Menu serwera

Wieści gminne i rodzinne

Winien Wam jestem wytłumaczenie z pustek, jakie się po blogu snują. Otóż nie mają one jakichś ważnych przyczyn, poza jedną znaną prawie wszystkim dorosłym ludziom w tym kraju. Tak, chodzi o pracę. Mam jej ostatnio po uszy i kiedy wracam do domu, mam serdecznie dosyć siadania do komputera a na widok monitora mnie trzęsie. Przekomarzanie się z Majką czy też podszczypywanie żony to jednak doskonała popracowa rozrywka, z którą ciężko wygrać komputerowi. Ale też nie jest do końca tak, że wracamy z Dorophą z roboty i się przekomarzamy oraz podszczypujemy. Jednak i inne rozrywki nam głowy zaprzątają. I to na tyle, że strona odłogiem leży. Spieszę więc powiadomić, co takiego zabiera nam ostatnio czas.

Doropha dorwała się do czegoś, co zwie się Mroczne Materie, jest napisane przez pana Philipa Pullmana a o czym nieco więcej przeczytać możecie w Wikipedii. Wciągło mi żonę z siłą wodospadu! Na tyle, że siłą ssania wzięło i mnie a po kilkudziesięciu stronicach pierwszego tomu będąc stwierdzam, że jest DOBRZE! Cholera, z tego, co opowiada Doropha wyłania się wizja pokręconego świata, która to wizja bardzo mi się podoba a książka faktycznie wsysa. No i jeszcze jedna piękna rzecz – jako zdecydowany antyklerykał wprost pieję z radości słysząc, że instytucja kościoła dostaje tu po dupie. Dobrze! Z drugiej jednak strony – Harry Potter był piętnowany i dostał darmową reklamę od kościoła za ponoć okultystyczne i satanistyczne treści, o pornografii że już nie wspomnę (kurczę, wyobraźni kościelnym cenzorom mogę pozazdrościć). Czemu Mrocznym Materiom się nie dostało? O wiele wcześniej bym przeczytał…

Mnie wieczorami od bloga odrywa (prócz książki ostatnio) moja nowa zabawka, czyli PlayStation 3. Skończyłem sobie pierwszą gierkę na PS3 a imię jej brzmi Uncharted: Drake’s Fortune. Naprawdę niezła gierka z miodną grafiką, prostą ale wciągającą fabułą i kupą stylowego strzelania oraz nieco mniejsza kupą skakania. Do gry mam dwa zastrzeżenia: za krótka jest i liniowa do bólu. Naughty Dog robi grywalne na maksa gierki ale poszaleć w nich nie daje. Idzie się jak po sznurku i nawet jeśli ten sznurek jest złoty oraz oferuje niezłe rozrywki, to wciąż tylko sznurek, który trzyma na ustalonej trasie i na moment na bok skoczyć nie pozwala. W każdym bądź razie gra jest naprawdę niezła i zdecydowanie warto ją w platynie brać (z Allegro taniej) – warta jest każdej wydanej na nią złotówki. Gierkę pakuję i ślę do Brzozy – ten męczy Obliviona i jakieś inne ustrojstwa. Czas by nieco się po pracy rozerwał normalnie zabijając używając klamek a nie cholernego tępego żelastwa.

Majka zwyczajowo już chora acz zaczyna chorować normalnie, jak inne dzieciaki. Dopadnie ją przeziębienie, nieco pomęczy, mała w miarę szybko je zwalczy i siup do przedszkola, które dla Majki zaczyna być coraz ważniejsze. Dzieciak nam się zmienił nie do poznania w tym przedszkolu. Koleżanki, koledzy, sporo zajęć… Socjalizuje nam się dzieciak, rozwija więzi międzyludzkie, nabiera śmiałości i testuje wytrzymałość pań, rodziców oraz dzieciaków. Muszę cholera z dumą przyznać, że ostatnio wylądowaliśmy na dywaniku w przedszkolu bo Majka – ta grzeczna i słodka Majka – narozrabiała aż pani nie mogła jej poznać. NO! NARESZCIE! Oczywiście dostała burę z całą surowością ale we mnie aż serce urosło – dzieciak żyje i ma się dobrze. Oby teraz choroby sobie poszły i będzie wszystko gites.

