Po drugim treningu Aikido

OK, odby­łem wczo­raj drugi tre­ning (mia­łem sko­czyć we wto­rek ale po zaba­wie zafun­do­wa­nej przez MPK zale­głem w wyrze z zesta­wem prze­trwal­ni­ko­wym i wypa­ca­łem dobie­ra­jące się do mnie wiru­si­ska) i mam oto światu do prze­ka­za­nia kilka prawd obja­wio­nych. Wspinam się na wysoką górę, pod­pa­lam krzak coby zago­rzał i zro­bił odpo­wiedni back­gro­und, wzno­szę ręce i nauczam:

  • Kolesie ważący stówkę nie są naj­lep­szym mate­ria­łem na ucznia (w pew­nych krę­gach zwa­nym padawanem).

  • Kolesie sie­dzący od kilku lat za biur­kiem i nie rusza­jący tłu­stego dup­ska zza owego, takoż mate­ria­łem są beznadziejnym.

  • Kolesie ważący stówkę i bez kon­dy­cji pocą się. Bardzo.

  • Kolesie pocący się bar­dzo owym potem śmierdzą.

  • Receptory węchowe kobiet takich kolesi wyła­pują ową woń.

  • Informacja o woni wędruje do mózgo­wia przez nerw węchowy.

  • W mózgo­wiu roz­po­czyna się skom­pli­ko­wana reak­cja che­miczna oraz gwał­towne pro­cesy decy­zyjne. Neurony aż nabrzmie­wają od prze­sy­ła­nych na wszyst­kie strony pole­ceń. Ciało reaguje na owe pole­ce­nia pod­nie­sie­niem lek­kim tem­pe­ra­tury i pobudzeniem.

  • Trening Aikido to fajny spo­sób na lek­kie roz­ru­sza­nie kobiety :)

No, to kiedy wypada następny? Dopiero we wto­rek? Dupa, idę dziś pobie­gać wieczorkiem :)

A tak serio — łooo, ciel­sko zapo­mniało, co to wysi­łek i ruch. Ale o dziwo bar­dzo szybko sobie przy­po­mina i już zaczy­nam powoli chcieć po pro­stu iść na kolejny tre­ning. Znam to z mło­dzień­czych swych lat, kiedy to dzień bez prze­bie­gnię­cia kilku kilo­me­trów był dniem stra­co­nym a ciało nie pod­da­wane rygo­rowi tre­ningu takiego się doma­gało. OK, nie mam nastu lat ale jeśli wykształcę w sobie potrzebę ruchu, to mam już sporo drogi za sobą. I o to w tym wszyst­kim cho­dzi — ruszyć się.

Przy oka­zji — wczo­raj koleś taki jeden poka­zy­wał mi tech­nikę, która dobrze wyko­nana może pogru­cho­tać nad­gar­stek. Coś Wam powiem: te wszyst­kie sega­low­skie gru­cho­ta­nia wyko­ny­wane ot tak od nie­chce­nia, które może­cie oglą­dać w jego fil­mach, jak naj­bar­dziej są do zro­bie­nia. Najbardziej nie­sa­mo­wite jest to, że wymaga to sto­sun­kowo nie­wiel­kiej siły. Trochę fizyki, zna­jo­mość ludz­kiego ciała oraz nie­sa­mo­wita koor­dy­na­cja oraz spraw­ność ruchowa — to muszę przy­swoić w nad­cho­dzą­cych mie­sią­cach tre­nin­gów. Później biorę się za Aikido na poważ­nie. Wciąga!

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

18 Komentarzy do “Po drugim treningu Aikido”

  1. btd 28/11/2008 do 09:14 # Odpowiedz

    Ty, to ty będziesz grał w łapki jak Segal? O, to trzeba będzie uważ­nie rękę poda­wać, albo od razu z dyńki ;-)

  2. zen 28/11/2008 do 09:41 # Odpowiedz

    Co do Stevena, aktor z niego żaden, ale nie­wąt­pli­wie jest jed­nym z naj­wy­bit­niej­szych fachow­ców od sztuk walki na świe­cie. Widziałem oso­bi­ście pokaz w Irlandii, coś nie­sa­mo­wi­tego.
    Oj CoSTa, nakrę­ci­łeś mnie tro­chę. Co prawda ja kilka lat tre­no­wa­łem kyoku­shin, ale ze względu na zaawan­so­wany wiek teraz bar­dziej by mi pod­pa­siło aikido. Może się spotkamy ;)

