Od detepowca dziesięć przykazań dla marketoida

  1. Nie będziesz jęczał w tema­cie ter­mi­nów wie­dząc, że obło­że­nie pracą jest ogromne i samemu jesz­cze dopie­prza­jąc coś od siebie.
  2. Nie będziesz wymy­ślał pra­co­chłon­nego i tech­nicz­nie głu­piego obej­ścia pro­blemu wyni­kłego z nędzy dostar­czo­nych materiałów.
  3. Kreacja jest fajna. Ale cza­so­chłonna i zaso­bo­chłonna. Facet od DTP nie jest naj­lep­szym pod Słońcem spe­cem od Photoshopa i nie­ko­niecz­nie umie w sen­sowny spo­sób zmie­nić pod­łogę z paneli w pane­lowy poli­czek jakiejś dupy wypa­trzo­nej wśród szto­ko­wych fotek.
  4. Marudzenie, że nic się nie robi w tema­cie kata­logu po roku cią­głych prze­mian, zmian, odejść i przyjść kolej­nych mar­ke­to­idów z oczy­wi­ście nowymi pomy­słami i wizjami — to pra­wie jak strzał w policzek.
  5. Czasem głupi dete­po­wiec jed­nak ma rację.
  6. Jęczenie w tema­cie jako­ści wydru­ków gdy dete­pow­cowi unie­moż­li­wia się wybór wyko­nawcy — to pra­wie jak strzał w policzek.
  7. Detepowiec TO NIE JEST grafik!
  8. Detepowiec NIE ROBI stron inter­ne­to­wych (choć może o tym coś wiedzieć).
  9. Wjeżdżanie ze swoim zle­ce­niem umo­ty­wo­wane „bo mnie szef zabije” i żąda­nie robie­nia od ręki sku­tecz­nie roz­pie­prza cały plan pracy, jaki dete­po­wiec ma (bo zazwy­czaj ma by w tym całym baj­zlu się nie pogu­bić). „Bo mnie szef zabije” nie robi na dete­powcu żad­nego wra­że­nia — to nie szef dete­powca. Detepowiec roz­pie­przy sobie cały uło­żony plan tylko i wyłącz­nie dla­tego, że nie jest ostat­nią świ­nią i wie, że ludziom zda­rza się o czymś zapo­mnieć i przy­po­mnieć sobie w ostat­niej chwili, by dzwo­nić i dete­pow­com robić baj­zel w ich poukła­da­nym świecie.
  10. Ty masz sprze­dać, ja mam zadbać o to, by ubra­nie tego cze­goś, co chcesz sprze­dać było dobrze skro­jone i wyko­nane. W więk­szo­ści wypad­ków dete­po­wiec może ubra­nie i torbę, w którą się je spa­kuje także zapro­jek­to­wać. Ale są różne pro­dukty i różne ubra­nia i dete­po­wiec nie upiera się przy pro­jek­to­wa­niu opa­ko­wa­nia dla dro­giego, eks­klu­zyw­nego gar­ni­turu. Ot tego są lepsi od niego, któ­rych NA PRAWDĘ warto cza­sem nająć i opłacić.

Tak, zga­dli­ście — ciężki okres w pracy. Zaczynają poja­wiać się poważne fakapy, co mnie w sumie nie dziwi gdy dzien­nie mielę tyle, co nie­jedna mała agen­cja rekla­mowa, o korek­cie mogę zapo­mnieć a spraw­dze­nie pod wzglę­dem mery­to­ryki pusz­cza­nych mate­ria­łów prak­tycz­nie nie ist­nieje. Nie muszę wie­dzieć wszyst­kiego o każ­dym zaki­cha­nym pro­duk­cie tej dziw­nej firmy, serio…

No nic, mie­le­nia dziś ciąg dal­szy ale przy oka­zji to już posta­no­wione — biorę L4 i czas nieco wylu­zo­wać. Potrzebuję urlopu, lek­kiego dystansu, odświe­że­nia. I spo­tka­nia z innymi dete­pow­cami. Ot by pona­rze­kać nieco wspól­nie, wypić piwo a przez to spu­ścić nieco pary. Doropha nie nadaje się do takich roz­mów — nie wie biedna o czym ja gadam i dla­czego cią­głe dru­ko­wa­nie spo­rych nakła­dów bez pro­ofów tak bar­dzo pod­nosi mi ciśnie­nie. No bo kto nor­malny to zrozumie? :)

, ,

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

2 Komentarzy do “Od detepowca dziesięć przykazań dla marketoida”

  1. krzychu 26/02/2009 do 16:48 # Odpowiedz

    oj, ja bym jesz­cze dodał kolejne przy­ka­za­nie: abyś nie czy­nił w chwili ostat­niej popra­wek mar­ke­to­idzie w goto­wym już pliku do wydruku/postscripta etc.
    ;)

    • CoSTa 27/02/2009 do 08:48 # Odpowiedz

      Soooo true!
      Ostatnio wzią­łem się na spo­sób i zbie­ram akcepty od kilku osób. Rozmyta odpo­wie­dzial­ność dosko­nale wpływa na pro­ces podej­mo­wa­nia decy­zji a ja zawsze mam na kogo zwa­lić jakby co :).

Dodaj komentarz