Granice rozwoju technologii

Wpis spro­wo­ko­wany prze­my­śle­niami Bartka o ter­ro­ry­zu­ją­cej nas tech­no­kra­cji.

Bartek roz­pra­wia się w swoim wpi­sie z mak­sy­ma­li­za­cyj­nym spo­so­bem myśle­nia twór­ców sprzętu i opro­gra­mo­wa­nia. Przeciwstawia się dąże­niom do two­rze­nia pro­duk­tów, w któ­rych imple­men­to­wany jest gazy­lion opcji i moż­li­wo­ści tylko po to, by tam były (lub bo są u kon­ku­ren­cji), co w więk­szo­ści przy­pad­ków nijak nie prze­kłada się na zwięk­sze­nie funk­cjo­nal­no­ści urzą­dze­nia czy opro­gra­mo­wa­nia. Wręcz przeciwnie.

Zgadzam się z tym punk­tem widze­nia. Nie w zupeł­no­ści ale zga­dzam się w punk­cie, w któ­rym mowa jest o prze­ro­ście formy nad tre­ścią, o sztucz­nym pom­po­wa­niu wyma­gań i kosz­tów, o wma­new­ro­wa­niu użytkownika/konsumenta w nie­istotną tak naprawdę dla niego wojnę dodat­ków. Oczywiście wszystko zależy od potrzeb i na pewno są użyt­kow­nicy, któ­rzy potrze­bują mak­sy­mal­nie nała­do­wa­nego sprzętu i owego gazy­liona opcji. Ale też jest to uła­mek ogól­nej liczby użyt­kow­ni­ków — ten uła­mek wyma­ga­jący naj­wię­cej i gotowy za to zapła­cić, z punktu widze­nia sprze­dawcy — elita użyt­kow­ni­ków. Problem polega na tym, że potrzeby tej tech­no­lo­gicz­nej elity wma­wia się zwy­kłym użyt­kow­ni­kom, któ­rzy takich potrzeb po pro­stu nie mają. Później widzę na gru­pach dys­ku­syj­nych czy na forach pyta­nia o „naj­lep­szy” soft do pro­stej obróbki fotek z wycieczki i odpo­wie­dzi nie­odmien­nie suge­ru­jące Photoshopa. Dlaczego? Bo prze­cież jest naj­lep­szy. Ale czy naj­lep­szy dla pytającego?

Do pew­nego momentu z Bartkiem się zga­dzam ale jego wynu­rze­nia w tema­cie tech­no­lo­gii HD i gier uwa­żam za total­nie chy­bione. HD rzą­dzi i dzieli, jakość obrazu z dobrego źró­dła powala — wystar­czy tylko rzut oka by stwier­dzić, że ta tech­no­lo­gia daleko w tyle zosta­wia SD i ofe­ruje dozna­nia daleko więk­szej war­to­ści — aku­rat ten kie­ru­nek roz­woju mnie zupeł­nie prze­ko­nuje. Stwierdzenie, że co po tech­no­lo­gii skoro powstają dla niej coraz płyt­sze i głup­sze filmy (czy ogól­niej — tre­ści) mogę skwi­to­wać tylko w jeden spo­sób — szkoda mi cię nieco Bartku, że nie potra­fisz zna­leźć oferty dla sie­bie. Powstaje kupa dosko­na­łych, cie­ka­wych fil­mów i jesz­cze więk­sza kupa fil­mów typowo roz­ryw­ko­wych. To abso­lut­nie nor­malne, tak było, jest i będzie i myśle­nie, że było ina­czej a dzieje się coraz gorzej jest ode­rwane od rze­czy­wi­sto­ści i jest prze­ja­wem typo­wego glo­ry­fi­ko­wa­nia „sta­rych, dobrych cza­sów”. Istnieją całe wytwór­nie nasta­wione na two­rze­nie fil­mów ambit­niej­szych niż typowa oferta mul­ti­plek­sów (ot Magnolia Pictures ofe­ruje co i rusz cie­kawe filmy a mię­dzy nimi istne perełki). A i w tych mul­ti­plek­sach można spo­koj­nie zna­leźć filmy nie tylko wido­wi­skowe i sto­jące pro­mo­cją. Wystarczy otwo­rzyć oczy lub ścią­gnąć z nich opa­skę mal­kon­tenta i nagle okaże się, że może wcale nie jest tak źle a i wspo­mnie­nia potrak­to­wane fil­trem spro­wa­dza­nia do rze­czy­wi­sto­ści nagle prze­staną być tak barwne i zbliżą się bar­dzo do sytu­acji współczesnej.

Podobnie nie rozu­miem pro­ble­mów z jakimś ogra­ni­cze­niem doty­czą­cym prze­syłu tre­ści HD przez inter­net. Abstrahując od tego, że to już się dzieje, cza­sem z gor­szym (so cal­led HD w iTu­nes Store), cza­sem z lep­szym (wypa­sione rippy 1080p z filelist.org :)) skut­kiem, to z prze­sy­łem dużych ilo­ści danych nie ma więk­szych pro­ble­mów ze współ­cze­snymi łączami. Legalne czy też nie­le­galne pliki wiel­ko­ści kilku giga­baj­tów z mate­ria­łem HD to dziś codzien­ność (przy­naj­mniej ware­zowa, ory­gi­nalne pliki jak zwy­kle z jako­ścią pozo­stają w tyle, eeech… kiedy się twórcy nauczą, że trzeba podać nam dobry pro­dukt w sen­sow­nej cenie a reszta zakręci się już sama?) i żadna eks­tra­wa­gan­cja. Do prze­sy­ła­nia obra­zów płyt Blu-ray pew­nie jesz­cze nieco czasu pozo­stało ale jak znam życie, pira­tów i pro­vi­de­rów (mój dostawca netu w ciągu dwóch lat powięk­szył mi pasmo trzy­krot­nie licząc wciąż tyle samo, a my mamy w Polsce net drogi i wolny) — tylko nieco. A to wymusi poprawę jako­ści u legal­nych dostaw­ców, któ­rzy jakoś muszą z pirac­twem kon­ku­ro­wać gdy zabez­pie­cze­nia padają szyb­ciej, niż są wprowadzane.

