Menu serwera

Granice rozwoju technologii

Wpis sprowokowany przemyśleniami Bartka o terroryzującej nas technokracji.

Bartek rozprawia się w swoim wpisie z maksymalizacyjnym sposobem myślenia twórców sprzętu i oprogramowania. Przeciwstawia się dążeniom do tworzenia produktów, w których implementowany jest gazylion opcji i możliwości tylko po to, by tam były (lub bo są u konkurencji), co w większości przypadków nijak nie przekłada się na zwiększenie funkcjonalności urządzenia czy oprogramowania. Wręcz przeciwnie.

Zgadzam się z tym punktem widzenia. Nie w zupełności ale zgadzam się w punkcie, w którym mowa jest o przeroście formy nad treścią, o sztucznym pompowaniu wymagań i kosztów, o wmanewrowaniu użytkownika/konsumenta w nieistotną tak naprawdę dla niego wojnę dodatków. Oczywiście wszystko zależy od potrzeb i na pewno są użytkownicy, którzy potrzebują maksymalnie naładowanego sprzętu i owego gazyliona opcji. Ale też jest to ułamek ogólnej liczby użytkowników – ten ułamek wymagający najwięcej i gotowy za to zapłacić, z punktu widzenia sprzedawcy – elita użytkowników. Problem polega na tym, że potrzeby tej technologicznej elity wmawia się zwykłym użytkownikom, którzy takich potrzeb po prostu nie mają. Później widzę na grupach dyskusyjnych czy na forach pytania o „najlepszy” soft do prostej obróbki fotek z wycieczki i odpowiedzi nieodmiennie sugerujące Photoshopa. Dlaczego? Bo przecież jest najlepszy. Ale czy najlepszy dla pytającego?

Do pewnego momentu z Bartkiem się zgadzam ale jego wynurzenia w temacie technologii HD i gier uważam za totalnie chybione. HD rządzi i dzieli, jakość obrazu z dobrego źródła powala – wystarczy tylko rzut oka by stwierdzić, że ta technologia daleko w tyle zostawia SD i oferuje doznania daleko większej wartości – akurat ten kierunek rozwoju mnie zupełnie przekonuje. Stwierdzenie, że co po technologii skoro powstają dla niej coraz płytsze i głupsze filmy (czy ogólniej – treści) mogę skwitować tylko w jeden sposób – szkoda mi cię nieco Bartku, że nie potrafisz znaleźć oferty dla siebie. Powstaje kupa doskonałych, ciekawych filmów i jeszcze większa kupa filmów typowo rozrywkowych. To absolutnie normalne, tak było, jest i będzie i myślenie, że było inaczej a dzieje się coraz gorzej jest oderwane od rzeczywistości i jest przejawem typowego gloryfikowania „starych, dobrych czasów”. Istnieją całe wytwórnie nastawione na tworzenie filmów ambitniejszych niż typowa oferta multipleksów (ot Magnolia Pictures oferuje co i rusz ciekawe filmy a między nimi istne perełki). A i w tych multipleksach można spokojnie znaleźć filmy nie tylko widowiskowe i stojące promocją. Wystarczy otworzyć oczy lub ściągnąć z nich opaskę malkontenta i nagle okaże się, że może wcale nie jest tak źle a i wspomnienia potraktowane filtrem sprowadzania do rzeczywistości nagle przestaną być tak barwne i zbliżą się bardzo do sytuacji współczesnej.

Podobnie nie rozumiem problemów z jakimś ograniczeniem dotyczącym przesyłu treści HD przez internet. Abstrahując od tego, że to już się dzieje, czasem z gorszym (so called HD w iTunes Store), czasem z lepszym (wypasione rippy 1080p z filelist.org :)) skutkiem, to z przesyłem dużych ilości danych nie ma większych problemów ze współczesnymi łączami. Legalne czy też nielegalne pliki wielkości kilku gigabajtów z materiałem HD to dziś codzienność (przynajmniej warezowa, oryginalne pliki jak zwykle z jakością pozostają w tyle, eeech… kiedy się twórcy nauczą, że trzeba podać nam dobry produkt w sensownej cenie a reszta zakręci się już sama?) i żadna ekstrawagancja. Do przesyłania obrazów płyt Blu-ray pewnie jeszcze nieco czasu pozostało ale jak znam życie, piratów i providerów (mój dostawca netu w ciągu dwóch lat powiększył mi pasmo trzykrotnie licząc wciąż tyle samo, a my mamy w Polsce net drogi i wolny) – tylko nieco. A to wymusi poprawę jakości u legalnych dostawców, którzy jakoś muszą z piractwem konkurować gdy zabezpieczenia padają szybciej, niż są wprowadzane.

Gry drogi Bartoszu też się rozwijają. Ja wiem, że najfantastyczniejszy jest Tetris sprzed dwudziestu lat ale i dziś powstają tytuły ciekawe, nowatorskie i nieszablonowe. Pod choinkę kupuję sobie Little Big Planet, który ma wszystkie te cechy razem wzięte i – po recenzjach sądząc – wiele innych zarazem. Po wypłacie robię skok na sklep Sony i biorę na pewno Eden – wykręcona i cudna giera, która mnie zauroczyła. Idę o zakład, że na dowolną inną konsolę powstał niejeden nowatorski i nieszablonowy tytuł. Cóż, ciężej dziś wymyślić coś kompletnie nowego, branża rozwija się już od dłuższego czasu i pomysły oczywiste dawno już wykorzystano. Że powstają kolejne tytuły na nich bazujące? Ludzie to kupują, więc będą powstawały – to normalne jak w każdym innym biznesie. I tak jak w każdym innym biznesie możliwy jest rozwój przez nowe i świeże idee. Ty jednak wymagasz permanentnej rewolucji a to już zupełnie utopijne myślenie i po raz kolejny nie mające z rzeczywistością zbyt wiele wspólnego.

