Menu serwera

Moje dziecko to NIE JEST moje dziecko!

Wczoraj przekonałem się o tym naocznie i tak bardzo namacalnie, że już bardziej chyba nie można. Spełnił się wczoraj najgorszy sen każdego chyba ojca – własnooczne przekonanie się, że własne dziecko nie jest własnym. Mam teraz doła głębszego niż najgłębszy rów oceaniczny a w ramach protestów nie przyjmuję płynów i pożywienia (no, przynajmniej do czasu śniadania). Zacznę może jednak od początku.

Jestem wielkim biczem bożym na pizzę. Dobrze przyrządzona, podana jak należy, ze składników takich jak trzeba – pizza to dla mnie esencja niebiańskiego żarcia. Pomysł biednych Włochów na zsypanie resztek mąki, wyrobienie z tego ciasta, narzucenie na to resztek z wszelkich innych składników walających się po kuchni, podlanie wszystkiego oliwą i wrzucenie do pieca – to wykwit geniuszu apenińskiej cywilizacji, przy którym Forum Romanum czy inne Koloseum to bzdury nie warte uwagi. Dobrą pizzę żreć mogę zawsze, wszędzie, w każdych okolicznościach przyrody czy sytuacji towarzyskiej (o intymnej nie wspominając). Słowem – pizzę wielbię.

Problem: da Majek NIE wielbi pizzy!!!

Oczywiście wszystkiemu winne są geny. Oto fragment kodu DNA da Majka, który odpowiedzialny jest za kodowanie białka, które koduje wytwarzanie w mózgu całej masy przeróżnej chemii, która to chemia z kolei powinna pobudzać ciało do wydzielania zwiększonych ilości soków trawiennych i śliny na sam dźwięk słowa „pizza”:

fragment DNA niemojego dziecka da Majka

Dla porównania przedstawię ten sam fragment kodu, tyle że mojego:

najważniejszy fragment DNA papy CoSTy

Teraz czas na żałobne werble i dramatyczne, wyrażone na bezdechu pytanie: Czy widzicie różnice?

Na tej podstawie, mając materiał dowodowy w zbliżeniach i szczegółach oraz pozostając w szoku po wczorajszej damajkowej niechęci do pizzy indyjskiej made by Telepizza (zaprawdę powiadam Wam – jest niezła jak na ogólny brak jakości pizzy w tym kraju), nie pozostaje mi nic innego jak wrócić dziś do domu i zadać Dorophie dramatyczne pytanie: czyje to dziecko jest? Jak dzieciak o takich genetycznych korzeniach jak moje, może nie lubić pizzy???

Sytuacja jest wysoce podejrzana a od wczoraj panuje u mnie w domu zimna atmosfera nieufności. Szok był tak duży, że nawet nie dokończyłem drugiej dużej pizzy, tym razem serowej. W szoku pozostaję do dziś. Dobrze, że od poniedziałku mam urlop – będę miał czas na przemyślenie kilku spraw.

PS. Ogólne :)

20 odpowiedzi do Moje dziecko to NIE JEST moje dziecko!

  1. Łukasz Horodecki Grudzień 19, 2008 o 10:03 #

    O, Telepizza ma coś dobrego? Za moich studenckich czasów słynęła z beznadziejności, nawet głodni studenci nie chcieli jej ruszyć :)

  2. Lookanio Grudzień 19, 2008 o 10:17 #

    Costa, spokojnie, do pizzy trzeba dorosnąć :-) Uwierz mi, jest nadzieja – jest to kwestia wyrobienia smaku. Małe dzieci nie przepadają zbytnio za różnorodnością i skrajnością smaków w 1 potrawie. Ja pacholęciem będą nie znosiłem tego „bajzlu na sztywnym placku”. Jak obecnie ma się sprawa? Podobnie jak z piwem, kawą i whisky – nadużywanie samo się ciśnie na usta ;-) Choć przyznać trzeba, że w tamtych „pięknych” czasach nie było pizzy hut, da grasso itp., nie wspominając o dowozie na tel. (który bądź co bądź był luksusem na który czekało się kilka lat… :-/)

  3. Ender Grudzień 19, 2008 o 10:26 #

    Hmmmm moze da Majek po prostu nie lubi telepizzy (ktora z pizza nie ma za wiele wspolnego)?

    :)

  4. CoSTa Grudzień 19, 2008 o 10:35 #

    Tak jak nie lubiłem niczego z Telepizzy, tak indyjska wchodzi praktycznie sama. Łagodna, lekka, z ciekawym posmakiem… Doropha pożera z cztery kawałki a to jest moi drodzy WYNIK przez duże W :). Bardzo nam ten smak przypadł do gustu, imo warto spróbować. No i coś się w Telepizzy zmieniło – ciasto całkiem niczego sobie. Widać prefabrykaty albo szybciej schodzą, albo taśmy jakieś nowe rzucili :)

    Lookanio, pewnie masz rację. Obyś miał :)

    W Poznaniu najgorsze gówno jadłem jak do tej pory z Ahmeda. O matko, tłusta masakra. Niezależnie od rodzaju pizzy. Plus, że kaloryczna ale tu w sumie plusy się kończą. Choć chyba właśnie dlatego cieszy się na sesjach erpegów taką popularnością :)

    • doropha Grudzień 19, 2008 o 14:34 #

      o przepraszam, trzy:)

  5. Ender Grudzień 19, 2008 o 10:41 #

    Costa: ja czasami telepizze zjem, ale rzadko bo jest … specyficzna. Wole jakies tivoli, rimini – na cienkim ciescie (w lokalu, bo mna wynos zazwyczja jest jakas taka mokra) :)

    • CoSTa Grudzień 19, 2008 o 10:47 #

      Mówię ci Ender – zmieniło się w Telepizzy. Naprawdę niezłe ciasto (cienkie), całkiem dobrze wypieczone wszystko, nie ma mowy o moczącym i rozpadającym się spodzie, niezłe proporcje dodatków, nie wali to wszystko chemią (widać jakieś lepsze dopalacze wrzucają) a podane na wynosie ciepłe jak trzeba. No i jak mówią „40 minut na Naramowicką” to czeka się mniej więcej właśnie tyle a nie pół godziny więcej.