Gry drogi Bartoszu też się roz­wi­jają. Ja wiem, że naj­fan­ta­stycz­niej­szy jest Tetris sprzed dwu­dzie­stu lat ale i dziś powstają tytuły cie­kawe, nowa­tor­skie i nie­sza­blo­nowe. Pod cho­inkę kupuję sobie Little Big Planet, który ma wszyst­kie te cechy razem wzięte i — po recen­zjach sądząc — wiele innych zara­zem. Po wypła­cie robię skok na sklep Sony i biorę na pewno Eden — wykrę­cona i cudna giera, która mnie zauro­czyła. Idę o zakład, że na dowolną inną kon­solę powstał nie­je­den nowa­tor­ski i nie­sza­blo­nowy tytuł. Cóż, cię­żej dziś wymy­ślić coś kom­plet­nie nowego, branża roz­wija się już od dłuż­szego czasu i pomy­sły oczy­wi­ste dawno już wyko­rzy­stano. Że powstają kolejne tytuły na nich bazu­jące? Ludzie to kupują, więc będą powsta­wały — to nor­malne jak w każ­dym innym biz­ne­sie. I tak jak w każ­dym innym biz­ne­sie moż­liwy jest roz­wój przez nowe i świeże idee. Ty jed­nak wyma­gasz per­ma­nent­nej rewo­lu­cji a to już zupeł­nie uto­pijne myśle­nie i po raz kolejny nie mające z rze­czy­wi­sto­ścią zbyt wiele wspólnego.

Zdaje się Bartoszu, że nie nadą­żasz za pele­to­nem. Naprawdę nie ma nic złego w tym, że oglą­damy filmy w wyso­kich roz­dziel­czo­ściach na dużych i coraz lep­szych tele­wi­zo­rach. Nie ma abso­lut­nie nic złego w tym, że powstają filmy dla maso­wego odbiorcy, skoro rów­no­le­gle powstają filmy dla odbiorcy ocze­ku­ją­cego cze­goś wię­cej. Obydwa rodzaje fil­mów tra­fiają (także za posred­nic­twem sze­ro­ko­pa­smo­wego inter­netu) na owe wiel­kie tele­wi­zory i wiel­kie roz­dziel­czo­ści pozwa­la­jące cie­szyć się z filmu w spo­sób zupeł­nie nowy. Widzę to na co dzień i nic mnie nie skłoni do powrotu do mojego sta­rego tele­wi­zora. Także gry mają się bar­dzo dobrze. Ja wiem, wszę­dzie piszą, że to już było, że tamto już było, że gry dotarły do krań­ców swo­jego roz­woju i się powta­rzają. Zamiast jed­nak przyj­mo­wać na wiarę to, co inni piszą może jed­nak warto by było wycią­gnąć pada i pograć w tych kilka tak strasz­nie powta­rzal­nych gier. Valkyria Chronicles, Metal Gear Solid 4 — gry piękne a Metal do tego z fabułą, któ­rej mógłby mu pozaz­dro­ścić nie­je­den film. Xboksiarze, rzuć­cie pro­szę kil­koma tytu­łami gier nowa­tor­skich i dotąd nie widzia­nych, które poka­zały się na waszej plat­for­mie. Sorry, nie znam zbyt­nio Xboxa i nie śle­dzę zbyt­nio co tam się poka­zuje a poka­zuje się nie­mało. O Wii nie wspo­mi­nam bo to cała nowa gałąź roz­rywki. A, rozu­miem w czym pro­blem — na Maku mamy święto, gdy pokaże się jakaś fajowa gra i nie będzie to miało miej­sca rok lub dwa po pre­mie­rze na innych plat­for­mach. W takich warun­kach ciężko o jakieś inno­wa­cje w two­rze­niu gier, o two­rze­niu gier w ogóle że już nie wspomnę.

Jak się ma Apple na tym tle? Całkiem nor­mal­nie. Jabłko ma swoją niszę użyt­kow­ni­ków, do któ­rych adre­suje swoje roz­wią­za­nia. Ta nisza ocze­kuje pro­stoty, wyglądu, uży­tecz­no­ści i jest gotowa za to zapła­cić, nawet jeśli te cechy rżną funk­cjo­nal­ność (jak w MacBooku Air). Nisza nie jest taka mała ale też nie jest jakoś spe­cjal­nie spora. Ot nisza, jakich na rynku wiele i dla któ­rych potrzeb two­rzone są różne roz­wią­za­nia. Ani lep­sza, ani gor­sza. Jedna z wielu. Apple nie jest ani tro­chę „w poprzek” ogól­nym biz­ne­so­wym tren­dom, jak to opi­su­jesz w swoim arty­kule. Bardzo sku­tecz­nie eks­plo­atuje swoją niszę i mak­sy­ma­li­zuje na niej swoje zyski (gdyby tego nie robiło to by dopiero było „w poprzek”!). Działa dokład­nie tak samo, jak każda inna firma z tym że ofe­ruje pro­dukty, któ­rych nie ofe­rują inne firmy, tym samym zaspo­ka­ja­jąc potrzeby owej niszy. Nie two­rzy roz­wią­zań genial­nych, nie jest jabłko jakimś mesja­szem przy­no­szą­cym dobrą tech­no­lo­giczną nowinę (iPhone tego naj­lep­szym przy­kła­dem), ot robi swoje i zara­bia na dywi­dendy dla swo­ich akcjo­na­riu­szy. I bogu niech będą za to dzięki. Żadne „w poprzek”, żadne tam wizjo­ner­stwo. Ot zdrowa doza badań, dobry mar­ke­ting, cał­kiem nie­zły jako­ściowo pro­dukt ubrany w ładne szatki, odpo­wied­nia cena i dzię­kuję, pro­dukt roz­cho­dzi się w swo­jej ani małej, ani dużej niszy. Gdyby Apple chciało wycho­dzić poza swoją niszę, dawno widzie­li­by­śmy Maki za 500 i mniej dolców w skle­pach w Stanach. Ale nie chce i kon­se­kwent­nie trzyma się swo­jej klien­teli. I za to wła­śnie lubię Apple. Ale za bar­dzo wiele rze­czy nie lubię i jeśli jakaś firma poła­komi się na niszę, w któ­rej jestem i zaofe­ruje coś lep­szego niż jabłko, prze­siądę się bez sentymentów.