Zdaje się Bartoszu, że nie nadążasz za peletonem. Naprawdę nie ma nic złego w tym, że oglądamy filmy w wysokich rozdzielczościach na dużych i coraz lepszych telewizorach. Nie ma absolutnie nic złego w tym, że powstają filmy dla masowego odbiorcy, skoro równolegle powstają filmy dla odbiorcy oczekującego czegoś więcej. Obydwa rodzaje filmów trafiają (także za posrednictwem szerokopasmowego internetu) na owe wielkie telewizory i wielkie rozdzielczości pozwalające cieszyć się z filmu w sposób zupełnie nowy. Widzę to na co dzień i nic mnie nie skłoni do powrotu do mojego starego telewizora. Także gry mają się bardzo dobrze. Ja wiem, wszędzie piszą, że to już było, że tamto już było, że gry dotarły do krańców swojego rozwoju i się powtarzają. Zamiast jednak przyjmować na wiarę to, co inni piszą może jednak warto by było wyciągnąć pada i pograć w tych kilka tak strasznie powtarzalnych gier. Valkyria Chronicles, Metal Gear Solid 4 – gry piękne a Metal do tego z fabułą, której mógłby mu pozazdrościć niejeden film. Xboksiarze, rzućcie proszę kilkoma tytułami gier nowatorskich i dotąd nie widzianych, które pokazały się na waszej platformie. Sorry, nie znam zbytnio Xboxa i nie śledzę zbytnio co tam się pokazuje a pokazuje się niemało. O Wii nie wspominam bo to cała nowa gałąź rozrywki. A, rozumiem w czym problem – na Maku mamy święto, gdy pokaże się jakaś fajowa gra i nie będzie to miało miejsca rok lub dwa po premierze na innych platformach. W takich warunkach ciężko o jakieś innowacje w tworzeniu gier, o tworzeniu gier w ogóle że już nie wspomnę.

Jak się ma Apple na tym tle? Całkiem normalnie. Jabłko ma swoją niszę użytkowników, do których adresuje swoje rozwiązania. Ta nisza oczekuje prostoty, wyglądu, użyteczności i jest gotowa za to zapłacić, nawet jeśli te cechy rżną funkcjonalność (jak w MacBooku Air). Nisza nie jest taka mała ale też nie jest jakoś specjalnie spora. Ot nisza, jakich na rynku wiele i dla których potrzeb tworzone są różne rozwiązania. Ani lepsza, ani gorsza. Jedna z wielu. Apple nie jest ani trochę „w poprzek” ogólnym biznesowym trendom, jak to opisujesz w swoim artykule. Bardzo skutecznie eksploatuje swoją niszę i maksymalizuje na niej swoje zyski (gdyby tego nie robiło to by dopiero było „w poprzek”!). Działa dokładnie tak samo, jak każda inna firma z tym że oferuje produkty, których nie oferują inne firmy, tym samym zaspokajając potrzeby owej niszy. Nie tworzy rozwiązań genialnych, nie jest jabłko jakimś mesjaszem przynoszącym dobrą technologiczną nowinę (iPhone tego najlepszym przykładem), ot robi swoje i zarabia na dywidendy dla swoich akcjonariuszy. I bogu niech będą za to dzięki. Żadne „w poprzek”, żadne tam wizjonerstwo. Ot zdrowa doza badań, dobry marketing, całkiem niezły jakościowo produkt ubrany w ładne szatki, odpowiednia cena i dziękuję, produkt rozchodzi się w swojej ani małej, ani dużej niszy. Gdyby Apple chciało wychodzić poza swoją niszę, dawno widzielibyśmy Maki za 500 i mniej dolców w sklepach w Stanach. Ale nie chce i konsekwentnie trzyma się swojej klienteli. I za to właśnie lubię Apple. Ale za bardzo wiele rzeczy nie lubię i jeśli jakaś firma połakomi się na niszę, w której jestem i zaoferuje coś lepszego niż jabłko, przesiądę się bez sentymentów.

Technokracja? Owszem, na sporej połaci rynku panuje taki trend. Ale jako że rynek jest wolny, dla ludzi nie mających chęci uczestniczenia w wyścigu technologicznych zbrojeń też jest oferta. Pytania o granice wielkości telewizorów czy jakiekolwiek inne są z gruntu zbyteczne. Nie mamy pojęcia, jak będzie wyglądała technologia jutra, jak będą wyglądały potrzeby jutra (sztucznie napędzone czy też rzeczywiste) i co będą oferowały firmy jutra. Jednego możemy być pewni: tak długo, jak będą istniały potrzeby, na których da się zarobić, będą ludzie i firmy, którzy będą je zaspokajali i na tym zarabiali. Nie przestanie się kręcić dobrych filmów tylko dlatego, że kolejna część Batmana zarobi miliardy dolarów. Nie przestanie się tworzyć rzeczy ładnych tylko dlatego, że miliardy będą wolały brzydsze. Nie przestanie się projektować eleganckiego oprogramowania zorientowanego na zaspokajanie konkretnych potrzeb tylko dlatego, że będą istniały wszystkoumiejące kombajny. Jestem o tym święcie przekonany. Dlaczego? Bo mam otwarte oczy, rozglądam się i dokładnie to właśnie widzę – to dzieje się tu i teraz. Tak samo działo się w przeszłości i tak samo będzie się działo w przyszłości. Wystarczy tylko otworzyć oczy i to zobaczyć.

