Menu serwera

Dlaczego zazdroszczę Ameryce

Amerykę uważam za szkodliwy kraj. Wielki ale szkodliwy. Kraj, w którym zwykło się rozwiązywać problemy mentalnością colta a jeszcze większe problemy zwykło się rozwiązywać jeszcze większym coltem ewentualnie zwiększając ilość tych coltów. Ameryka to kraj wielkich możliwości i wielkich niesprawiedliwości. Jedna z ostatnich dziś demokracji jawnie stosująca tortury, do tego z tupetem czyniąca to za pieniądze płacone „sojusznikom” o gównianych standardach moralnych. Ba! Żeby choć mówić o demokracji… Czytając i oglądając relacje z wyborów jakoś tak samo przed oczy się rzuca, że większość czarnych Amerykanów płakała po wyborze Obamy nie dlatego, że taki cudowny program facet przedstawił ale dlatego, że zmienił się nareszcie kolor skóry na szczycie władzy. Ten kraj jest przesiąknięty rasizmem, co w sumie nie powinno dziwić w społeczeństwie tak wielokulturowym i wielorasowym.

Jednak dziś przeczytałem pierwsze fragmenty przemówienia Obamy i coś do mnie dotarło. Te wszystkie złe i dobre (a zależne przecież od punktu odniesienia) twarze Ameryki stoją obok i nie przysłaniają jednej niesamowitej cechy Amerykanów: Amerykanie są społeczeństwem. Takim, o którym myślimy wymawiając słowo „społeczeństwo”: mądrzy i głupi, chciwi i prawi, bogaci i biedni… Sukinsyny potrafią mieć swoje niesamowite chwile, kolesie piszący przemówienia ich przywódcom potrafią porwać nawet obcokrajowca a słowa „patos” i „ojczyzna” przestają być dla owego obcokrajowca obciachowe i wytarte z wszelkich pozytywnych znaczeń. Niedawno i my mieliśmy nasze wybory. Niedawno i my głosowaliśmy przeciw chamstwu, prostactwu, pieniactwu, głupocie i triumfowi Służb Specjalnych zeszłego reżimu. Żałuję, że mniej było powodów do głosowania ZA jakimiś rozwiązaniami ale Amerykanie w tych wyborach też głosowali przeciw dotychczasowym dokonaniom Busha. Podobieństwa są. Różnice? A takie, że owo społeczeństwo i jego przedstawiciele wywodzący się z różnych środowisk będą starali się współpracować mając na uwadze dobro swojego kraju. Na naszym podwórku jest to niepojęte…

A na koniec początek przemówienia Obamy, za Gazetą Wyborczą:

Jeśli jest ktoś wciąż wątpi, czy Ameryka jest miejscem, w którym wszystko jest możliwe, kto nadal zastanawia się, czy marzenie śnione przez ojców założycieli naszego kraju dalej jest aktualne, kto kwestionuje żywotność naszej demokracji, to dziś otrzymał na swe pytania i wątpliwości odpowiedź.

To odpowiedź wyrażona wijącymi się wokół szkół i kościołów kolejkami ludzi oczekujących po trzy i cztery godziny na oddanie głosu, często po raz pierwszy w życiu, bo uwierzyli, że tym razem sprawy muszą potoczyć się inaczej, a ich głos może sprawić różnicę.

To odpowiedź udzielona przez młodych i starych, bogatych i biednych, demokratów i republikanów, czarnych, białych, Latynosów, Azjatów, rdzennych mieszkańców tej ziemi, homo- i heteroseksualistów, niepełnosprawnych i zdrowych. Słowem Amerykanów, którzy wysłali w świat przesłanie, że nigdy nie byliśmy tylko zlepkiem stanów republikańskich i stanów demokratycznych.

Jesteśmy, i zawsze będziemy, Stanami Zjednoczonymi Ameryki.

My też staliśmy w kolejkach do oddania głosu, też uwierzyliśmy w możliwość zmiany, też daliśmy wyraz temu, że możemy i chcemy. Szkoda, że nasi politycy nie potrafią z tego kapitału zaufania zrobić użytku i już rozmieniają go na drobne. Szkoda. Nie wiem, czy nasze społeczeństwo zobaczy jeszcze kiedyś sens w ponownym zrywaniu się i mobilizowaniu. Pamiętam tę niedawną lekką euforię. Tym bardziej rozumiem euforię Amerykanów. Pozostaje mi tylko pogratulować i życzyć spełnienia ich marzeń. Nasze póki co utonęły w sporach kto jest ważniejszy. Szkoda…

