Menu serwera

W szpitalu…

No i wylądowaliśmy w szpitalu. Polski system opieki medycznej przewiduje, że aby móc się dostać do szpitala, należy wpierw odbyć pielgrzymkę po różnych lekarzach, z których najgorzej ma lekarz rodzinny bo wychodzi na to, że tylko jemu się nie płaci. Co prawda szpital też nic póki co nas nie kosztuje ale na to „nic” składamy się co miesiąc w kwotach niemałych.

Majka rozpoczęła dziarsko – już w poczekalni do rejestracji poznaliśmy dwie dziewczynki, z którymi wygłodniała kontaktów z dziećmi córa się skumplowała. Później spotykaliśmy się na kolejnych etapach szpitalnego hadżdżu – w poczekalni do badań kwalifikacyjnych, w poczekalni do rejestracji szpitalnej i w poczekalni do przyjęć na oddział szpitalny. W szpitalach jak widać głównie się czeka :).

Ostatecznie towarzystwo wylądowało w jednej sali a widząc, jak peplało toto przed zakwaterowaniem, mam jak najgorsze przeczucia dotyczące ciszy i spokoju. Majka dostała jakiegoś szwungu strasznego i kopa energetycznego – biega, skacze, lata, fruwa… Tak to jest, kiedy wyjdzie się wreszcie z więzienia, jakie zafundowaliśmy małej przed zabiegiem. Raz nas już spod sali operacyjnej cofano bo młoda oczywiście musiała zachorować. Dlatego teraz zarządziliśmy młodej kwarantannę, którą mała zniosła dzielnie ale miała już serdecznie jej dosyć i stąd chyba ta hiperaktywność.

Gdy to piszę jest południe i Majka trafiła na badania słuchu. Przed nią jeszcze konsultacje u anestezjologa i sprawdzenie, czy aby na pewno młoda dzielnie zniesie narkozę. Poza tym mamy lekki chaos z panią pielęgniarką, która najwidoczniej niezbyt chwyta, co się wokół niej dzieje i kto gdzie leży. Coś babka bierze ale dalibóg nie wiem co. Coś, co na pewno upośledza pamięć krótkotrwałą.

… Później …

OK, godzina 14:10 – Majka idzie na wizytę u anestezjologa. Jak się okazuje, to najważniejsza persona w całym tym młynie. I orzekła, że młodą można ciąć. Yeah! Anglosasi mają swoją bloody Mary a u nas będzie krwawa Majka!

… Później …

Godzina 15:30 – Doropha wraca do domu przygotować jakieś żarcie oraz siebie samą do nocnego czuwania. Szlag, nie można przy dzieciaku się położyć więc czeka żonkę noc na krześle albo w jakiejś innej pozycji. Patrzę nieufnie na sąsiada i jego wygodny materac dmuchany. Coś wisi w powietrzu…

… Później …

Godzina 20.06 – wlazłem do domu i robię sobie pierwsze dziś pożywanko. Jutro zmienię żonę zaraz po pracy ale już teraz jej współczuję. Majkę zakwalifikowano do cięcia i z rańca zacznie się młyn. Po nieczuleniu młoda pewnie będzie dochodziła do siebie jakiś czas a później zaczną się płacze, że boli, że przełykać nie idzie i że sznurki z uszu wystają. Przeżyjemy.

Co mnie rozwaliło – Majce się w szpitalu… Spodobało! Tak, to „wina” koleżanek i ogólnie mocno imprezowej atmosfery w pokoju. Kaman, szóstka dzieciaków w mniej więcej podobnym wieku po prostu musi przewracać oddział do góry nogami. No i przewraca tak lekko – ostatnio dzieciaki skradały się po indiańsku by uciec z oddziału. Wcześniej nieco wycyganiły od pielęgniarek takie rękawiczki gumowe, kazały sobie nadmuchać i odbyły się zawody w dojeniu. Fak, sam wziąłbym w nich udział, gdyby nie pozostali dorośli nieco mnie tremujący :). Poza tym niestety szpitalna nuda i niewiele więcej.

Dzięki za trzymanie kciuków! Oby tak dalej – to przynosi efekty! Byliśmy pewni, że małą znów uwalą na starcie i znów trzeba będzie termin przekładać. Na szczęście wygląda na to, że wszystko odbędzie się zgodnie z planem.

, ,

8 odpowiedzi do W szpitalu…

  1. Piotr / savek Luty 16, 2009 o 20:55 #

    To trzymamy dalej ;)

  2. waltharius Luty 16, 2009 o 21:00 #

    Kurka zaczynają mi już sinieć…

    ;-)

  3. Marcin W Luty 16, 2009 o 21:16 #

    yep, paluchów nie oszczędzamy :)

  4. Raccoon Luty 16, 2009 o 21:30 #

    Jak potrzebujesz karimaty to daj znać, moja żona też była w szpitalu z synkiem i się jej bardzo przydała :) Mieszkam na Łazarzu jakby co :)

  5. RAFi Luty 17, 2009 o 02:40 #

    hahaha „imprezowa atmosfera” :D

  6. Biter Luty 17, 2009 o 03:39 #

    Niezbyt ciekawa sytuacja, trzymajcie sie tam dzielnie i niech ten zabieg w końcu zadziała. A co do leżakowania na korytarzu to może spróbuj jakąs bomboniere siostrze dyżurnej podstawić, może pozwoli położyć sie gdzieś obok majki – bombonierki o dziwo ciągle działają ;)

  7. Andrzej & Ewa Luty 17, 2009 o 10:50 #

    Kciuki trzymamy aby wszystko było dobrze i czekamy na dobre wiadomości.

  8. CoSTa Luty 17, 2009 o 17:51 #

    Dziękujemy ogromnie! No cóż, nie wyszło tom razom. Następny raz już za nieco ponad miesiąc. Kto wie, może coś z tego nawet będzie…

    Zaczynam mieć dosyć polskiej służby zdrowia. Na tyle dosyć, że zaczynam poważnie myśleć o emigracji do jakiegoś cywilizowanego kraju. Pal licho pieniądze, o pewien poziom rozwoju cywilizacyjnego raczej chodzi.

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Zabieg…

Cholera, to już dziś. Zaraz pakujemy Majkę w taksówkę i jedziemy czynić Zabieg. Taaak, właśnie ten Zabieg, o którym swego...

Zamknij