Menu serwera

O krawcowych słów kilka

Coś Wam powiem o krawcowych. Co, młódź nie wie co to takiego? Krawcowa (gatunek wymierający: krawiec) to taka osoba, która szyje lub naprawia/przerabia ubrania. A tak kochane moje dzieciaczki, ubrania nie rodzą się na wieszakach w centrach handlowych. Ktoś je musi zaprojektować i uszyć. Co prawda dziś w 99% zajmują się tym Chińczycy i ich fabryki napędzane nieopłacanymi ludźmi, niemniej jak się okazuje kolesie zasuwający za dolara dziennie nie są aż tak sprawni i zbyt dobrych tych ubrań nie robią. Trzeba je czasem naprawić, czasem przerobić z XL na XXL (bo XL mierzone było jakąś chińską miarą i na normalnego człowieka nie włazi), tudzież trza zrobić z materiałem coś innego. Od święta krawcowa (gatunek wymierający: krawiec) coś uszyje we własnym zakresie od początku, do końca. Wierzcie lub nie drogie dzieci, jeszcze nie tak dawno temu było to całkiem normalne postępowanie.

Czasy się jednak zmieniają i dziś o dobrą krawcową bywa trudno. Jednak w otoczeniu różnych Tesco, Biedronek czy innych Chat Polskich wzięła i na ulicy Naramowickiej w Poznaniu taka jedna się zdarzyła. Krawcowa z krwi i kości, potrafiąca ocenić klienta na pierwszy rzut oka.

Dziś oceniała mnie. Zrobiła to bez pudła.

Miałem odebrać spodnie. Byłem umówiony na jutro. Oczywiście ze łba data mi wyleciała i prócz kategorycznego żoniniego imperatywu do krawcowej pójścia, niewiele więcej pamiętałem. Więc polazłem. Pani spojrzała na datę odbioru, spojrzała na mnie, oceniła szybko swoje szanse i rzekła, że na miejscu mi wszystko śmignie. Śmigając zaś wdała się ze mną w rozmowę.

Do jednego muszę się przyznać – mam ojca z Kieleckiego. Nie to, żeby to zaraz jakaś obelga była czy straszna sprawa. Po prostu miecie staruszka z takich okolic (konkretnie – Skarżysko Kamienna) implikuje pewne zachowania. Jednym z takich zachowań jest kłapanie pyskiem przy lada okazji i z każdą napotkaną osobą, z którą warto słowo zamienić. Tym sposobem i przez ojcowe wychowanie w kieleckim duchu, pogaduję sobie z taksówkarzami, krawcowymi, sprzedawczyniami, kolesiami obalającymi coś w bramie a od każdego dowiaduję się czegoś mniej lub bardziej interesującego. Nie inaczej było i tym razem, kiedy to ni z gruchy, ni z pietruchy rozgorzała namiętna dywagacja o tym, czy krawcowe mają w gospodarczym kryzysie przerąbane, czy też nie.

Gdyby to kogoś interesowało to spieszę wyjawić, że nie mają żadnych problemów. Się bowiem okazuje, że nieważne, czy jest kryzys, czy też go nie ma, człowiek na dupę zawsze coś chce wciągnąć i zawsze ale to zawsze nie będzie zadowolony z okolic pasa swego. Raz więc objętość rośnie pod niebiosa i karnie śmigają klienci do krawcowych ulubione portki poszerzać, innym razem znów w lustrze widząc tłustą prawdę, ogarnia ludzi szał odchudzania, który kończy się… No oczywiście – wizytą u krawcowej! Tym sposobem przestałem się dziwić stercie ubrań przyszykowanych do obrobienia i na oko zapewniających z tydzień solidnej pracy. Krawcowa – tak samo jak piekarz czy grabarz – zajęcie będzie miała zawsze.