No i zamiast narzekać (strasznie się cię Bartoszu ostatnio ciężko czyta – permanentne marudzenie :)) można chwycić pada i pograć w jakąś wykręcona gierkę na czterdziestu calach Full HD. Polecam – piękna sprawa.

16 odpowiedzi do Granice rozwoju technologii

  1. BS Listopad 17, 2008 o 18:14 #

    alez ja nawet nie wsiadam na rower :)

    dla mnie ten wyscig nie ma znaczenia i doskonale sie obywam bez nieustajacego przyplywu nowosci. ale jednoczesnie obserwuje to co dzieje sie w okolo i widze tylko metna wode. gdzies oczywiscie ciagle sa jakies rodzynki ale opisujac rzeczywistosc mowimy raczej o trendach niz o wyjatkach. a ten jest niestety niefajny i – co napisalem u siebie – odbywa sie takze kosztem tresci. kiedy kino moglo tylko sugerowac powstawaly arcydziela bo nie znano innego sposobu na wywolanie u widza emocji niz przemyslana narracja. dzis te same efekty uzyskuje sie dzieki wspanialej technice. kiedy komputerowa grafika skladala sie z kolorywch kwadratow jedynym sposobem na atrakcyjnosc byla wciagajaca rozgrywka – dzis wystarczy pseudorealistyczna fizyka i zapierajace dech eksplozje. gdy telewizor byl maly i czarnobialy stojac przed kamera trzeba bylo cos powiedziec bo nikt nie patrzylby w ten sloik zbyt dlugo – dzis wystarczy wyskakujacy cycek i biale zeby – najlepiej w HD – i zmiana kadru co 3.5 sekundy (srednio). mozg nie potrzebuje tresci oko i tak jest caly czas zajete. kiedy procesor dzialal z szybkoscia kilku hercow trzeba bylo wymyslic sposoy w jaki da wykorzystac ograniczone zasoby do powaznych zadan – dzis mamy polprzezroczyste menu i zbedne animacje. i tak dalej. mow co chcesz ale tak to wlasnie widze i nazywm rzecz po imieniu – to jest powolna degeneracja.

    mozna wybierac – zgoda ale nie zmienia to faktu ze wybierasz swoje perelki z pomiedzy smieci.

    a apple? lubie bo ktos tam najwyrazniej mysli o technologii podobnie jak ja dzieki czemu dostaje to co mi potrzebne zamiast tego zbedne. najwyrazniej to moja nisza ale przeciez ja nie o tym…

    „troche w poprzek” oznacza odwage do lansowania wlasnych rozwiazan. imaka bez stacji dyskietek, system bez konfiguracji, laptopa bez cd-romu, telefon bez mmsow. nigdy nie twierdzilem ze apple jest swiete – pisze tylko ze produkuje dobre rzeczy. nie doskonale – po prostu troche lepsze niz konkurencja choc niestety takze drozsze. i mysle ze jest tak wlasnie dlatego ze nie robi tego co inni choc przeciez nic nie stoi na przeszkodzie – a wrecz przeciwnie – wiele by to owo napychanie kieszeni akcjunariuszom ulatwilo …

    dlatego bede sie upieral: to nie jest kwestia technologii tylko mentalnosci.

  2. tockar Listopad 17, 2008 o 18:29 #

    Ja generalnie ze wpisem, do którego się odnosisz, zgadzam. Denerwuje mnie oprogramowanie, które choć robi to samo (albo mniej) niż konkurencja (z Windowsa na przykład) a przy tym zajmuje nieproporconajną ilość zasobów do oferowanych możliwości (słowem: bloatware). Bardziej jednak denerwują mnie ci, którzy twierdzą, że powinienem kupić sobie nowy komputer skoro mój nie daje rady z tym „wspaniałym” softem. Co to w ogóle za czasy, że komputer absolutnie świetny na Diablo II nie radzi sobie ze stroną internetową Diablo III ?

    Co do HD to można się spierać. Ja nie widzę powodu, żeby mieć ekran większy niż 40 cali. Jeśli innym to nie wystarcza, okej. Ale za cholerę nie mogę się zgodzić ze zdaniem, że gry obecnie mają się bardzo dobrze. Gry mają się w tych czasach bardzo źle. Wszystko idzie w grafikę, pompując do absurdalnych granic wymagania sprzętowe, po to, żeby pograć sobie dwie godziny, bo tyle trwa rozgrywka. Idealnym przykładem takiej gry jest Crisis. Jeśli jakaś gra wygląda cudnie a przy tym można ją przejść za pierwszym razem w mniej niż 4 godziny to jest to g**wno i dla mnie w tym momencie taki Quake2 jest znacznie lepszą grą, choć wygląda nieporównywalnie gorzej.

