Menu serwera

Alien 5 – brzuchhagger attacks!

Do tej pory powstały cztery części filmowej sagi o wzajemnym współżyciu dwóch gatunków: ludzkiego i alienowego. Cztery razy w dupę dostawał gatunek alienowy – bogu ducha winny bo przecież zgodnie z instynktem funkcjonujący. Niemniej to właśnie alieny były do tej pory chłopcami do bicia, którzy zawsze mocno narozrabiali ale równie zawsze i równie mocno byli za to karani. Ba! Nawet chyba mocniej – za każdym razem gatunek ocierał się o wyginięcie…

Jedną z najfajniejszych cech alienów była świetna koegzystencja z gatunkiem ludzkim. Obydwa gatunki współżyły sobie wzajem nie wadząc, dopóki jeden z gatunków nie wpadł na pomysł rozmnożenia się. Traf chciał, że były to alieny i od tej głównie strony poznaliśmy ten jakże zacny gatunek. Jeśli ktoś pamięta dokumentację filmową to pewnie pamięta, że działo się to w jak najbardziej cywilizowany sposób. Otóż do przedstawiciela gatunku ludzkiego dosysała się alienowa forma zwana facehuggerem. Facehugger wprowadzał do ciała człowieka jakieś niewiadomoco, co po kilku dniach (a w niektórych odcinkach sagi nawet po kilku godzinach) wyłaziło z człowieka w nieco przesadzonym krwawym spektaklu.

Tyle łączy nasze gatunki!

Nie inaczej odbywa się przecież rozmnażanie i u naszego gatunku. U nas także jakiś hugger wprowadza niewiadomoco do ciała człowieka, co po mniej więcej dziewięciu miesiącach kończy się – a jakże – nieco przesadzonym krwawym spektaklem.

Z takich to między innymi względów rosnące w brzucholu Dorophy dziecię zwiemy Alienem.

Alien to póki co pokraka strasznie mała. Ale nie dajcie się zwieść tej maleńkości! Alien ma po swojej stronie znaczną przewagę taktyczną. Po pierwsze – jest nie do ruszenia. Okopał się na swoich pozycjach ukrytych gdzieś głęboko w mymłonie Dorophy. Po drugie – stosuje niezgodne z wszelkimi konwencjami zagrania: na szeroką skalę używa broni chemicznej, która ma zgubny wpływ na morale żonki mojej oraz całkiem już widoczny wpływ na jej obwód, co jest dodatkowym czynnikiem depresyjnym.

Alien wypowiedział swojemu hostowi wojnę!

Wojna jest totalna i niezgodna z podręcznikami sztuki wojennej. W podręcznikach piszą coś o porannych nudnościach jako o efekcie stosowania hormonalnej broni chemicznej przez Aliena. Problem w tym, że nasz Alien nie zna pojęcia „litość” i buzuje hormonami Dorophę przez dzień cały i większość nocy. Swoją żonę widuję teraz w stanach „zielony”, „zielony nieco bardziej”, „przedpaw” i „odruch cofania” (nie doszło chyba jeszcze do finalnej eskalacji alienowej gastrycznej przemocy). Ma to fatalny wpływ na morale mojej małżonki i wpływa wręcz niszczycielsko na jej samopoczucie. Ale nie ta broń jest najgorsza. Najgorsze okazuje się być…

Tycie!

Doropha sterowana przez Aliena zaczęła bardzo często witać się z lodówką. Bardzo w związku z tym szybko stało się widoczne, że z lodówką wita się chyba (według niej) zbyt często. Efektem jest już nawet nie strach ale wręcz panika, że oto coś się zaokrągliło i na pewno już się nie wyprostuje. Alien doprowadza moją żonę do stanu, w którym racjonalne tłumaczenie jej, że to całkiem miłe móc sobie dotknąć takiego lekko zaokrąglonego i jędrnego czegoś, co jeszcze niedawno nie było w dotyku aż tak fajnie jędrne, spotyka się ze ścianą prawie że nienawiści. Do Dorophy nie dociera, że w poprzedniej wojnie alienowej łatwiej ją było przeskoczyć niż obejść, a mimo to po ciąży raz dwa fajna się z niej laska zrobiła na powrót. Widać Alien dokonuje jakichś psychicznych manipulacji i wyłącza logikę oraz ośrodek pamięci w wygodnych dla niego momentach. Albo trafił na podatnego hosta, albo to jakiś uraz po poprzedniej wojnie z Alienem wabiącym się da Majek.

