Synchronizacja kalendarza bez MobileMe

Od dłuż­szego już czasu noszę się z zamia­rem wyku­pie­nia sobie usługi MobileMe, która ofe­ruje nieco cukier­ków, na które ostrzę sobie zęby. Jabłko — jak to jabłko — posta­no­wiło pote­sto­wać ją wpierw na swo­ich klien­tach i zdaje się, że efekty testów są już zado­wa­la­jące. Co tam skiep­ścili to napra­wili i usługa zaczyna być uży­walna. Szkoda tylko, że kosz­tuje toto może nie mają­tek ale na pewno wię­cej, niż jestem w sta­nie za usługę sie­ciową zapła­cić. Albo rzecz sta­nieje, albo zacznę zara­biać na euro­pej­skim pozio­mie i będę miał gdzieś takie drobne :).

Póki co jed­nak trzeba sobie radzić samemu i jakiś spo­sób na pro­stą syn­chro­ni­za­cję zna­leźć. Na razie zależy mi na syn­chro­ni­za­cji dwóch rze­czy: kon­tak­tów i kalen­da­rza. Kontakty zosta­wię sobie na póź­niej i jakiś sprawny spo­sób znajdę. Dziś „zała­twi­łem” kalen­darz i być może komuś jesz­cze się taki drobny tip­sik przyda. Zasadniczo cho­dziło mi o to, bym miał aktu­alne dane z mojego kalen­da­rza pra­co­wego, w któ­rym pro­gram zli­cza­jący mi czas mar­no­wany na pra­cowe pro­jekty (pole­cam, TimeLog 4 się nazywa i cał­kiem fajowy time­she­eter z niego jest) sumien­nie swoje logi umiesz­cza, co pozwala mi trzy­mać łapę i nad pro­jek­tami i kolej­ko­wać zada­nia sobie jakoś łatwiej mogę. No nie­stety, coraz wię­cej mi się zadań na łeb zwala i bez sen­sow­nego zarzą­dza­nia tym wszyst­kim nie idzie zapla­no­wać sobie cze­goś w dłuż­szym ter­mi­nie. Czyli kró­cej i bar­dziej zro­zu­miale: chcę zawar­tość mojego pra­co­wego kalen­da­rza auto­ma­tycz­nie aktu­ali­zo­wać i móc w domku sobie do domo­wego kalen­da­rza wrzu­cić. Tyle.

Do zabawy potrze­bu­jemy jakie­goś wygod­nego dumpa online na pliki (DropBox jest wręcz wyma­rzony do takich zadań, zaraz powiem dla­czego), pro­gramu iCal i… to chyba wszystko. Wspomniany TimeLog 4 sam wypeł­nia kalen­darz odpo­wied­nimi infor­ma­cjami o wyko­ny­wa­nych pro­jek­tach, więc etap wpro­wa­dza­nia danych z łapy mam za sobą. Teraz tylko muszę ten cały baj­zel wrzu­cić w sieć i połowę roboty mam wyko­naną. Najprościej chyba zro­bić to tak:

Najpierw należy odpa­lić na swoim kon­cie udo­stęp­nia­nie pli­ków. A tak, będziemy z kalen­da­rza iCal pliki publi­ko­wali ale zro­bimy to spryt­nie i opu­bli­ku­jemy nie w sieci ale lokal­nie w publicz­nym kata­logu DropBoxa. Po co takie machi­na­cje? A po to, żeby nie robić sobie zbęd­nej roboty i móc dobrać się do pliku kalen­da­rza z dowol­nego miej­sca na Ziemi a przy oka­zji nie łamać sobie głowy ser­we­rami, logo­wa­niami i czym tam jesz­cze. Włączenie udo­stęp­nia­nia pli­ków robi się tak:

synchronizacja-screen01

W pracy odpa­li­łem sobie iCala i zazna­czy­łem pra­cowy kalen­darz jako prze­zna­czony do publi­ka­cji. Przez publi­ka­cję kalen­da­rza two­rzymy sobie moż­li­wość jego pobra­nia w domu. Dla mnie naj­ła­twiej­sze było uży­cie DropBoxa i jego publicz­nego kata­logu a dodat­kowy bonus z uży­cia DropBoxa polega na… Bingo! Wersjach pliku. DropBox to narzę­dzie, które trzyma wer­sje pli­ków na ser­we­rze. Powiedzmy, że edy­to­wany jest jakiś wor­dow­ski doku­ment i zapi­sy­wany co jakiś czas w kata­logu, który DropBox syn­chro­ni­zuje. DropBox online umoż­li­wia dobra­nie się do kolej­nych zapi­sy­wa­nych wer­sji doku­mentu a to jest prze­piękną sprawą, gdy potrzeba dobrać się do cze­goś, co się nie­chcący nad­pi­sało, źle zapi­sało lub w ogóle schrza­niło. Kilkoma klik­nię­ciami można wró­cić do wer­sji wcze­śniej­szej i o to w całym tym DropBoxie cho­dzi. Doskonałe narzę­dzie, ot co. A kalen­darz opu­bli­ko­wać można o tak:

synchronizacja-screen02

Jak widać za pomocą pro­to­kołu FTP uplo­aduję plik kalen­da­rza nie na jakiś zdalny ser­wer tylko na swój wła­sny kom­pu­ter (dla­tego trzeba włą­czyć usługę udo­stęp­nia­nia pli­ków i stąd local­host w URLu — login i hasło oczy­wi­ście takie jak do lokal­nego konta) wprost do miej­sca, z któ­rego plik poleci na ser­wery DropBoxa. Warto zauwa­żyć, że zazna­czona jest też opcja każ­do­ra­zo­wej aktu­ali­za­cji pliku przy każ­dej zmia­nie w kalen­da­rzu. W ten spo­sób jakie­kol­wiek zmiany będą od razu łado­wane na serwer.