4 odpowiedź do Dlaczego zazdroszczę Ameryce

  1. Lookanio Listopad 7, 2008 o 12:30 #

    Co do 2-ej części się całkowicie zgadzam. Co do 1-ej hmm… Costa, mam pyt.: byłeś kiedyś w Stanach, mieszkałeś tam chwilę albo dwie, miałeś kontakt z innymi mieszkańcami niż „pięknymi paniami z tv” (parafrazując znaną piosenkę)? Bo jeśli nie, to sorry, ale wierzenie we wszystko czym mruga telewizor, albo pokazują w kinie, albo piszą polscy „publicyści-analitycy” jest co najmniej naiwne. Nie obraź się, sam miałem jeszcze bardziej spaczony obraz Hameryki (jak to niektórzy mówią). A wszystko co było związane z tym krajem wywoływało u mnie politowanie lub wku… kukuryku ;-)
    Obama wyborem rasowym? Costa, gdyby tak było wiesz ile by dostał głosów…? No właśnie warto sprawdzić ilu to „aż” tych murzynów mieszka w USA.
    Kraj przesiąknięty rasizmem? W niemałej mierze na pewno, tylko, że który nie jest? Polska? Jak to mi kiedyś powiedziała znajoma mieszkająca właśnie w USA „Łukasz Ty też jesteś rasistą… tylko jeszcze o tym nie wiesz…”. Zapewniam, że daje to do myślenia. Co prawda w praniu okazało się to nieprawdą, ale warto się nad tym zastanowić.
    Ponownie podkreślam, nie bierz tego do siebie, ale Polak ganiący USA za rasizm przypomina mi Grenladczyka ganiącego kraje afrykańskie za głodowe susze, Araba potępiającego zgony z powodu zamarznięcia, Szwajcara lamentującego nad tsunami… no przecież u nich się nie dzieje, jak to możliwe!?
    Jeszcze a propos wyobrażeń, nie zapomnę jak do znajomych (a dokładniej rodziców znajomych) na początku lat 90. przyjechała rodzina z Kanady (emigranci powojenni). Jakież było ich zdziwienie poziomem życia/mieszkania… toaleta w domu (wow!), dobre jedzenie, brak problemów z elektr. Że zacytuję „czy Wy jesteście bogaci? Taki dobrobyt macie…”. Niech za odp. posłuży info. iż owi „krezusi” są nauczycielami w niewielkim mieście (40-50 tys. mieszkańców). Co się okazało, wyobrażenia ich gości były jak najbardziej spójne z… sieczką serwowaną im w mediach o krajach postkomunistycznych… :-/
    To tyle z mojej strony odnośnie większej ostrożności i wstrzemięźliwości odnośnie wrażeń…
    PS Inna para kaloszy to polityka zagran. USA i tu przypowieść z coltem całkiem trafna, choć nie tak b. dawno temu, nie zgodziłbym się tak ochoczo :-)
    Pozdr. serdecznie

    • CoSTa Listopad 7, 2008 o 13:46 #

      Nie, nie byłem w Stanach a bardzo chętnie bym tam skoczył (może kiedyś uda się odłożyć conieco na podróż). Spoko Lookanio, nie obrażam się i cieszę się, że mogę się mylić. Opinię wyrabiam sobie o danym kraju nie tyle może filmami ile raczej lekturą prasy (różnej) oraz literatury popularnonaukowej o danym kraju. Na odwiedzenie każdego interesującego mnie kraju nie mam kasy więc sposób „organoleptyczny” odpada i jestem skazany na taką a nie inną formę poznawczą.

      Nie mówię, że Obama został wybrany głosami czarnych. Twierdzę, że rasa to była jedna z ważniejszych osi tej kampanii i tych wyborów.

      Rasizm – nie przyrównuję Ameryki do żadnego kraju bo to nie ma większego sensu – Ameryka ma swoje doświadczenia i bardzo świeżą pamięć segregacji rasowej, która jeszcze do całkiem niedawna miała tam miejsce. Chodzi mi o pewne standardy myślenia – jakoś nie czułem w wypowiedziach europejskich polityków wielkiej ekscytacji faktem, że Obama jest kolorowy (co innego prasa). W Stanach to zdaje się była jedna z większych atrakcji tych wyborów – oto po raz pierwszy w historii kolorowy z realnymi szansami na wybór.

