Ideologia stojąca za korzystaniem z Wolnego Oprogramowania

Czyli co robi użyt­kow­nik Linuksa z uży­cza­nym mu programem:

uzy­wam pew­nego pro­gramu do wypel­nia­nia pitów. Co roku mozna scią­gnąć sobie wer­sję stan­dar­dową za darmo. Niestety da sie roz­li­czyc w niej tylko dwie osoby.

Niecałe 20 minut spe­dzone z edy­to­rem szes­t­nast­ko­wym i rege­dit pozwala obejsc to ograniczenie.

W takiej sytu­acji czło­wieka nacho­dzi reflek­sja – skoro pro­gram jest tak kiep­sko zabez­pie­czony, czy w ogóle jest sens kupo­wać licencję?

Copy-paste ze strony Yoshiego — pisow­nia oryginalna.

Zaczynam rozu­mieć o co cho­dzi użyt­kow­ni­kom Linuksa (i nie tylko ale to oni głów­nie pieją nad tym, by wszystko wokół było Wolne i Otwarte) — wszystko ma być dar­mowe. A jeśli nie jest, nawet jeśli twórca uży­czył opro­gra­mo­wa­nia na pre­fe­ren­cyj­nych warun­kach do użytku, zawsze prze­cież można to zha­xxo­ro­wać i dzi­wić się, po kiego grzyba w ogóle jakieś zabez­pie­cze­nia wpro­wa­dzać skoro ich omi­nię­cie nie jest wyznacz­ni­kiem haxxor­skich skil­lów. A póź­niej dzi­wią się użyt­kow­nicy Linuksa (i nie tylko), że pro­du­cenci opro­gra­mo­wa­nia patrzą na tę plat­formę podejrz­li­wie. W ogóle im się nie dzi­wię. Czy ludzie prze­ko­nani o tym, że opro­gra­mo­wa­nie ma być nie­za­bez­pie­czone i do tego naj­le­piej dar­mowe, zechcą kie­dy­kol­wiek za owo zapłacić?

Mój komen­tarz do wpisu Yoshiego:

Nie wiem jak ty Yoshi ale kiedy ja wydaję na kupno pro­gramu pie­nią­dze, to zazwy­czaj robię to w uzna­niu czy­jejś pracy a nie dla­tego, że nie potra­fię zabez­pie­czeń łamać. Więcej – zda­rza mi się wysy­łać ludziom pie­nią­dze w podzięce za ich pracę, nawet kiedy za ową żad­nych pie­nię­dzy nie żądają. Widać mamy dwie różne men­tal­no­ści w podej­ściu do opro­gra­mo­wa­nia jako efek­tów czy­jejś zdo­by­tej z tru­dem wie­dzy wło­żo­nego w prze­ku­cie jej w coś użytecznego.

I pomy­śleć, że pozna­łem cię jako nie­prze­jed­na­nego piewcę braku zabez­pie­czeń, zno­sze­nia DRM i złego wszyst­kiego, co nie jest Wolne i Otwarte.

(tak teraz prze­czy­ta­łem, co napi­sa­łem i chyba nieco po pol­ska­wemu to wyszło — trudno, nie upiększam :))

Ludzie, to piszę ja — użyt­kow­nik tak bar­dzo komer­cyj­nej plat­formy, że bar­dziej się już nie da. I napi­szę Wam coś wię­cej — tak dobrego opro­gra­mo­wa­nia, tak zadba­nego i tak two­rzo­nego z myślą o użyt­kow­niku na żad­nej innej plat­for­mie nie widzia­łem. Być może dla­tego, że maku­se­rzy są przy­zwy­cza­jeni do tego, że czy­jaś praca kosz­tuje, że dobro, które się pobiera i insta­luje to efekt czy­jejś pracy. A być może zostali tak wytre­so­wani — wali mnie to. Efekt jest taki, że dostaję dosko­nałe opro­gra­mo­wa­nie a o to mi, jako użyt­kow­ni­kowi, wła­śnie chodzi.

Oczywiście — teraz krzyw­dząco gene­ra­li­zuję ale nie mogę się oprzeć wra­że­niu, że to użyt­kow­nicy nie mający zbyt wielu ide­olo­gicz­nych punk­tów wspól­nych z Wolnym Oprogramowaniem, chęt­niej owo w wymierny spo­sób wspie­rają bo i bez ide­olo­gicz­nych kla­pek na oczach wie­dzą, że Wolne i Otwarte nie zna­czy Robione Bez Wysiłku i Bez Chęci Gratyfikacji.

Zresztą, co ja kom­bi­nuję jak koń pod górę. Wystarczy spoj­rzeć na ilość pro­gra­mów sha­re­ware i podob­nych dostęp­nych dla Windows, OSX i Linuksa. Nie da się zaro­bić sprze­da­jąc opro­gra­mo­wa­nie dla Linuksa. Rynek został zepsuty, użyt­kow­nicy chcą opro­gra­mo­wa­nia dar­mo­wego a zara­biać można co naj­wy­żej na usłu­gach dodat­ko­wych. To mię­dzy innymi dla­tego nie doczeka się Linux w naj­bliż­szej (i pew­nie dal­szej też) przy­szło­ści żad­nego sen­sow­nego pro­fe­sjo­nal­nego a popu­lar­nego opro­gra­mo­wa­nia biu­ro­wego (kaman, OpenOffice po pro­stu nie star­tuje nawet w zbli­żo­nej lidze z Office od Microsoftu a kto będzie łożył górę pie­nię­dzy na roz­wój opro­gra­mo­wa­nia wie­dząc, że inwe­sty­cja nawet nie będzie pró­bo­wała się zwra­cać), o gra­fice czy obróbce wideo nie wspo­mi­na­jąc. Nie piszę teraz o opro­gra­mo­wa­niu pisa­nym dla firm pod kon­kretne zamó­wie­nie ale o zwy­czaj­nych, dostęp­nych w skle­pach wer­sjach opro­gra­mo­wa­nia, które mógłby kupić przy­sło­wiowy Kowalski. Oczywiście, Kowalski zawsze może krzyk­nąć „ale ja mam dar­mowe alter­na­tywy!”. Problem w tym, że te alter­na­tywy a soft, z któ­rego korzy­stam na co dzień, dzieli nie­zmie­rzona przepaść.

