Pisze o tym Byte, pisze Opi, pisze Btd, pisze pewnie z pół blogosfery i mniejszość feedów, które subskrybuję (jeszcze nie przejrzałem, więc mogę się mylić ale znając moje feedy…). No to napiszę i ja skoro takie są ogólne trendy.
W TVN24 rańcem show leciało lepsze, niż za wyborów naszego prezia. GW na pierwszej stronie. Rzepa na pierwszej stronie. Wszystko na pierwszej stronie a reklamówki wyborów zasłaniają reklamówki podpasek na portalach.
Trochę to konfudujące…
Czyli co, Barack O. jest teraz moim prezydentem?
Bo się już nieco pogubiłem w gradacji ważności…
Anyway, Kaczorek, zapieprzaj odrobić lekcję o temacie „co i jak mówić, gdy się przegrywa”. Dobrze mi się słuchało McCaina. Odmiana od stolików od brydża, układów i tu stojących zomowców, których pewnie kaczorek przywoła po przewalonych wyborach. Się to nazywa kultura polityczna. Warto nagrać i zachować dla potomnych — u nas takie pojęcie jeszcze bardzo długo (o ile w ogóle) nie będzie znane.








Dobrze to potrafią przegrać ludzie z klasą. To jakby wyklucza część polskich politykierów.
A ja, a ja? Ja też napisałem ;-)
Tak się zastanawiam, o którym Kaczorku mówisz? Bo kontekst pije do Lecha, ale ten przecież wybory (prezydenckie) wygrał. O Jarka chodzi, ta? Nie pamiętam już teraz, jak Tusk się wypowiadał po przegranych wyborach (prezydenckich)? :o
Zwycięstwo Obamy, dla nas, nie wiem czy będzie miało jakieś wielkie znaczenie. Może wizy zostaną zniesione, ale aby tego oczekiwać, coś tam Polska jeszcze musi po spełniać (nie pomnę gdzie o tym czytałem). Jest jednak nadzieja, że wyniesie wojska z Iraku i drobniejsza na to, że ten rząd nie będzie stał pod znakiem podboju państw bliskiego wschodu ;]
czy nasi chłopcy czasem nie opuścili już iraku. teraz walczą o demokrację w afganistanie.
… chyba, że przedmówcy chodziło o zołnierzy juesej
Chodziło, choć rzeczywiście, nam raczej wielkie różnicy to nie robi (:
[b]opi[/b]: W rzeczy samej. Szkoda tylko, że ta część to zdecydowana większość…
[b]btd[/b]: A tam napisałeś :). No dobra, wieczorkiem podlinkuję :)
[b]hadret[/b]: Wiesz, to jeden ch*** czy o Lecha, czy też o Jarka chodzi. To zajedno, jeden drugiemu melduje wykonanie jakichś ich zadań. Mnie się rozchodzi o wybory przyszłe, które ten kurdupel w dwóch odsłonach przerżnie. Już widzę co będzie się działo i jak będą nazywani ludzie na kaczki nie głosujący.
Coby znieść wizy nasz kraj musi osiągnąć jakiśtam procentowy próg wniosków nieodrzuconych. Osobiście mi to loto i nie wiem, czy warto wysyłać naszych wojaków gdzie Bush, Obama czy inny as ręką wskaże, w imię owych wiz zniesienia. Wprowadźmy wizy dla hamerykańców i szanujmy się sami. Wtedy być może ktoś zacznie i nas szanować.
Muszę przyznać — gość, który mu pisał to przemówienie stanął na wysokości zadania. Generalnie to McCain uratował swój honor i jestem przekonany, że zyskał sympatię wielu osób które na niego nie głosowały.
Wybory w Stanach pokazuja jedna wazka rzecz — jak daleko brakuje europejskiej demokracji do nich (nie mowiac juz o polskiej…).
Czy wyobrazacie sobie wybory w Eropie, np. we Francji, ktore wygrywa kandydat pochodzenia afykanskiego? Albo Niemcy i Kurd czy Turek jako prezydent (czy kanclerz). W europie przyjdzie nam na to czekac jeszcze dlugo. Bez wzgledu co taki kandydat by soba reprezentowal bylby na przegranej pozycji…
W obecnej sytuacji interesuje mnie, szczerze mowiac, kwestia powrotu utraconych za Busha swobod obywatelskich. Ciekawi mnie bardzo jak lewicowy badz co badz Obama podejdzie do tej kwestii.
Pozyjemy — zobaczymy.
Wybory na prezydenta w USA to bardzo wazna sprawa dla Polakow tak jak dla calego swiata i nie dajcie sobie wmowic, ze jest inaczej. :)
Siegajmy wzrokiem dalej.
[b]grzegor[/b]: Jestem tego samego zdania — świetne przemówienie, jeśli nie autentyczna to przynajmniej doskonale zagrana rola kolesia świadomego porażki ale potrafiącego być ponad nią.
[b]xom[/b]: W sumie ciężko się nie zgodzić. Z drugiej strony — hamerykańce nie wybierali Meksykanina czy Kenijczyka tylko Amerykanina pełną gębą. Swego czasu i u nas pojawił się egzotyczny kandydat, niejaki Tymiński. Do dziś nie rozumiem tego fenomenu ale ludzie potrafili popierać kompletnie obcego (ok, nie jest kolorowy ale i tak z Peru :)). Tak więc różnie to w tej Europie bywa…
[b]damian[/b]: Owszem, to ważna sprawa ale bez przesady — USA to duży, silny kraj, z którym trzeba nawiązać stosunki na równych prawach. Ale nie jest to kraj decydujący o kształcie współczesnego świata. Już nie.
Costa — cokolwiek by się nie mówiło o słaebje usa etc. to w większości są to bzdury. USA to wciąż jedyne supermocarstwo. Jedynie UE jako całość może z nią konkurować. Chiny, Indie, Brazylia są daleko, daleko w tyle tak gospodarczo, tak i politycznie (Indie to liliput nawet przy Polsce w temaci polityki).
Emocjonują się wszyscy — bo to niby ważne jest. Z każdym nowym preziem jest taki mini-kryzys. Stanie okoniem, czy popłynie z prądem. To wszystko. Taka chwila nadzieji. Gdy usłyszałem od Obamy że będzie tarcza, wizy i głębsza współpraca — stało się jasne, że płyniemy dalej z prądem szamba i emocje się spończyły.
Kostas — bzdura, bzdura, bzdura. Bzdurą jest polityka, rząd, bzdurą jest zajmowanie się polityką, i do tego jeszcze tą amerykańską. Szkoda na to życia, czasu, klawiatury i oczu. To jest wiekle szoł, a nie kultura polityczna. Karty są rozdawane gdzieś indziej. Po podziale wpływów i planów ekspansji korporacji, wybierany jest klown. Na niego idzie kasa, to jest jak inwestycja, która napewno się zwróci z nawiązką. Takim klownem jest prezydent jako instutcja i osobowość. Także Obama, syn emigranta który pojawił się z nikąd — jedynym jego zadaniem jest klownowanie.
Dlatego z przerażeniem patrzę na scenariusz realizowany przez naszych POlityków, liżących XXX Obamie, jako następcy nowego klowna. Powtarzalność scenariusza jest porażająca, tak samo jak porażająca jest ślepota ludzi piszących i emocjonujących się polityką. Polityka to opium dla mas, łatwo uzależnia i oślepia.