  3. Mama Wula 28/11/2008 do 10:05 # Odpowiedz

    Kostas ! jestem z Ciebie dumna i jedyne co mnie mar­twi to moja prze­grana 500 zł.Niezorientowach na tej stro­nie infor­muję że zalo­ży­li­śmy się z Kostasem o w/w kwotę.Warunki zakładu — on traci 10 kg ja 4 kg do świąt.W przy­padku prze­gra­nej przez oboje forsę zgar­nia Dorota /moja uko­chana star­sza synowa/. Ja jestem z odchu­dza­niem w lesie Kostas zaczął z czego wnio­skuję że ma par­cie na owe 500 zl.Trudno wypłace.Kostuś nasz zakład ma jeden poważny mankament.Co się dzieje w przy­padku dotrzy­ma­nia warun­ków umowy przez obie strony /czyli nas/ ? Kto płaci ?

    • btd 28/11/2008 do 12:22 # Odpowiedz

      To jest logiczne: Doropha :-D

      • doropha 28/11/2008 do 21:04 # Odpowiedz

        Całkiem nie­źle włą­czy­łam się do tego zakładu, prawda?:)

        • btd 29/11/2008 do 18:01 #

          Jak dla mnie — idealnie :)

  4. brocha 28/11/2008 do 13:04 # Odpowiedz

    parę lat ćwi­czy­łem aikido — jesz­cze w pod­sta­wówce i liceum, potem przez 10 lat nic i teraz zaczą­łem jogę — fajna sprawa. myśla­łem o powro­cie do aikido, ale uzna­łem że dopro­wa­dzi­łem się za biur­kiem do takiego stanu,że aikido może się dla mnie oka­zać zbyt kontuzyjne.

  5. SpeX 28/11/2008 do 16:31 # Odpowiedz

    „Kolesie ważący stówkę nie są naj­lep­szym mate­ria­łem na ucznia (w pew­nych krę­gach zwa­nym padawanem).”

    To sobie zobacz na Star Wars: The Clone Wars (2008) kto się naj­le­piej nadaje na padawiana.

  6. uasic 28/11/2008 do 22:10 # Odpowiedz

    Aikido ponoć nie jest naj­lep­szym roz­wią­za­niem, żeby komuś spu­ścić łomot na ulicy, ale kon­dy­cję wyra­bia zaje­bi­stą. Kumpela wspo­mi­nała o 2,5h tre­nin­gach, więc teraz 1,5h u nas na judo jest dla niej cał­kiem lajtowe:]

  7. CoSTa 30/11/2008 do 10:55 # Odpowiedz

    [b]btd[/b]: Do gra­nia w łapki jesz­cze daleko ale co się odwlecze… :)

    [b]zen[/b]: Dawaj chło­pie! Zajęcia we wtorki i czwartki o 19:30. Do tego jakąś siłow­nię jesz­cze muszę dopaść i wygram zakład! Yay! :)

    [b]mamcia[/b]: Wiesz, zwa­le­nie 10 kilo to jed­nak nie taki pikuś, jaki mi się wyda­wał. Wygrasz to cho­lero jedna ale z dużymi buzia­kami za przy­mu­sze­nie do rusze­nia odwłoka :). Matka, daj se spo­kój z sie­dze­niem wie­czo­rami w robo­cie i idź gdzieś się tro­chę poru­szać — to robi świet­nie, serio! A gdy się oby­dwojgu nie uda, to mam PLAN: idziemy na wycze­sany obiad do Mykonos albo na chińsz­czy­znę do Azalii :)

    [b]Dorek[/b]: Żona, się nie napa­laj — prze­jemy tę kasę :)

    [b]brocha[/b]: No więc ja się wła­śnie do takiego stanu dopro­wa­dzi­łem i powie­dzia­łem sobie basta. Schudnę pew­nie mini­mal­nie ale przy­naj­mniej nieco dup­sko ruszę. O to mnie w tej zaba­wie chodzi.

    [b]spex[/b]: Kurczę, nie ma kiedy do kina sko­czyć :/. Ale popa­trzę, zain­try­go­wa­łeś mnie :)

    [b]chlitto[/b]: Eee tam, gadanie :)

    [b]uasic[/b]: Gdybym chciał komuś łomot na ulicy spusz­czać, to bym sobie pisto­let i bej­zbola kupił :). Treningi mam krót­sze ale co potu ostat­nio na macie zosta­wi­łem, to moje. Strasznie się ze mnie leje, co tylko cieszy.