Żeby nie było — aku­rat się do Yoshiego nie przy­cze­piam w tym tema­cie bo jak sam napi­sał w kolej­nym komen­ta­rzu — był, po pro­stu cie­kawy. OK, to nie jest pro­blem. Problemem jest pewien spo­sób myśle­nia o opro­gra­mo­wa­niu, który dostrze­gam szcze­gól­nie wśród użyt­kow­ni­ków Linuksa, któ­rzy przy­zwy­cza­ili się do Wolne = Darmowe. Wpis Yoshiego uru­cho­mił tylko kamy­czek, który roz­rósł się do roz­mia­rów wpisu na blogu.

,

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

36 Komentarzy do “Ideologia stojąca za korzystaniem z Wolnego Oprogramowania”

  1. andrzej 27/02/2009 do 10:08 # Odpowiedz

    Swojego czasu wła­śnie ze względu na teo­rię dar­mo­wego i wol­nego opro­gra­mo­wa­nia mia­łem krótki romans z linu­xem. Nawet nie­dawno posze­dłem na krótką randkę z naj­now­szym Ubuntu.

    Z mojej per­spek­tywy Linux jest bez­u­ży­teczny. Oprogramowania jest od groma, ale żadne nie speł­nia moich ocze­ki­wań. Niby jest GIMP do zasto­so­wań gra­ficz­nych, ale jego uży­wa­nie i inter­fejs są dla mnie nie­wy­godne i praca na nim staje się męczar­nią (na codzień przy­zwy­cza­jony jestem do Photoshopa :P ).

    OpenOffice? Daje radę, jak dla usera, który używa tego tylko i wyłącz­nie cza­sem do jakie­goś pisma, małego wypra­co­wa­nia, może jakiś mini arkusz kal­ku­la­cyjny dla wła­snego użytku — ok. Do zasto­so­wań ponad to — sorry, ja mówię pas.

    Sam sys­tem dla mnie rów­nież jest toporny, nie­wy­godny i szcze­rze powie­dziaw­szy, wolny. Owszem, można tutaj argu­men­to­wać, że uży­wa­jąc pier­dy­liarda apli­ka­cji i fef­naf­cie zaklęć w kon­soli nasz sys­tem będzie zapier… . Ale ja mam na nim pra­co­wać, a nie kon­fi­gu­ro­wać go całe życie :)

    Wracając jed­nak do opro­gra­mo­wa­nia — naj­gor­sze jest to, że żadna z apli­ka­cji, któ­rych uży­wam nie posiada wer­sji na Linuxa. Tak więc nawet jak­bym się zako­chał w tym sys­te­mie, nie jestem w sta­nie zaku­pić opro­gra­mo­wa­nia do niego przystosowanego.

    Tak więc uży­wam Mac OSX’a (uber-komercyjny sys­tem), do któ­rego doku­puję apli­ka­cje wedle uzna­nia, który na codzień scho­dzi mi z drogi i umoż­li­wia mi wygodną, bez­pro­ble­mową pracę.

    Płacę? Owszem, ale w zamian za to mam święty spo­kój, sys­tem dedy­ko­wany do mojego sprzętu i świet­nie dopra­co­wane apli­ka­cje za nie­duże pie­nią­dze (może poza PS).

    Wolne opro­gra­mo­wa­nie? Jak dla mnie to raczej wolne żarty. o.

  2. akapit 27/02/2009 do 11:02 # Odpowiedz

    Mam inne odczu­cia niż przed­mówca, ale gene­ro­wa­nie ruchu na blogu na tego typu boje w moim wieku nie przy­stoi. Zawsze Linux z per­spek­tywy opro­gra­mo­wa­nia wła­sno­ścio­wego jest zły i odwrot­nie, zło zamknię­tego kodu z punktu widze­nia wol­no­ści GPL nie­wąt­pliwe. Dajcie sobie spo­kój. To dwa nie przy­sta­jące do sie­bie modele pomię­dzy któ­rymi wybiera klient. Oba zara­biają, w obu Twórca zyskuje, bez­po­śred­nio czy pośred­nio, czy to pie­nią­dze, czy renomę, która pozwoli w przy­szło­ści pie­nią­dze zaro­bić. Tu samo opro­gra­mo­wa­nie gene­ruje zysk dla Twórcy, a tu Twórca jest finan­so­wany przez firmy zara­bia­jące na wspar­ciu dla napi­sa­nego przez Twórcę opro­gra­mo­wa­nia. W obu przy­pad­kach naj­wię­cej zarobi firma, czy to dostawca linuksa na wspar­ciu, czy to dostawca zamknię­tego softwaru, zabie­ra­jąc twórcy prawa wła­sno­ści inte­lek­tu­al­nej. Rynek decy­duje. O linuk­sie, nie rynek desk­to­pów, a tele­fo­nów, nawi­ga­cji, ser­we­rów, net­bo­oków itp. Udział na tym rynku zmu­sił MS do zmiany poli­tyki. Zawsze uprosz­cze­nia pro­wa­dzą do ide­olo­gicz­nych wojen, a tu cho­dzi tylko o biznes.

