Zack and Miri Make a Porno

Zack and Miri Make a Porno

Kevin Smith did it again! Kochani, z nie­kła­maną przy­jem­no­ścią mam zaszczyt przed­sta­wić Wam kolejne cie­płe, prze­ga­dane, prze­po­prze­kli­nane, mocno jeż­dżące po kino­wych tabu i przede wszyst­kim — auten­tycz­nie zabawne dziełko tego pana. Któż nie pamięta Sprzedawców, W pogoni za Amy czy Dogmy… Także tym razem mowa jest o uczu­ciach, także tym razem mówi się o nich w spo­sób mało kon­wen­cjo­nalny i także tym razem boha­te­ro­wie to banda nie­udacz­ni­ków mają­cych pro­blem z osią­gnię­ciem „suk­cesu”, jakim byłoby cho­ciażby zapła­ce­nie rachunków.

Zack and Miri Make a Porno (Zack i Miri kręcą porno) to kome­dia roman­tyczna, w któ­rej roman­tyzm dosyć spore ma pro­blemy z prze­bi­ciem się przez zwy­cza­jowy u Smitha potok blu­zgów leją­cych się z ekranu niczym sze­roki wodo­spad. Ba! Żeby tam tylko o blu­zgi cho­dziło… Jako się w tytule rze­kło, boha­te­ro­wie posta­na­wiają skrę­cić por­nola i zasad­ni­czo za to się zabie­rają. Trochę goli­zny i kilka ruchów fryk­cyj­nych więc na ekra­nie zawita acz nie w ilo­ściach mogą­cych przy­pra­wić posła Gowina o zawał. Cymański jed­nak pew­nie prze­ciwko fil­mowi cięż­kie działa by wyto­czył, gdyby tylko gdzieś w kącie go nie oglą­dał bawiąc się tym i owym.

Spokojnie, humor nie się­gnął tu dna a dia­logi nie są li tylko lita­nią faków. Jest dokład­nie prze­ciw­nie — film skrzy się żywio­łową wymianą zdań, smi­thowy humor wsko­czył na nowy level a otoczka wul­ga­ry­zmów i prze­sy­ce­nia wszyst­kiego sek­sem dodaje tylko kolo­rytu świet­nym scen­kom rodza­jo­wym w rodzaju tej z Justinem Longiem w roli zachłan­nego homo­sek­su­ali­sty. Od razu widać też zdrowe podej­ście samych akto­rów do sie­bie — w rze­czo­nej sce­nie Justin Long strzela foty iPho­nem a kto ma blade poję­cie o kom­pu­te­rach ten wie, że Long jest „I’m a Mac” z cyklu rekla­mó­wek Get a Mac. Smaczków w fil­mie jest zde­cy­do­wa­nie wię­cej i praw­dziwą przy­jem­ność spra­wia ich wyszu­ki­wa­nie. Choć jed­nym z imo naj­więk­szych jest aku­rat ten, któ­rego zbyt­nio szu­kać nie trzeba, czyli pierw­szy sce­na­riusz por­nola, który jest po pro­stu spor­no­lo­waną wer­sją Gwiezdnych Wojen. Nie mam poję­cia czy ist­nieje jaki­kol­wiek film Smitha, w któ­rym nie było choć przez moment nawią­za­nia do Gwiezdnej Sagi. Tu nawią­za­nie jest zro­bione po pro­stu cud­nie a pod­świe­tlane sztuczne penisy robiące za mie­cze świetlne zmu­szają po pro­stu do zdro­wego uśmie­chu od ucha do ucha.

Fabuła? Jest, pew­nie że jest. Zack i Miri to dwójka mło­dych, nic nie potra­fią­cych i nie mogą­cych cze­go­kol­wiek osią­gnąć ludzi, któ­rzy żyją ze sobą na dobre i na złe od wie­ków i któ­rzy udają przed sobą nawza­jem, że ich zwią­zek nie ma żad­nych uczu­cio­wych kono­ta­cji. Pewnego pięk­nego zimo­wego dnia tra­fiają na spo­tka­nie ich lice­al­nego rocz­nika, prze­ko­nują się jakimi są fra­je­rami a w mię­dzy­cza­sie dostają pre­zenty na Dzień Dziękczynienia w postaci wyłą­cze­nia wszyst­kiego, co można wyłą­czyć za zale­głe nie­za­pła­cone rachunki. Dolina. I wtedy Zack wpada na pomysł, by nakrę­cili por­nola — wszak niżej upaść już nie mogą. Wciągają w biz­nes kilka innych oso­bo­wo­ści i zaczyna się jazda.

