Łajza miałczy sopranem :)

Pamiętacie takiego jed­nego kotka, któ­rego wzięło mi się i z nie­wy­tłu­ma­czal­nej do dziś dla mnie dobroci serca — przy­gar­nęło? No więc kotek wziął i nam urósł, zro­bił się z niego zbój co się zowie, za co dostaje sys­te­ma­tycz­nie ode mnie bęcki, za co oczy­wi­ście nie­na­wi­dzi mnie ser­decz­nie ale co z kolei powo­duje prze­la­nie uczuć jego na żonę moją Dorophę, która dałaby sobie kotu na łeb wejść i sama z chę­cią by go przy tym pod­sa­dziła. Że co, że zda­nie zbyt wie­lo­krot­nie zło­żone i zamo­tane? To zupeł­nie tak samo, jak nasze sto­sunki z Łajzą.

Łajza ogól­nie rzecz bio­rąc wyra­sta na kota mocno przy­wią­za­nego ale tylko do żeń­skiej czę­ści mojej rodziny. Głupi naj­wi­docz­niej zwierz nie jest a i powody do takiego zacho­wa­nia ma, co przy­znaję i ja. No nie­stety, trudy wycho­wa­nia kota w posza­no­wa­niu cało­ści naszych mebli (nawet jeśli są stare, brzyd­kie, brudne i w ogóle) oraz w uświa­do­mie­niu mu, że kąty poko­jów to nie kible, hero­icz­nie wzią­łem na sie­bie. Efekt jest taki, że kot ser­decz­nie mnie nie­na­wi­dzi ale za to pod­łogi zry­wać nie musimy a i mebli w naj­bliż­szym cza­sie nie będziemy musieli wymie­niać bo chyba sza­cun dla cudzej wła­sno­ści kotu do łba wbiłem.

Tak jak tytuł wpisu suge­ruje — kot został wczo­raj potrak­to­wany lan­ce­tem po tym i owym. Zawiezion kole pięt­na­stej do wete­ry­na­rza został a kole dzie­więt­na­stej było już zwie­rzę do odbioru. I po raz chyba pierw­szy w życiu zro­biło mi się jakie­goś stwo­rze­nia innego niż czło­wiek auten­tycz­nie żal. O kierwa, widzia­łem już nasze wcze­śniej­sze kotki po zabie­gach ale to wła­śnie Łajza uświa­do­mił mi, że za tymi słod­kimi kocimi pyszcz­kami kryje się jakaś namiastka inte­li­gen­cji, a owa namiastka mówiła nam wczo­raj po powro­cie do domu mniej wię­cej coś takiego:

Ku*** mać, co te sukin*** mi zro­biły! Pier*** zbo­czeńcy! O ja jeb***, ale mi się w basi kręci… Ty głupi gruby bucu, ty mnie nie­na­wi­dzisz i przy­naj­mniej wiem, że to twoja wina. Ale ty paniu­siu też prze­ciwko mnie? Przecież tak ład­nie cię wytre­so­wa­łem — dajesz mi jeść na każde miałk­nię­cie, na dwa miałk­nię­cia usłuż­nie zmie­niasz mi menu, na trzy miałk­nię­cia grzecz­nie dra­piesz mnie, gdzie tylko sobie zaży­czę a prze­sta­jesz, kiedy tylko machnę pazu­rem czyli kiedy przej­dzie mi ochota, na fajkę zaś wycho­dzisz wtedy, kiedy to mnie się na dwór wyjść zachce i kiedy pogo­nię cię kil­koma miałk­nię­ciami. Kur***, naj­wi­docz­niej za mało was tre­so­wa­łem. O fak, idę rzu­cić pawia…

Wiem, nie uwie­rzy­cie mi ale auten­tycz­nie można to było wczo­raj z pyska kota wyczy­tać. I wiele wię­cej innych jego „prze­my­śleń”, przy któ­rych nawet mnie się zro­biło nie­swojo bo w życiu takich wią­za­nek nie słyszałem.

Łajza nie zmie­nił się zbyt­nio ale na kilka dni na pewno przy­cich­nie. Żar­cie inne (ponoć kastraty muszą jakieś spe­cjalne żreć) i nie­zbyt wcho­dzi. Dupa chyba jakaś nie­swoja bo trza ją naj­le­piej na moment posa­dzić. Ogólne zaś samo­po­czu­cie póki co nie­naj­lep­sze. Za to widzę wciąż w kocich oczach nieme pyta­nie: „to teraz co, może łapy?”. Zastanawiam się wtedy, czy kot widzi w moich niemą na to odpo­wiedź: „nie zasrańcu, będą z cie­bie kap­cie a łapy będą robiły za sznurówki”.

Jakoś sobie żywot uło­żymy. Musimy.

