Menu serwera

Rok 2008 w naszej rodzince…

Zanim pożyczymy Wam wszystkiego naj i zanim wszyscy zdrowo popiją, podsumuje może króciutko rok, który dziś pójdzie sobie precz robiąc miejsce dla tego Nowego. Niestety w tym roku z przyczyn od nas niezależnych imprezki w domu nie robimy (swoją drogą – jakąś się tradycją to powoli staje wśród naszych znajomych, że na Sylwestra wpadają do nas. Dobrze! To motywuje do kupowania coraz to nowszych i głupszych gadżetów, przy których można w kilka osób robić z siebie głupa :)) – złożyły się na to przykre okoliczności i wielka strata dla bardzo bliskiej nam osoby. Taka żyzń a nie mając na nią większego wpływu, może przejdę do sedna.

  • Styczeń to był miesiąc moich eksperymentów z dietą kapuścianą. Dieta działa. Efekt jo-jo jeszcze bardziej. Nie zważając na ból ograniczenia jedzenia wziąłem i się postanowiłem wylansować. Oczywiście nie za swoje a za Wasze pieniądze. Tak jak przewidywałem – czytelników mam niegłupich i nikt nie dał Onetowi ni grosza by mnie lansować. Nic tylko się cieszyć z takich (skąpych) czytelników :). Takoż w styczniu po roku mieszkania wziąłem i się w naszym nowym domku zameldowałem. Ot widać odpowiedzialność dorosłego człowieka mnie dopadła.
  • Nadszedł luty i od razu Rocznica na twarz. Musze przyznać, że piątka to już całkiem ładna cyfra. Przy liczbach zacznę się zastanawiać nad zmianami ;). Takoż to wtedy strzeliło mi po raz pierwszy moje wychuchane mini. Przedrogi komputerek z jabłkiem na obudowie ma w sobie przegówniany napęd sprzedawany w przesadzonych (grubo!) cenach. O dziwo – napędu nie naprawiłem do dziś. jakoś nie czułem potrzeby aż do niedawnego Klęknięcia Drugiego. Takoż w lutym obejrzałem Cloverfielda – to jedyny mi dotychczas znany przypadek, gdy sam sobie wkręciłem takie hype, że trudno o większe. Żeby było śmieszniej – to jedyny mi znany przypadek, gdy niebotyczne hype wzięło i się sprawdziło. Film do dziś pozostaje moim ulubionym i wciągam drania nad wyraz często. Bardziej jednak od potworów przeraził mnie upadek mojego iPoda touch, po którym miałem przed oczami wizję bezsensownie straconych 1200 zyla (tak, tyle kiedyś kosztowały iPody :)). Na szczęście iPody są lepiej najwidoczniej robione niż Maki mini i touchowi niewiele złego się stało. Za to Majka dawała ognia i nie miała zamiaru przestać chorować. Nie wiem co jest z tym dzieciakiem, najwidoczniej trzeba do pieca wsadzać na trzy pacierze. Może to się sprawdzi…
  • Marzec rozpoczęliśmy totalnym dołem spowodowanym kumulacją majkowych chorób. Co się strachu najedliśmy, to nasze i zrobiłbym wszystko, bym więcej nie musiał takich wpisów na blogu umieszczać. Pozostając w temacie chorób – mnie też dopadło ale tym razem zupełnie inaczej, niż zazwyczaj. Oto bowiem doświadczyłem na własnej skórze jednego ze skutków ubocznych choroby, co wprawiło mnie w stan rozpaczy. Ten ciężki stan mógł mi minąć dopiero po zrobieniu sobie dobrze. No i sobie dobrze zrobiłem w stylu oldschoolowym i wprost z przeszłości. Nieco później zjechałem The Mist na motywach Kinga, za co dostałem od kilku fanatyków złych filmów mocno po dupie. Marzec prócz złych filmów to niestety i smutne wydarzenie – odszedł Arthur C. Clarke. Mimo całego smutku nie byłbym sobą, gdybym nie pobawił się w „analizę” i nie przyjrzał się iPodowi i iPhonowi jako platformom do grania. Wnioski chyba wyciągnąłem słuszne widząc to, co się dzieje aktualnie w AppStore i dokąd rozwój iPoda touch zmierza. Marzec zaś zamknęliśmy rozpoczęciem remontu łazienki, który nieco potrwał ale w efekcie czego mamy przynajmniej gdzie w godnych warunkach stolec oddać :).
  • W kwietniu między innymi przeskoczyłem na Wi-Fi, nawiedził nas mój brat cioteczny Dimitris, a ja złożyłem pozew przeciwko wiośnie, która coś przychodzić nie chciała. Kwiecień był i minął niepostrzeżenie. Nastał zaś…
  • Maj, w którym to miesiącu, po długich tygodniach oczekiwania, dostaliśmy do rąk własnych naszą własną łazienkę. Jaka Doropha chodziła dumna, jaka pyszna i jaka z góry patrząca… To w końcu JEJ łazienka, JEJ plan, JEJ dobór kafelek itd. Gratuluję i informuję, że do spłaty kredytu wciąż mamy dalej, niż bliżej :). Z innej beczki – jako że maj to czas kwitnienia magnolii, pojechaliśmy na wycieczkę do Kórnika, by sobie to obejrzeć. Było ślicznie, kwiatowo i w ogóle. Eksperymentowaliśmy także z grillowaniem, co niestety nie wyszło najlepiej ale to chyba zrozumiałe – pierwsze razy tak zazwyczaj mają. W rejonach eksperymentów pozostając – to jakoś tak właśnie w maju wziął i mnie po raz pierwszy przeleciał Voytass. Traumatyczne przeżycie!