  3. Pyoter Listopad 18, 2008 o 03:40 #

    A po której stronie leży wina? Producentów, czy konsumentów? Gdyby nie było klientów na komputery, czy notebooki za 10-15 tys., to by chyba nie było takiego problemu (w takiej skali). Teraz normalne zaczyna być, że dzieciak na komunię dostaje lapka i to najlepiej za kilka klocków, to tani to wstyd. A jak kupuje się kompa to trzeba mieć na Viście najnowszego Photoshopa, Nero, Office’a do MS, ACDSee, itd. (pomiam fakt, że najlepiej za darmo).
    A z kolei wspomniane przez Barkta netbooki, to chyba bardzo dobry przykład na pobódkę producentów i klientów. Po co kupować drogiego kompa do przeglądania internetu, wysyłania maili, słuchania muzyki itd. Nagle MS się burzy i nakłada jakieś dziwne ograniczenia w budowie tych urządzeń, by dać do nich WinXP, bo Viśta ta nie pochula.
    Gry? Niestety dziś nie wystarczy tetris, by zaskoczyć, czy zachwycić odbiorcę. Fakt, taka seria GTA, która cieszy sie złą sławą dzięki przemocy, ale brak liniowości, zlożony scenariusz (może niezbyt inteligenty) i wielkie lokacje do ekspolarcji to się chwali. Niby nic, a jednak nie tak często spotykane. A Portal, to chyba perełka? Team Fortres2, Timeshift, stare Black & Wite to gry niby nie rewolucyjne, ale inne i ciekawe. A i tak wedle gustu.
    Technoogiczne nowinki mają też na celu (w dużej mierze) ogłupić klienta. Ten, który nie nadąża za nimi np. kupi telewizor HD, podłączy go do anteny na dachu i dziwić się będzie co to tak źle wygląda. Kto za tym nie nadąży, zostanie w tyle i będzie kupować na oślep, często od tego kto zrobił ładniejszą reklamę.
    Telewizja HD to dobre posunięcie. Chyba tylko w tej dziedzinie elektroniki prawie nic nie zmieniało się od dobrych 60-70 lat!
    Myślę, że każdy może znaleźć coś dla siebie. Czy to muzyka, książka, filmy czy gra. Wszędzie były, są i będą „badziewia” dla szerokiej publiczności i zawsze znajdą się perełki.

    • eloy Listopad 20, 2008 o 09:56 #

      > A po której stronie leży wina?

      Rozpatrywanie tego w kategoriach winy nie ma żadnego sensu. W ewolucji nie ma żadnej „winy”.

  4. Ender Listopad 20, 2008 o 11:51 #

    Costa: jakby apple robilo maki za 500 $ i mniej, to nie byloby tak elytarne, wiec nie mowiloby sie o nich, tylko znalazlo cos innego, co jest drogie, fajne itp.

  5. BS Listopad 20, 2008 o 14:10 #

    warto pamietac ze swiat to nie tylko polska a po drugiej stronie zburzonego w 1989 roku muru ceny makow nie robia ani nie robily na uzytkownikach zbyt duzego wrazenia i na pewno nie sa przyczynkiem do zadnej „elytarnosci”. markowe pecety kosztuja podobnie a nierzadko nawet drozej.

  6. makojad Listopad 22, 2008 o 01:09 #

    W drugim zdaniu miałeś pewnie CoSTa na myśli słowo”maksymalistycznym”, a nie „maksymalizacyjnym”. Tyle komentarza nt tekstu, bo dalej nie doczytałem, choć może powinienem, ale nie żałuję.

    Przeczytałem za to komentarze BS i – Bartku, masz rację, chodzi o mentalność, ale nie tylko. Bo chodzi jeszcze o podział na rzeczywistość postrzeganą (w tym jako rezultat wykreowania) i realną. A także o to – jak zauważyłeś – w którym miejscu i momencie (historii) występuje ów podział. Polska np. jest krajem gdzie złudzenia robią dużą karierę, że tak powiem. I to się odbija na postrzeganiu Apple (np. myślisz: Mac, masz: wow!) oraz na rzeczywistości (np. myślisz: Apple Store, masz: iSpot). Pozdrowienia :)

  7. CoSTa Listopad 22, 2008 o 06:08 #

    [b]bartek[/b]: Sorry, że dopiero teraz – twój komentarz zasługuje na coś lepszego niż zdawkowe rzucenie jednego zdania a na więcej jakoś ostatnio nie mam siły :).

    [quote]kiedy kino moglo tylko sugerowac powstawaly arcydziela bo nie znano innego sposobu na wywolanie u widza emocji niz przemyslana narracja. dzis te same efekty uzyskuje sie dzieki wspanialej technice.[/quote]

    Naprawdę wierzysz w ten slogan? Dopiero co obejrzałem najnowszego Batmana aż skrzącego się od efektów specjalnych. Kompletnie nie przeszkodziło to twórcom w stworzeniu arcydzieła gatunku i filmu, nad którym piszczy także krytyka za walory inne niż tylko napakowane komputery animatorów. Klasyczna dziś Odyseja 2001 to niby swego czasu co było, jak nie popis efektów specjalnych? Chodzi o treść filmu i jego przesłanie i tak jak swego czasu, tak i dziś powstają filmy wybitne acz napakowane efektami. A gdzie tu miejsce na „To nie jest kraj dla starych ludzi”, „Juno”, „Aż poleje się krew” itd.? O kino jestem bardzo ale to bardzo spokojny…