Technokracja? Owszem, na spo­rej połaci rynku panuje taki trend. Ale jako że rynek jest wolny, dla ludzi nie mają­cych chęci uczest­ni­cze­nia w wyścigu tech­no­lo­gicz­nych zbro­jeń też jest oferta. Pytania o gra­nice wiel­ko­ści tele­wi­zo­rów czy jakie­kol­wiek inne są z gruntu zby­teczne. Nie mamy poję­cia, jak będzie wyglą­dała tech­no­lo­gia jutra, jak będą wyglą­dały potrzeby jutra (sztucz­nie napę­dzone czy też rze­czy­wi­ste) i co będą ofe­ro­wały firmy jutra. Jednego możemy być pewni: tak długo, jak będą ist­niały potrzeby, na któ­rych da się zaro­bić, będą ludzie i firmy, któ­rzy będą je zaspo­ka­jali i na tym zara­biali. Nie prze­sta­nie się krę­cić dobrych fil­mów tylko dla­tego, że kolejna część Batmana zarobi miliardy dola­rów. Nie prze­sta­nie się two­rzyć rze­czy ład­nych tylko dla­tego, że miliardy będą wolały brzyd­sze. Nie prze­sta­nie się pro­jek­to­wać ele­ganc­kiego opro­gra­mo­wa­nia zorien­to­wa­nego na zaspo­ka­ja­nie kon­kret­nych potrzeb tylko dla­tego, że będą ist­niały wszyst­ko­umie­jące kom­bajny. Jestem o tym świę­cie prze­ko­nany. Dlaczego? Bo mam otwarte oczy, roz­glą­dam się i dokład­nie to wła­śnie widzę — to dzieje się tu i teraz. Tak samo działo się w prze­szło­ści i tak samo będzie się działo w przy­szło­ści. Wystarczy tylko otwo­rzyć oczy i to zobaczyć.

No i zamiast narze­kać (strasz­nie się cię Bartoszu ostat­nio ciężko czyta — per­ma­nentne maru­dze­nie :)) można chwy­cić pada i pograć w jakąś wykrę­cona gierkę na czter­dzie­stu calach Full HD. Polecam — piękna sprawa.

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

16 Komentarzy do “Granice rozwoju technologii”

  1. BS 17/11/2008 do 18:14 # Odpowiedz

    alez ja nawet nie wsia­dam na rower :)

    dla mnie ten wyscig nie ma zna­cze­nia i dosko­nale sie oby­wam bez nie­usta­ja­cego przy­plywu nowo­sci. ale jed­no­cze­snie obser­wuje to co dzieje sie w okolo i widze tylko metna wode. gdzies oczy­wi­scie cia­gle sa jakies rodzynki ale opi­su­jac rze­czy­wi­stosc mowimy raczej o tren­dach niz o wyjat­kach. a ten jest nie­stety nie­fajny i — co napi­sa­lem u sie­bie — odbywa sie takze kosz­tem tre­sci. kiedy kino moglo tylko suge­ro­wac powsta­waly arcy­dziela bo nie znano innego spo­sobu na wywo­la­nie u widza emo­cji niz prze­my­slana nar­ra­cja. dzis te same efekty uzy­skuje sie dzieki wspa­nia­lej tech­nice. kiedy kom­pu­te­rowa gra­fika skla­dala sie z kolo­rywch kwa­dra­tow jedy­nym spo­so­bem na atrak­cyj­nosc byla wcia­ga­jaca roz­grywka — dzis wystar­czy pseu­do­re­ali­styczna fizyka i zapie­ra­jace dech eks­plo­zje. gdy tele­wi­zor byl maly i czar­no­bialy sto­jac przed kamera trzeba bylo cos powie­dziec bo nikt nie patrzylby w ten sloik zbyt dlugo — dzis wystar­czy wyska­ku­jacy cycek i biale zeby — naj­le­piej w HD — i zmiana kadru co 3.5 sekundy (sred­nio). mozg nie potrze­buje tre­sci oko i tak jest caly czas zajete. kiedy pro­ce­sor dzia­lal z szyb­ko­scia kilku her­cow trzeba bylo wymy­slic spo­soy w jaki da wyko­rzy­stac ogra­ni­czone zasoby do powa­znych zadan — dzis mamy polprze­zro­czy­ste menu i zbedne ani­ma­cje. i tak dalej. mow co chcesz ale tak to wla­snie widze i nazywm rzecz po imie­niu — to jest powolna degeneracja.

    mozna wybie­rac — zgoda ale nie zmie­nia to faktu ze wybie­rasz swoje perelki z pomie­dzy smieci.

    a apple? lubie bo ktos tam naj­wy­ra­zniej mysli o tech­no­lo­gii podob­nie jak ja dzieki czemu dostaje to co mi potrzebne zamiast tego zbedne. naj­wy­ra­zniej to moja nisza ale prze­ciez ja nie o tym…

    „tro­che w poprzek” ozna­cza odwage do lan­so­wa­nia wla­snych roz­wia­zan. imaka bez sta­cji dys­kie­tek, sys­tem bez kon­fi­gu­ra­cji, lap­topa bez cd-romu, tele­fon bez mmsow. nigdy nie twier­dzi­lem ze apple jest swiete — pisze tylko ze pro­du­kuje dobre rze­czy. nie dosko­nale — po pro­stu tro­che lep­sze niz kon­ku­ren­cja choc nie­stety takze droz­sze. i mysle ze jest tak wla­snie dla­tego ze nie robi tego co inni choc prze­ciez nic nie stoi na prze­szko­dzie — a wrecz prze­ciw­nie — wiele by to owo napy­cha­nie kie­szeni akcju­na­riu­szom ulatwilo …

    dla­tego bede sie upie­ral: to nie jest kwe­stia tech­no­lo­gii tylko mentalnosci.

  2. tockar 17/11/2008 do 18:29 # Odpowiedz

    Ja gene­ral­nie ze wpi­sem, do któ­rego się odno­sisz, zga­dzam. Denerwuje mnie opro­gra­mo­wa­nie, które choć robi to samo (albo mniej) niż kon­ku­ren­cja (z Windowsa na przy­kład) a przy tym zaj­muje nie­pro­por­co­najną ilość zaso­bów do ofe­ro­wa­nych moż­li­wo­ści (sło­wem: blo­atware). Bardziej jed­nak dener­wują mnie ci, któ­rzy twier­dzą, że powi­nie­nem kupić sobie nowy kom­pu­ter skoro mój nie daje rady z tym „wspa­nia­łym” softem. Co to w ogóle za czasy, że kom­pu­ter abso­lut­nie świetny na Diablo II nie radzi sobie ze stroną inter­ne­tową Diablo III ?