  3. Kosooki 27/02/2009 do 11:53 # Odpowiedz

    Do kon­klu­zji aka­pita dorzucę, że obec­nie rynek OSów ład­nie podzie­lił się ze względu na potrzeby klienta.
    Jeżeli potrze­bu­jesz zaawan­so­wa­nych, nie­za­wod­nych, z zawsze kom­pe­tent­nym i szyb­kim wspar­ciem pro­gra­mów, a stać by zapła­cić — wybie­rasz Apple.
    Gdy pie­nię­dzy mało, lubisz lub potra­fisz i masz na to czas by grze­bać w kon­fi­gu­ra­cjach, — Linuks jest dla cie­bie.
    Jak jesteś prze­cięt­nym klien­tem, który przy wystą­pie­niu kło­potu porzuci szyb­ciej pro­gram i poszuka kon­ku­ren­cyj­nego niż spró­buje zna­leźć pomoc w roz­wią­za­niu pro­blemu — Windows jest naj­lep­szy.
    Co nie zmie­nia faktu, że spe­cjalne opro­gra­mo­wa­nie naj­ta­niej i naj­pew­niej pisze się dla Linuksa — znam parę firm, które po doświad­cze­niach z apli­ka­cjami pisa­nymi pod Windows zle­ciły napi­sa­nie pro­gramu pod Linuksa.
    Próba zamó­wie­nia apli­ka­cji korzy­sta­jąc ze stan­dar­dów Apple wyka­zała potężne koszty, tak na pro­gram, jak i na dosto­so­wa­nie sprzętu.
    A to, że łatwo przejść zabez­pie­cze­nia pro­gramu w wer­sji demo i uzy­skać w pełni funk­cjo­nalny — to wynik sil­nej kon­ku­ren­cji w Windows, gdzie czas wpro­wa­dze­nia pro­gramu do obiegu sta­nowi o być, albo nie być na rynku.
    Linuksiarze naj­szyb­ciej to wykryją, bo przy­zwy­cza­jeni są do grze­ba­niu w kodzie, ale i tak nie wyprze­dzą zawo­do­wych pira­tów.
    PS. Możliwość pira­to­wa­nia pro­gramu jest chyba wpi­sana w filo­zo­fię dzia­ła­nia Windows — pomimo odgra­ża­nia się, chyba już od win98, że zostaną zaim­ple­men­to­wane roz­wią­za­nia unie­moż­li­wia­jące pira­to­wa­nie Windows, jak dotąd każde kolejne zabez­pie­cze­nia są bły­ska­wicz­nie łamane. Jakoś nie sły­sza­łem, by choćby dla sławy, jakiś haker roz­pra­co­wał pro­dukt Apple.

    • byte 27/02/2009 do 11:57 # Odpowiedz

      W sen­sie, że sys­tem? OS X nie jest w żaden spo­sób zabezpieczany.

      W sen­sie, że inne zabez­pie­cze­nia Apple? FairPplay (applowy DRM) był łamany wielokrotnie.

      • abc 27/02/2009 do 12:30 # Odpowiedz

        Nie jest? Jest zabez­pie­czony przed insta­la­cją na kom­pu­te­rze bez odpo­wied­niego modułu TPM. Chociaż to zostało od razu złamane.

  4. CoSTa 27/02/2009 do 12:22 # Odpowiedz

    A ja nie uwa­żam tego za wolne żarty Andrzeju — to bar­dzo fajna idea i jak naj­bar­dziej w naszym — użyt­kow­ni­ków inte­re­sie funk­cjo­nu­jąca. Sporo jest wol­nego opro­gra­mo­wa­nia i na OSX. Z tym że jakimś cudem doszło do utoż­sa­mia­nia wol­nego opro­gra­mo­wa­nia z dar­mo­wym. I idea zaczyna się gubić przy takim nasta­wie­niu użyt­kow­ni­ków. Mielibyśmy już dawno sporo dobrego softu na Linuksie, gdyby nie prze­ko­na­nie użyt­kow­ni­ków tego sys­temu, że opro­gra­mo­wa­nie powinno być dar­mowe. Moim skrom­nym nic bar­dziej mylnego.

    Akapit, przy­kro mi bar­dzo, że wszelka kry­tyka Linuksa musi się zaraz spro­wa­dzać w rozu­mie­niu nie­któ­rych do flejma i wojny. Szkoda, bo o tych kwe­stiach imo warto dys­ku­to­wać. Społeczność użyt­kow­ni­ków Linuksa już wyko­pała pod sobą dołek, pyta­nie tylko jak głę­boki się on osta­tecz­nie okaże. Nie rozu­miem szu­flad­ko­wa­nia na modele takie i sia­kie. Nie ma „modelu Apple” czy „modelu Linuksa”. Rynek jest jeden i na nim funk­cjo­nują wszyst­kie sys­temy i apli­ka­cje wza­jem­nie ze sobą kon­ku­ru­jąc otwartością/zamknięciem roz­wią­zań, ich jako­ścią, ceną lub jej bra­kiem itd. Próbuję wła­śnie powie­dzieć, że przez tego typu podziały i dycho­to­mię pro­blem jako­ściowo dobrego opro­gra­mo­wa­nia na Linuksa będzie tylko więk­szy. No i z całym sza­cun­kiem ale z wła­snego doświad­cze­nia widzę, że więk­szość pie­nię­dzy ode mnie pły­nie do poje­dyn­czych pro­gra­mi­stów two­rzą­cych w ramach wła­snej dzia­łal­no­ści. Oprogramowanie pro­fe­sjo­nalne zapew­nia mi firma ale gro drob­nych a dia­blo przy­dat­nych i dosko­nale zro­bio­nych narzę­dzi powstaje poza wiel­kimi fir­mami. Teoria o prze­pły­wie pie­nię­dzy do firm jest nieprawdziwa.

    „Do kon­klu­zji aka­pita dorzucę, że obec­nie rynek OSów ład­nie podzie­lił się ze względu na potrzeby klienta.” do pew­nego stop­nia to prawda ale też imo nie cała. System, który ma aspi­ra­cję na bycie sys­te­mem desk­to­po­wym, codzien­nego użytku (a takie chyba ma Linuks w spo­rej ilo­ści swo­ich dys­try­bu­cji) MUSI po pro­stu zaspo­ka­jać potrzeby klienta. I musi ofe­ro­wać roz­wią­za­nia zarówno płatne, jak i dar­mowe (czy­taj: ze wspar­ciem jak i bez wspar­cia a z przy­sło­wio­wym „google ci powie”), tak jak dzieje się to pod Windows i OSX. Jak na razie Linuks radzi sobie pod tym wzglę­dem imo nie­zbyt dobrze a dorzu­ca­jąc do tego nie­chęć użyt­kow­ni­ków do pła­ce­nia za apli­ka­cje, świe­tla­nej przy­szło­ści przed Linuksem jako sys­te­mem desk­to­po­wym po pro­stu nie widzę. Hobby? OK, czemu nie. Ale to tyle w temacie.

    • akapit 27/02/2009 do 15:23 # Odpowiedz

      Nie oskar­żam Cię o wsz­czy­na­nie wojny, nie zro­zu­mia­łeś, raczej bałem się, że pod Twoim tek­stem zamiast pole­miki będzie wojna na pomi­dory. Stąd uwa­ża­łem na swój ton.

