Menu serwera

Czyżby najgłupsza książka wszechświata?

Uwielbiam horrory. Po prostu wielbię ten gatunek miłością gorącą acz nie ślepą i na pewno nie oddaną. Kocham ale wiele mnie omija. Ubóstwiam ale bywa, że bardzo wybrednie. Tak czy inaczej – wierzę święcie, że nie ma to jak dobry kawał krwawej łaźni na dobranoc oglądany na przemian z jakimś dreszczowcem każącym włosom wstawać gdzieś w okolicach karku.

Swą namiętność realizuję na kilka sposobów z czego tym moim najulubieńszym jest oczywiście horrorów w kinie oglądanie. Ale nie jestem kompletnie X muzie sprzedany – czasem chwytam w swe szpony także i książkę. I wiecie co? Buszowanie wśród horrorowych książek może przynieść efekty zgoła niespodziewane! Oto bowiem ciężko jest znaleźć wśród filmowych horrorów ich podgatunek, który wielbię najbardziej: kompletne idiotyzmy z zacięciem do bezpretensjonalnej jatki na wesoło. Z książkową odmianą horrorów jest zgoła inaczej – tu idiotyzmy z półek aż się wylewają a teksty mające wabić kupującego czasem same w sobie są przepięknymi perełkami kiczu. Co powiecie na coś takiego?

W Nowym Jorku szaleje „wampirza” epidemia. Jej ofiary podrzynają gardła innym ludziom, a następnie wypijają ich krew. Liczba morderstw idzie w setki, w mieście wybucha panika. Zakażeni wirusem roznoszą go, uprawiając seks z kolejnymi osobami, które stają się nosicielami. Walkę wampirom wydaje jasnowidz Harry Erskine, mający zdolność nawiązywania kontaktu z duchami. Pomaga mu jego duchowy przewodnik, indiański szaman Śpiewająca Skała, który przed laty stoczył pojedynek z najgroźniejszym z demonów – Misquamacusem. Okazuje się, że Misquamacus powrócił – w nowej postaci. W XIX wieku pewien biznesmen, z zemsty za zamordowanie rodziny przez Indian, sprowadził do Ameryki wampiry z Rumunii, które przetrwały w stanie uśpienia i odrodziły się 11 września 2001 roku po ataku na World Trade Center…

YYYES!!! Jeśli toto będzie choć w częsci tak głupie, jak ten opis zapowiada, to mam przed sobą jedna z najidiotyczniejszych książek ever! Fani twórczości Grahama Mastertona pewnie mnie zaraz zjedzą i oplują ale mam to gdzieś. Oto bowiem mój mastah popełnił coś, co może być podsumowaniem jego pisarskiej kariery. Bo jakąż książkę może napisać pisarz horrorów, który dla urozmaicenia trzaska między innymi poradniki seksualne? Oczywiście! Książkę, w której wszyscy się pieprzą przegryzając sobie przy okazji gardła. A że mania zaczyna się po 11 września, to i patriotycznie się zrobi jak trzeba. Graham! Jesteś moim idolem!

A sama książka naklepana jest przez wspomnianego pana Grahama Mastertona i nosi tytuł Krew Manitou, która to książka będzie trzecią z Manitou w tytule, którą poznaję. BTW – Jeśli ktoś ma dobrej jakości rippa filmu nakręconego na podstawie pierwszej książki, ja bardzo chętnie przyjmę. Na oryginał nie liczę, to jakiś biały kruk jest filmowy.

Współczujcie mi i zazdroście jednocześnie. Za chwilę odpalam głupotę wszechczasów ale za to poczytam o pukających się 11 września wampirach rozrywających ludzkie gardła w imię patriotyzmu. Czy jakoś tak. Nieważne, czas na krew i spermę! :)

8 odpowiedzi do Czyżby najgłupsza książka wszechświata?

  1. kklimonda Wrzesień 4, 2008 o 21:00 #

    Mastertor to ogólnie „mistrz” swojego gatunku. A może to po prostu ja jestem do niego uprzedzony ;]. Parę jego książek czytałem przed wieloma laty i jakoś nigdy mnie nie poruszyły. Jeśli już to wolę Kinga. Chociaż też nigdy do końca się do niego nie przekonałem. A opis faktycznie porażający, szczególnie wątek z atakiem na WTC mi się podoba..

    • CoSTa Wrzesień 4, 2008 o 21:21 #

      Z dwie jego książki wlazły mi bez mydła. Tengu i Manitou pierwsze. Wymiękłem przy Wojownikach nocy czy jakoś tak. Bezedura do kwadratu a później już ponoć tylko było głupiej. Tej książki sobie wszakoż nie odmówię :)

      Z Kinkiem imo taki jest problem, że facet napisał z trzy majstersztyki a w międzyczasie stały, raczej niski poziom i do tego idący w setki i tysiące stron maszynopisu. Ma facet wyobraźnię, to się czuje. Ale mu niezbyt w większości przypadków wychodzi. Ale te trzy czy cztery razy, kiedy mu wyszło – oj, warto było przeczytać.

      Za ten wątek książka została kupiona ;)

  2. opi Wrzesień 6, 2008 o 14:28 #

    Dzięki Mastertonowi czytam. To właśnie pierwsza część Manitou, którą pożyczył mi kolega w szkole, stała się stałą grawitacyjną która przybiła mnie do czytelnictwa.

    „Unitraku, ochroń mnie!”

    (Manitou czytałem nie dalej jak miesiąc temu. Nadal jest fajny)

    • CoSTa Wrzesień 7, 2008 o 17:37 #

      Myślisz Opi, że dlaczego w ogóle na tę książkę uwagę zwróciłem? Manitou 1 i 2 obaliłem po raz setny jakieś dwa miesiące temu :). Masterton ma jednak dar pieprzenia o niczym w sposób lekki i swobody i tę część też czyta się nieźle.

  3. opi Wrzesień 7, 2008 o 18:57 #

    Na nieszczęście wyprodukował kilka fatalnych książek, od których robi się słabo. ;-)

    Czytałeś „Zwierciadło piekieł”? To ładne było. I jeszcze takie coś, czego tytułu nie pamiętam, o sekcie która chciała ożywić Jezusa składając komunię z siebie (zjadali się). Też było ładne.

    • byte Wrzesień 7, 2008 o 20:21 #

      Opi, warto by było tą pozycją zainteresować RM. To by rozwiązało problem. Ostatniego ja mógłbym zjeść.

  4. CoSTa Wrzesień 8, 2008 o 20:02 #

    [b]opi[/b]: A to swoją drogą :). A co do książeczek wspomnianych – oj, muszę nadrobić a jak widzę z bibliografii jest co nadrabiać. Matko ile ten koleś tego wyklepał…

    [b]byte[/b]: True, true…

  5. Jurgi Wyśmiewca Grudzień 1, 2008 o 21:34 #

    Jakąś Krew Manitou czytałem… Było coś tam z komputerem, którego użyto do czarów, pogięta książka na maksa. }:>

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Majka starszakiem!

Nooo, to już drugi dzień Majka w przedszkolu w nowym roku przedszkolnym a ja ani słowa... Liczyłem na to, że...

Zamknij