Oczywiście wszystko dobrze się skoń­czy i jest prze­wi­dy­walne z góry i do bólu ale nie o to w tym fil­mie cho­dzi, by zaska­ki­wać widza nagłymi i nie­ocze­ki­wa­nymi zwro­tami sce­na­riu­sza. Od początku do końca cho­dzi o to, by stwo­rzyć świetną i luźną atmos­ferę, w któ­rej z nieco tra­gicz­nym humo­rem główni boha­te­ro­wie odnajdą się po latach życia ze sobą. I to wypala w całej roz­cią­gło­ści! Po skoń­czo­nym sean­sie wraz z Dorophą sie­dzie­li­śmy jesz­cze chwilę cie­sząc się jak bał­wany roz­czu­lone cie­płem wyle­wa­ją­cym się z każ­dego zaka­marka ekranu. I tylko jeden czło­wiek na świe­cie potrafi doko­nać tego, że owo cie­pło potrafi dotrzeć z naj­więk­szą mocą wła­śnie wśród steku prze­kleństw i pomię­dzy ana­lem a trze­pa­niem sobie wza­jem­nie konia przez bandę pokrę­co­nych oso­bo­wo­ści, wśród któ­rych jest i niu­nia potra­fiąca pusz­czać bańki wia­domo któ­rędy. Ave Kevin Smith! Let there be fuck! :)

Ocena w skali 1–10: 8

film w ser­wi­sie imdb.com
film w ser­wi­sie filmweb.pl

No i mały tra­ile­rek wpro­wa­dza­jący w kli­maty filmu.

, ,

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

11 Komentarzy do “Zack and Miri Make a Porno”

  1. byte 11/01/2009 do 18:45 # Odpowiedz

    O wła­śnie. Gdy pierw­szy raz usły­sza­łem o tym fil­mie (dawno, dawno temu), to stwier­dzi­łem, że muszę to zobaczyć.

    A potem zapomniałem.

    Ale nic, przy­po­mnia­łeś. Dzięki!

    • CoSTa 11/01/2009 do 18:56 # Odpowiedz

      Oj Byte, bar­dzo warto! I KONIECZNIE z żoną o ile nie odstra­sza jej Smith i jego nad­miar fuc­ków w fil­mie :). To umiar­ko­wa­nie wzru­sza­jący i bar­dzo zabawny fil­mik, który zosta­wia w czło­wieku kupę pozy­tyw­nych wibra­cji. Do oglą­da­nia we dwoje jak zna­lazł (choć z Dorophą oglą­damy cza­sem dziwne rze­czy we dwoje :)).

      BTW — zaczy­nam być pod DUŻYM wra­że­niem chło­pa­ków dzier­ga­ją­cych napisy do fil­mów. Kurczę, tu tra­fi­li­śmy na pełen pro­fe­sjo­na­lizm i suby wręcz dosko­nałe. Łał, daleko zaszło pol­skie piractwo :)

      • SpeX 11/01/2009 do 23:19 # Odpowiedz

        No wia­domo jak napisy są stwo­rzone przez Quentin i JediAdam to na pewno są dobre.
        Do takich napi­sów już ciężko się doczepić.

        Zawsze naj­lep­sze napisy są sygna­tu­ro­wane przez grupy Kinomania czy Hatak.

  2. Łukasz Horodecki 11/01/2009 do 19:43 # Odpowiedz

    To już są DVDRipy „Zack and Miri”, czy zado­wo­li­łeś się czymś poślednim?

  3. Łukasz Horodecki 11/01/2009 do 21:12 # Odpowiedz

    Hmmmm… Szwedzi mają tylko R5.

    • CoSTa 12/01/2009 do 08:22 # Odpowiedz

      Od BaLD? Bierz śmiało, jakość OK.

      • PeterCub 12/01/2009 do 18:24 # Odpowiedz

        Szkoda, że dźwięk jest na razie mono­fo­niczny. Poza tym moim zda­niem ten film nie ma zakoń­cze­nia, albo jest kiep­skie. Cała reszta odjaz­dowa, można się uśmiać do łez z dia­lo­gów, albo skrzy­wić się, w każ­dym razie film wywo­łuje emocje.

      • Łukasz Horodecki 12/01/2009 do 19:01 # Odpowiedz

        Jestem zło­dzie­jem z zasa­dami — nie biorę niczego poni­żej DVDRip ;)

  4. PeterCub 12/01/2009 do 01:12 # Odpowiedz

    Że zacy­tuję: „Somebody who works for the movies stu­dios or w/e sne­aks one and rips it.” Dostępne od wczoraj…

  5. Pitmac 18/01/2009 do 13:27 # Odpowiedz

    Oj fakt zacny film! Teksty dopro­wa­dzały mnie do łez:)

Dodaj komentarz