    [quote]kiedy komputerowa grafika skladala sie z kolorywch kwadratow jedynym sposobem na atrakcyjnosc byla wciagajaca rozgrywka – dzis wystarczy pseudorealistyczna fizyka i zapierajace dech eksplozje.[/quote]

    No pliiiizzzz… Sorry ale mam wrażenie, że naprawdę od dłuższego czasu nie grasz albo nie potrafisz znaleźć gier wartościowych. Dziś problem jest innego typu – niedawno gdzieś na stronach GW znalazłem „reckę” gry Metal Gear Solid 4, której autor znudził się grą wybitnie. Powód? Za dużo fabuły, za mało strzelania (którego przez pierwsze kilkanaście minut nie ma w ogóle a później bywa i jeszcze pod tym względem gorzej). MGS4 jest jedyny w swoim rodzaju i faktycznie może przyprawiać problemy ludziom chcącym włączyć konsolę i postrzelać.

    Zestaw sobie klasyków w stylu Duke Nukem 3D czy Quake z dzisiejszymi najlepszymi FPSami – usłyszysz zaraz jęczenie o wtórności i co tam jeszcze. Przyjrzyj się dokładniej i zobaczysz jak potwornie wielką metamorfozę przeszły strzelanki przez kilkanaście lat i to nie tylko w kwestii grafiki. Postęp? PĘD cały! A pomyśleć, że nie widziałem prawie nic z Xboxa… To potężny rynek, na którym znajdziesz rzeczy głupie i genialne. Jak na każdym innym rynku rozrywki.

    Grafika to tylko jeden z elementów składających się na grywalność. I nie tylko grafika jest coraz to śmielej w grach rozwijana.

    [quote]gdy telewizor byl maly i czarnobialy stojac przed kamera trzeba bylo cos powiedziec bo nikt nie patrzylby w ten sloik zbyt dlugo – dzis wystarczy wyskakujacy cycek i biale zeby – najlepiej w HD – i zmiana kadru co 3.5 sekundy (srednio). mozg nie potrzebuje tresci oko i tak jest caly czas zajete.[/quote]

    Naprawdę, zmień repertuar. Sweeney Todd, Michael Clayton, Motyl i skafander, 3:20 do Yumy itd. itp… Problemem jest HD czy co? Naprawdę nie rozumiem, co nie pozwala ci oglądać dobrych filmów.

    [quote]kiedy procesor dzialal z szybkoscia kilku hercow trzeba bylo wymyslic sposoy w jaki da wykorzystac ograniczone zasoby do powaznych zadan – dzis mamy polprzezroczyste menu i zbedne animacje. i tak dalej. mow co chcesz ale tak to wlasnie widze i nazywm rzecz po imieniu – to jest powolna degeneracja.[/quote]

    Gdybyś nie zauważył – marnowanie mocy procesora na rozbuchane oprogramowanie też mnie męczy, w tym punkcie akurat się zgadzam. Zastrzeżenia mam do HD i gier.

    [quote]mozna wybierac – zgoda ale nie zmienia to faktu ze wybierasz swoje perelki z pomiedzy smieci.[/quote]

    Przepraszam bardzo, w w owych mitycznych starych dobrych czasach tylko po perłach stąpałeś? Idealizujesz przeszłość.

    [quote]dlatego bede sie upieral: to nie jest kwestia technologii tylko mentalnosci.[/quote]

    Mi to bardziej wygląda na problem mentalności w podejściu do technologii…

    [b]tockar[/b]:
    [quote]Co to w ogóle za czasy, że komputer absolutnie świetny na Diablo II nie radzi sobie ze stroną internetową Diablo III ?[/quote]
    Święte słowa. W gonitwie za gotówką przepadły pojęcia typu „optymalizacja”. Niestety :/

    [quote]Gry mają się w tych czasach bardzo źle. Wszystko idzie w grafikę, pompując do absurdalnych granic wymagania sprzętowe, po to, żeby pograć sobie dwie godziny, bo tyle trwa rozgrywka.[/quote]

    Owszem, są i takie gry. Owszem, są i inne. A na wymagania sprzętowe zalecam konsolę. Koszt współczesnej solidnej karty graficznej i spokój z wymaganiami na kilka lat. I nic nie trzeba rozbudowywać w nieskończoność. To jeden z powodów dla których dałem sobie spokój z graniem na PC a w konsekwencji z samym Windows.

    [b]pyoter[/b]:
    [quote]A po której stronie leży wina? Producentów, czy konsumentów? Gdyby nie było klientów na komputery, czy notebooki za 10-15 tys., to by chyba nie było takiego problemu (w takiej skali).[/quote]

    Ale co złego jest w komputerach za 10 czy 15 tysięcy??? Jak kogoś stać i ma takie potrzeby – niech kupuje na zdrowie. Nie rozumiem zbytnio, co chciałeś tu przekazać.

    [quote]Gry? Niestety dziś nie wystarczy tetris, by zaskoczyć, czy zachwycić odbiorcę.[/quote]

    NIESTETY??? No żesz ku*** mać – kilkanaście (jak nie kilkadziesiąt) lat rozwoju elektronicznej rozrywki i według ciebie ciągle powinniśmy siedzieć w epoce Tetrisa??? Bogu niech będą dzięki, że nic tetrisopodobnego na nie zaskakuje… Jak Eloy zauważył – ewolucja.