      Co do dar­mo­wo­ści i dołka wyko­pa­nego przez spo­łecz­ność:
      Jest sobie RedHat, reno­mo­wany dostawca linuksa, zara­bia dużo, dużo wydaje na roz­wój linuksa. No ale prze­cież to co sfi­nan­suje może wziąć każdy, no to jak to działa? Nawet MS to juz rozu­mie. Pogłębiajmy zamie­sza­nie. Społeczność bie­rze sobie źró­dła dro­giego sys­temu RedHat, usuwa znaki towa­rowe, kom­pi­luje i udo­stęp­nia za darmo jako Centos. Jeja, prze­cież to nóż w plecy! Hm, idąc dalej: Zdaje się że jest taka firma jak Oracle, która zro­bia to samo co spo­łecz­ność z Centos’em. Gwóźdź do trumny? Otóż nie. To działa. Na Centosie i Fedorze uczą się kadry. Biznes kupuje RedHata. Czy RedHat sam stwo­rzył sys­tem? Nie. Wziął od spo­łecz­no­ści, zara­bia i wnosi tyle ile może do roz­woju finan­su­jąc i wspie­ra­jąc spo­łecz­ność. OS Darwin chyba gorzej wycho­dzi na MacOS X.
      Coś chyba w tej otwar­to­ści jest skoro SUN otwiera źro­dła Solarisa, a Nokia Symbiana, Google andro­ida… A wiesz co? Inny model roz­woju, inny model zarabiania.

      Ostatnio MS pod­pi­sał z RH umowę, aby na rynku wir­tu­ali­za­cji sys­temy współ­pra­co­wały, zado­wa­lały potrzeby biz­nesu. Bez dodat­ko­wych haczy­ków, jak w przy­padku Novella.

  5. l_uke 27/02/2009 do 13:36 # Odpowiedz

    Oczywiście — teraz krzyw­dząco generalizuję

    Zgadza się, krzyw­dząco gene­ra­li­zu­jesz. Poza tym wybacz (lubię Cię czy­tać), ale bre­dzisz. Po krót­kiej chwili namy­słu stwier­dzam, że WSZYSCY użyt­kow­nicy Linuxa któ­rych znam uży­wają legal­nego opro­gra­mo­wa­nia. Myślę, że rów­nież więk­szość mi nie­zna­jo­mych podob­nie. Albo Wolne Oprogramowanie albo płacą za soft jeśli taka jest licen­cja. Cała ta ide­olo­gia opiera się wła­śnie na sza­cunku do twórcy opro­gra­mo­wa­nia. Nie mam poję­cia skąd wycią­gną­łeś tak bzdurne wnio­ski ale powta­rzam jesz­cze raz: mylisz się!

    P.S. Przeczytałem ten (w sumie nie za długi) wpis Yoshiego i nijak wzmianki o Wolnym Oprogramowaniu nie zna­la­złem o_O

    • CoSTa 27/02/2009 do 14:35 # Odpowiedz

      „Po krót­kiej chwili namy­słu stwier­dzam, że WSZYSCY użyt­kow­nicy Linuxa któ­rych znam uży­wają legal­nego oprogramowania.”

      Uważaj bo też gene­ra­li­zu­jesz. Próbowałem swego czasu kupić kilka gier zassa­nych z netu wła­śnie na Linuksa. Zgadnij, czym się to skończyło?

      „Albo Wolne Oprogramowanie albo płacą za soft jeśli taka jest licencja.”

      I to jest przy­kład tego myśle­nia, o któ­rym piszę. Wolne Oprogramowanie NIE RÓWNA SIĘ dar­mo­cha!!! Skąd w ogóle ten wniosek???

      „Cała ta ide­olo­gia opiera się wła­śnie na sza­cunku do twórcy oprogramowania.”

      Szczególnie gdy przy­cho­dzi do pła­ce­nia za owo, jeśli twórca sobie tego zaży­czy. W tym momen­cie nastę­puje mały zonk i włą­cza się wspo­mi­nane przeze mnie myśle­nie „wolne = dar­mowe”, co w swoim komen­ta­rzu udo­wod­ni­łeś. I się jesz­cze zwo­len­nicy Linuksa dzi­wią, że ludzie chcący zaro­bić na swo­ich pro­gra­mach zamy­kają kod jak tylko mogą a Linuksa nie wspo­ma­gają oprogramowaniem.

      „P.S. Przeczytałem ten (w sumie nie za długi) wpis Yoshiego i nijak wzmianki o Wolnym Oprogramowaniu nie zna­la­złem o_O”

      Już napi­sa­łem ale widać trzeba powtó­rzyć: „Żeby nie było — aku­rat się do Yoshiego nie przy­cze­piam w tym tema­cie bo jak sam napi­sał w kolej­nym komen­ta­rzu — był, po pro­stu cie­kawy. OK, to nie jest pro­blem. Problemem jest pewien spo­sób myśle­nia o opro­gra­mo­wa­niu, który dostrze­gam szcze­gól­nie wśród użyt­kow­ni­ków Linuksa, któ­rzy przy­zwy­cza­ili się do Wolne = Darmowe. Wpis Yoshiego uru­cho­mił tylko kamy­czek, który roz­rósł się do roz­mia­rów wpisu na blogu.”

      • akapit 27/02/2009 do 15:01 # Odpowiedz

        Nie masz racji nie­stety. To że jeden czy drugi user szuka tylko przez kry­te­rium dar­mo­wo­ści nie ma związku z sys­te­mem ope­ra­cyj­nym. Zatem to linux spra­wił że ludzie szu­kają tego co dar­mowe lub piracke? No cud­nie. Większość zna­nych mi pira­tów nie zmie­nia przy­zwy­cza­jeń odno­śnie sys­temu, wła­śnie przez dostęp do nie­le­gal­nego opro­gra­mo­wa­nia. Ja mogę mówić o sobie, wła­śnie legal­ność spra­wiła że uży­łem linuksa, i uży­wam, choć dziś stać mnie na win­dows, także dzieki temu, że sta­niał. A dla­czego sta­niał? Mam dwie licen­cje MS a i tak zaglą­dam tylko by ścią­gnąć aktu­ali­za­cje. Zatem co kto lubi. A lubię coraz bar­dziej odkąd pro­du­cenci zaczy­nają bar­dziej go wspie­rać.
        Napisałeś o jed­nym rynku odrzu­ca­jąc modele biz­ne­sowe. No z tym się nie daje pole­mi­zo­wać.
        GNU ist­nieje tylko dzięki sza­cun­kowi dla prawa autor­skiego, inne myśle­nie to wynik mar­ke­tingu pew­nej firmy. Linux też miewa pro­blemy z pirac­twem, np. gdy firmy się­gają do zaso­bów stwo­rzo­nych przez spo­łecz­ność naru­sza­jąc GPL. Zastanów się dla­czego Aple two­rząc swój sys­tem się­gnął do opro­gra­mo­wa­nia na licen­cji bar­dziej libe­ral­nej niż gpl.