OK ale po co to wszystko? Ano po to, bym w domu mógł sobie zasub­skry­bo­wać swój pra­cowy kalen­darz. Robi się to w naj­prost­szy pod Słońcem spo­sób — z DropBoxowego menu (lub korzy­sta­jąc ze strony DropBoxa) można sobie pobrać adres pliku i tenże wrzuca się do iCala i tyle, kalen­darz z pracy ląduje w lokal­nym kalen­da­rzu. W pod­świe­tlone nie­bie­skie pole po pro­stu wkleić trzeba link i to cała robota.

synchronizacja-screen03

W efek­cie mam coś takiego:

synchronizacja-screen04
Uploaded with plasq’s Skitch!

Czas na wady takiego roz­wią­za­nia. Podstawowa i naj­waż­niej­sza: taki kalen­darz nie może być edy­to­wany. Ewentualny dopi­sek czy coś w ten deseń jest nie­moż­liwe, wszel­kie ope­ra­cje na kalen­da­rzu mogą być wyko­ny­wane tylko na kom­pu­te­rze macie­rzy­stym. Oczywiście można tę nie­do­god­ność omi­nąć uży­wa­jąc cho­ciażby kalen­da­rza Google ale po ostat­nim dziw­nym zdech­nię­ciu naszego kalen­da­rza rodzin­nego, do któ­rego nie mogłem się dostać z iCala (mimo że był kalen­darz dostępny na stro­nie i dzia­łał jak należy) i koniecz­no­ścią zało­że­nia nowego, mam w tym tema­cie zerowe zaufa­nie do Google. Może i robi fajne rze­czy ale jak mi gdzieś nagle wpier­dzieli mie­siąc lub wię­cej mojej pracy, to będę zabijał.

Swój spo­so­bik skro­iłem pod swoje wyma­ga­nia — chcę mieć w domu aktu­alny kalen­darz wprost z pracy bez potrzeby zgry­wa­nia pli­ków i czego tam jesz­cze. Sposobik działa. Być może ktoś ma podobne potrzeby i do cze­goś mu się ów spo­so­bik przyda. Ogólnie — wymiana danych mię­dzy kom­pu­te­rami via DropBox to fajna zabawa i warta zwró­ce­nia uwagi. MobileMe to nie zastąpi ale wiele można sobie uła­twić korzy­sta­jąc z DropBoxa i sys­te­mo­wych narzędzi.

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

4 Komentarzy do “Synchronizacja kalendarza bez MobileMe”

  1. Wojciech Ignaczewski 02/10/2008 do 05:32 # Odpowiedz

    OMG strasz­nie to zamotałeś:)

    Czemu nie korzy­stasz z Spanning Sync http://spanningsync.com/. Program wpraw­dzie płatny, ale nie jest to mają­tek. Doskonale radzi sobie z syn­chro­ni­za­cją wielu kalen­da­rzy i ksią­żek adresowych(łącznie ze zdję­ciami) z wyko­rzy­sta­niem konta Google. Ponadto masz pełną moż­li­wość edy­cji danych. Prostszego narzę­dzia nie można sobie wymarzyć.

    • CoSTa 02/10/2008 do 06:55 # Odpowiedz

      Nieee, to tylko tak strasz­nie wygląda ale w reali­za­cji jest banalne :).

      Co do pro­gramu — nie zna­łem, dzięki za nia­miary acz od czasu zwa­le­nia się mojego kalen­da­rza domo­wego nie mam zamiaru nic war­to­ścio­wego w łapy Google wpy­chać. Także syn­chro­ni­za­cja kon­tak­tów via Google jest pro­ble­mem — Google roz­wala struk­turę rekor­dów, adresy się walą, ulice prze­ska­kują gdzie indziej itd. Jeśli ten pro­gram to tylko mię­dzy­mor­dzie pomię­dzy Makiem a usłu­gami Google to nie sko­rzy­stam. Chyba że coś po swo­jemu robi ale wpierw bar­dzo dokład­nie o tym poczy­tam bo raz już mi sys­te­mowa syn­chor­ni­za­cja z książką adre­sową Google kon­takty roz­wa­liła. Backupy to piękna sprawa :)

  2. Hoss 02/10/2008 do 07:44 # Odpowiedz

    Można też sko­rzy­stać z http://www.nuevasync.com
    W sumie dobrze się spisuje. :)

  3. zen 02/10/2008 do 15:51 # Odpowiedz

    Używam od dawna scheduleworld.com. Klient na wszyst­kol co tylko sobie możesz wyobra­zić (chco­ciaż cza­sami wymaga gim­na­styki), edy­cja online, taski, notatki, kalen­darz, etc. Szczerze pole­cam.
    P.S. Interfejs webowy jest „dosyć” toporny, ale po to masz klienty, żeby go nie używać.

Dodaj komentarz