Menu serwera

Killzone 2 – pierwsze wrażenia

Pograłem nieco w tę gierkę i podzielę się może pierwszymi wrażeniami z gry. Nie jest to co prawda recenzja gry bo tej jeszcze nie przeszedłem ale jeśli pozostała jej część jest tak dopracowana jak początkowe etapy – mogę już teraz wydać wstępny werdykt.

A werdykt brzmi: absolutnie wspaniała gra!

A na ową wspaniałość składa się kilka elementów, których nie wolno roztrząsać z osobna. Dlaczego? Bo widać, że włożono potężny wysiłek w to, by gra była kompletna, że zwrócono niebywałą uwagę na szczegóły i drobiazgi.

Grafika jest perfekcyjna. Twórcy nie wahają się zbytnio i są pewni swojego silnika – tym sposobem misje czasem będą działy się w wąskich i ciasnych przejściach czy kanałach ale też wyjdzie się nie raz i nie dwa na otwarte tereny. Absolutnie niesamowite jest to, że chyba po raz pierwszy w shooterach użyto sensownej, naturalnej palety kolorów. Jezu, jak bardzo oczojebne są inne FPSy… Nie oznacza to, że w Killzone nie ma czerwieni, żółci czy kolorów z zimniejszego końca kolorystycznej skali. To oznacza, że kolorystyka jest naturalna, bo takiej właśnie się spodziewamy biegając w takich a nie innych warunkach. Tu do kolorystyki siadł ktoś, kto ma o tym pojęcie i wie, jak się posługiwać kolorem. To jedna z najlepiej kolorystycznie odwzorowanych gier ever made. Serio, kolorystyka jest prowadzona subtelnie, ze smakiem, znawstwem i artyzmem, o który bardzo rzadko w grach.

Ktoś tam chyba nareszcie doszedł do tego, co każdy gracz wie od dawna – o plastyczności i wiarygodności świata niekoniecznie świadczy tylko ilość wyświetlanych polygonów ale przede wszystkim światło i efekty wolumetryczne. W Killzone kurz, odłupane pociskami latające wszędzie fragmenty ścian oraz światłocienie po prostu uwiarygadniają wrażenie głębi i trójwymiarowości świata. Zrobione jest to po prostu cudnie i właśnie tak, jak powinno być zrobione.

Sama surówka i esencja gry, czyli walka, wykonana jest świetnie. Doropha zobaczyła mnie po dłuższej sesji z Killzone i rzekła, że po raz pierwszy widziała mnie bladego, z rozszerzonymi oczami, wyglądającego jak naszprycowany, dyszącego i powtarzającego w kółko „o kurwa, ale zajebiste!”. Żyję z tą kobietą już parę lat i przez ten cały czas gram w przeróżne gry a takie pompowanie adrenaliny widziała u mnie po raz pierwszy. To o czymś świadczy. To w sumie o wszystkim świadczy – gra po prostu daje nieprawdopodobną satysfakcję, walki są epickie, długie ale nie nudne, angażują potwornie i zmuszają organizm do strzykania adrenaliną na lewo i prawo. I są różne! Bywają pojedynki ty kontra kilku czerwonookich ale też i zmasowane natarcia, kiedy lecisz w tłumie i dostajesz strzała bóg raczy wiedzieć skąd. Wojna. I to na całego.

Opracowanie dźwiękowe gry jest po prostu klasą samą w sobie. Zaczynam bardzo mocno zastanawiać się nad kupnem zestawu 5.1 dla tego tytułu bo to, co słyszę z głośników telewizora jest bardzo dobre ale pogłębione o przestrzeń pewnie zrywa kask.

Pograłem nieco online ale jeszcze jestem na solidne sieciowe rozgrywki za wąski. Póki co potrenowałem nieco z botami i muszę przyznać, że także i ten element gry wykonano bardzo dobrze. Rozgrywka z botami potrafi być na wyższych poziomach botowych umiejętności bardzo intensywna a sztuczna inteligencja potrafi mile zaskoczyć. Za to plansze… FUCK! Są doskonałe! Dosłownie każdy poziom jet zrobiony mistrzowsko i już nie mogę doczekać się jakichś sparringów z ludźmi.

Minusy? Są, oczywiście, że są. Gra jest liniowa do bólu (przynajmniej na razie) i zwolennicy swobodnego biegania nie mają tu czego szukać. Polska lokalizacja nie jest zła ale głosy lektorów zwyczajowo są średnio dobrane. No i faktycznie fabuła jakoś się wymyka spod kontroli – jak na razie widzę, że można to było zrobić o wiele fajniej. Wiele osób skarży się na defaultowe sterowanie. Ja się nie skarżę, jest bardzo OK i gra mi się na defaultowym obłożeniu pada bardzo dobrze. Więcej grzechów nie stwierdziłem – cała reszta prezentuje bardzo dobry a miejscami wręcz porywający poziom. Zdecydowanie jak na razie najlepsza gra na PS3.

OK, w poszukiwaniu jakiegoś screena do tej wstępnej recki poszperałem nieco po necie i wskoczyłem też na GameSpot.com. Się okazuje, że recenzent ma bardzo podobne zdanie do mojego z tą różnicą, że on mówi konkretnie i na temat. Warto obejrzeć tę recenzję:

Strona z recenzją gry
Strona gry

, , ,

5 odpowiedzi do Killzone 2 – pierwsze wrażenia

  1. pemmax Marzec 8, 2009 o 19:32 #

    No tak. Teraz pozostaje nam założyć jakiś mały klanik. Może „Polskie Maki”? ;-)

  2. Futomaki Marzec 8, 2009 o 21:09 #

    Nie potrzebuję drugiej konsoli w domu. Nie potrzebuję drugiej konsoli w domu. Nie potrzebuję drugiej konsoli w domu. Nie potrzebuję drugiej konsoli w domu. Nie potrzebuję drugiej konsoli w domu. Nie potrzebuję drugiej konsoli w domu. Nie potrzebuję drugiej konsoli w domu. Nie potrzebuję drugiej konsoli w domu.

  3. SpeX Marzec 8, 2009 o 21:10 #

    A da się włączyć oryginalną ścieżkę audio + napisy?

  4. CoSTa Marzec 10, 2009 o 11:00 #

    pemmax
    Cholera, chciałem się dobić do jakiejś gry, w której brałeś udział ale ciągle full nabite i nikt nie chciał wyłazić z planszy. Spectator mi pozostał i muszę przyznać, że zabawnie wygląda banda ludków naparzająca się ostro :)

    Pem, kto klan zakłada? Zaczyna mnie naprawdę ciągnąć do wieczornych sparringów…

    Futomaki
    Oj powiem ci, że ta gierka jest dobrym powodem, by jednak drugą konsolę nabyć…

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Chorujemy nawiedzeni przez babcię

Jak widać na dłuższy moment przyszło mi odejść od klawiatury. Ano, choróbska nas rodzinnie trapią a prócz tego dopadł nas...

Zamknij