        • CoSTa 27/02/2009 do 15:25 #

          „Zatem to linux spra­wił że ludzie szu­kają tego co dar­mowe lub piracke? No cudnie.”

          A gdzie to niby napisałem?

          Najzabawniejsze — ja prak­tycz­nie nie piszę o pirac­twie tylko o przy­zwy­cza­je­niu użyt­kow­ni­ków do dar­mo­wych roz­wią­zań, co skut­kuje bra­kiem sen­sow­nego opro­gra­mo­wa­nia dla Linuksa. Pod Linuksem ciężko o pirac­two bo nie ma zbyt­nio czego pira­cić (prócz tych kilku gie­rek na krzyż, które się na tym sys­te­mie ukazały).

          „Napisałeś o jed­nym rynku odrzu­ca­jąc modele biz­ne­sowe. No z tym się nie daje polemizować.”

          A z czym tu pole­mi­zo­wać? Rynek jest jeden a na nim oferty pro­du­cen­tów sprzętu i opro­gra­mo­wa­nia z jed­nej strony oraz pie­nią­dze kupu­ją­cych z dru­giej. To, jaki model biz­ne­sowy przyj­mują pro­du­cenci, jest ich sprawą. Mnie pozo­staje wybór pasu­ją­cych mi rozwiązań.

          „GNU ist­nieje tylko dzięki sza­cun­kowi dla prawa autor­skiego, inne myśle­nie to wynik mar­ke­tingu pew­nej firmy.”

          A czy ja gdzie­kol­wiek piszę o tym, że użyt­kow­nicy Linuksa nie sza­nują prawa autor­skiego itd? Nie, piszę o goto­wo­ści do wyda­wa­nia pie­nię­dzy na dobre opro­gra­mo­wa­nie i tej goto­wo­ści braku u użyt­kow­ni­ków Linuksa, co skut­kuje opro­gra­mo­wa­niem jako­ści różnej.

          „Zastanów się dla­czego Aple two­rząc swój sys­tem się­gnął do opro­gra­mo­wa­nia na licen­cji bar­dziej libe­ral­nej niż gpl.”

          Bo mogło? Bo po to powstały tak wła­śnie a nie ina­czej brzmiące licen­cje, by z nich korzystano?

        • akapit 27/02/2009 do 15:51 #

          Pozwolę sobie poziom wyżej, ale krótko.

          Darmowość Linuksa nie zabija biz­nesu opar­tego na nim. Czy wpływa na niż­szą jakość pro­duktu? Moim zda­niem nie, Linux kor­po­ra­cyjny speł­nia ocze­ki­wa­nia, stąd jest kupo­wany. Większość dar­mo­wych dys­try­bu­cji wyda­wa­nych w cyklach pół­rocz­nych jest roz­wo­jowa i czę­sto testowa, te kor­po­ra­cyjne z reguły zawie­rają opro­gra­mo­wa­nie sta­bil­niej­sze i bez­piecz­niej­sze. Wyjątek to debian, dar­mowy a jakby kor­po­ra­cyjny. Wyjątek man­driva, kor­po­ra­cyjna, a oparta na aktu­al­nej dar­mo­wej. Linuksa można pira­cić, pisa­łem o tym. Aple mogła, oczy­wi­ście, nie neguję licen­cji bsd, cho­dziło mi o jej libe­ral­niej­szy cha­rak­ter. Ocena co do jako­ści opro­gra­mo­wa­nia musi być subiek­tywna i zależna od zasto­so­wań. OpenOffice fak­tycz­nie ubogi, ale pliki zapi­sy­wane w otwar­tym stan­dar­dzie, ale więk­szość funk­cjo­nal­no­ści MSOffice jest w pew­nych zasto­so­wa­niach zbędna. Biznes i tak kupi np fork od IBM. Co do rynku, mimo wszystko stra­te­gie i modele biz­ne­sowe są fak­tem. Chyba, że mówimy o rynku w for­mie wyma­rzo­nej przez pierw­szych libe­ra­łów, ale to jak z demo­kra­cją Ateńską.
          A kto ocze­kuje od pry­wat­nych use­rów wyda­wa­nia pie­nię­dzy? Przywoływany RH wyraź­nie odciął się od rynku desk­to­pów pry­wat­nych, Najszybciej zapła­cisz za linuksa w tele­fo­nie, rute­rze, domo­wym dysku sie­cio­wym.
          Pozdrawiam.

  6. zen 27/02/2009 do 15:06 # Odpowiedz

    Łoo matko CoSTa, al wpis… Od groma gene­ra­li­za­cji, obra­żasz mnie przy oka­zji (wła­śnie zaku­pi­łem x World of Goo, posia­dam kilka komer­cyj­nych apli­ka­cji dla Linuksa, itp.).
    Na doda­tek część komen­tu­ją­cych dała się ponieść ;)

    P.S. Nie, to nie jest komen­tarz, to tylko moja rekcja.

    • CoSTa 27/02/2009 do 15:36 # Odpowiedz

      Wiesz Zen, spoj­rze­nie nieco ogól­niej­sze niż koniec wła­snej kla­wia­tury ma to do sie­bie, że ozna­cza wła­śnie gene­ra­li­za­cję. A co do obra­ża­nia — jak niby cię obra­zi­łem? Chciałbym prze­pro­sić ale nie­zbyt wiem za co. Czy napi­sa­łem gdzieś, że użyt­kow­nicy Linuksa kradną? Piracą na potęgę? Nie. Piszę o tym, że użyt­kow­ni­kom Linuksa o wiele mniej chce się wyda­wać pie­nią­dze. Ale to nie ozna­cza, że nie­liczni ich nie wydają. Jeśli za to mam prze­pra­szać to oczy­wi­ście przepraszam.

