Menu serwera

Uff, ciężki tydzień to jest

Jak tak dalej pójdzie to zamknę tego bloga w cholerę bo cóż wart jest blog bez wpisów? No ale jak mają powstawać jakiekolwiek wpisy, kiedy do komputera w domu praktycznie nie siadam, a jeśli już, to tylko by szybciorem jakiegoś torrenta zapuścić i to wszystko. Bloga już nawet nie odwiedzam (sorry, zaraz odpowiem na wszelkie komentarze) bo nie mam siły a zajęć pobocznych zorganizowałem sobie nieco. Anyway, mały raporcik z moich i naszych rodzinnych poczynań może tu i teraz złożę.

Roboty mam opór i coraz to dziwniejszej. Tak szczerze mówiąc, to chyba zaraz skręcę ze ścieżki DTP w ścieżkę 3D i zajmę się póki co nauką a później renderowaniem wnętrz sklepowych z różnej maści stojakami, POSami i czym tam jeszcze, co wsadzamy naszym Autoryzowanym Punktom Sprzedaży. Otwiera się jeden za drugim a całe te wnętrza trzeba jakoś zaprojektować i zwizualizować. I tu cholera papa CoSTa zaczyna powoli myśleć nad przesiadką na jakiegoś Blendera lub jakiś w miarę prosty a intuicyjny w obsłudze i niezbyt drogi program do tri di. Jeśli ktoś zna takie cudo na Maka, ja bardzo chętnie się o takowym cudzie dowiem. A co, różnych rzeczy trzeba w życiu spróbować, nie?

W przedszkolu naszej córki dzieją się co i rusz rzeczy coraz to fajniejsze. Ot na ten przykład dziś dzieciaki miały wielki Bal Jesienny połączony z Andrzejkami. Impreza była co się zowie a to także dzięki temu, że bata nie było i trzeba było przyjść przebranym za coś kojarzącego się z jesienią. Panny oczywiście głównie były paniami jesieniami (choć były chlubne wyjątki) ale inwencją wykazali się chłopcy. Widok niejakiego Jasia robiącego za zajączka – bezcenny :). Niżej fotka Majki, na której nie widać misternie ponaszywanych przez Dorophę na sukience liści, jarzębin, kasztanów i czego tam jeszcze. Dwa wieczory siedziała żona moja przy tej kiecce, kapeluszu i specjalnym koszyku pełnym jesiennych bajerów.

da Majek czegoś smutnawy na Wielkim Balu Jesiennym

Mnie dopadła mania opędzania się z marazmu i otłuszczenia i zrobiłem wreszcie to, z czym nosiłem się od dawna. Polazłem na trening Aikido. Właśnie z niego wróciłem i na gorąco mogę powiedzieć jedno: Aikido to jest TO! Ludzie są mili i przyjacielscy, nie łamią rąk od razu :) (na to przyjdzie pewnie czas później) i nie cackają się zbytnio z „nowym”. „Nowy” na twarz dostaje tyle ruchu, ile miał przez ostatni rok razem wzięte a kiedy już się porusza i potem spłynie, wtedy przychodzi czas na porzucanie nieco „nowym” by zaliczył kilka kontrolowanych upadków. Kurczę, pokazali mi tam dziś kilka takich dźwigni, że nie wiedziałem nawet, że w takich miejscach ręki potrafi boleć :). Piękna, elegancka sztuka ruchu – jestem oczarowany i bardzo się wkręciłem. No, do tego jakaś siłownia i może nie zejdę za kilka lat na zawał spowodowany otłuszczeniem :). Yeah, powoli ale konsekwentnie swój plan wprowadzam w życie. Cierpliwość to też cecha warta ćwiczenia…

Odbiło mi ostatnio kompletnie i prócz dawania pomiatania sobą, strasznie zatęskniło mi się za… gitarą. Oj, swego czasu przy niejednym ognisku papa CoSTa wył (fałszywie ale szczerze :)) posiłkując się i zakłócając gitarą właśnie. Przy ostatniej bytności mojego staruszka w Poznaniu, zwiedziliśmy taki jeden sklep muzyczny, w którym wpadły mi w oko gitarki sympatyczne i niezbyt drogie, które mogłyby mi spokojnie posłużyć na start. Coś tam jeszcze chyba słuchu zostało, w paluchach akordów też nieco, śpiewniki i tabulatury z netu pościągam i gdy przypomnę sobie bicia, trza będzie siąść do grania nieco sensowniejszego. Bluesiki mi się marzą. Z harmonijką ustną z czasem… Tak, powaliło mnie ale co tam :)