    [quote]Myślę, że każdy może znaleźć coś dla siebie. Czy to muzyka, książka, filmy czy gra. Wszędzie były, są i będą „badziewia” dla szerokiej publiczności i zawsze znajdą się perełki.[/quote]

    Jestem dokładnie tego samego zdania.

    [b]ender[/b]: Elytarne to one może są dla przeciętnego polskiego konsumenta składającego komputer po kosztach i w większości jumającego oprogramowanie. Markowy sprzęt kosztuje, niezależnie od firmy (składałem sobie Della do pracy i kosztowo wyszedł mi zestaw drożej, niż jabłko – monitor dochodził, w iMaku 24” matryca daje radę i mogłem koszt dzięki temu obciąć).

    [b]makojad[/b]: Zysk się maksymalizuje. W przeciwieństwie do ciebie komentarz przeczytałem. Dla odmiany – żałuję. Typowy makojadowy bełkot.

    • BS Listopad 24, 2008 o 11:36 #

      „Naprawdę wierzysz w ten slogan? Dopiero co obejrzałem najnowszego Batmana aż skrzącego się od efektów specjalnych. Kompletnie nie przeszkodziło to twórcom w stworzeniu arcydzieła gatunku i filmu”

      ja nie wierze ja wiem. jestem z wyksztalcenia filmoznawca i pamietam ze kinematografia ma 100 lat a nie 30. dzisiejsze kino to glownie popluczyny – oczywiscie jesli idzie o calosc produkcji. zawsze beda powstawaly filmy dobre – tez jestem o to spokojny – niemniej ciezar przeniosl sie w strone pustego widowiska. kiedys hollywood w glownym nurcie produkcji potrafilo zrobic „asfaltowa dzungle”, „wielki sen”, „hihg plains drifter” czy „rozmowe” dzis cos takiego sie wlasciwie nie zdarza. nie mowiac juz o grafomanii kina europejskiego – wspolczesna produkcja jest po rpostu nieporownywalna z bergmanem, bunuelem czy fellinim. tzw „ambitne kino” ma dzis swoje wzloty (np. „little miss sunshine” – polecam!) ale tez niestety minimalna widownie. glownie zreszta telewizyjna bo kina wypelnia szerokoekranowa rozrywka. to oczywiscie nic zlego jednak tez nic dobrego bowiem jest na bardzo niskim poziomie.

      nowego batmana widzialem i jestem o dwie i pol godziny starszy. dla mnie to katastrofa – z wyjatkiem jokera ale to zbyt malo zeby powiedziec cos dobrego o calym filmie. jest dlugi, infantylny i kompletnie „komputerowy” – sceny poscigow wygladaja momentami jak z need for speed. do tego pseudoreporterska maniera narracji odziera gotham city z umownosci ktora w ogole pozwala ogladac ten komiks z przyjemnoscia – zamiast bajki dla doroslych mamy filmik ktory ma w sobie wiecej wspolnego z „intrem do gry” niz z kinem. to doskonaly przyklad tego jak technika zastapila fabule. gdyby wyciac z tego filmu akcje nie zostalo by nic. oczywiscie to film akcji jednak z pierwszy batman oparlby sie takiej probie. podobnie zreszta matrix czy odyseja kosmiczna.

      piszac o telewizji mialem na mysli telewizje a nie film w telewizji. film jest zupelnie nietelewizyjny – jest zbyt dlugi wiec trzeba go przerywac, wymaga od widza jakiegos skupienia i sledzenia akcji i co najgorsza zwykle konczy sie definitywnie. telewizja opiera sie na dokladnie odwrotnych mechanizmach.

      co do gier – masz racje od dawna nie gram. ale probowalem bog mi swiadkiem. mam w domu xboxa, kupilem tez w zyciu troche gier na pc. i zperspektywy widze ze wszystkie wygladaja tak samo. dopiero wii cos zmienia. a w HD nie ma nic zlego – poza tym ze to DRM. w zrodlowym tekscie poswiecilem temu ze trzy zdania i sadze ze wiecej nie warto. to po prostu przyklad ilustrujacy glowna teze.

      „Mi to bardziej wygląda na problem mentalności w podejściu do technologii…”

      to tzw druga strona medalu :)

      • CoSTa Listopad 24, 2008 o 12:44 #

        [quote]kiedys hollywood w glownym nurcie produkcji potrafilo zrobic „asfaltowa dzungle”, „wielki sen”, „hihg plains drifter” czy „rozmowe” dzis cos takiego sie wlasciwie nie zdarza.[/quote]

        Crash (ten z 2004), Donnie Darko, Requeim for a Dream, My Left Foot, Brokeback Mountain, The Pursuit of Happyness… Nawet nie wiem ilu dobrych nie widziałem. A to są filmy głównonurtowe, z Oscarami, galami itd. O kinie niezależnym nawet nie wspominam, bo i rzadko kiedy mam do czynienia. Hmmm, z tym „się nie zdarza” to jakby nieco na wyrost chyba napisałeś.