    Co do HD to można się spie­rać. Ja nie widzę powodu, żeby mieć ekran więk­szy niż 40 cali. Jeśli innym to nie wystar­cza, okej. Ale za cho­lerę nie mogę się zgo­dzić ze zda­niem, że gry obec­nie mają się bar­dzo dobrze. Gry mają się w tych cza­sach bar­dzo źle. Wszystko idzie w gra­fikę, pom­pu­jąc do absur­dal­nych gra­nic wyma­ga­nia sprzę­towe, po to, żeby pograć sobie dwie godziny, bo tyle trwa roz­grywka. Idealnym przy­kła­dem takiej gry jest Crisis. Jeśli jakaś gra wygląda cud­nie a przy tym można ją przejść za pierw­szym razem w mniej niż 4 godziny to jest to g**wno i dla mnie w tym momen­cie taki Quake2 jest znacz­nie lep­szą grą, choć wygląda nie­po­rów­ny­wal­nie gorzej.

  3. Pyoter 18/11/2008 do 03:40 # Odpowiedz

    A po któ­rej stro­nie leży wina? Producentów, czy kon­su­men­tów? Gdyby nie było klien­tów na kom­pu­tery, czy note­bo­oki za 10–15 tys., to by chyba nie było takiego pro­blemu (w takiej skali). Teraz nor­malne zaczyna być, że dzie­ciak na komu­nię dostaje lapka i to naj­le­piej za kilka kloc­ków, to tani to wstyd. A jak kupuje się kompa to trzeba mieć na Viście naj­now­szego Photoshopa, Nero, Office’a do MS, ACDSee, itd. (pomiam fakt, że naj­le­piej za darmo).
    A z kolei wspo­mniane przez Barkta net­bo­oki, to chyba bar­dzo dobry przy­kład na pobódkę pro­du­cen­tów i klien­tów. Po co kupo­wać dro­giego kompa do prze­glą­da­nia inter­netu, wysy­ła­nia maili, słu­cha­nia muzyki itd. Nagle MS się burzy i nakłada jakieś dziwne ogra­ni­cze­nia w budo­wie tych urzą­dzeń, by dać do nich WinXP, bo Viśta ta nie pochula.
    Gry? Niestety dziś nie wystar­czy tetris, by zasko­czyć, czy zachwy­cić odbiorcę. Fakt, taka seria GTA, która cie­szy sie złą sławą dzięki prze­mocy, ale brak linio­wo­ści, zlo­żony sce­na­riusz (może nie­zbyt inte­li­genty) i wiel­kie loka­cje do eks­po­lar­cji to się chwali. Niby nic, a jed­nak nie tak czę­sto spo­ty­kane. A Portal, to chyba perełka? Team Fortres2, Timeshift, stare Black & Wite to gry niby nie rewo­lu­cyjne, ale inne i cie­kawe. A i tak wedle gustu.
    Technoogiczne nowinki mają też na celu (w dużej mie­rze) ogłu­pić klienta. Ten, który nie nadąża za nimi np. kupi tele­wi­zor HD, pod­łą­czy go do anteny na dachu i dzi­wić się będzie co to tak źle wygląda. Kto za tym nie nadąży, zosta­nie w tyle i będzie kupo­wać na oślep, czę­sto od tego kto zro­bił ład­niej­szą reklamę.
    Telewizja HD to dobre posu­nię­cie. Chyba tylko w tej dzie­dzi­nie elek­tro­niki pra­wie nic nie zmie­niało się od dobrych 60–70 lat!
    Myślę, że każdy może zna­leźć coś dla sie­bie. Czy to muzyka, książka, filmy czy gra. Wszędzie były, są i będą „badzie­wia” dla sze­ro­kiej publicz­no­ści i zawsze znajdą się perełki.

    • eloy 20/11/2008 do 09:56 # Odpowiedz

      > A po któ­rej stro­nie leży wina?

      Rozpatrywanie tego w kate­go­riach winy nie ma żad­nego sensu. W ewo­lu­cji nie ma żad­nej „winy”.

  4. Ender 20/11/2008 do 11:51 # Odpowiedz

    Costa: jakby apple robilo maki za 500 $ i mniej, to nie byloby tak ely­tarne, wiec nie mowi­loby sie o nich, tylko zna­la­zlo cos innego, co jest dro­gie, fajne itp.

  5. BS 20/11/2008 do 14:10 # Odpowiedz

    warto pamie­tac ze swiat to nie tylko pol­ska a po dru­giej stro­nie zbu­rzo­nego w 1989 roku muru ceny makow nie robia ani nie robily na uzyt­kow­ni­kach zbyt duzego wra­ze­nia i na pewno nie sa przy­czyn­kiem do zadnej „ely­tar­no­sci”. mar­kowe pecety kosz­tuja podob­nie a nie­rzadko nawet drozej.

  6. makojad 22/11/2008 do 01:09 # Odpowiedz

    W dru­gim zda­niu mia­łeś pew­nie CoSTa na myśli słowo„maksymalistycznym”, a nie „mak­sy­ma­li­za­cyj­nym”. Tyle komen­ta­rza nt tek­stu, bo dalej nie doczy­ta­łem, choć może powi­nie­nem, ale nie żałuję.

    Przeczytałem za to komen­ta­rze BS i — Bartku, masz rację, cho­dzi o men­tal­ność, ale nie tylko. Bo cho­dzi jesz­cze o podział na rze­czy­wi­stość postrze­ganą (w tym jako rezul­tat wykre­owa­nia) i realną. A także o to — jak zauwa­ży­łeś — w któ­rym miej­scu i momen­cie (histo­rii) wystę­puje ów podział. Polska np. jest kra­jem gdzie złu­dze­nia robią dużą karierę, że tak powiem. I to się odbija na postrze­ga­niu Apple (np. myślisz: Mac, masz: wow!) oraz na rze­czy­wi­sto­ści (np. myślisz: Apple Store, masz: iSpot). Pozdrowienia :)

  7. CoSTa 22/11/2008 do 06:08 # Odpowiedz

    [b]bartek[/b]: Sorry, że dopiero teraz — twój komen­tarz zasłu­guje na coś lep­szego niż zdaw­kowe rzu­ce­nie jed­nego zda­nia a na wię­cej jakoś ostat­nio nie mam siły :).