      Co do pono­sze­nia — eee tam, gadamy sobie tylko :). Takich dys­ku­sji w linuk­so­wym świe­cie bra­kuje, serio. Co chwila czy­tam o jakichś spo­tka­niach i o tym jak tu zara­biać na WO a jakoś nie­wielu pyta, czy znaj­dzie się odpo­wied­nio wielu chęt­nych, by w ogóle za cokol­wiek pła­cić i co z tym fan­tem zro­bić. Nie twier­dzę, że zara­biać w ogóle się nie da. Twierdzę, że przy zasto­so­wa­niach desk­to­po­wych jest to nie­zwy­kle trudne. I nie dla­tego, że sys­tem jest zły czy co tam innego a dla­tego, że użyt­kow­nicy nie są przy­zwy­cza­jeni do wyda­wa­nia pie­nię­dzy. Twierdzę, że Linuks jesz­cze długo nie doczeka się sen­sow­nego opro­gra­mo­wa­nia wła­śnie z wymie­nio­nych przeze mnie powodów.

      • zen 27/02/2009 do 15:48 # Odpowiedz

        No i widzisz, ja nie­na­wi­dzę emo­ti­ko­nów, a tutaj wła­śnie zabra­kło „;)”. Żar­to­wa­łem oczy­wi­ście.
        Dostępność za darmo jest, nie ukry­wajmy tego, jedną z zalet, a dla nie­któ­rych naj­więk­szą zaletą WO. Wielu ludzi ma głę­boko w powa­ża­niu całe to chrza­nie­nie o wol­no­ści. I tutaj masz rację.

  7. nicz 27/02/2009 do 16:28 # Odpowiedz

    To widzę ze chyba jestem wyjąt­kiem, uży­wam Linuxa bo jest za darmo, ale nie pirace, a w zamian dla spo­łecz­no­ści oddaje poprawki, to wg. mnie jest ta idea, „Wszyscy przy­kła­dają się do roz­woju tego opro­gra­mo­wa­nia”, a jak ktoś nie­zna się na kodo­wa­niu to nawet nie­świa­do­mie jest teste­rem albo pisze doku­men­ta­cje (poprzez uży­wa­nie opro­gra­mo­wa­nia i pisa­nie o nim na forach czy blogach).

  8. waltharius 27/02/2009 do 20:49 # Odpowiedz

    Ech nakle­pa­łem się komenta i wal­nęło mi po oczach infor­ma­cją, że komen­tuję „too quick” czy „to fast”…

    No nic, zacznę jesz­cze raz:

    Wydaje mi się, że nie do końca jest tak jak piszesz w Swoim wpi­sie. Uważam, że coraz wię­cej use­rów korzy­sta­ją­cych z Linuksa chce pła­cić. Systemy MS na tyle sta­niały, że Linux nie jest już alter­na­tywą dla bied­nych a chcących/muszących być legal­nymi. Linuksa używa coraz wię­cej ludzi z kasą w kie­szeni chcą­cych mieć wol­ność wyboru jakiej nie daje Apple czy MS. W sen­sie, że te dwie firmy ogra­ni­czają wol­ność wyboru do pew­nych roz­wią­zań (czy to dobrze czy źle, nie wni­kam i nie o to mi tu cho­dzi). Ja nie chcę kupić nic do Appla bo wymusi to kolejne zakupu, któ­rych nie chce, ale żeby korzy­stać w pełni z iphona czy ipoda potrze­buję MacOSX bo roz­wią­za­nia windowswo/linuksowe tutaj się nie spraw­dzą… Problem z opro­gra­mo­wa­niem pod Linuksa jest jesz­cze jeden. Wielu z nas ma dwa sys­temy zain­sta­lo­wane i dwóch używa, cza­sami po pro­stu nudząc się Windowsem czy Linuksem i prze­cho­dząc na kon­ku­ren­cję. Fajnie by było kupu­jąc takiego pho­to­shopa czy cokol­wiek innego i móc insta­lo­wać to legal­nie na obu sys­te­mach. Płacisz raz, insta­lu­jesz na dowol­nej swo­jej platformie.

    Masz rację, że Wolne nie równa się Darmowe, ale mylisz się, uwa­ża­jąc, że więk­szość use­rów Linuksa tak wła­śnie uważa. Zauważ, że do tych wnio­sków skło­nił Cię *jeden* wpis yoshi’ego, który na doda­tek nie o WO pra­wił ;-)
    IMHO za bar­dzo gene­ra­li­zu­jesz co nie pro­wa­dzi do dys­ku­sji jakiej byś chciał. Nie się­gasz wcale ponad swoją kla­wia­turę a raczej walisz nią po gło­wach wszyst­kich tych, któ­rzy myślą ina­czej. Tak jak to dostrze­gam czy­ta­jąc ten wpis.

    BTW.
    Raz jesz­cze:
    zdro­wia
    kasy
    i miło­ści.
    Kolejność sobie możesz usta­wić dowolnie ;-)

    • danadam 27/02/2009 do 23:58 # Odpowiedz

      @waltharius:
      > Zauważ, że do tych wnio­sków skło­nił Cię *jeden* wpis yoshi’ego

      Myślę, że Costa takie wnio­ski wycią­gnął już wcze­śniej, a „Wpis Yoshiego uru­cho­mił tylko kamyczek …”.

      O ile dobrze zro­zu­mia­łem co Costa chciał prze­ka­zać, to cała sprawa spro­wa­dza się chyba do takiej sytu­acji: wydaję pro­gram na GPL, ale w doku­men­ta­cji albo na stro­nie piszę, że życzył­bym sobie za niego 10 €. Ile uży­wa­ją­cych go osób spełni to życzenie?

  9. golem14 28/02/2009 do 12:09 # Odpowiedz

    Wczoraj wła­śnie na osnews.pl prze­czy­ta­łem, że znów ruszył pro­jekt GNU Robbo, który to bar­dzo mnie inte­re­suje. Czytając komen­ta­rze natra­fi­łem na wpis doty­czący prawa do tytułu, a tam na link do strony jed­nego z twór­ców wer­sji doso­wej Robbo (The Adventures of Robbo) — Macieja Miąsika.
    http://www.miasik.net/archive/2006/06/moje-gry-dla-kazdego/
    Otóż tenże twórca udo­stęp­nił swoje gry w wer­sji skom­pi­lo­wa­nej za darmo na licen­cji Creative Commons BY SA 2.5.
    Na stro­nie podane są infor­ma­cje, umoż­li­wia­jące wspar­cie finan­sowe Twórcy, do któ­rych link doda­łem sobie do zakła­dek (żeby nie zagi­nął). Jak będę bar­dziej „szma­lowny” to na pewno coś pode­ślę — dla­czego? — aby podzię­ko­wać czło­wie­kowi, dzięki któ­remu mia­łem w życiu tro­chę rado­ści gra­jąc w Jego gry. Pomimo, iż dziś mogę pobrać je za darmo, czuję moralny obo­wią­zek odwdzię­cze­nia się MU. Tak samo zresztą zro­bi­łem z firmą UX.PL wydawcą OpenOffice’a — wysy­ła­jąc im kilka SMS’ów.