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

8 Komentarzy do “Łajza miałczy sopranem :)”

  1. Marcin W (sickboy) 25/01/2009 do 12:18 # Odpowiedz

    Biedny Łajza, tak go bez­czel­nie pozbawić… ;)

  2. waltharius 25/01/2009 do 12:37 # Odpowiedz

    Jestem w sta­nie w to uwie­rzyć. A jakże. Szkoda Łajzy ale powi­nien się uspokoić.

  3. sparhawk 25/01/2009 do 12:43 # Odpowiedz

    A jakieś zdję­cia wyro­śnię­tej łajzy?
    Fajnie, że jakaś wieść z frontu wycho­wa­nia kota.

    PS. Kota nie da się wycho­wać, można jedy­nie pró­bo­wać :p, ale on i tak się zemści;)

  4. grabek 25/01/2009 do 13:18 # Odpowiedz

    Kot to nie zwie­rze do wycho­wy­wa­nia. Kotu można się co naj­wy­żej pod­po­rząd­ko­wać i uda­wać, że to wychowanie.

    4 mie­siące temu prze­ję­li­śmy 2 głu­pie koty od zna­jo­mej. Te tępe futrzaki wska­ki­wały na wszystko i robiły wszę­dzie. Udało nam się jedy­nie wbić im w ogony gdzie jest kuweta i przy­zwy­czaić do tego, że jeśli ktoś strzela pal­cami to trzeba wiać. (np, do kuchni też boją się wejść)

    Ale to nie wycho­wa­nie, to terrorresura!

    Mój ory­gi­nalny kot, który aktu­al­nie rezy­duje u Babci Hugona, to już inny rodzaj imper­ty­nen­cji. Jest czarno-biała a cha­rak­ter ma Garfielda. Nie lubi się tulić, chyba że to ona tego chce, i nie lubi latać za wstąż­kami. Ogólnie to robi co chce (głów­nie śpi) ale przy­naj­mniej nie wcho­dzi na stół — nawet jak jest na nim rybka…

  5. CoSTa 25/01/2009 do 13:41 # Odpowiedz

    walth
    Uwierz mi, kastra­cja to nie jest spo­sób na uspo­ko­je­nie kota :). Ominęło nas chyba naj­gor­sze, czyli zna­cze­nie terenu. Kumpel mi opo­wia­dał, co miał w cha­łu­pie gdy jego kota dopa­dło a on z kastra­cją zaspał. Whoa, dobrze, że mamy taras solidny — przy­naj­mniej byłoby gdzie kota przetrzymać :)

    spar­hawk
    A kur­czę nie mam kiedy do fotek siąść. Narobiło się ich ostat­nio sporo, także z kotem ale no nie ma kiedy obro­bić, opi­sać, na Picasę wrzu­cić. Może teraz po tar­gach tro­chę wol­nego się znajdzie…

    gra­bek
    „Terrortresura”? Śliczne :)
    Ale działa! A czy zwie się tak, czy owak — ot seman­tyka. No i kota idzie wytre­so­wać jak trzeba. Mój nie­od­ża­ło­wany Huncwot naj­lep­szym przy­kła­dem. Przed znik­nię­ciem to był prze­cudny kot, dosko­nale wycho­wany, obyty w towa­rzy­stwie i w ogóle. A początki mie­li­śmy różne.

    • macieksz 26/01/2009 do 10:48 # Odpowiedz

      Mój kot ma już koło 13 lat i muszę powie­dzieć że też kie­dyś tak do niego pod­cho­dzi­łem w sumie cią­gle widzę to spoj­rze­nie typu: „Ty chu..!”, nie­stety to prawda nie da się ich wycho­wać.
      Ja na swoje wołam Szmato, i nawet mu się to spodo­bało a nie myśla­łem że tak łatwo da się go prze­chrzcić.
      Złośliwy jest jasna cho­lera, gdy nie wpu­ścisz go do pokoju leje do butów — obec­nie została mi jedna nie zasi­kana para.
      Nie dzia­łają na to żadne odstra­sza­cze itd…

      Co do żar­cia to nie prze­sa­dzaj­cie z dawa­niem mu jedze­nia, bo się wam roz­tyje i będzie z niego wiel­kie bydle, a prze­cież wszy­scy wiemy że małe koty, chu­dziut­kie kotki są wła­śnie fajne. :)

  6. sparhawk 25/01/2009 do 15:34 # Odpowiedz

    Taa koty potra­fią zna­czyć teren :/ i nie­stety dla kota kastra­cja jest tylko roz­wią­za­niem, choć też nie daje 100% pew­no­ści. Pocieszające jest to, że wete­ry­na­rze twier­dzą, że to w sumie ulga dla kota, bo go hor­mony nie męczą. I w sumie to pozwala mu nor­mal­nie żyć ;)

    • waltharius 25/01/2009 do 21:05 # Odpowiedz

      Mówiąc szcze­rze, to chyba w du***e miał­bym takie pocie­sze­nie i ulgę :D Ale patrzę z inne poziomu, że się tak wyrażę ;-)

Dodaj komentarz