        [quote]nowego batmana widzialem i jestem o dwie i pol godziny starszy. dla mnie to katastrofa – z wyjatkiem jokera ale to zbyt malo zeby powiedziec cos dobrego o calym filmie.[/quote]

        Kwestia gustu. Dla mnie wybitny przedstawiciel swojego gatunku a i w ogólności film bardzo dobry. Widać jestem za głupi (także i moja żona oraz kupa innych moich znajomych) i film nam się po prostu BARDZO podobał. Bogu niech będą dzięki za nasze jak wnoszę braki edukacyjne i nie bycie filmoznawcami. Dwie godziny doskonałego widowiska.

        [quote]piszac o telewizji mialem na mysli telewizje a nie film w telewizji. film jest zupelnie nietelewizyjny – jest zbyt dlugi wiec trzeba go przerywac, wymaga od widza jakiegos skupienia i sledzenia akcji i co najgorsza zwykle konczy sie definitywnie. telewizja opiera sie na dokladnie odwrotnych mechanizmach.[/quote]

        Ciągle zadaję pytanie i ciągle nie otrzymuję na nie odpowiedzi – a co w tym złego? Chcesz oglądać idiotyczne teleturnieje? Proszę bardzo! Chcesz oglądać klasykę z jej perłami i perełkami? Przeskocz na TCM czy co innego. Chcesz filmy nieprzerywane reklamami? Kup abonament na któryś z kanałów i oglądaj. O stojącym za rogiem VOD już nawet nie wspominam. Ciągle mnie tu schematami i sloganami częstujesz nie chcąc zauważyć, że jest też i druga strona takiej choćby telewizji – szeroka oferta produkcji także wartościowych i wartych uwagi. Sądzisz, że puszczanie w kółko Dwunastu gniewnych ludzi czy Obywatela Kane wpłynęłoby na gusta widowni masowej? Przecież to bzdura do kwadratu. Ludzie są różni i mają różne potrzeby oraz rozwijają się intelektualnie i kulturowo w różny sposób. W większości potrzebują tego, co jest im serwowane lub co wmawia im się, że potrzebują. Nie oznacza to jednak, że potrzeby pozostałych nie są zaspokajane. Ciągle powstają filmy dobre, bardzo dobre i wybitne. I – o dziwo – pokazuje się je także w owej złej telewizji. Wymaganie by do każdego praktycznie domu dostarczana była tylko kultura wysoka śmierdzi mi zapędami z roku 1984. Masz szeroki wybór możliwości – co w tym złego, że zapytam raz jeszcze.

        [quote]co do gier – masz racje od dawna nie gram. ale probowalem bog mi swiadkiem. mam w domu xboxa, kupilem tez w zyciu troche gier na pc. i zperspektywy widze ze wszystkie wygladaja tak samo. dopiero wii cos zmienia.[/quote]

        Tak, Wii wprowadziło tę wyczekiwaną przez ciebie rewolucję w sposobie grania (w samych grach już mniejszą). W oczekiwaniu na następną, która o dziwo najpewniej nie będzie miała miejsca ani za rok, ani za dwa ani za kilka lat (tak to już z rewolucjami bywa) – polecam zapoznanie się z kilkoma ciekawymi tytułami. Niestety, nie da rady co tytuł mieć kolejnego objawienia. To kompletnie nierealne. Ale warto też zainteresować się materią, na którą się narzeka – zapewniam, tu się dzieje.

        • btd Listopad 24, 2008 o 13:00 #

          „Bogu niech będą dzięki za nasze jak wnoszę braki edukacyjne i nie bycie filmoznawcami. Dwie godziny doskonałego widowiska.”

          Stara prawda – nadmiar wiedzy szkodzi. I czasem niebezpiecznie prowadzi do arogancji w stylu ‚ja wiem co to sztuka, a masy maluczkich wolą bezmyślne gnioty’.

  8. BS Listopad 24, 2008 o 16:41 #

    wiesz ze dyskusja nad poszczegolnymi tytulami nie ma tutaj sensu – wymieniles filmy interesujace ale zadnego z nich nie nazwalbym arcydzielem. o kazdym mozna by pisac dlugo – czasem dobrze a czasem zle – ale to jeszcze nic nie znaczy. o „zylecie” z pamela andersen tez mozna. oscar ma wartosc komercyjna i w zadnym wpadku nie jest tu drogowskazem. zreszta przeciez tu nie chodzi o ocenianie ale o tym za chwile. nie obruszaj sie tak w kwestii batmana – tak jak tobie mial prawo sie podobac tak mnie przeciez nie. nie wolno tego powiedziec? widocznie szukamy w kinie czegos innego – mamy inny punkt odniesienia i inne gusta – a juz zarzucanie mi arogancji ponizej tylko z tego powodu ze mam inne zdanie i jeszcze czelnosc byc kompetentny to juz w ogole zabawne. naprawde wszyscy mamy myslec to samo?