Byłem o krok od obsługi urządzenia szyjącego, które ciągło nitki z trzech … eee … Dora, jak się nazywa to coś na co są namotane nici? … ok, mam – z trzech szpulek. Yeah, wyższa szkoła jazdy, nie? Nie jakaś tam jedna nitka w zwykłej maszynie do szycia tylko trzy na raz! Cholera, wynegocjowałem warunki szycia i już miałem się zabrać do spróbowania gdy wlazły mi jakieś paniusie (jedna wyglądała na fazę zwężania, druga na poszerzania). Tym sposobem nie nauczyłem się w życiu czegoś nowego i nie spróbowałem jak to jest szyć ściegiem z trzech nitek. A bezbłędną diagnozę swojego klienta byłem gotów krawcowej wynagrodzić od ręki skromnym ale od serca dawanym napiwkiem czy jak to nazwać. Krawcowa wykazała się pełnym profesjonalizmem – nie wzięła ani złotówki więcej i zakazała kontaktów z innymi krawcowymi. Ja oczywiście się posłucham, wszak krawcowa zdiagnozowała mnie bezbłędnie.

Trudno, niemożność poszycia sobie trzema nitkami na raz nadrobię kolejnym razem. Wszak krawcowa wciąż tam będzie. Niezależnie od kryzysu, czy jego braku.

,

5 odpowiedzi do O krawcowych słów kilka

  1. grabek Styczeń 28, 2009 o 20:43 #

    „czy jest kryzys, czy też go nie ma, człowiek na dupę zawsze coś chce wciągnąć”
    …i chce żeby mu rury naprawili, żeby ktoś mu chleb upiekł, żeby mu świnkę zabili… nawet gdyby był „krysys”, pracy jest od zarąbania…

    Co do krawcowej samej w sobie. Skoro taka ona dobra, dajże no do niej numerek, adresik, imię lub długość i szerokość geograficzną. Bo w sklepach mnie okradają i marzy mi się szyte na miarę.

  2. Livio Styczeń 28, 2009 o 21:06 #

    Uwielbiam takie felietoniki.

    Wiesz, CoSTa, akurat ludzie wychowani w duchu gadania bez powstrzymywania, są fajniejszymi ludźmi. Bo nie musisz takiego delikwenta znać by pogadać z nim o pupie maryni, a jeszcze się pewno uśmiechnie, (po)życzy miłego dnia czy chlapnie komplement ;) .

  3. Marcin W (sickboy) Styczeń 28, 2009 o 21:30 #

    Niedaleko mnie mały zakładzik ma pewna szewcowa. I też na robotę nie narzeka (tzn. tak mi się wydaje bo zakład cały czas stoi). Ktoś musi przecież poprzybijać odpadnięte fleki, czy załatać cieknącą podeszwę.

  4. CoSTa Styczeń 29, 2009 o 08:43 #

    grabek
    A popatrz, jaki tam numerek to nie wiem. Ale to przystanek 67/51 zaraz obok skrzyżowania Naramowicka-Karpia. Żółty domek przy przystanku. Wejście gdzieś do sutereny i ogólnie underground aż miło patrzeć :)

    livio
    Żona ci moja powie, że ze mnie mruk na codzień :). W towarzystwie to i owszem, pysk rzadko się zamyka ale w domu mają ze mną krzyż pod tym względem. Kurczę, jestem toczka w toczkę jak mój stary, także wagowo :/

    marcin
    Otóż to, usługi będą zawsze potrzebne. Się okazuje, że im bardziej kryzysowo, tym bardziej takie usługi zyskują. Buty chętniej naprawiamy niż kupujemy nowe itd. Kryzys rozpętali szewcy do spółki z krawcowymi, ja ci mówię :)

  5. Mama Wula Styczeń 29, 2009 o 09:57 #

    kostuniu ! Odczytalam tacie przez telefon Twoje dygresje na jego temat i wyobraż ,że się wzruszył.Odnośnie spodni, a sądzę ,że wiem o które chodzi, wyrażam swoje oburzenie ,że tak póżno trafiły do krawcowej.Felietonik o krawcowej cudny. Mama Wula

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Po co są serwisy społecznościowe?

Spokojnie, nie będę udawał tu fachury znającego się na wszystkim, który zjadł wszelkie rozumy i jest wyrocznią internetu. Ja wiem,...

Zamknij