    [quote]kiedy kino moglo tylko suge­ro­wac powsta­waly arcy­dziela bo nie znano innego spo­sobu na wywo­la­nie u widza emo­cji niz prze­my­slana nar­ra­cja. dzis te same efekty uzy­skuje sie dzieki wspa­nia­lej technice.[/quote]

    Naprawdę wie­rzysz w ten slo­gan? Dopiero co obej­rza­łem naj­now­szego Batmana aż skrzą­cego się od efek­tów spe­cjal­nych. Kompletnie nie prze­szko­dziło to twór­com w stwo­rze­niu arcy­dzieła gatunku i filmu, nad któ­rym pisz­czy także kry­tyka za walory inne niż tylko napa­ko­wane kom­pu­tery ani­ma­to­rów. Klasyczna dziś Odyseja 2001 to niby swego czasu co było, jak nie popis efek­tów spe­cjal­nych? Chodzi o treść filmu i jego prze­sła­nie i tak jak swego czasu, tak i dziś powstają filmy wybitne acz napa­ko­wane efek­tami. A gdzie tu miej­sce na „To nie jest kraj dla sta­rych ludzi”, „Juno”, „Aż poleje się krew” itd.? O kino jestem bar­dzo ale to bar­dzo spokojny…

    [quote]kiedy kom­pu­te­rowa gra­fika skla­dala sie z kolo­rywch kwa­dra­tow jedy­nym spo­so­bem na atrak­cyj­nosc byla wcia­ga­jaca roz­grywka — dzis wystar­czy pseu­do­re­ali­styczna fizyka i zapie­ra­jace dech eksplozje.[/quote]

    No pliiiizzzz… Sorry ale mam wra­że­nie, że naprawdę od dłuż­szego czasu nie grasz albo nie potra­fisz zna­leźć gier war­to­ścio­wych. Dziś pro­blem jest innego typu — nie­dawno gdzieś na stro­nach GW zna­la­złem „reckę” gry Metal Gear Solid 4, któ­rej autor znu­dził się grą wybit­nie. Powód? Za dużo fabuły, za mało strze­la­nia (któ­rego przez pierw­sze kil­ka­na­ście minut nie ma w ogóle a póź­niej bywa i jesz­cze pod tym wzglę­dem gorzej). MGS4 jest jedyny w swoim rodzaju i fak­tycz­nie może przy­pra­wiać pro­blemy ludziom chcą­cym włą­czyć kon­solę i postrzelać.

    Zestaw sobie kla­sy­ków w stylu Duke Nukem 3D czy Quake z dzi­siej­szymi naj­lep­szymi FPSami — usły­szysz zaraz jęcze­nie o wtór­no­ści i co tam jesz­cze. Przyjrzyj się dokład­niej i zoba­czysz jak potwor­nie wielką meta­mor­fozę prze­szły strze­lanki przez kil­ka­na­ście lat i to nie tylko w kwe­stii gra­fiki. Postęp? PĘD cały! A pomy­śleć, że nie widzia­łem pra­wie nic z Xboxa… To potężny rynek, na któ­rym znaj­dziesz rze­czy głu­pie i genialne. Jak na każ­dym innym rynku rozrywki.

    Grafika to tylko jeden z ele­men­tów skła­da­ją­cych się na gry­wal­ność. I nie tylko gra­fika jest coraz to śmie­lej w grach rozwijana.

    [quote]gdy tele­wi­zor byl maly i czar­no­bialy sto­jac przed kamera trzeba bylo cos powie­dziec bo nikt nie patrzylby w ten sloik zbyt dlugo — dzis wystar­czy wyska­ku­jacy cycek i biale zeby — naj­le­piej w HD — i zmiana kadru co 3.5 sekundy (sred­nio). mozg nie potrze­buje tre­sci oko i tak jest caly czas zajete.[/quote]

    Naprawdę, zmień reper­tuar. Sweeney Todd, Michael Clayton, Motyl i ska­fan­der, 3:20 do Yumy itd. itp… Problemem jest HD czy co? Naprawdę nie rozu­miem, co nie pozwala ci oglą­dać dobrych filmów.

    [quote]kiedy pro­ce­sor dzia­lal z szyb­ko­scia kilku her­cow trzeba bylo wymy­slic spo­soy w jaki da wyko­rzy­stac ogra­ni­czone zasoby do powa­znych zadan — dzis mamy polprze­zro­czy­ste menu i zbedne ani­ma­cje. i tak dalej. mow co chcesz ale tak to wla­snie widze i nazywm rzecz po imie­niu — to jest powolna degeneracja.[/quote]

    Gdybyś nie zauwa­żył — mar­no­wa­nie mocy pro­ce­sora na roz­bu­chane opro­gra­mo­wa­nie też mnie męczy, w tym punk­cie aku­rat się zga­dzam. Zastrzeżenia mam do HD i gier.

    [quote]mozna wybie­rac — zgoda ale nie zmie­nia to faktu ze wybie­rasz swoje perelki z pomie­dzy smieci.[/quote]

    Przepraszam bar­dzo, w w owych mitycz­nych sta­rych dobrych cza­sach tylko po per­łach stą­pa­łeś? Idealizujesz przeszłość.

    [quote]dlatego bede sie upie­ral: to nie jest kwe­stia tech­no­lo­gii tylko mentalnosci.[/quote]

    Mi to bar­dziej wygląda na pro­blem men­tal­no­ści w podej­ściu do technologii…

    [b]tockar[/b]:
    [quote]Co to w ogóle za czasy, że kom­pu­ter abso­lut­nie świetny na Diablo II nie radzi sobie ze stroną inter­ne­tową Diablo III ?[/quote]
    Święte słowa. W goni­twie za gotówką prze­pa­dły poję­cia typu „opty­ma­li­za­cja”. Niestety :/

    [quote]Gry mają się w tych cza­sach bar­dzo źle. Wszystko idzie w gra­fikę, pom­pu­jąc do absur­dal­nych gra­nic wyma­ga­nia sprzę­towe, po to, żeby pograć sobie dwie godziny, bo tyle trwa rozgrywka.[/quote]

    Owszem, są i takie gry. Owszem, są i inne. A na wyma­ga­nia sprzę­towe zale­cam kon­solę. Koszt współ­cze­snej solid­nej karty gra­ficz­nej i spo­kój z wyma­ga­niami na kilka lat. I nic nie trzeba roz­bu­do­wy­wać w nie­skoń­czo­ność. To jeden z powo­dów dla któ­rych dałem sobie spo­kój z gra­niem na PC a w kon­se­kwen­cji z samym Windows.

    [b]pyoter[/b]:
    [quote]A po któ­rej stro­nie leży wina? Producentów, czy kon­su­men­tów? Gdyby nie było klien­tów na kom­pu­tery, czy note­bo­oki za 10–15 tys., to by chyba nie było takiego pro­blemu (w takiej skali).[/quote]

    Ale co złego jest w kom­pu­te­rach za 10 czy 15 tysięcy??? Jak kogoś stać i ma takie potrzeby — niech kupuje na zdro­wie. Nie rozu­miem zbyt­nio, co chcia­łeś tu przekazać.