      „Też jesteś rasistą tylko o tym nie wiesz”. Być może. W sumie nie wiem też, czy jestem mordercą, pedofilem czy czym tam innym. Dziwny sposób myślenia dający z kolei mi powody do myślenia nad nabytymi uprzedzeniami i założeniem z góry, że ma się taki a nie inny stosunek do rasy. Kompletnie to do mnie nie przemawia.

      Podsumowując: nie ganię USA za rasizm, stwierdzam jedynie fakt, że wybory, w których jedną z głównych atrakcji jest kolor skóry kandydata są jasnym dowodem na to, że kwestie rasowe są tam istotnym problemem. A z ułomności naszego kraju zdaję sobie sprawę doskonale. Może aż za bardzo.

      Co do PS – no właśnie to NIE JEST inna para kaloszy. To nie jakieś inne Stany wywołały wojnę (niejedną), tak samo jak nie prezydent jakiegoś innego kraju wygłasza poruszające przemówienia. Amerykanie mogą być sympatyczni (bo pewnie są), kraj może być miły a codzienność niewiele pewnie się różni od codzienności innych rozwiniętych krajów. Ale to właśnie demokratyczna Ameryka ma bazę w Guantanamo, w której bez sądu latami trzymani są ludzie w areszcie wydobywczym. Sorry ale ziarnko do ziarnka i takie a nie inne mam wrażenie. A wrażenie, jako odczucie czysto subiektywne, ciężko raczej podać w sposób ostrożny i wstrzemięźliwy. No i przede wszystkim – nie po to prowadzę osobistego bloga, by bawić się w poprawność polityczną. To dla mnie wielki i szkodliwy kraj. Chwała Obamie, jeśli po jego prezydenturze będę o Ameryce mógł mówić posługując się samym „wielki”. Tego mu życzę.

      Przy okazji – dzięki za świetny komentarz. Zaczynam doceniać możliwość podyskutowania sobie z ludźmi via blog. Starzeję się :)

      • Biter Listopad 7, 2008 o 14:17 #

        a propos rasizmu bardzo trafny obrazek… ;)
        http://www.zazz.pl/2148

      • Lookanio Listopad 7, 2008 o 19:39 #

        Co do co wizyty… jeśli będziesz miał okazję, warto – naprawdę można się porządnie zaskoczyć (sam do niedawna nie podejrzewałbym siebie, że mnie tam kiedyś „zawieje”. Ba! Zawsze twierdziłem że będę się opierać przed tym kierunkiem :-)) W szczególności polecam Nowy Jork – idealne miejsce na przetestowanie swojej tolerancji na ludzi… wszelakich :-) No i polecam boczne szlaki (czy to w mieście, czy w terenie… dopiero tu widać trochę prawdziwego życia).
        Co do poznawania „organoleptycznego” – no niestety, taka już nasza dola :-( Za duża ta kula ziemska, albo za krótkie życie :-( Myślę że najważniejsze, nie zamykać się w okowach i świetne jest to że są ludzie, którzy przyjmują do wiadomości, że może być inaczej :-)

        [quote] Nie mówię, że Obama został wybrany głosami czarnych. Twierdzę, że rasa to była jedna z ważniejszych osi tej kampanii i tych wyborów.[/quote] Ale jedno z drugim jest powiązane i widzę że inaczej interpretujemy to samo co widzimy – ot zdarza się :-) Owszem, można uznać, że jedną z osi było… zasypywanie podziałów rasowych. W tym znaczeniu rzeczywiście rasa była jedną z osi. Prawdopodobnie, jak pisałeś, dla wielu czarnych było ważne jedynie to, że kandydat był czarny (swoją drogą nie do końca, bo Obama jest mulatem :-)) i zmobilizowali się jak nigdy dotąd. Może komentarze mediów i poszukiwaczy sensacji koncentrowały się na jego kolorze, ale jak zauważyłeś to nie czarni (których jest w USA zaledwie ok. 10%!) zadecydowali o wyborze. Tak naprawdę wcześniej już zadecydował Bush.Oczywiście można się zastanawiać na ile to że jest czarny, wychowany poza USA, ma przodków takich i owakich, miało wpływ. Oczywiście w pewnym stopniu można zakładać iż kolor skóry nigdy dotąd niewystępujący w białym domu, dobrze wpisał się w hasła zmiany… jednak nie brałbym Amerykanów za takich idiotów by wiązali jedno z 2-im. Można też gdybać jaki osiągnąłby wynik gdyby był biały, ale jest to bezcelowe :-(

