Prezydenckie wybory w USA. Krótki komentarz.

Pisze o tym Byte, pisze Opi, pisze Btd, pisze pew­nie z pół blo­gos­fery i mniej­szość feedów, które sub­skry­buję (jesz­cze nie przej­rza­łem, więc mogę się mylić ale zna­jąc moje feedy…). No to napi­szę i ja skoro takie są ogólne trendy.

W TVN24 rań­cem show leciało lep­sze, niż za wybo­rów naszego pre­zia. GW na pierw­szej stro­nie. Rzepa na pierw­szej stro­nie. Wszystko na pierw­szej stro­nie a rekla­mówki wybo­rów zasła­niają rekla­mówki pod­pa­sek na portalach.

Trochę to konfudujące…

Czyli co, Barack O. jest teraz moim prezydentem?

Bo się już nieco pogu­bi­łem w gra­da­cji ważności…

Anyway, Kaczorek, zapie­przaj odro­bić lek­cję o tema­cie „co i jak mówić, gdy się prze­grywa”. Dobrze mi się słu­chało McCaina. Odmiana od sto­li­ków od bry­dża, ukła­dów i tu sto­ją­cych zomow­ców, któ­rych pew­nie kaczo­rek przy­woła po prze­wa­lo­nych wybo­rach. Się to nazywa kul­tura poli­tyczna. Warto nagrać i zacho­wać dla potom­nych — u nas takie poję­cie jesz­cze bar­dzo długo (o ile w ogóle) nie będzie znane.

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

13 Komentarzy do “Prezydenckie wybory w USA. Krótki komentarz.”

  1. opi 05/11/2008 do 09:24 # Odpowiedz

    Dobrze to potra­fią prze­grać ludzie z klasą. To jakby wyklu­cza część pol­skich politykierów.

  2. btd 05/11/2008 do 09:27 # Odpowiedz

    A ja, a ja? Ja też napisałem ;-)

  3. Hadret 05/11/2008 do 13:21 # Odpowiedz

    Tak się zasta­na­wiam, o któ­rym Kaczorku mówisz? Bo kon­tekst pije do Lecha, ale ten prze­cież wybory (pre­zy­denc­kie) wygrał. O Jarka cho­dzi, ta? Nie pamię­tam już teraz, jak Tusk się wypo­wia­dał po prze­gra­nych wybo­rach (pre­zy­denc­kich)? :o

    Zwycięstwo Obamy, dla nas, nie wiem czy będzie miało jakieś wiel­kie zna­cze­nie. Może wizy zostaną znie­sione, ale aby tego ocze­ki­wać, coś tam Polska jesz­cze musi po speł­niać (nie pomnę gdzie o tym czy­ta­łem). Jest jed­nak nadzieja, że wynie­sie woj­ska z Iraku i drob­niej­sza na to, że ten rząd nie będzie stał pod zna­kiem pod­boju państw bli­skiego wschodu ;]

  4. krzych 05/11/2008 do 13:43 # Odpowiedz

    czy nasi chłopcy cza­sem nie opu­ścili już iraku. teraz wal­czą o demo­kra­cję w afganistanie.

  5. krzych 05/11/2008 do 13:45 # Odpowiedz

    … chyba, że przed­mówcy cho­dziło o zoł­nie­rzy juesej

    • Hadret 05/11/2008 do 20:43 # Odpowiedz

      Chodziło, choć rze­czy­wi­ście, nam raczej wiel­kie róż­nicy to nie robi (:

  6. CoSTa 05/11/2008 do 14:26 # Odpowiedz

    [b]opi[/b]: W rze­czy samej. Szkoda tylko, że ta część to zde­cy­do­wana większość…

    [b]btd[/b]: A tam napi­sa­łeś :). No dobra, wie­czor­kiem podlinkuję :)

    [b]hadret[/b]: Wiesz, to jeden ch*** czy o Lecha, czy też o Jarka cho­dzi. To zajedno, jeden dru­giemu mel­duje wyko­na­nie jakichś ich zadań. Mnie się roz­cho­dzi o wybory przy­szłe, które ten kur­du­pel w dwóch odsło­nach prze­rżnie. Już widzę co będzie się działo i jak będą nazy­wani ludzie na kaczki nie głosujący.

    Coby znieść wizy nasz kraj musi osią­gnąć jakiś­tam pro­cen­towy próg wnio­sków nie­odrzu­co­nych. Osobiście mi to loto i nie wiem, czy warto wysy­łać naszych woja­ków gdzie Bush, Obama czy inny as ręką wskaże, w imię owych wiz znie­sie­nia. Wprowadźmy wizy dla hame­ry­kań­ców i sza­nujmy się sami. Wtedy być może ktoś zacznie i nas szanować.

  7. grzegor 05/11/2008 do 15:19 # Odpowiedz

    Muszę przy­znać — gość, który mu pisał to prze­mó­wie­nie sta­nął na wyso­ko­ści zada­nia. Generalnie to McCain ura­to­wał swój honor i jestem prze­ko­nany, że zyskał sym­pa­tię wielu osób które na niego nie głosowały.