Łajza zadomowiła się u nas na dobre i pokazuje przy każdej okazji, że z niego kocur pełną kocią piersią. Wali kupska tak smrodliwe, że aż obezwładniające. Panuje nad wszystkimi szafami, wszelkimi zakamarkami i różnymi mającymi akurat nieszczęście leżeć drobiazgami. Dostaje systematyczny ode mnie wpierdziel za zbójowanie ale ma to w dupsku totalnie. Mnie boi się panicznie i znika na sam mój widok ale nic to nie przeszkadza kotu nabroić, gdy nie patrzę. Urósł nam kocur bardzo. Nie jest gruby, po prostu rośnie. To nie ta miła kocina sprzed trzech miesięcy, którą prałem pod kranem. Robi się z Łajzy łobuziak co się zowie i całkiem możliwe, że na wiosnę, kiedy planujemy wypuścić kota na dwór by poużywał sobie uroków mieszania na parterze, wyrwie się na jakiś tydzień, wróci by nas obeżreć i by zagoić rany i polezie dalej. Zdechnie albo przetrwa – na dwoje babka wróżyła. Jeśli nie załatwi go coś na zewnątrz, zawsze mogę zrobić to ja w domu, jeśli przegnie w kombinatoryce.

Za to wieczorami kot jest nie do poznania po prostu. Mruczy aż echo po mieszkaniu się niesie. Wtula się, bez pardonu ładuje się najbliżej, jak się tylko da, domaga się pieszczot i nie chce się od razu trzaskać, gdy my pieścimy jego. Po prostu ideał kota. Niestety za dnia zaczyna się jazda i szkodnictwo :)

W międzyczasie nawiedziła nas mama Dorophy i zwiozła setki pierogów, które teraz radośnie demoluję. Gołąbki już zniknęły w czeluściach dorotowego żołądka i z trwogą muszę przyznać, że Majka jest nieodrodną moją córką – potrafi zeżreć każdą ilość pierogów. Cholera, czy geny przekazują także upodobania kuchenne? Masakra – mała pożre mi wszystko. Ma wszak jedną przewagę: wcześniej wraca z przedszkola do domu. A właściwie to ma dwie przewagi: teraz to z domu nawet nie wychodzi. MOJE PIEROGI!!! :)

To w sumie tyle. Powinienem opisywać te wszystkie filmy, które oglądam, tę całą muzykę, której słucham i te wszystkie gry, w które ram. Powinienem pisać mądre rzeczy i udzielać się w blogosferze, która ponoć umiera. Sorry ale tak nie będzie, przez kilka najbliższych dni trochę sobie wolnego od bloga muszę zrobić. Czas nieco przylgnąć do żonki i poczytać razem kilka książek. Czas pomęczyć córę i nauczyć ją nowego przekleństwa oraz plucia w dal. Czas nieco pograć i pooglądać kilka głupich filmów. Czas nieco pożyć a nie siedzieć przed monitorem.

Czego ogólnie wszystkim Wam życzę…

PS. Brzoza to jednak gnój. Nie dość, że nie chce mi iPhone w prezencie wysłać i domaga się mojego tyłka do Warszawy przywiezienia, by mi gadżeta osobiście wydać, to jeszcze nie chce podzielić się tu newsem, przez który skakaliśmy pod sufit z uciechy. Ot aspołeczny typ.

3 odpowiedź do Wieści gminne i rodzinne

  1. Pawouek Listopad 13, 2008 o 17:17 #

    Heh Pullman i jego mroczne materie. Costa napisz parę słów, po przeczytaniu wszystkich 3 tomów, proszę. Chętnie poznam Twoje zdanie, bo ja pierwszy tom łyknąłem z wielkim smakiem, drugi coś zaczął zdradzać spadek formy, a już zakończenie mnie totalnie rozczarowało niestety :/

  2. Pyoter Listopad 14, 2008 o 02:37 #

    No cóż. Odpoczywaj od bloga. Jakoś to przeżyję :) A swoją drogą i tak się dziwię, kiedy Ty na to wszystko znajdujesz czas?
    Też bym brata wyzwał od najgorszych, jakby mi ajfona chciał sprezentować ;) (Ale mój brat nawet nie wie co to jest – do dopiero aspołeczność).

  3. CoSTa Listopad 14, 2008 o 08:47 #

    [b]pawouek[/b]: OK, napiszę kilka słów po przeczytaniu. Doropha nie może się od książek odkleić, mnie to niestety wolniej zdecydowanie idzie – za dużo czynników rozpraszających :)

    [b]pyoter[/b]: Nie znajduję czasu, w tym cholera problem :/. A muszę znaleźć na kilka innych zajęć, które mam zaplanowane od jakiegoś czasu tylko nie mam kiedy ich zorganizować. A bratu się w końcu zbierze i dostanie łomot. Jestem cięższy i starszy. Dam radę :)

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Ubuntu Release Party Poznań 2008 – relacja

Sorry, że nie zamieszczę tu pełnej relacji z imprezy. Po tę odsyłam do nadchodzącego Mojego Jabłuszka, w którym materiał powinien...

Zamknij