    • chlitto 30/11/2008 do 13:42 # Odpowiedz

      hmm chyba zle zro­zu­mia­les (choc nie wiem:>) to bylo odno­snie Ahsoka’i ze „Star Wars: The Clone Wars (2008)” ktora zgi­nie w serialu jako padawan;]

  8. Lookanio 02/12/2008 do 10:33 # Odpowiedz

    Costa, tre­no­wa­łeś wcze­śniej jakieś s(z)t(ł)uczki ;-) walki? Pytam, ponie­waż kum­pel mnie nama­wia na jakieś maso­chi­styczne tre­ningi, a moje doświad­cze­nia ogra­ni­czają się co naj­wy­żej do wyci­ska­nia na joy­sticku wszel­kich *-lity w Mortal Kombat…

    • CoSTa 02/12/2008 do 15:14 # Odpowiedz

      Walk jako takich to nie tre­no­wa­łem (daaawno Karate, ale to było naprawdę dawno). Za to od małego męczy­łem się fizycz­nie bar­dzo, ze szkołą spor­tową włącz­nie plus w ogól­niaku wszel­kie moż­liwe siat­kówki, koszy­kówki czy inne siłow­nie. Ale spoko, od dłuż­szego już czasu mój ruch wyglą­dał mniej wię­cej podob­nie, co twój, tyle że ja pada duszę zamiast dżoja :)

      • Lookanio 04/12/2008 do 12:18 # Odpowiedz

        :-) Dzięki za odp. Ot zasta­na­wia­łem się czy nie mając nigdy nic wspól­nego z wal­kami, nie będąc już szczy­pior­kiem, zaczy­na­nie takich „akro­ba­cji” ma sens… Ale skoro pole­casz, chyba sta­ty­styka maso­chi­stów wzro­śnie o 1… od Nowego Roku :-)

        • CoSTa 04/12/2008 do 14:55 #

          Oj pole­cam, pole­cam. Co prawda po ostat­nim zakwa­siło mi nawet gar­dło (serio, mam zakwasy w szyi :)) ale dziś idę się roz­ru­szać i nieco kwasu mle­ko­wego się pozbyć. Nic z tego co tam robią nie kumam ale pocie­szam się, że za jakieś pół roku może skleję o co loto. A póki co pole­cam [url=http://itunes.apple.com/WebObjects/MZStore.woa/wa/viewPodcast?id=254653032]o ten podcast[/url] (link iTu­nes) — uwal­nia­nie się mnie roz­wa­liło (pierw­szy odci­nek pod­ca­stu). Cóż za gra­cja, cóż za ele­gan­cja, cóż za świa­do­mość ruchu…

  9. doropha 05/12/2008 do 05:48 # Odpowiedz

    Stało się. Papa Costa cał­ko­wi­cie wsiąkł był w tre­ningi Aikido. Przychodzi poobi­jany, wlo­kąc za sobą nogę, masu­jąc bio­dro i stę­ka­jąc z powodu zakwa­sów, z sinia­kami, ale z michą uśmiech­niętą od ucha do ucha.
    Najgorsze jest to, że za każ­dym razem od wej­ścia krzy­czy: „Chodź ci coś pokażę! Pokażę Ci jak można posa­dzić 100 kg faceta!” Chyba nie ulega wąt­pli­wo­ści, że tymi 100 kg faceta w pre­zen­ta­cji jestem ja. Oj biedna ja. Muszę zna­leźć coś alter­na­tyw­nego, może joga, to mnie wyci­szy, po tym jak Costa mi już pokaże co można…
    Zadziwiające jest jak tro­chę wysiłku fizycz­nego może odgo­nić zmę­cze­nie i wpływa na poprawę nastroju. Przed tre­nin­giem przy­sy­pia w każ­dej pozy­cji, a zaraz po pod­ska­kuje. Mam nadzieję, że mu się nie znu­dzi, a pew­nie się nie znu­dzi, bo babeczki też tam cho­dzą i ostat­nio cyt.„jako począt­ku­jący dostał do obro­bie­nia dwie”:)

Dodaj komentarz