Chorujemy nawiedzeni przez babcię

Jak widać na dłuż­szy moment przy­szło mi odejść od kla­wia­tury. Ano, cho­rób­ska nas rodzin­nie tra­pią a prócz tego dopadł nas i dopust boży w postaci mojej mamuśki, która wzięła i się nam na chore głowy zwa­liła w dro­dze powrot­nej z Warszawy do Jeleniej Góry. OK, żar­tuję sobie teraz — babka zwy­cza­jowo ura­to­wała nam tyłki napeł­nia­jąc lodówkę po brzegi, wpro­wa­dza­jąc do domu roz­wa­lo­nego pod­łym cho­ro­bo­wym morale ruch, gwar, har­mi­der i prze­świad­cze­nie, że cho­ro­wa­nie jest do bani bo prze­cież tak dużo się dzieje i tak wiel­kie mamy plany, które tylko cze­kają na realizację.

Słowem — ta już nie­pierw­szej mło­do­ści nie­wia­sta wzięła i nam bate­ryjki nała­do­wała nieco. Dalibóg nie mam poję­cia jak ona to robi ale ener­gię ma cho­lera jedna nie­spo­żytą i kręci się wciąż jako ten owsik. Jak mój star­szy z nią te wszyst­kie lata wytrzy­mał? Pewnie zacho­wu­jąc olim­pij­ski spo­kój i cią­gle uzu­peł­nia­jąc barek. Serio, przy babci Wuli można wpaść w jakieś hiper­ak­tywne kom­pleksy. Zadziwiająca kobieta…

Doropha smara tak zawo­dowo, że zaczy­nam myśleć o otwo­rze­niu warsz­tatu i usłu­gach sma­row­ni­czych. Ma smaru pokłady nie­zmie­rzone, ba! poła­cie całe, ba! pola wręcz ogromne sma­ro­no­śne! Nie jestem w sta­nie uwie­rzyć, że czy­jeś górne drogi odde­chowe mogą być aż taką fabryką smaru i przy oka­zji że można żyć będą aż tak owym sma­rem zaplombowanym.

Majka ma już ser­decz­nie dosyć sie­dze­nia w domu i w związku z tym dostaje na łeb. Równo i po cało­ści. Wczoraj uło­żyła puz­zle z 300 ele­men­tów. Choroba jak widać prze­rzuca się z dróg odde­cho­wych na głowę: czy ktoś nor­malny ze swo­jej wła­snej woli mając pięć lat wziąłby się za ukła­da­nie nie­ma­łych puz­zli??? Jezu, moje do tej pory naj­więk­sze osią­gnię­cie puz­zlowe to uło­że­nie cze­goś z setki ele­men­tów. Przy więk­szych ilo­ściach puz­zle lądo­wały nie­odmien­nie w koszu jako zaję­cie głu­pie i nudne. Zaczynam dostrze­gać jak nie­skoń­czone pokłady znu­dze­nia sie­dze­niem w domu ma nasza córa i ser­decz­nie jej współ­czuję. Pięciolatek powi­nien bry­kać all day long z kum­plami i kole­żan­kami a nie sie­dzieć w domu z cho­rymi pier­dzie­lami, czyli rodzicami.

A ze mną coraz lepiej. Dziś kolejna gorąca kąpiel w roz­grze­wa­ją­cych olej­kach powinna doko­nać dal­szego upo­rząd­ko­wa­nia spraw w ciel­sku. Widzę już pierw­szy minus cho­ro­wa­nia — brzuch rośnie, co w kon­fron­ta­cji z wypeł­nie­niem lodówki przez bab­cię nie wróży niczego dobrego.

Ważne, że humor dopi­suje choć robi się coraz bar­dziej fata­li­stycz­nie. Jeeez, ale bym zabrał całą tę moją bandę do kina z oka­zji dnia kobiet…

Babcie, cio­teczki, sio­strzyczki oraz wszyst­kie to czy­ta­jące — z oka­zji dnia kobiet życzę wszyst­kiego naj! Bądźcie nadal tak piękne i kobiece, jak już jesteście.

