PlayStation 3 Home — co to ma być?

Sony bar­dzo jest dumne ze swo­jego naśla­dow­nic­twa Second Life, które nazwało ambit­nie Home. Puszy się, zapo­wiada rewo­lu­cję i ogól­nie robi dużo szumu usługą, która tak naprawdę nie ofe­ruje na razie nic cie­ka­wego. Ja rozu­miem, że przy­pięty do logo usługi, modny dziś zna­czek „beta” ma tłu­ma­czyć wszel­kie braki w tech­ni­ka­liach i błędy w zało­że­niach. Problem w tym, że udo­stęp­nia się ogól­nie wer­sję nie­pełną, którą miliony (w tym i ja) będą oce­niać i to na jej pod­sta­wie wyro­bią sobie o usłu­dze zdanie.

A zda­nie moje jest mniej wię­cej takie: na jaki czło­nek Sony odgrzewa kotleta o nazwie Second Life lata całe po szczy­cie tego feno­menu i prze­mi­nię­ciu mody na wir­tu­alne rzeczywistości?

Tak to bowiem póki co wygląda — odgrze­wa­nie cze­goś już dawno przez nie­któ­rych zapo­mnia­nego. Jak rozu­miem ideą odgrza­nia było zro­bie­nie wir­tu­al­nego światka w HD. No cóż, to zde­cy­do­wa­nie za mało, by ludzie zechcieli spę­dzać w Home czas i wyda­wać tam pieniądze.

Co to jest to całe Home? W zało­że­niach twór­ców to plat­forma, która ma gene­ro­wać zyski przez sprze­daż róż­nych tre­ści. Jeśli pamię­ta­cie Second Life, to już wie­cie o co cho­dzi. Kupowanie stro­jów, domów, wypo­sa­że­nia do domu, spo­tka­nia i czaty z innymi użyt­kow­ni­kami — takie tam pier­doły potrzebne gra­czowi jak druga okładka dawno ukoń­czo­nej gry. Liczyłem na tro­chę Simsów w tej mie­szance ale nie­stety sro­dze się zawio­dłem. Można Simsów nie lubić i z nich drwić ale ta gra sprze­daje się milio­nami z pro­stego powodu: na star­cie daje mnó­stwo moż­li­wo­ści a pie­nią­dze wydają się same z chęci owych moż­li­wo­ści powięk­sze­nia. No i przede wszyst­kim w Simsach gracz ma jakiś cel, za któ­rym się uga­nia i który przy kom­pu­te­rze go trzyma. W Home celów jakichś póki co brak — sta­tus bety i brak więk­szych atrak­cji raczej do kon­soli nie przysysają.

Sony w Home robi dokład­nie odwrot­nie, niż twórcy Simsów: daje tyle, co kot napła­kał a w sprze­daży ofe­ruje jesz­cze mniej. Tam po pro­stu nie ma na co wyda­wać kasy. Testowo kupi­łem kilka rze­czy by zba­dać jak trans­ak­cje dzia­łają i jak wygląda ten letni dom, który jako jedyny jest póki co dostępny. 18 zło­tych bied­niej­szy powia­dam Wam — wygląda nie­źle ale po co to komu, nie mam poję­cia. Takoż i zakupy odzie­żowe są mało satys­fak­cjo­nu­jące. Aby na ten przy­kład moja żonka (login Doropha w PSN — ład­nego se awa­tarka strze­liła :)) wydała tam jakie­kol­wiek pie­nią­dze, Sony musia­łoby zastrze­lić ją ilo­ścią i wybo­rem oraz przede wszyst­kim nieco wró­cić do rze­czy­wi­sto­ści z cenami. 3 złote za fata­ła­szek to sporo. 4 złote za byle mebe­lek czy kaczuszkę słu­żącą wystro­jowi wnę­trza to wiel­kość nie­ak­cep­to­walna. Na tym tle kupno dodatku do Simsów to po pro­stu szczyt dobrego inte­resu a wiem co mówię, na dodatki puści­li­śmy z Dorophą furę pieniędzy.

Tak więc póki co jest ład­nie ale nie­zbyt sen­sow­nie oraz przede wszyst­kim strasz­li­wie pusto. Problemy z zalo­go­wa­niem się do euro­pej­skiego Home odbie­rają tę marną resztkę funu, jaki pro­duk­cja mogłaby ofe­ro­wać w swej wer­sji beta. Za to po zalo­go­wa­niu się nie stwier­dzi­łem jakichś lagów czy innych pro­ble­mów. Wszystko śmiga rewelacyjnie.

A więc bez­sen­sowny i przed­wcze­sny wytrysk pomy­słu Sony? I tak, i nie. Są tam bowiem rze­czy, dzięki któ­rym dziś do Home wrócę: mini­gry. O ile wir­tu­alne „auto­maty” nie ofe­rują cze­goś sen­sow­nego, o tyle wir­tu­alne krę­gle RZĄDZĄ! Wczoraj odkleić się nie mogłem a pozna­wa­nie ludzi przez par­tyjkę dobrze zro­bio­nej gry ma swój urok. Bilard jest nieco zbyt pro­sty ale też pyka się zacnie. Widać, że te począt­kowe przy­miarki zwia­stują być może cał­kiem cie­kawy spo­sób na spę­dze­nie czasu w wir­tu­al­nej rze­czy­wi­sto­ści. No krę­gle mnie wczo­raj przy­kuły na długo a przez głowę już prze­le­ciała myśl o potrze­bie kupie­nia kla­wia­tury, by pisać nieco szybciej :).