  • Czerwiec to miesiąc pylenia na lewo i prawo różnych syfów a to oznaczało i oznacza alergię papy CoSTy. Dało się to jednak przeżyć dzięki fantastycznej mojej rodzince, która wsparła mnie dzielnie w oglądaniu Euro i kibicowała aż miło patrzeć i słuchać :). W czerwcu okazało się, że nasza rodzina powiększyła się o jednego członka (dosyć tajemniczego jegomościa). Ot zdarza się nawet najlepszemu ojcu rodziny, że czegoś nie zauważy. Inna sprawa, że nie można było nie zauważyć uzyskania przez Majkę piątego certyfikatu. A dając sobie nieco spokój z klimatami rodzinnymi i skupiając się na blogu, zaznaczę może tylko, że to właśnie w czerwcu powstał pierwszy mój miksik z muzą. Nie wiem, czy aby strawny ale po ilości ściągnięć sądząc (jakieś 20 :)), zapewne z dwie osoby przez to przebrnęły. Z dumą przyznaję, że jedną z nich jestem ja :).
  • Lato zaczęło się naszym wyjściem na jedną z najfajniejszych animek zeszłego roku – Kung Fu Panda. Majkę wciągnęło na tyle, że oto zrobiła się z niej Kung Fu Majka. W lecie też wymieniłem wreszcie gówniane defaultowe iPodowe słuchawki na coś sensownego. Przypominam bo podmianę nieodmiennie polecam. Zaprawdę powiadam Wam – defaultowe słuchawki Apple są do dupy. Z politycznego podwórka – tegoż miesiąca miał miejsce chyba najbardziej chamski jak do tej pory wybryk Kaczyńskiego prezydenta naszego. Jego przesłuchanie Sikorskiego wzburzyło mi krew bardzo. Takoż krew bardzo wzburzyło mi home.pl, które każe sobie płacić za konta pocztowe, których jedynym plusem jest to, że są. Zadałem kilka pytań firmie w związku z tym po czym pojechaliśmy na zasłużony urlop.
  • W sierpniu z owego urlopu wróciliśmy. Było OK ale chciałoby się więcej. W ramach nabijania urlopowego bonusu wziąłem i dałem się drugi raz przelecieć Voytassowi. Było lepiej niż za pierwszym razem, that’s for sure :). W środku lata odkryliśmy także, że nasza córka przeklina jak mało kto a ja pracuję w dziwnym środowisku. I tym sposobem skończył się letni sierpień, w którym jak widać nic się nie działo i wiało nudą. Jak to w lecie :).
  • Za to wrzesień rozpoczął się z przytupem od wkurwu na Kaczyńskich i ich wyznawców. Serio, te gnomy doprowadzają mnie do wrzenia ilekroć o nich słyszę lub ich widzę. Aby złagodzić soki żołądkowe wziąłem i kupiłem jedną z najlepszych płytek zeszłego roku. Od razu zrobiło mi się lepiej, tym bardziej, że mogłem ja rozdać. Majka trafiła do starszaków, w rodzinie znów przybyło, a ja zostałem radnym :). Z ciągłym chorowaniem Majki zaczęliśmy robić porządek idąc do uznanego specjalisty. Dostaliśmy diagnozę i od razu skierowanie na zabieg. Konkrety! To lubimy! Tym bardziej, jeśli robi się z siebie idiotę :).
  • W październiku odkryłem, że mam władzę! Co prawda niewiele z tej władzy dla mnie wynika ale sama świadomość bycia władnym rządzi :). Ale i tak cała ta władza mi na nic przy cudzie natury, jakim jest (czy też do niedawna był) największy żywy organizm na Ziemi. Z innej beczki – zauważyłem, że szlag mnie często trafia i postanowiłem coś z tym zrobić. O dziwo, zamierzenie się powiodło i jest dziś systematycznie wdrażane w postaci łażenia na treningi Aikido. O ile ja się trenując uspakajam, o tyle sporo fanbojów pewnie dostało białej gorączki na widok bardzo krytycznego wpisu Brzozy o iPhone. Nie wiem czemu tan matoł więcej nie pisze. Co napisze trafia na Wykop i mam ruch na blogu jak w ulu :). O ile Brzoza znęcał się nad iPhone, o tyle ja do dziś pozostaję w zachwycie nad nowo nabytym telewizorem i PlayStation 3. Jednak jako że jesteśmy rodziną marudów, nie mogłem się nie poznęcać nad kupowymi notebookami, jakie przy okazji kupowania TV i PS3 pooglądałem. Koszmar! Nastroje poprawiliśmy sobie rodzinnie idąc z Majką po raz pierwszy do IMAXa na film 3D. Było super a Majka wyszła zachwycona. Jakoś też w październiku zostałem dziennikarzem za co musiałem zapłacić cenę sławy.
  • W listopadzie działo się niewiele. Ot rozbawił mnie do łez biznes prowadzony z iście polskim rozmachem, choć i tak bardziej zazdrościłem Ameryce (ale to po wyborach ichniego prezydenta). Od biznesów i wyborów zeszliśmy z Zenem na nieco niższy poziom i Zen zrobił a ja się podłączyłem do Ubuntu Release Party (czyt. „picie piwa koło rzutnika” :)). W listopadzie odkryłem uroki PlayStation Store i wydałem kasę na jakąś ulubioną moją staroć. Zacząłem też realizować plan łażenia na treningi i powiadam Wam – to był doskonały pomysł.
  • Grudzień minął pod znakiem Wielkiej Awarii Maka mini i dwóch tygodni bez komputera. Dałem radę! Przeżyłem! Jak widać da się żyć i bez komputera ale co to za życie? :) Grudzień to taki refleksyjny miesiąc, w którym nachodzą mnie czasem dziwne myśli. Na ten przykład taka, że prasa marnuje czas. Tak jak i wszelki inny nadmiar zbędnej informacji. Ten refleksyjny klimat potrafi doprowadzić w niesprzyjających okolicznościach do solidnego doła, więc z kombinatoryką radzę uważać. Na szczęście prócz kombinowania można też sprawdzić doświadczalnie, czy własne dziecko aby na pewno jest dzieckiem własnym. U mnie wyszło, że NIE JEST! Do dziś patrzę na Dorophę nieufnie :). Ale grudzień to także miesiąc Świąt i znajdywania różnych fajnych rzeczy pod choinką. No i oczywiście całorocznych podsumowań :).