,

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

9 Komentarzy do “Chorujemy nawiedzeni przez babcię”

  1. Mama Wula 09/03/2009 do 11:53 # Odpowiedz

    Kostas ! Zabiję cię za tę –nie­pierw­szej mło­do­ści nie­wia­stę -.Reszta ok!Proponuję uży­wać sfor­mu­ło­wa­nia — doj­rzała kobieta,brzmi to lepiej i nigdy nie wia­domo w jakim prze­dziale cza­so­wym umie­ścić daną osobę.Może być doj­rzała 30-latka,40-latka,50-latka itd.Nie mam kom­plek­sów na tle wieku,ale przy­znasz ‚że poję­cie –nie­pierw­szej mło­do­ści — brzmi okrop­nie. Twoja doj­rzała mama Wula

    • btd 09/03/2009 do 20:11 # Odpowiedz

      E tam, mi Pani imponuje :-)

      A co do ‘nie­pierw­szej’ — nie pierw­szej, czyli dru­giej, czyli dwa­dzie­ścia­parę lat, więc o co chodzi?

  2. Mama Wula 10/03/2009 do 08:50 # Odpowiedz

    Mama Wula do btd –cho­ciaż nie znam Cię już CIę lubię za taki spo­sób uję­cia tematu zwłasz­cza za te dwa­dzie­ścia parę lat mimo że wiek nie sta­nowi dla mnie pro­blemu bo wycho­dzę z zało­że­nia ‚że na wiek należy zapra­co­wać. Jednakże gdy się posiada syna w postaci Kostasa, eta­to­wego rodzin­nego kpiarza,który nie zna świę­to­ści i nawet oso­bi­stej matce nie odpu­ści sta­ram się odszcze­ki­wać. Przyznam,że cza­sami sku­tecz­nie a cza­sami wręcz przeciwnie.

    • btd 10/03/2009 do 17:09 # Odpowiedz

      „Jednakże gdy się posiada syna w postaci Kostasa, eta­to­wego rodzin­nego kpiarza,który nie zna świętości”

      Eeeee, to jakby o mnie było :D

  3. krzychu 10/03/2009 do 09:48 # Odpowiedz

    Babcie mają swoje plusy dodat­nie! ;)
    A serio: to jest jakiś drobny przy­kład pozy­tyw­nych funk­cji rodziny wie­lo­po­ko­le­nio­wej. Howgh!

  4. CoSTa 10/03/2009 do 11:06 # Odpowiedz

    doj­rzała kobieta
    OK doj­rzała kobieto! :)

    btd
    Lizus :)

    krzy­chu
    Ano, co chwila prze­ko­nu­jemy się, że jed­nak pomysł wyjazdu do mia­sta gdzieś daleko od domu nie był naj­szczę­śliw­szy. Babcie i dziad­ko­wie to jed­nak naj­zu­peł­niej natu­ralne i w cho­lerę potrzebne źró­dło wycho­waw­cze (z wza­jem­no­ścią zresztą — Majka nie­źle sobie z bab­ciami i dziad­kami radzi i ład­nie ich usta­wia :)). Kurczę, bra­kuje nam takiego zwy­kłego codzien­nego kon­taktu z rodzicami.

  5. ciotka's eleni 10/03/2009 do 11:54 # Odpowiedz

    costa:dzieki za zycze­nia w ime­niu swoim oraz reszty grec­kiego dam­skiego klanu rodziny.
    mama Wula: sio­strzyczko nie przej­muj sie, jest takie powie­dze­nie „tam gdzie jestes bylam, tu gdzie jestem, bedziesz” co nie zna­czy ze tutaj jest tak zle.

  6. mam Wula 10/03/2009 do 16:05 # Odpowiedz

    Uwaga ! Informuję wszem i wobec ‚że nie­jaki Brzoza czyli mój młod­szy syn a brat Kostasa będzie miał syna.Wykazało to dzi­siej­sze usg.Huraaaa! Malutki fiu­tek w rodzi­nie to jest to.Mama Wula

  7. ciotka's eleni 10/03/2009 do 20:29 # Odpowiedz

    mama Wula: szy­kuj port­fel, na nic nie zda­dza sie ciuszki w roz­owym kolo­rze, trzeba wszystko na nowo kupo­wac ale w kolo­rze niebieskim.

Dodaj komentarz