I tak wygląda początek tej wojny, którą tym oto inauguracyjnym wpisem mam zamiar na bieżąco relacjonować. Będę trafiał pod ostrzał (już trafiam), będę przeganiany, będę spełniał wszelkie zachcianki i będę wyzywany za relację. Trudno, taka już moja praca – niewdzięczna ale satysfakcjonująca. A ludzie mają prawo do informacji! W związku ze związkiem postaram się relacjonować w miarę drobiazgowo to, co będzie się w nadchodzących miesiącach na froncie działo: ruchy wojsk, przemieszczenia, zgrupowania, strategię i taktykę. Wiem, że to zadanie straceńcze ale nic na to nie poradzę – jakiś imperatyw mną targa i czuję tu działanie Aliena, który jak widać potrafi działać także poza organizmem hosta. Ot zadziwiający stwór, którego poznanie stawiam sobie za cel.

Z pierwszej (i ostatniej) linii frontu – papa CoSTa

Przeczytaj inne alienowe wieści

, , ,

10 odpowiedzi do Alien 5 – brzuchhagger attacks!

  1. waltharius Luty 11, 2009 o 21:50 #

    Jak zwykle doskonały opis i ocena sytuacji.
    Szacun :D

  2. SpeX Luty 11, 2009 o 22:34 #

    Nie zapomnij zbierać dowody by potem móc od korporacji domagać się odszkodowania.

    Sprawa łatwa:
    1) stawiasz hosta pod ścianą,
    2) robisz zdjęcie profilu
    3) powtarzasz punkty 1,2 270 razy
    4) składasz wszystkie zdjęcia w avi
    6) podkładasz audio

  3. Pyoter Luty 11, 2009 o 22:35 #

    CoSTa! Utrzymuj linię frontu, i broń „hosta” jak się da. Taktyka będzie trudna do opracowania. Powodzenia ;)

  4. CoSTa Luty 12, 2009 o 08:42 #

    walth
    Ocena oceną, zobaczymy co się będzie działo, gdy się wróg wycwani. Mam wrażenie, że ulegam jakiejś podpusze i z góry ukartowanej akcji :)

    SpeX
    Host na zbieranie dowodów nie zezwala. Manipulacja się AŻ TAK głęboko!

    Pyoter
    Pracuję nad nią ale najpierw muszę zrobić rozpoznanie bojem. O cholera, zapowiada się solidna kampania :/

    • waltharius Luty 12, 2009 o 19:54 #

      A słyszałeś, że w dzisiejszych czasach każdy host powinien mieć dobrego firewalla? :D

      • btd Luty 12, 2009 o 21:00 #

        Mam wrażenie że tutaj brak firewalla był decydujący :)

        • waltharius Luty 12, 2009 o 22:08 #

          Oj ciii. TO było pytanie podchwytliwe :P

      • CoSTa Luty 12, 2009 o 22:43 #

        My używamy bezpiecznego systemu, nie potrzeba nam firewalla :)

    • CoSTa Czerwiec 2, 2009 o 08:28 #

      O man, jakoś nie poprawiłeś mi humoru tym linkiem. Choć może wymyślą coś sensownego w temacie fabuły…

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Autobusowe jazdy i WordPress

Przesiadka na WordPressa to spory skok w jakości blogowania (nie wpisów - te jak były do dupy, takie pozostały i...

Zamknij