A więc podsumowując – rok udany choć jakby nieco tracimy tempo w końcówce. Do niedawna uważałbym to za niedobry znak i potrzebę rozbujania aktywności ale już tak nie mam. Rzeczy muszą toczyć się swoim tempem, dzieci z chorób muszą wyrastać, kredyty muszą się powolutku spłacać a trudności dnia codziennego nijak się nie mają do ogólniejszych trendów. A te w końcówce 2008 wyglądają mniej więcej tak: uspokojenie sytuacji w domu, wyłaniająca się potrzeba zmiany pracy w moim przypadku, całkiem miłe perspektywy w przypadku pracy Dorophy, brak większych stresów prócz tych związanych ze zdrowiem Majki. Życzyłbym sobie bardzo, by przyszły rok był jeszcze spokojniejszy a flow trwał. Jedno, co na pewno w przyszłym roku zrealizujemy rodzinnie to rozkręcenie naszych zainteresowań. Doropha chce się wziąć za malarstwo, ja z chęcią siądę do gitary (strasznie mnie ostatnio naszło), być może zaatakuję jakiś pas w Aikido, Majka zaś – jeśli zabieg dojdzie do skutku i przestanie cięgiem chorować – zacznie się wzmacniać fizycznie na różne sposoby. Mamy pod bokiem basen, w Aikido ją już wkręciłem, zaczniemy być może w końcu robić te wymarzone moje wycieczki po okolicy. Tak więc nadchodzący rok 2009 to będzie rok da Majka. A dla siebie i żonki planuję z dwa tygodnie na greckiej wyspie i – jak bóg da a plemniki nie nawalą – może wreszcie drugiego potomka? Oj, chcemy już bardzo…