    [quote]Gry? Niestety dziś nie wystar­czy tetris, by zasko­czyć, czy zachwy­cić odbiorcę.[/quote]

    NIESTETY??? No żesz ku*** mać — kil­ka­na­ście (jak nie kil­ka­dzie­siąt) lat roz­woju elek­tro­nicz­nej roz­rywki i według cie­bie cią­gle powin­ni­śmy sie­dzieć w epoce Tetrisa??? Bogu niech będą dzięki, że nic tetri­so­po­dob­nego na nie zaska­kuje… Jak Eloy zauwa­żył — ewolucja.

    [quote]Myślę, że każdy może zna­leźć coś dla sie­bie. Czy to muzyka, książka, filmy czy gra. Wszędzie były, są i będą „badzie­wia” dla sze­ro­kiej publicz­no­ści i zawsze znajdą się perełki.[/quote]

    Jestem dokład­nie tego samego zdania.

    [b]ender[/b]: Elytarne to one może są dla prze­cięt­nego pol­skiego kon­su­menta skła­da­ją­cego kom­pu­ter po kosz­tach i w więk­szo­ści juma­ją­cego opro­gra­mo­wa­nie. Markowy sprzęt kosz­tuje, nie­za­leż­nie od firmy (skła­da­łem sobie Della do pracy i kosz­towo wyszedł mi zestaw dro­żej, niż jabłko — moni­tor docho­dził, w iMaku 24″ matryca daje radę i mogłem koszt dzięki temu obciąć).

    [b]makojad[/b]: Zysk się mak­sy­ma­li­zuje. W prze­ci­wień­stwie do cie­bie komen­tarz prze­czy­ta­łem. Dla odmiany — żałuję. Typowy mako­ja­dowy bełkot.

    • BS 24/11/2008 do 11:36 # Odpowiedz

      „Naprawdę wie­rzysz w ten slo­gan? Dopiero co obej­rza­łem naj­now­szego Batmana aż skrzą­cego się od efek­tów spe­cjal­nych. Kompletnie nie prze­szko­dziło to twór­com w stwo­rze­niu arcy­dzieła gatunku i filmu”

      ja nie wie­rze ja wiem. jestem z wyksztal­ce­nia fil­mo­znawca i pamie­tam ze kine­ma­to­gra­fia ma 100 lat a nie 30. dzi­siej­sze kino to glow­nie poplu­czyny — oczy­wi­scie jesli idzie o calosc pro­duk­cji. zawsze beda powsta­waly filmy dobre — tez jestem o to spo­kojny — nie­mniej cie­zar prze­niosl sie w strone pustego wido­wi­ska. kie­dys hol­ly­wood w glow­nym nur­cie pro­duk­cji potra­filo zro­bic „asfal­towa dzun­gle”, „wielki sen”, „hihg pla­ins dri­fter” czy „roz­mowe” dzis cos takiego sie wla­sci­wie nie zda­rza. nie mowiac juz o gra­fo­ma­nii kina euro­pej­skiego — wspol­cze­sna pro­duk­cja jest po rpo­stu nie­po­row­ny­walna z berg­ma­nem, bunu­elem czy fel­li­nim. tzw „ambitne kino” ma dzis swoje wzloty (np. „lit­tle miss sun­shine” — pole­cam!) ale tez nie­stety mini­malna widow­nie. glow­nie zreszta tele­wi­zyjna bo kina wypel­nia sze­ro­ko­ekra­nowa roz­rywka. to oczy­wi­scie nic zlego jed­nak tez nic dobrego bowiem jest na bar­dzo niskim poziomie.

      nowego bat­mana widzia­lem i jestem o dwie i pol godziny star­szy. dla mnie to kata­strofa — z wyjat­kiem jokera ale to zbyt malo zeby powie­dziec cos dobrego o calym fil­mie. jest dlugi, infan­tylny i kom­plet­nie „kom­pu­te­rowy” — sceny posci­gow wygla­daja momen­tami jak z need for speed. do tego pseu­do­re­por­ter­ska maniera nar­ra­cji odziera gotham city z umow­no­sci ktora w ogole pozwala ogla­dac ten komiks z przy­jem­no­scia — zamiast bajki dla doro­slych mamy fil­mik ktory ma w sobie wie­cej wspol­nego z „intrem do gry” niz z kinem. to dosko­naly przy­klad tego jak tech­nika zasta­pila fabule. gdyby wyciac z tego filmu akcje nie zostalo by nic. oczy­wi­scie to film akcji jed­nak z pierw­szy bat­man oparlby sie takiej pro­bie. podob­nie zreszta matrix czy ody­seja kosmiczna.

      piszac o tele­wi­zji mia­lem na mysli tele­wi­zje a nie film w tele­wi­zji. film jest zupel­nie nie­te­le­wi­zyjny — jest zbyt dlugi wiec trzeba go prze­ry­wac, wymaga od widza jakie­gos sku­pie­nia i sle­dze­nia akcji i co naj­gor­sza zwy­kle kon­czy sie defi­ni­tyw­nie. tele­wi­zja opiera sie na doklad­nie odwrot­nych mechanizmach.

      co do gier — masz racje od dawna nie gram. ale pro­bo­wa­lem bog mi swiad­kiem. mam w domu xboxa, kupi­lem tez w zyciu tro­che gier na pc. i zper­spek­tywy widze ze wszyst­kie wygla­daja tak samo. dopiero wii cos zmie­nia. a w HD nie ma nic zlego — poza tym ze to DRM. w zro­dlo­wym tek­scie poswie­ci­lem temu ze trzy zda­nia i sadze ze wie­cej nie warto. to po pro­stu przy­klad ilu­stru­jacy glowna teze.

      „Mi to bar­dziej wygląda na pro­blem men­tal­no­ści w podej­ściu do technologii…”

      to tzw druga strona medalu :)

      • CoSTa 24/11/2008 do 12:44 # Odpowiedz

        [quote]kiedys hol­ly­wood w glow­nym nur­cie pro­duk­cji potra­filo zro­bic „asfal­towa dzun­gle”, „wielki sen”, „hihg pla­ins dri­fter” czy „roz­mowe” dzis cos takiego sie wla­sci­wie nie zdarza.[/quote]

        Crash (ten z 2004), Donnie Darko, Requeim for a Dream, My Left Foot, Brokeback Mountain, The Pursuit of Happyness… Nawet nie wiem ilu dobrych nie widzia­łem. A to są filmy głów­no­nur­towe, z Oscarami, galami itd. O kinie nie­za­leż­nym nawet nie wspo­mi­nam, bo i rzadko kiedy mam do czy­nie­nia. Hmmm, z tym „się nie zda­rza” to jakby nieco na wyrost chyba napisałeś.