      Ktoś tę sieć wykupił czy co? Zmieniło się, serio.

  6. PeterCub Grudzień 19, 2008 o 11:34 #

    Wierz mi, z niejednego pieca pizzę jadłem. Od dłuższego czasu No.1 jest Telepizza, najczęściej z wybranych przeze mnie składników na cienkim spodzie. Świetnie się je nawet następnego dnia odgrzewaną w mikrofali albo na zimno. Inne pizze odpadają, Da Grasso ostatnio przysłali ze spalonym spodem (oprócz tego gumiastym jak podeszwa), o Pizzy „tłusto-grubej” da Hutt nie wspomnę.

    • mirek Grudzień 19, 2008 o 15:16 #

      Da grasso to imo śmieć jakich mało. Jest nawet w mojej mieścinie ale jakość a raczej jej zueplny brak odrzuca.

      • xx Grudzień 19, 2008 o 21:09 #

        Zdaje się, że Da Grasso to sieć ajencyjna/franczyzowa więc na dobrą sprawę z góry przychodzi tylko menu i rachunki za prawo do korzystania z marki, a właściciel pizzerii zajmuje się resztą, więc raczej jeśli masz kogoś/coś winić to twoją lokalną pizzerię.

  7. SpeX Grudzień 19, 2008 o 15:44 #

    Da Grassa ma jedną zaletę przywiozą pizze nawet do tramwaju :P Co było wielokrotnie wykorzystywane przez wakacje w ciągu 2 ostatnich lat.

    Wcześniej pizza do tramwaju jeździła na pętle:
    http://www.muzealna.zbiorkom.net/archiwum/26062005/foto6.jpg

    W Da jeszcze podoba mi się to iż dają 2 sosy do wybory przy konsumpcji.

  8. grabek Grudzień 20, 2008 o 07:12 #

    Oj tak.. już wielokrotnie widziałem jak pizza rozwala rodziny. Pizza powinna być zakazana :)

    Jakbyś któregoś dnia potrzebował pomocy specjalistycznej, daj znać, pokieruję cię w odpowiednie miejsca (:

  9. Pyoter Grudzień 20, 2008 o 07:43 #

    Costa! Coraz bardziej Cię lubię! :) Za drum’n’bass i miłość do pizzy ;) Moje życie bez pizzy wyglądało beznadziejnie. Dopiero po zapoznaniu się z tym kulinarnym cudem moje życie nabrało sensu. A było jeszcze lepiej gdy z moją Basią braliśmy w knajpach 2 duże pizze, a Ona zjadała tylko połowę. Jest gorzej odkąd wpadła na pomysł brania swojej niedojedzonej połowy do domu :(
    A o da Majka się nie martw. Smak się ludziom zmienia, a i Ona dorośnie do pizzy. A wtedy będziesz rozpaczał z powodu zbyt szybkiego znikania Twoich części tego przysmaku :)

  10. Piotr / savek Grudzień 21, 2008 o 11:10 #

    Już wiem co dziś będę miał na obiad :D

  11. ciotka's eleni Grudzień 22, 2008 o 07:56 #

    To proste, Majusia nie lubi pizzy bo uwielbia suvlaki (dla niewtajemniczonych to po grecku szaszlyk) a jedno z drugim sie nie kuma z powodow historycznych, ideologicznych i.t.p.
    Przy okazji zycze wszyskim WESOLYCH SWIAT!

  12. SpeX Lipiec 28, 2010 o 01:31 #

    W stanach naukowcy Domino’s Tests potwierdzili iż ludzie mają genetyczne predyspozycje do jedzenia fast-foodów, w tym pizze.

    http://www.youtube.com/watch?v=31JNEVHZxO8

    Więc chyba będziecie musieli jednak zrobić sobie testy DNA :P

    • CoSTa Lipiec 28, 2010 o 06:02 #

      Damn, a już byłem pewny, że to moje dziecko :)

      • SpeX Lipiec 28, 2010 o 06:06 #

        Może po prostu nie odziedziczyła odpowiednich genów. Albo są jeszcze uśpione? I trzeba je po prostu pobudzić odpowiednią ilością pizzy?

        W końcu kto się oprze takim obrazkom?
        http://futomaki.pl/2010/07/27/pociagajacy-ser/

        • CoSTa Lipiec 28, 2010 o 06:11 #

          To pobudzanie odpowiednią ilością pizzy bardzo mi się podoba :). Do programu naprawczego przystępuję zaraz po powrocie da Majka z wakacji :)

        • SpeX Lipiec 28, 2010 o 06:14 #

          Sam po powyższym wpisie mam od wczoraj (a raczej jeszcze zalicza mi się to już za dziś), wprowadzić taki program naprawczy. I próbuję kogoś wyciągnąć do kina i na pizze.

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Wetujący prezydent

Mamy prezydenta, który wetuje. OK, robi dokładnie to, co zapowiedział, że będzie robić więc zdziwienia i darcia szat raczej być...

Zamknij