    • akapit 28/02/2009 do 22:36 # Odpowiedz

      Troszkę jakby obek, ale nie zada­leko od tematu. Ostatnio inny pro­jekt spo­łecz­no­ściowy zbie­rał kasę. Chodzi mi o Wikipedię. Wiem, że temat o opro­gra­mo­wa­niu, ale kwe­stia jest szer­sza, czy dosta­jąc coś za nic ma się skłon­ność do pla­ce­nia. Wikipedia zebrała całą potrzebną jej gotówkę. Ja sam odda­łem rok temu 1 pro­cent na wolne pod­ręcz­niki. Nawet jeśli mniej­szość z nas chce pla­cić, to w skali świata mniej­szość jest wystar­cza­jąco liczna. W skali świata, bo to jest pole dzia­ła­nia pro­jek­tów takich jak Wikipedia, czy Linux.

      • golem14 01/03/2009 do 19:43 # Odpowiedz

        Bo ja wiem, czy zde­czo — cho­dzi o pro­stą zasadę „do ut des” ale także „otrzy­muje więc się odwdzię­czam” nawet jeśli coś jest Wolne, Darmowe itp.

  10. Pyoter 01/03/2009 do 00:06 # Odpowiedz

    No to CoSTa poje­cha­łeś ;)
    W sumie Cię rozu­miem. Ale nie zapo­mi­naj, że nie wszyscy„Linuksiarze” to jacyś fana­tycy.
    Mnie Linux wła­śnie nauczył sza­cunku do twór­ców opro­gra­mo­wa­nia. Niestety gdy korzy­sta­łem z Windows i pyta­łem kupli o pro­gram gra­ficzny od razu wycią­gali Photoshopa, pakiet biu­rowy — MS Office itd. A i przy tym byłem wyśmie­wany za nazy­wa­nie tego pirac­twem.
    Nie wyko­rzy­stuję kom­pu­tera w domu do celów zarob­ko­wych, pro­fe­sjo­nal­nych. Nie potrze­buję wyżej wymie­nio­nych pro­gra­mów. Korzystając z Linuksa i jego pro­gra­mów musia­łem tro­chę się do nich przy­zwy­czaić. I nauczy­łem się żyć bez MS Office, Nero i wielu innych pro­gra­mów, czę­sto dla mnie zbyt dro­gich. Najgorzej jest z grami. Ciężko zna­leść odpo­wiednki. W tym pomógł mi też Linuks. Niewiele jest tytu­łów, które włą­czę w tym sys­te­mie… to je kupi­łem. Może gdy­bym musiał wyko­rzy­sty­wać Office’a czy Photoshopa do celów bar­dzo zaawan­so­wa­nych to bym się na nie prze­siadł. Ale tak nie jest więc zostanę na dar­mo­wych odpo­wied­ni­kach. A i nie raz już wspo­ma­ga­łem twór­ców ulu­bio­nych programów.

  11. Nemeczek 02/03/2009 do 15:31 # Odpowiedz

    ja wiem jedno, że Costa nawet jakby pisało religi to i tak wyj­dzie na to że Maki są naj­lep­sze i że Królestwo Niebieskie je poleca.

    No to wine pomaga łamać te zabez­pie­cze­nia. Gdyby twórcy wydali natywne to był by luz… A zresztą na win­dow­sie nie jest nic lepiej a nawet gorzej bo jest więk­sza pokusa.

  12. eloy 02/03/2009 do 15:57 # Odpowiedz

    ten wpis jest tak głupi że nawet mi się nie chce pro­sto­wać prze­ina­czeń. Ale kie­dyś Ci to roz­ry­suję na kartcę.

  13. CoSTa 02/03/2009 do 15:59 # Odpowiedz

    Uff, mocno zajęty week­end to i dopiero dziś odpowiadam.

    Panowie, chwała wam za to, że wspie­ra­cie, twór­com poma­ga­cie itd. I że nawet zda­rza się coś kupić od czasu do czasu. Serio, nie drwię teraz — zacho­wu­je­cie się bar­dzo OK i oby tak dalej.

    ALE

    Skoro jest tak dobrze to czemu jest tak źle? „Fajnie by było kupu­jąc takiego pho­to­shopa czy cokol­wiek innego i móc insta­lo­wać to legal­nie na obu sys­te­mach.” — to jest podej­ście do pro­blemu od tyłka strony. Trzeba zadać pyta­nie „A dla­czego firma Adobe nie ma nawet zamiaru wypu­ścić swo­jego pakietu na Linuksy?”. Kiedy już wej­dzie się w buty pro­du­centa opro­gra­mo­wa­nia na chwilę i spoj­rzy na rynek linuk­sowy, pako­wa­nie się z inwe­sty­cjami nie ma po pro­stu sensu. Swego czasu zaist­niał na moment na plat­for­mie linuk­so­wej Corel (o pro­gram gra­ficzny mi cho­dzi, nie dys­try­bu­cję). Zaistniał i prze­stał. I mimo ogrom­nych zmian, jakie od tego czasu w świe­cie Linuksa zaszły — nadal nie ma Corel zamiaru wra­cać na tę plat­formę. Warto zadać pyta­nie „dla­czego” i posta­rać się na nie uczci­wie odpo­wie­dzieć. Klocki są, Corel ma nawet swoją dys­try­bu­cję ale jakoś nie pcha się ta firma na rynek linuk­sów (OSX zresztą też).

    Casuale w stylu World of Goo podej­rze­wam będą się sprze­da­wały nawet porów­ny­wal­nie z wer­sjami dla pozo­sta­łych plat­form. W takich wypad­kach warto się zasta­no­wić dla­czego w takim razie nie ma w co grać na Linuksie poza casu­alami i nie­wie­loma komer­cyj­nymi tytu­łami. Dlaczego stu­dia nie widzą rynku? Może dla­tego, że po pro­stu go nie ma?

