro­chę uto­pijne, ale jak już tyle zro­bi­łeś, to tro­chę głu­pio byłoby się pod­dać na końcu, co?

    • CoSTa 24/09/2008 do 10:42 # Odpowiedz

      Nie da się. Kropka. Nie wiem dla­czego i nie wni­kam. Jakoś w ponie­dzia­łek jeśli cią­gle nie będę mógł pro­gramu kupić to po pro­stu uwa­lam cały pro­jekt, wysy­łam sto­sowną infor­ma­cję do Zarządu i niech się palcują.

      O to w tym wpi­sie cho­dzi ZX, by ktoś nie pra­cu­jący w takich fir­mach zoba­czył na czym polega Biurokracja, Niekompetencja i kupa innych wyra­zów pisa­nych koniecz­nie z dużej litery i o nasta­wie­niu pejoratywnym.

      System o zero­wej elastyczności.

  2. zx 24/09/2008 do 11:55 # Odpowiedz

    Ja bym raczej obsta­wiał nie­kom­pe­ten­cje pra­cow­ni­ków, któ­rzy boją się wyjść poza ści­śle okre­ślone ramy. ‘Dać komuś kartę? Przecież nikt tego do tej pory nie robił. Nic z tego. Jeszcze [b]coś[/b] się sta­nie!’ A tym­cza­sem pew­nie to żaden problem.

  3. YaaL 24/09/2008 do 16:12 # Odpowiedz

    No ja prze­pra­szam, ale 200 osób to jest popier­dółka, a nie korporacja…

  4. YaaL 24/09/2008 do 16:15 # Odpowiedz

    W kor­po­ra­cji nie ma „dawa­nia karty”, składa się zamó­wie­nie z instruk­cją co i gdzie ma być zaku­pione, koniec.

  5. CoSTa 24/09/2008 do 16:58 # Odpowiedz

    Nie prze­czę Yaal, że pra­cuję w popier­dółce. Popierdółka zaj­muje się dys­try­bu­cją róż­nych rze­czy wypro­du­ko­wa­nych w sze­ściu fabry­kach w Polsce a do tego nie trzeba zbyt wielu ludzi. Popierdółka jest jedną z wielu spółek Kronospan Holdings.

    Składanie zamó­wie­nia z instruk­cją co i gdzie ma być kupione to dopiero nie­stety początek.

Dodaj komentarz