        [quote]nowego bat­mana widzia­lem i jestem o dwie i pol godziny star­szy. dla mnie to kata­strofa — z wyjat­kiem jokera ale to zbyt malo zeby powie­dziec cos dobrego o calym filmie.[/quote]

        Kwestia gustu. Dla mnie wybitny przed­sta­wi­ciel swo­jego gatunku a i w ogól­no­ści film bar­dzo dobry. Widać jestem za głupi (także i moja żona oraz kupa innych moich zna­jo­mych) i film nam się po pro­stu BARDZO podo­bał. Bogu niech będą dzięki za nasze jak wno­szę braki edu­ka­cyjne i nie bycie fil­mo­znaw­cami. Dwie godziny dosko­na­łego widowiska.

        [quote]piszac o tele­wi­zji mia­lem na mysli tele­wi­zje a nie film w tele­wi­zji. film jest zupel­nie nie­te­le­wi­zyjny — jest zbyt dlugi wiec trzeba go prze­ry­wac, wymaga od widza jakie­gos sku­pie­nia i sle­dze­nia akcji i co naj­gor­sza zwy­kle kon­czy sie defi­ni­tyw­nie. tele­wi­zja opiera sie na doklad­nie odwrot­nych mechanizmach.[/quote]

        Ciągle zadaję pyta­nie i cią­gle nie otrzy­muję na nie odpo­wie­dzi — a co w tym złego? Chcesz oglą­dać idio­tyczne tele­tur­nieje? Proszę bar­dzo! Chcesz oglą­dać kla­sykę z jej per­łami i pereł­kami? Przeskocz na TCM czy co innego. Chcesz filmy nie­prze­ry­wane rekla­mami? Kup abo­na­ment na któ­ryś z kana­łów i oglą­daj. O sto­ją­cym za rogiem VOD już nawet nie wspo­mi­nam. Ciągle mnie tu sche­ma­tami i slo­ga­nami czę­stu­jesz nie chcąc zauwa­żyć, że jest też i druga strona takiej choćby tele­wi­zji — sze­roka oferta pro­duk­cji także war­to­ścio­wych i war­tych uwagi. Sądzisz, że pusz­cza­nie w kółko Dwunastu gniew­nych ludzi czy Obywatela Kane wpły­nę­łoby na gusta widowni maso­wej? Przecież to bzdura do kwa­dratu. Ludzie są różni i mają różne potrzeby oraz roz­wi­jają się inte­lek­tu­al­nie i kul­tu­rowo w różny spo­sób. W więk­szo­ści potrze­bują tego, co jest im ser­wo­wane lub co wma­wia im się, że potrze­bują. Nie ozna­cza to jed­nak, że potrzeby pozo­sta­łych nie są zaspo­ka­jane. Ciągle powstają filmy dobre, bar­dzo dobre i wybitne. I — o dziwo — poka­zuje się je także w owej złej tele­wi­zji. Wymaganie by do każ­dego prak­tycz­nie domu dostar­czana była tylko kul­tura wysoka śmier­dzi mi zapę­dami z roku 1984. Masz sze­roki wybór moż­li­wo­ści — co w tym złego, że zapy­tam raz jeszcze.

        [quote]co do gier — masz racje od dawna nie gram. ale pro­bo­wa­lem bog mi swiad­kiem. mam w domu xboxa, kupi­lem tez w zyciu tro­che gier na pc. i zper­spek­tywy widze ze wszyst­kie wygla­daja tak samo. dopiero wii cos zmienia.[/quote]

        Tak, Wii wpro­wa­dziło tę wycze­ki­waną przez cie­bie rewo­lu­cję w spo­so­bie gra­nia (w samych grach już mniej­szą). W ocze­ki­wa­niu na następną, która o dziwo naj­pew­niej nie będzie miała miej­sca ani za rok, ani za dwa ani za kilka lat (tak to już z rewo­lu­cjami bywa) — pole­cam zapo­zna­nie się z kil­koma cie­ka­wymi tytu­łami. Niestety, nie da rady co tytuł mieć kolej­nego obja­wie­nia. To kom­plet­nie nie­re­alne. Ale warto też zain­te­re­so­wać się mate­rią, na którą się narzeka — zapew­niam, tu się dzieje.

        • btd 24/11/2008 do 13:00 #

          „Bogu niech będą dzięki za nasze jak wno­szę braki edu­ka­cyjne i nie bycie fil­mo­znaw­cami. Dwie godziny dosko­na­łego widowiska.”

          Stara prawda — nad­miar wie­dzy szko­dzi. I cza­sem nie­bez­piecz­nie pro­wa­dzi do aro­gan­cji w stylu ‘ja wiem co to sztuka, a masy malucz­kich wolą bez­myślne gnioty’.

  8. BS 24/11/2008 do 16:41 # Odpowiedz

    wiesz ze dys­ku­sja nad poszcze­gol­nymi tytu­lami nie ma tutaj sensu — wymie­ni­les filmy inte­re­su­jace ale zadnego z nich nie nazwal­bym arcy­dzie­lem. o kaz­dym mozna by pisac dlugo — cza­sem dobrze a cza­sem zle — ale to jesz­cze nic nie zna­czy. o „zyle­cie” z pamela ander­sen tez mozna. oscar ma war­tosc komer­cyjna i w zadnym wpadku nie jest tu dro­go­wska­zem. zreszta prze­ciez tu nie cho­dzi o oce­nia­nie ale o tym za chwile. nie obru­szaj sie tak w kwe­stii bat­mana — tak jak tobie mial prawo sie podo­bac tak mnie prze­ciez nie. nie wolno tego powie­dziec? widocz­nie szu­kamy w kinie cze­gos innego — mamy inny punkt odnie­sie­nia i inne gusta — a juz zarzu­ca­nie mi aro­gan­cji poni­zej tylko z tego powodu ze mam inne zda­nie i jesz­cze czel­nosc byc kom­pe­tentny to juz w ogole zabawne. naprawde wszy­scy mamy myslec to samo?