Życzymy Wam wszystkiego najlepszego w tym nadchodzącym 2009 roku! Spełnienia planów, zdrowia i kasy w bród. Reszta już się sama doskonale poukłada :)

, ,

3 odpowiedź do Rok 2008 w naszej rodzince…

  1. SpeX Grudzień 31, 2008 o 18:46 #

    A dostałeś tą odpowiedź od Home?

  2. marcinwolski (sickb0y) Styczeń 1, 2009 o 11:40 #

    Tak czytam, czytam i sobie myślę „pamiętam to”, „o, faktycznie o tym też było”. Czytuję Twojego bloga już grubo ponad rok i chyba mogę się nazwać wiernym czytelnikiem ;)

    A co do malowania Dorophy to podpisuję się pod tym łapami obiema. Strasznie wciągające hobby :)

  3. CoSTa Styczeń 2, 2009 o 09:05 #

    [b]spex[/b]: Dostałem. ba! Chłopaki mnie zadali kilka pytań w temacie „ale dlaczego niby nasza usługa jest taka be?”. Miałem odpowiedzieć i mam to w todosach ale jakoś nie mogłem się do tej pory zabrać.

    [b]sickb0y[/b]: Bardzo dziękuję za bycie z nami przez ten cały czas. Wbrew pozorom ma to spore znaczenie dla naszej rodzinki, że kogoś poza nami samymi nasze losy w miarę interesują :).

    Sztalugi żonka dostanie. I coś do chlapania. Jakieś tam ślady smykałki do psucia płótna ma więc liczę na to, że ściany nam zapełni :)

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
TweetDeck – airowy klient Twittera

Się wziął i mój ulubiony Twitterrifc zepsuł. Diabli wiedzą, co mu się przydarzyło - usuwanie programu, plików konfiguracyjnych i inne...

Zamknij