Oglądaliśmy niedawno z Dorophą ostatniego Batmana. Film jest WY-BIT-NY! Scenariusz (jak na film oparty na komiksie) bardzo dobry, Heath Ledger po prostu szalał w tym filmie i stworzył chyba jedną z najbardziej przekonujących postaci psychopatów, jakie kiedykolwiek widziałem. Reszta załogi była tylko tłem dla popisu tego faceta. Jeeezu, ależ ten koleś zagrał… Anyway – mrok, dolina, śmierć (kocham scenarzystów za śmierć Rachel i okoliczności, w jakich to się stało – won z Hollywood! Nareszcie trochę komiksu w tych ekranizacjach komiksów), zniszczenie i terror. TAK! Taki właśnie jest Batman a nie jakieś cukierki z Arnoldem odmrażającym sobie bicepsy. Doropha dosłownie nie mogła usiedzieć ze zdenerowania, mnie porwała wizja miasta terroryzowanego przez jednego kolesia i jego bandę a scena wysadzenia szpitala po prostu ujęła mnie za serce. Piękne! Bezapelacyjnie najlepsza ekranizacja komiksu ever.

Skoro o filmach mowa – owe wciągami za pomocą PS3, które okazuje się być bardzo fajną maszynką grającą multimedia, choć przyznaję, że mam problem ze streamingiem mediów do konsoli. Ale o tym przeczytacie w kolejnym Moim Jabłuszku – niestety do numeru nie wlazł tekst o PS3 ni relacja z Ubuntu Release Party. Co się odwlecze, to nie uciecze i w przyszłym numerze mam nadzieję zmieścić jeszcze z dwa czy trzy teksty ponad te zapowiedziane. Mam nadzieję, że chłopaki mi ich nie uwalą. Ale miało być o PS3. Otóż wieczory zżera mi to czarne pudełko strasznie. Się bowiem okazuje, że do grania potrzebuję warunków. Muszę mieć solidne TV, solidną konsolę i solidną grę. Kiedy mam już te wszystkie warunki spełnione, ciężko mnie od konsoli odciągnąć. Cholera, myślałem, że mi z wiekiem przejdzie ale gdzie tam, wkręcam się coraz bardziej. Czuję się jak dzieciak za każdym razem, gdy konsolę odpalam – być może to jest właśnie powód mojej ciągłej fascynacji grami. Co prawda mniej się teraz intensywnie w nich poruszam ale zauważyłem, ze zaczynam dostrzegać drobiazgi, na które mało kto zwraca w grach uwagę. Po przejściu Uncharted: Drake’s Fortune ogromną przyjemność sprawiły mi dodatki umieszczone na płycie. Oglądanie procesu powstawania produkcji zafascynowało mnie bardzo i powiadam Wam, sama gra to nie wszystko – warto poczytać listę płac, odwiedzić stronę studia produkującego grę, skrobnąć maila do chłopaków (czasem odpowiadają) i ogólnie pobyć z grą nieco dłużej, niż do napisów „Game Over”. Aż się boję MGS4 odpalać bo wpadnę w sidła tej gry na dobre i skończy się jakimś lewym L4 z graniem jako procesem rehabilitacji :).

Wracając do pracy – jutro piątek a każdy szanujący się detepowiec wie, że to TEN dzień: to właśnie wtedy trzeba wszystko, co tylko się da, wypchnąć do chłopaków z drukarń i zapewnić im pracowity weekend. Marketoidy dostają w piątek jakiegoś amoku i muszą koniecznie te wszystkie zaległości w ów piątek nadrabiać. Dlatego piątek skreśliłem towarzysko już dawno temu (a chłopaki z drukarń weekend jako taki :)). Ale będzie chyba czas nadrobić to w sobotę. Oto bowiem do Poznania wpada Paweł Tkaczyk i będzie mnie oraz mojego workfellow uczył i trenował z zakresu skomplikowanej dziedziny typografii. Sobota cała upłynie nam więc na męczeniu Pawła ale liczę, że skoczymy przynajmniej na jedno piwko do Brovarii. I to będzie piękna okazja, by tych browarków opróżnić z pięć i jakoś zapomnieć o trudach tygodnia. Pawle, pijący jesteś? Oby… Inaczej będziesz się nudził :)

Nadciągają straszne czasy – Mikołajki i niebawem Gwiazdka. Kurczę, jako Przewodniczący Rady Rodziców (czyli PRR) przedszkola mojej córki, powinienem pewnie biegać za prezentami dla maluchów i w ogóle. I chyba tak będzie bo po popytaniu o oferty różnych firm z gadżetami, okazuje się, że przedszkole to mały odbiorca, z sianem kiepsko i się większości nie chce nawet ofert przygotować. Dostałem całą jedną. Zaraz muszę pozostałym paniom z RR przesłać co trzeba. Cholera, niby takie nic ale te maile trzeba wysłać, te firmy trzeba popędzać i tym sposobem pół godzinki dziennie idzie w diabły.

