Podkręcony nieco wpisem Patrysa i oglądanymi w trailerach fragmentami, wziąłem i w dniu wczorajszym nabyłem drogą kupna coś, co ponoć ma być grą odstresowującą. Piszę „coś” i „ponoć”, gdyż Flower, o którym tu mowa, ciężko zakwalifikować jako regularną grę i jeszcze ciężej powiedzieć o tym czymś, że jest odstresowujące. No dobrze, ale co to jest to coś?
To coś to gra, w której gracz steruje kwiatowym płatkiem i przechodzi etap fruwając sobie tym płatkiem w tę i wewtę, przy okazji wlatując w inne kwiatki, co pozwala na czynienie jakichś postępów w grze. W użyciu jest sixaxis (czyli steruje się przez kręcenie całym padem), miła muzyczka w tle, ambientowe dźwięki szumu wiatru, miła zieleń trawy, soczyste barwy kwiatków i ogólnie sielanka. Znaczy nie tak do końca sielanka. W trzech na razie przelecianych etapach otwieranie kwiatów powodowało to samo — rozkwit, zmianę szaroburej trawy w soczyście zieloną, powrót życia i ogólnie dzianie się magii, na której widok Majka powiedziała „ooooo” a Doropha „jaaaaaa”.
I o to właśnie w tej grze chodzi — o relaksujące fruwanko, robienie „oooo”, „jaaaaa”, „sweeeet” i przy okazji wypełnianie kwiatowych zadań. Są trofea, są tajemne zakamarki, do których trudno dotrzeć czeredzie płatków (z każdym „dotkniętym” / „przebudzonym” kwiatkiem wzrasta ilość ciągniętych w magicznym warkoczu kwiatowych płatków — tym sposobem pod koniec etapu fruwają po ekranie dziesiątki i setki płatków, co wygląda dosyć spektakularnie i nieodmiennie słodko), nie ma przemocy (no, na razie), nie ma krwi, jelit, spermy i innych płynów ustrojowych. Niektórzy pewnie powiedzą, że w związku z tym gra jest głupia i dla kobiet/pedałów. Yeah, maybe. Do tych głupot dorzucę dla odmiany coś prawdziwego: relaksuje choć trzeci etap dostarczył mi już całkiem sporo zręcznościowej rozrywki.
Dorophie i Majce gra weszła miodnie. Dorcia sobie dziś latała jako ten latawiec a córka nawet na dłuższy moment się przy Flower zatrzymała, zanim LittleBigPlanet odpaliła.
Ocena? Nie będzie oceny bo i ciężko to ocenić. Czy warto? Kaman, za 29 złotych to grzech nie brać. Miłe, czilautowe fruwanko naprawdę nie jest złe. Z minusów — muzyka gets repetitive. Płatki also. Poziomys takoż (no chyba że dalej dorzucają jakieś bonusy). Ogólnie więc dziwna pozycja z gatunku Flow i pokrewnych. Czyli dokładnie to, za co kocham konsole: dziwne gry, niestandardowe pomysły i niezłe wykonanie.
Z ciekawostek — swego czasu na PSX miałem gierkę, która zwała się bodajże Dolphin’s Dream. Zasadniczo powiem Wam, że można w to było gapić się (i tego słuchać, bo o to głównie chodziło) godzinami. Dziwna odmiana transu ale kurczę fajna i na swój sposób diablo wciągająca. Coś jest w tych czillowych gierkach. I to coś naprawdę fajnego!
Sorry za jakość — zgrywka z TV naszym wysłużonym idiotenaparatem. Dźwięk musiałem wykillować bo mi się niewiasty w domu rozkrzyczały podczas procesu wieczornego mycia kłów i innych części paszcz. Kudosy dla twórców iMovie 09 — ten soft jest naprawdę niezły i diablo szybki!
A ja tylko przypominam, że podcasty można wciągać z naszej stronki także przez RSS wydzielonymi do tego celu kanałami:
CoSTa’s Family Page — podcast
CoSTa’s Family Page — w iTunes Store
CoSTa’s Family Page — zasubskrybuj w Miro








Sielanka sielaanka, ale jak zaczniesz czwarty sen… ;]
A co do wciagania tego przez kobiety — kupilismy z Yard flowera glownie ze wzgledu na Yard wlasnie. Weekend byl z glowy — przeleciala platka we wszystkie mozliwe strony… Brakuje jej co prawda jeszcze pare trofeow, ale sie nadrobi to… ;]
Gierka przednia.
A to bardzo dobra wiadomość, że kobiety Kwiatek wsysa. Szukałem czegoś dla żonki, która generalnie grać nie lubi, nie umie, nie chce i wstydzi się. No ale kto wie, może da się wciągnąć a wtedy w LBP będziem grali w trójkę! :)