        [quote]W sumie nie wiem też, czy jestem mordercą, pedofilem czy czym tam innym. Dziwny sposób myślenia dający z kolei mi powody do myślenia nad nabytymi uprzedzeniami i założeniem z góry, że ma się taki a nie inny stosunek do rasy.[/quote] No nie do końca, bo gdybyś był mordercą, jakby nie patrzeć, miałeś już niezliczoną liczbę szans by się tym „wykazać” (no Costa… przyznaj że niejednego byś czasem przetrącił… ale jednak ludzki hamulec działa :-)) – niemal 40 mln ludzi w granicach kraju masz do wyboru, do… no może bez koloru, ale mimo to wybór nadal szeroki :-) Podobnie z pedofilią… wybacz ale przykładów nie podam bo aż mnie mierzi na samą myśl i byłyby zapewne wręcz obleśne. Mam nadzieję, że rozumiesz o co mi chodzi…. co innego być/nie być kimś potencjalnie a co innego de facto. Jest mnóstwo badań psychologicznych na temat tego jak bardzo nasze wyobrażenie/deklaracje o nas różni się o tego co robi w danej konkretnej sytuacji. I nie chodzi o działania ekstremalne (jakie przyłożyłeś bądź co bądź do postawy – to nie ta liga; postawę można realizować nieinwazyjnymi środkami czy skrzętnie maskować). Mam nadzieję, że to do Ciebie przemawia.

        Co do mojego PS – chyba się nie zrozumieliśmy :-/ Ja się z Tobą zgadzam. Inna para kaloszy dot. trafności Twoich spostrzeżeń na działce polityki zagranicznej w odróżnieniu od wewnętrznej. Jest to po prostu konsekwencja tego gdzie mieszkamy – politykę zagraniczną widzimy całkiem dobrze, to co się dzieje wewnątrz – niekoniecznie. Nie twierdzę że są to 2 różne kraje. Problem w tym, że często rzutuje się takie całkiem nieźle wyrobione spostrzeżenia na inne, mniej znane/zbadane działki (sam tak robiłem i pewnie robię :-/)

        [quote]Ten kraj jest przesiąknięty rasizmem (…)[/quote] vs. [quote]Podsumowując: nie ganię USA za rasizm (…)[/quote] Rozumiem (zgaduję!), że w kontekście drugiej wypowiedzi -, wyjaśniającej/uzupełniającej pierwszą, chodziło Ci we wpisie nie o rasizm ale problemy wynikające z wielokulturowści i ras/nacji. Jeśli tak – ok, zgoda. Ale są to problemy daleko idące poza linię podziału rasy, ot chocby codzienne, błahe: wystarczy wejść do restauracji, gdzie okazuje się że 50% nie mówi po ang., 25% coś tam łapie, reszta jest w stanie się dogadać. Okazuje się też że tyko np. kierownik zmiany jest Amerykaninem :-) Problematyczne? Jasne! Ale jakie urocze, ot taki „czeski film” :-) O poważniejszych problemach, pochodnych tej różnorodności nie wspomnę…
        Z tego powodu też nie mogłeś usłyszeć w ustach europejskich polityków podniet co do koloru skóry Obamy – nie wiedzą po prostu „z czym to się je”. OK może wiedzą, ale nie znają smaku bo nigdy nie jedli ;-)

        [quote]A wrażenie, jako odczucie czysto subiektywne, ciężko raczej podać w sposób ostrożny i wstrzemięźliwy. No i przede wszystkim – nie po to prowadzę osobistego bloga, by bawić się w poprawność polityczną.[/quote] Jasne, masz rację. Jeśli chcę poprawności polit. – otwieram RP. Nie chodzi mi o wstrzemięźliwość na blogu, ale o o wyciągnie wniosków/uogólnień z niewiedzy. Tak jak np. Twoje wpisy nt. kościoła budzą różne reakcje, to w temacie tym jednak „siedzisz” (mieszkasz w tym kraju, miałeś pewnie do pewnego wieku styk z instytucją kościoła (?), Twoja żona jest katoliczką, generalnie otoczenie bliższe i dalsze „w tym siedzi”…) i można się zgadzać, bądź nie, ale tematyką się wykazujesz.

        Obamie też dobrze życzę, choć jestem sceptyczny :-/ I czekam, aż będę mógł mieć podobne życzenia w naszym kraju…

        PS Cholera, ale dłuuuugi wyszedł ten wpis…

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Prezydenckie wybory w USA. Krótki komentarz.

Pisze o tym Byte, pisze Opi, pisze Btd, pisze pewnie z pół blogosfery i mniejszość feedów, które subskrybuję (jeszcze nie...

Zamknij