Kolejnym dobrze roku­ją­cym pomy­słem jest wir­tu­alne kino. O ile teraz nic tam nie ma i nie warto nawet tam wła­zić, o tyle potra­fię sobie wyobra­zić moż­li­wość wspól­nego ze zna­jo­mymi pój­ścia do kina (VOD? Sony, KONIECZNIE!), wsko­cze­nia na jakiś np. panel dys­ku­syjny o fil­mie czy spo­tka­nie z np. akto­rami. To może być świetne ale nie­stety póki co tylko „może”.

Najbliższe mie­siące pokażą, czy z pomy­słu Sony cokol­wiek wyj­dzie. Póki co wer­sja beta nie ofe­ruje zbyt wiele i jeśli ktoś zalo­guje się do Home licząc na cokol­wiek wię­cej, niż poła­że­nie po wir­tu­al­nym (bar­dzo malut­kim) świe­cie, ten sro­dze się zawie­dzie. Ciągle mam pro­blem z okre­śle­niem po jasną cho­lerę to komu. Trochę jed­nak pomo­gły mi w tym moje dwie kobiety. Majka dwie godziny łaziła posta­cią Dorophy, tań­czyła przy face­tach i ogól­nie była zachwy­cona. Doropha dorwała się do modułu two­rze­nia postaci i wysu­wa­ko­wała sobie ładną niu­nię a mnie cał­kiem przy­stoj­nego chło­paczka. Jeśli Sony zra­cjo­na­li­zuje nieco ceny swo­ich dodat­ków, założę się, że nie­ba­wem moja żona puści w wir­tu­al­nym świe­cie kil­ka­dzie­siąt zupeł­nie nie­wir­tu­al­nych zło­tych, ot by wyszy­ko­wać sobie cha­łupkę na spo­tka­nia z kon­so­lo­wymi zna­jo­mymi. Bo zakła­dam, że po to ist­nieje moż­li­wość kupie­nia sobie domu — by dać powód do opa­da­nia szczęk wir­tu­al­nym zna­jo­mym i by robić wir­tu­alne bibki. Jeśli Sony tego nie prze­wi­działo w swo­jej usłu­dze, to naprawdę szkoda było inwe­sto­wać w to coś i czas, i pie­nią­dze, i zainteresowanie.

Home póki o to nawet nie pół­pro­dukt. To zapo­wiedź pro­duktu. Jeśli lubi­cie oglą­dać zapo­wie­dzi — śmiało spró­buj­cie się zalo­go­wać. O ile uda się Wam ta sztuka, będzie­cie mogli obej­rzeć cał­kiem ładny świat, w któ­rym nie ma co robić.

Nieco wię­cej o Home

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

6 Komentarzy do “PlayStation 3 Home — co to ma być?”

  1. zx 15/12/2008 do 17:36 # Odpowiedz

    IMO Home będzie suk­ce­sem, ale nie aż tak wiel­kim jak Sony się spo­dziewa. Całość jest adre­so­wana do tego samego tar­getu co Simsy czy nasza-klasa, a takie osoby nie posia­dają PS3, bo jest za dro­gie. I koło się zamyka.

  2. golem14 15/12/2008 do 21:40 # Odpowiedz

    Dżizas, WY tak naprawdę się w to bawi­cie, w te wir­tu­alne światy, wyda­je­cie na to realną kasę???!!! Matko jedyna to chyba Product Placement jest co? Bo ja nie wie­rzę. Samasrka w realu daje wię­cej moż­li­wo­ści — naprawdę. Zresztą czy­ta­jąc Twój ostatni wpis pt. „Witam w mojej codzien­no­sci”, to ja widzę, że sporo Questów macie do zro­bie­nia w Realu. Nie no pości­gać się na samo­cho­dach, pobie­gać z dysz­lem, czy nawet poba­wić w Stwórcę — to jesz­cze rozu­miem, każdy potrze­buje się odstre­so­wać. Grać jed­nak w gry gdzie trzeba wyda­wać realną kasę na zbiory zer i jedy­nek? Sorry za stary jestem żeby to zaczaić.