    „podobal-nie podo­bal” to jest bar­dzo lichy powod do sporu. mnie podoba sie wiele fil­mow ktore sa kiep­skie, potra­fil­bym tez wymie­nic kil­ka­na­scie i bez­dy­sku­syj­nie wybit­nych ktore mi sie zupel­nie nie podo­baja — i co to zmie­nia? mamy potem glo­so­wac? 300 za zna­czy dobry 53 a kiep­ski? tak sie nie upra­wia dys­ku­sji, kry­tyki ani nauki. tak sie upra­wia tlum.

    pytasz o tele­wi­zje i wla­sci­wie sam poda­jesz odpo­wiedz — cho­dzi o pusz­cza­nie w kolko. a bar­dziej pre­cy­zyj­nie o ogla­da­nie w kolko. co sie ze soba laczy. pro­ble­mem nie jest ani dostep­nosc, ani wybor ani nawet bzdura na kto­rej tele­wi­zja sie opiera (tele­tur­nieje czy papla­nie o dywa­nie i tym podobne) ale spo­sob w jaki mowi.

    tele­wi­zja zamie­nia kazdy komu­ni­kat w roz­rywke — ser­wuje go tak zeby sie­dzacy przed ekra­nem couch­po­tato poczyl sie dobrze bo tylko dla­tego przed nim sie­dzi. dla­tego pro­gram jest poszat­ko­wany, dla­tego jest try­wialny, dla­tego wszystko jest uprosz­czone a puenty sa zawsze jed­no­znaczne. dosko­nala meta­fora tele­wi­zji jest jej sztan­da­rowy gatu­nek czyli tele­tur­niej wla­snie — uczest­nicy wal­cza ze soba o nagrode, pro­wa­dzacy jest nie­omylny i wszech­mocny a swiat pozba­wiony wie­lo­znacz­no­sci. na pyta­nie jest prze­ciez tylko jedna wla­sciwa odpo­wiedz. i tak jest z kaz­dym tele­wi­zyj­nym prze­ka­zem. takie same sa wia­do­mo­sci, dys­ku­sje na temat poli­tyki czy oby­cza­jow. wszystko staje sie show ktora ma byc przy­swa­jalna dla kaz­dego, w kaz­dym momen­cie i nawet na chwile.

    mar­shall mclu­han powie­dzial kie­dys swoje slynne iz prze­ka­znik jest prze­ka­zem. ozna­cza to z grub­sza iz glowny komu­ni­kat jaki prze­ka­zuje kon­kretna tech­no­lo­gia to ona sama. slo­wem na ekra­nie wazniej­sze jest to jak wygla­dam i sie zacho­wuje niz to co powiem. obraz nie potrze­buje kon­tek­stu latwo zreszta nadac mu inny — row­nie dobry — tym­cza­sem slowo bez kon­tek­stu po pro­stu nie inst­nieje. zeby zro­zu­miec co pisze trzeba prze­czy­tac to co napi­sa­lem zda­nie wcze­sniej i zda­nie pozniej. dla­tego tak trudno dowo­dzic ze a=b jesli aka­pit wyzej napi­sa­li­smy cos prze­ciw­nego. w tele­wi­zji to nie boli — dzis jest zle bo ropa jest droga, jutro jest zle bo ropa jest tania. to co bylo wczo­raj nikogo nie inte­re­suje. liczy sie temat dnia. poogla­daj sobie kie­dys pod tym katem tele­wi­zor — szcze­rze pole­cam. zwlasz­cza w kon­tek­scie orwel­low­skiego wiel­kiego brata. on prze­ciez wyste­po­wal w telewizji…

    i tak dalej. mogl­bym tak dlugo ale to tro­che zle miej­sce. zreszta to jest tylko takie felie­to­nowe prze­sli­zgnie­cie sie wokolo zagad­nien. napi­sano na ten temat przy­naj­mniej kilka madrych ksia­zek wiec jesli naprawde temat cie zain­te­re­so­wal chet­nie podam ci kilka tytulow.

    klo­pot z tele­wi­zja polega nie na tym ze jest ale na tym iz jest ona dzis domi­nu­ja­cym spo­so­bem prze­ka­zy­wa­nia zna­cze­nia i ze to wokolo niej roz­wija sie wspol­cze­sna sie kul­tura. sila rze­czy bedaca jej odbi­ciem — plytka, try­wialna, powierz­chowna i glu­piutka. za to sze­roko dostepna. a takze kom­plet­nie zbedna. powiedz mi — kiedy ostat­nio wiad­mo­sci w tele­wi­zji — poza moze pogoda — wply­nely jakos na zmiane two­jego planu dnia? znasz lepiej histo­rie wla­snej rodziny (lub kogo­kol­wiek w miare bli­skiego) czy pery­pe­tie boha­te­row ulu­bio­nego serialu?

    neil post­man nazwal caly ten pro­ces „zaba­wia­niem sie na smierc” a boha­terka jed­nego z fil­mow gusa van santa zawarla kon­se­kewn­cje tego stanu rze­czy w pro­stym pyta­niu — po co robic cos waznego skoro nikt tego nie widzi?

    a film w tele­wi­zji to nie jest tele­wi­zja — pisa­lem o tym wyzej.

  9. miner 24/11/2008 do 22:09 # Odpowiedz

    Chciałem podzię­ko­wać zarówno Koście jak i Bartoszowi za cie­kawą wymianę zdań w tym wątku. Trochę szkoda, że jeden trak­tuje dru­giego tro­chę z buta a drugi pierw­szego tro­chę z góry :) To, że ta dys­ku­sja mi się tak podoba wynika zapewne z tego, że moje poglądy są gdzieś w środku Waszych.
    .
    Dorzucam tekst Watersa jako komen­tarz: Amused to death — http://www.gdynia.mm.pl/~sularz/amused.htm#Ubawieni

    • btd 25/11/2008 do 08:22 # Odpowiedz

      Czyli nie tylko ja odnio­słem takie ‘śmieszne’ wrażenie.

      No ale moje zda­nie na temat kry­ty­ków fil­mo­wych, muzycz­nych itd (bądź –znaw­ców, dla mnie to na jedno wycho­dzi) jest mocno negatywne.

      • miner 25/11/2008 do 21:32 # Odpowiedz

        Nie wiem gdzie w mojej wypo­wie­dzi zna­la­złeś potwier­dze­nie swo­ich kom­plek­sów i lęków. Wyjaśnijmy sobie, jeżeli cho­dzi o moją wypo­wiedź (i nie tylko) w sło­wach „Ty” i „ja” nie ma ani jed­nej wspól­nej litery…

  10. Azrael 28/11/2008 do 16:56 # Odpowiedz

    Co do HD i SD to 18% use­row nie widzi roz­nicy.
    http://slashdot.org/articles/08/11/28/0033204.shtml
    A skoro nie widac roz­nicy to po co prze­pla­cac?
    Mi wystar­cza SD na LCD TV 32″.

Dodaj komentarz