    @Nemeczek
    Proszę, pod­ro­śnij dzie­ciaku nieco zanim zaczniesz gdzieś publicz­nie pisać.

    @eloy
    Śmiało Eloy, rysuj. Czekam na coś, co oświeci mnie i tych wszyst­kich głu­pich pro­du­cen­tów opro­gr­mo­wa­nia, któ­rzy patrzą na Linuksa mocno z ukosa.

    • waltharius 02/03/2009 do 16:02 # Odpowiedz

      Eee no z tym pho­to­sho­pem to był po pro­stu przy­kład. Nie koniecz­nie cho­dziło mnie o ten kon­kretny program ;-)

      • CoSTa 02/03/2009 do 16:14 # Odpowiedz

        Ale to był dobry przy­kład :). Istnieje sporo innych pro­gra­mów do cho­ciażby obróbki foto­gra­fii, które raczej nie zawi­tają na Linuksa a które leżą w zupeł­nie innym (niż­szym) seg­men­cie ceno­wym — Lightroom, Photoshop Elements (oby­dwa od Adobe) to dosko­nałe przy­kłady takich programów.

    • eloy 02/03/2009 do 17:27 # Odpowiedz

      w skró­cie: http://pl.wikipedia.org/wiki/Sofizmat

      … a wszystko to przez brak nauki logiki w szkołach.

      • CoSTa 02/03/2009 do 21:46 # Odpowiedz

        W jesz­cze więk­szym skró­cie: http://pl.wikipedia.org/wiki/Popyt

        … a wszystko to przez brak nauki eko­no­mii w szkołach.

        • eloy 02/03/2009 do 23:07 #

          Nie, Costa. Wyjąłeś z kape­lu­sza kilka zało­żeń a potem doło­ży­łeś do tego kilka wnio­sków. Problem w tym że nie da się powią­zać w żaden logiczny spo­sób two­ich zało­żeń z two­imi wnio­skami, obie strony rów­na­nia są od czapy. Dlatego nie da się z nimi dys­ku­to­wać. Jak to mawiamy w branży: http://en.wikipedia.org/wiki/Does_not_compute

        • CoSTa 03/03/2009 do 06:39 #

          Nie Eloy, posze­dłem do sklepu spraw­dzić, czy jest jaki­kol­wiek pro­gram na Linuksa do kupie­nia. Sprzedawca nie potra­fił powie­dzieć a kil­ka­na­ście minut szu­ka­nia nie przy­nio­sło skut­ków. Z tym dyskutuj.

          Mniej wiki­pe­dii, wię­cej kon­kret­nych argumentów.

      • btd 03/03/2009 do 10:19 # Odpowiedz

        To bły­śnij jakimś ene­tel­gent­nym lin­kiem z wiki­pe­dii (tak jakby to było wia­ry­godne źró­dło wie­dzy, gdzie każdy matoł może napi­sać co chce) na temat dla­czego nie ma pho­to­shopa, corel odpu­ścił swoje pro­gramy na linu­xie itd? Ale bez spi­sków proszę.

        • zen 03/03/2009 do 11:36 #

          btd: powody są pro­ste, firmy nie uży­wają jesz­cze linuksa na taka skalę, aby opła­cało się uru­cha­miać całą maszynę dewe­lo­per­ską. Ot i cały problem.

  14. obi 03/03/2009 do 13:36 # Odpowiedz

    Firmy nie uży­wają Linuksa z pro­stego powodu, nie ma na tą plat­formę odpo­wied­niego opro­gra­mo­wa­nia. Costa prawdę pisze, nie­stety Linux postrze­gany jest przez nie­któ­rych jako soft za dar­mo­chę, nie­za­leż­nie od jego jako­ści. Nieraz publicz­nie zadaję pyta­nie ilu użyt­kow­ni­ków wyku­piło by licen­cje do Ubuntu, gdyby dys­try­bu­cja to była sprze­da­wana? Ileż kon­tro­wer­sji wzbu­dza sprze­daż Mandriva Polska swo­jego pro­duktu. Przez podej­ście fana­ty­ków „dar­mo­wo­ści” pro­jekty upa­dają, bar­dzo słabo są roz­wi­jane, pro­gra­mi­ści odcho­dzą (patrz Open Office któ­rego obsłu­guje 25 pro­gra­mi­stów). Malutkie firmy wyda­jące poszcze­gólne dys­try­bu­cje nie są part­ne­rami dla pro­du­cen­tów sprzętu, z kolei te wiel­kie jak Novell, RH nie są zain­te­re­so­wane indy­wi­du­al­nymi użyt­kow­ni­kami. Swego czasu chcia­łem kupić licen­cje na SLED-a w pol­skim przed­sta­wi­ciel­stwie Novella. Na moje pismo w któ­rym opi­sa­łem szcze­gó­łowo kon­fi­gu­ra­cję sprzętu, otrzy­ma­łem lako­niczną odpo­wiedź, iż firma Novell swoje pro­dukty sprze­daje wyłącz­nie zakła­dom. Innymi słowy masz firmę, zawie­rasz z Novellem umowę, spe­cja­li­ści przy­jeż­dżają z dedy­ko­wa­nym sprzę­tem i softem, oraz pomocą przy wdro­że­niu. To kosz­tuje duże pie­nią­dze. W innym przy­padku odsy­łany jesteś do „spo­łecz­no­ści”(???) opie­ku­ją­cej się pro­jek­tem open­Suse za który już Novell nie ponosi odpowiedzialności.

  15. btd 03/03/2009 do 14:10 # Odpowiedz

    „firmy nie uży­wają jesz­cze linuksa na taka skalę, aby opła­cało się uru­cha­miać całą maszynę deweloperską.”

    Czyli nie uży­wają bo nie ma pro­gra­mów, nie ma pro­gra­mów bo nie uży­wają. sweet :->

  16. hrluc 10/03/2009 do 12:50 # Odpowiedz

    „Płacę? Owszem, ale w zamian za to mam święty spo­kój, sys­tem dedy­ko­wany do mojego sprzętu i świet­nie dopra­co­wane apli­ka­cje za nie­duże pie­nią­dze (może poza PS)”

    Zawsze znaj­dzie się,jakiś powód żeby wytłu­ma­czyć sobie jak to możliwe,że tyle przepłaciłem :)

Dodaj komentarz