  8. xom 05/11/2008 do 16:27 # Odpowiedz

    Wybory w Stanach poka­zuja jedna wazka rzecz — jak daleko bra­kuje euro­pej­skiej demo­kra­cji do nich (nie mowiac juz o pol­skiej…).
    Czy wyobra­za­cie sobie wybory w Eropie, np. we Francji, ktore wygrywa kan­dy­dat pocho­dze­nia afy­kan­skiego? Albo Niemcy i Kurd czy Turek jako pre­zy­dent (czy kanc­lerz). W euro­pie przyj­dzie nam na to cze­kac jesz­cze dlugo. Bez wzgledu co taki kan­dy­dat by soba repre­zen­to­wal bylby na prze­gra­nej pozy­cji…
    W obec­nej sytu­acji inte­re­suje mnie, szcze­rze mowiac, kwe­stia powrotu utra­co­nych za Busha swo­bod oby­wa­tel­skich. Ciekawi mnie bar­dzo jak lewi­cowy badz co badz Obama podej­dzie do tej kwe­stii.
    Pozyjemy — zobaczymy.

  9. Damian 05/11/2008 do 20:54 # Odpowiedz

    Wybory na pre­zy­denta w USA to bar­dzo wazna sprawa dla Polakow tak jak dla calego swiata i nie daj­cie sobie wmo­wic, ze jest ina­czej. :)
    Siegajmy wzro­kiem dalej.

  10. CoSTa 06/11/2008 do 08:04 # Odpowiedz

    [b]grzegor[/b]: Jestem tego samego zda­nia — świetne prze­mó­wie­nie, jeśli nie auten­tyczna to przy­naj­mniej dosko­nale zagrana rola kole­sia świa­do­mego porażki ale potra­fią­cego być ponad nią.

    [b]xom[/b]: W sumie ciężko się nie zgo­dzić. Z dru­giej strony — hame­ry­kańce nie wybie­rali Meksykanina czy Kenijczyka tylko Amerykanina pełną gębą. Swego czasu i u nas poja­wił się egzo­tyczny kan­dy­dat, nie­jaki Tymiński. Do dziś nie rozu­miem tego feno­menu ale ludzie potra­fili popie­rać kom­plet­nie obcego (ok, nie jest kolo­rowy ale i tak z Peru :)). Tak więc róż­nie to w tej Europie bywa…

    [b]damian[/b]: Owszem, to ważna sprawa ale bez prze­sady — USA to duży, silny kraj, z któ­rym trzeba nawią­zać sto­sunki na rów­nych pra­wach. Ale nie jest to kraj decy­du­jący o kształ­cie współ­cze­snego świata. Już nie.

  11. Damian 06/11/2008 do 19:04 # Odpowiedz

    Costa — cokol­wiek by się nie mówiło o sła­ebje usa etc. to w więk­szo­ści są to bzdury. USA to wciąż jedyne super­mo­car­stwo. Jedynie UE jako całość może z nią kon­ku­ro­wać. Chiny, Indie, Brazylia są daleko, daleko w tyle tak gospo­dar­czo, tak i poli­tycz­nie (Indie to lili­put nawet przy Polsce w temaci polityki).

  12. Zakrzes 09/11/2008 do 10:12 # Odpowiedz

    Emocjonują się wszy­scy — bo to niby ważne jest. Z każ­dym nowym pre­ziem jest taki mini-kryzys. Stanie oko­niem, czy popły­nie z prą­dem. To wszystko. Taka chwila nadzieji. Gdy usły­sza­łem od Obamy że będzie tar­cza, wizy i głęb­sza współ­praca — stało się jasne, że pły­niemy dalej z prą­dem szamba i emo­cje się spończyły.

    Kostas — bzdura, bzdura, bzdura. Bzdurą jest poli­tyka, rząd, bzdurą jest zaj­mo­wa­nie się poli­tyką, i do tego jesz­cze tą ame­ry­kań­ską. Szkoda na to życia, czasu, kla­wia­tury i oczu. To jest wie­kle szoł, a nie kul­tura poli­tyczna. Karty są roz­da­wane gdzieś indziej. Po podziale wpły­wów i pla­nów eks­pan­sji kor­po­ra­cji, wybie­rany jest klown. Na niego idzie kasa, to jest jak inwe­sty­cja, która napewno się zwróci z nawiązką. Takim klow­nem jest pre­zy­dent jako instut­cja i oso­bo­wość. Także Obama, syn emi­granta który poja­wił się z nikąd — jedy­nym jego zada­niem jest klownowanie.

    Dlatego z prze­ra­że­niem patrzę na sce­na­riusz reali­zo­wany przez naszych POlityków, liżą­cych XXX Obamie, jako następcy nowego klowna. Powtarzalność sce­na­riu­sza jest pora­ża­jąca, tak samo jak pora­ża­jąca jest śle­pota ludzi piszą­cych i emo­cjo­nu­ją­cych się poli­tyką. Polityka to opium dla mas, łatwo uza­leż­nia i oślepia.

Dodaj komentarz