  3. yoshi314 16/12/2008 do 07:59 # Odpowiedz

    w obec­nym sta­nie play­sta­tion home = PORAŻKA : http://streetskaterfu.blogspot.com/2008/12/home-release-special-home.html

    tez nie rozu­miem wywa­la­nia kasy na nie­ma­te­rialne rzeczy.

    per­spek­tywa kupo­wa­nia gier czy cze­go­kol­wiek innego w postaci elek­tro­nicz­nego down­lo­adu tez do mnie nie prze­ma­wia — a nuz cos zlego sta­nie sie z kon­tem do kto­rego sa przy­pi­sane i wszystko poj­dzie w cho­lere? (jestem uczu­lony na jakie­kol­wiek odmiany DRM)

  4. CoSTa 16/12/2008 do 09:13 # Odpowiedz

    [b]zx[/b]: Jestem żywym dowo­dem błędu w two­ich zało­że­niach :). Simsy wiel­bię, mam konto na Naszej-Klasie, mam PS3 a w pla­nach i Xbox się poja­wił (a bo gry są na to, w prze­ci­wień­stwie do PS3). Wydaje mi się, że Sony roz­po­częło pro­jekt daaawno temu i po pro­stu teraz zaczy­nają poja­wiać się tego efekty. Problem w tym, że moda na SL i pochodne minęła już chyba bezpowrotnie.

    [b]golem14[/b]: Product pla­ce­ment to ździebko co innego — tu nie wystę­puje żaden ele­ment pp. A co do kupo­wa­nia w wir­tu­al­nych świa­tach itd — tak jak pisa­łem: prze­te­sto­wa­łem funk­cję i działa ale nie­wiele wię­cej z tego wynika. W Home nie trzeba wyda­wać kasy. Można ale nie trzeba. Gra/usługa nie jest też (póki co) płatna w żaden spo­sób. Tak więc wylu­zuj, nikt tu niczego pod przy­mu­sem i wyda­jąc swoje ciężko zaro­bione pie­nią­dze nie robi :).

    A samo prze­by­wa­nie i poga­dy­wa­nie (wczo­raj sobie kla­wiorki pod­łą­czy­łem do kon­soli i od razu zro­biło się żwa­wiej) w wir­tu­al­nym świe­cie jest sym­pa­tyczną formą tra­ce­nia czasu. Rozegrałem wczo­raj kilka sesji bow­lingu poga­du­jąc z kil­koma oso­bami i nie powiem, było cał­kiem przy­jem­nie. Szkoda, że to w sumie wszystko, co w pro­duk­cie Sony robić na razie można.

    [b]yoshi[/b]: Kupując jaką­kol­wiek grę, film czy muzykę wywa­lasz kasę na rzecz nie­ma­te­rialną. Dla mnie od dłuż­szego czasu treść prze­stała koja­rzyć się z nośni­kiem. Problem oczy­wi­ście jest w DRM, któ­rego też szcze­rze nie cier­pię. Poza tym z kupo­wa­niem utwo­rów przez sieć nie mam więk­szych problemów.

    A ten link jest pora­ża­jący. Coraz bar­dziej prze­ko­nuję się, że Sony kom­plet­nie nie panuje nad swoim pro­duk­tem. Oj, następną kon­solą będzie Xbox coś czuję… I to piszę ja, stary sonowy kon­so­lo­wiec, który za całą kasę zaro­bioną jako wycho­wawca na kolo­nii wziął i kupił se PSX. Widać wszystko ma swoje granice :/

  5. yoshi314 16/12/2008 do 11:49 # Odpowiedz

    „Kupując jaką­kol­wiek grę, film czy muzykę wywa­lasz kasę na rzecz niematerialną.”

    ale mam go na fizycz­nym nośniku i nie musze laczyc sie z jakims ser­we­rem ktory laska­wie pozwoli mi film/muzyke/gre wlaczyc.

    wtedy naprawde czuje ze cos „kupi­lem”, a nie ze „wypozyczam”.

    moge sobie to odpa­lic gdzie chce, na czym chce i kiedy chce.

    • CoSTa 16/12/2008 do 12:09 # Odpowiedz

      Śmiało, odpal Spore bez netu…

      Yoshi, też mi się to nie podoba ale trend jest wyraźny. Szczerze mówiąc wolę mieć ścią­gane kopie gier, które mógł­bym archi­wi­zo­wać lokal­nie w wygod­nej mi for­mie bez przy­lu­to­wa­nia gry do nośnika jaki­miś zabez­pie­cze­niami. Kilka gier już tak stra­ci­łem (pory­so­wany nośnik, innego typu uszko­dze­nia) a wspar­cie pro­du­centa, szcze­gól­nie po dłuż­szym cza­sie i wyco­fa­nia gry z pro­duk­cji jest żadne.

      Jakiekolwiek przy­spa­wa­nie dobra nie­ma­te­rial­nego, jakim jest utwór audio­wi­zu­alny czy pro­gram kom­pu­te­rowy do nośnika jest imo nie teges. Każdy nośnik ogra­ni­cza, fizyczny szczególnie.

      Dla mnie ide­ałem jest to, co robi Magnatune — możesz sobie pobrać źró­dłowe WAVy, zrzu­cić muzykę na płytę w jako­ści ory­gi­nału, zacho­wać kopię pli­ków w dowol­nym miej­scu, zamó­wić płytę CD z bookle­tem i wszel­kimi szy­ka­nami… TO jest ide­alne roz­wią­za­nie. Niestety, naj­praw­do­po­dob­niej przez lata jesz­cze nie sta­nie się ono normą.

Dodaj komentarz