Się dzieje, mówię Wam. Ale to i dobrze, przynajmniej człowiek nie gnuśnieje :)

8 odpowiedzi do Uff, ciężki tydzień to jest

  1. SpeX Listopad 20, 2008 o 22:37 #

    A czy „Wargames 2 The Dead Code” oglądałeś? Tak jest to remake filmu którego na pewno powinieneś kojarzyć WarGames/Gry wojenne.

  2. Paweł Tkaczyk Listopad 21, 2008 o 06:44 #

    Nie jestem pijący, przykro mi ;) A co do browarków: i tak w sobotę nie dam rady. Przyjeżdżam tylko do Was, potem wsiadam w pociąg i do Wrocławia. Więc na imprezę proponuję inny dzień. Jakiś „camp” w Poznaniu lub Wro ;)

  3. Pyoter Listopad 21, 2008 o 07:26 #

    Co do 3D to może wypróbuj „Sweet Home 3D”. Nie jest to może Blender, ale na początek bez większego wgłębiania się Ci wystarczy. Instalka też na Maka jest. Jeśli zbyt mało konfigurowalne to sorki :) I nie wiem jak z tymi ustrojstwami będzie co je masz ustawiać.

  4. jarv Listopad 21, 2008 o 10:47 #

    co do streamingu mediow na PS3 z maczka – Media Link formy Nulliver – http://www.nullriver.com/products/medialink – przetestowane u Patrysa na jego PS3 – dziala rzesko.

    @SpeX – ow film o ktorym wspominasz to kicha straszliwa. wciagac tylko na wybitna nude… ;]

    • btd Listopad 21, 2008 o 11:47 #

      A connect360 tej samej firmy obsysał i to równo. Najlepszy jest tvesity, ale to tylko na windows.

  5. eloy Listopad 21, 2008 o 20:40 #

    W sumie to jest blender na MacosX

  6. CoSTa Listopad 22, 2008 o 06:15 #

    [b]spex[/b]: Nie, nie oglądałem. Cholera, mało ostatnio coś w ogóle mam czasu na oglądanie. Za dużo grania na konsoli :). A tak, Wrgames oczywiście doskonale kojarzę.

    [b]paweł[/b]: Pewnie spóźnię się na spotkanie bo zamiast się ubierać – komentuję :). Szkoda cholera. No nic, kamp jakiś faktycznie trzeba będzie obskoczyć.

    [b]pyoter[/b]: O, dzięki za namiar.

    [b]jarv[/b]: Mam, używam. W moim ekosystemie kompletnie się nie sprawdza niestety. DivXy śmigają jak ta lala ale wszystko kodowane h.264 czy MPEG4 szlag trafia i nie idzie oglądać. Nie wiem o co chodzi ale tu PS3 daje dupy. To samo łącze, ten sam ruter i taki rozziew w odtwarzaniu… Coś PS3 ma skopane z obsługą MPEG4.

    [b]btd[/b]: Yeah, fajny kawałek softu. Poczytałem i aż mi gul skoczył :/

    [b]Eloy[/b]: A pewnie, że jest. Działa szparko ale za każdym razem, kiedy do tego programu siadam, mam wrażenie, że ktoś interfejs dla jaj sobie zrobił :)

  7. Biter Listopad 22, 2008 o 11:19 #

    Blender od pewnego czasu mocno polepszył kwestie interfejsowe, sam jestem tym programem od pewnego czasu zafascynowany i na etapie modelowania wystarcza mi już do wszystkiego. Ba! w pewnych funkcjach jest wygodniejszy niż topowe rozwiązania :) Na MacOS masz jeszcze też czyste komercyjne dobro z Maya na czele (aczkolwiek wsparcie pluginowe oczywiście nieporównywalnie małe z Win), jest też Modo, Maxon i kilka innych mocnych zawodników. Ino pamiętaj ze sam program to tylko narzędzie, reszta zależy od ciebie w tydzień wszystkiego się nie nauczysz :) Powodzenia bo to fajna zabawa jest, a w razie czego namiary znasz ;)

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Granice rozwoju technologii

Wpis sprowokowany przemyśleniami Bartka o terroryzującej nas technokracji.Bartek rozprawia się w swoim wpisie z maksymalizacyjnym sposobem myślenia twórców sprzętu i...

Zamknij