    „podobal-nie podobal” to jest bardzo lichy powod do sporu. mnie podoba sie wiele filmow ktore sa kiepskie, potrafilbym tez wymienic kilkanascie i bezdyskusyjnie wybitnych ktore mi sie zupelnie nie podobaja – i co to zmienia? mamy potem glosowac? 300 za znaczy dobry 53 a kiepski? tak sie nie uprawia dyskusji, krytyki ani nauki. tak sie uprawia tlum.

    pytasz o telewizje i wlasciwie sam podajesz odpowiedz – chodzi o puszczanie w kolko. a bardziej precyzyjnie o ogladanie w kolko. co sie ze soba laczy. problemem nie jest ani dostepnosc, ani wybor ani nawet bzdura na ktorej telewizja sie opiera (teleturnieje czy paplanie o dywanie i tym podobne) ale sposob w jaki mowi.

    telewizja zamienia kazdy komunikat w rozrywke – serwuje go tak zeby siedzacy przed ekranem couchpotato poczyl sie dobrze bo tylko dlatego przed nim siedzi. dlatego program jest poszatkowany, dlatego jest trywialny, dlatego wszystko jest uproszczone a puenty sa zawsze jednoznaczne. doskonala metafora telewizji jest jej sztandarowy gatunek czyli teleturniej wlasnie – uczestnicy walcza ze soba o nagrode, prowadzacy jest nieomylny i wszechmocny a swiat pozbawiony wieloznacznosci. na pytanie jest przeciez tylko jedna wlasciwa odpowiedz. i tak jest z kazdym telewizyjnym przekazem. takie same sa wiadomosci, dyskusje na temat polityki czy obyczajow. wszystko staje sie show ktora ma byc przyswajalna dla kazdego, w kazdym momencie i nawet na chwile.

    marshall mcluhan powiedzial kiedys swoje slynne iz przekaznik jest przekazem. oznacza to z grubsza iz glowny komunikat jaki przekazuje konkretna technologia to ona sama. slowem na ekranie wazniejsze jest to jak wygladam i sie zachowuje niz to co powiem. obraz nie potrzebuje kontekstu latwo zreszta nadac mu inny – rownie dobry – tymczasem slowo bez kontekstu po prostu nie instnieje. zeby zrozumiec co pisze trzeba przeczytac to co napisalem zdanie wczesniej i zdanie pozniej. dlatego tak trudno dowodzic ze a=b jesli akapit wyzej napisalismy cos przeciwnego. w telewizji to nie boli – dzis jest zle bo ropa jest droga, jutro jest zle bo ropa jest tania. to co bylo wczoraj nikogo nie interesuje. liczy sie temat dnia. poogladaj sobie kiedys pod tym katem telewizor – szczerze polecam. zwlaszcza w kontekscie orwellowskiego wielkiego brata. on przeciez wystepowal w telewizji…

    i tak dalej. moglbym tak dlugo ale to troche zle miejsce. zreszta to jest tylko takie felietonowe przeslizgniecie sie wokolo zagadnien. napisano na ten temat przynajmniej kilka madrych ksiazek wiec jesli naprawde temat cie zainteresowal chetnie podam ci kilka tytulow.

    klopot z telewizja polega nie na tym ze jest ale na tym iz jest ona dzis dominujacym sposobem przekazywania znaczenia i ze to wokolo niej rozwija sie wspolczesna sie kultura. sila rzeczy bedaca jej odbiciem – plytka, trywialna, powierzchowna i glupiutka. za to szeroko dostepna. a takze kompletnie zbedna. powiedz mi – kiedy ostatnio wiadmosci w telewizji – poza moze pogoda – wplynely jakos na zmiane twojego planu dnia? znasz lepiej historie wlasnej rodziny (lub kogokolwiek w miare bliskiego) czy perypetie bohaterow ulubionego serialu?

    neil postman nazwal caly ten proces „zabawianiem sie na smierc” a bohaterka jednego z filmow gusa van santa zawarla konsekewncje tego stanu rzeczy w prostym pytaniu – po co robic cos waznego skoro nikt tego nie widzi?

    a film w telewizji to nie jest telewizja – pisalem o tym wyzej.

  9. miner Listopad 24, 2008 o 22:09 #

    Chciałem podziękować zarówno Koście jak i Bartoszowi za ciekawą wymianę zdań w tym wątku. Trochę szkoda, że jeden traktuje drugiego trochę z buta a drugi pierwszego trochę z góry :) To, że ta dyskusja mi się tak podoba wynika zapewne z tego, że moje poglądy są gdzieś w środku Waszych.
    .
    Dorzucam tekst Watersa jako komentarz: Amused to death – http://www.gdynia.mm.pl/~sularz/amused.htm#Ubawieni

    • btd Listopad 25, 2008 o 08:22 #

      Czyli nie tylko ja odniosłem takie ‚śmieszne’ wrażenie.

      No ale moje zdanie na temat krytyków filmowych, muzycznych itd (bądź -znawców, dla mnie to na jedno wychodzi) jest mocno negatywne.

      • miner Listopad 25, 2008 o 21:32 #

        Nie wiem gdzie w mojej wypowiedzi znalazłeś potwierdzenie swoich kompleksów i lęków. Wyjaśnijmy sobie, jeżeli chodzi o moją wypowiedź (i nie tylko) w słowach „Ty” i „ja” nie ma ani jednej wspólnej litery…

  10. Azrael Listopad 28, 2008 o 16:56 #

    Co do HD i SD to 18% userow nie widzi roznicy.
    http://slashdot.org/articles/08/11/28/0033204.shtml
    A skoro nie widac roznicy to po co przeplacac?
    Mi wystarcza SD na LCD TV 32″.

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Podcast 025 – Oglądamy dinozaury

Skoczyliśmy dziś - po kilku dniach siedzenia Majki w domu z okazji chorobowego - na małą wyprawę do poznańskiej Plazy....

Zamknij