Męczenie da Majka :)

Nasza córka ma prze­rą­bane. Tak po cało­ści. Oto bowiem zamiast bawić się w naj­lep­sze i korzy­stać z faktu, że do przed­szkola nie biega w ocze­ki­wa­niu na zabieg (to już 30-go, ależ ten czas leci), sie­dzi bidula przy książ­kach i jest męczona naj­pierw przez opie­kunkę, a po moim powro­cie z pracy i przeze mnie. Dlaczego?

Uczymy się czy­tać i pisać!

A że jestem wyznawcą metody „przez stres, samo jądro stresu i jesz­cze nieco stresu na dokładkę” — Majka ma robione ostat­nio sys­te­ma­tycz­nie spraw­dziany. Kartkówki jak kto woli. Z ocenami.

Wczoraj pisa­li­śmy trudne słowa „Noga” i „Rower”. Majka musi sama roz­bić słowo na litery a potem jesz­cze je napi­sać. Nie ma lekko ale moja upier­dli­wość i łapa­nie minu­sów u córki za bycie per­fid­nym dra­niem męczą­cym dzie­ciaka zaczyna przy­no­sić efekty — idzie mło­dej lite­ro­wa­nie coraz lepiej a i spraw­dziany jakby jakieś takie coraz bar­dziej udane i ostat­nio wpa­dło nawet pięć minus (w sze­ścio­stop­nio­wej skali). No, no, no… Jestem z Majki dumny jak paw!

Dziś Majka ma luzy — idę na tre­ning. Ale jutro ma prze­rą­bane. Napiszemy wyraz „Trutka” a to rzecz do prze­li­te­ro­wa­nia wcale nie­ła­twa — sporo spół­gło­sek a z tymi ma Majka pro­blem. Jednak naucza­nie liter metodą „Tyyy”, „Kyyy” robi dzie­cia­kom wodę z mózgu — sły­szą dwie gło­ski i póź­niej ciężko jest to wyplenić.

A w ramach chwa­le­nia się — czy­tać nauczy­łem się sam. Po pol­sku i po grecku. Po pol­sku na książce, która mnie fra­po­wała w przed­szkolu a po grecku na komik­sach ze Spidermanem w roli głów­nej. Dżizas, dziś został­bym nowym Kafką gdyby mnie uczyli czy­tać na komik­so­wych pornolach :).

, ,

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

7 Komentarzy do “Męczenie da Majka :)”

  1. s@ntee 17/03/2009 do 17:31 # Odpowiedz

    Pamietam! Ilez ja sie namę­czy­łam, żeby Nastolatkę Młodszą nauczyć, że „myyy”, tyy””, „nyy” to nie są dwie litery! A ile zemści­łam na szkołę i dur­nych nauczy­cieli, któ­rzy upar­cie powtarzali:„To jest literka „ly”.

    Przylęłam za to metodę dzwiękowo-obrazkową, z alfa­be­tem. Pokazywałam literki i gło­sko­wa­łam „krótko”, bez „yyyy”. Tak długo, aż sie nauczyła. A jak już się nauczyła, to mi per­fid­nie zarzu­ciła, że Pani w szkole mówi ina­czej. I ze mną pisała bez „yyy” a w szkole tak jak Pani mówi;-)

    Owszem, prze­szło jej. Ale ja bym tego drugi raz prze­cho­dzić nie chciała ;-)

  2. grabek 17/03/2009 do 20:00 # Odpowiedz

    Taki ojciec to skarb. oby tak dalej!

  3. CoSTa 18/03/2009 do 14:00 # Odpowiedz

    s@antee
    Ha! A ja idę w wyple­nia­nie chwa­stów od pierw­szych chwil :). A bo kur­czę widzę na żywca, że dziecku nie ma co wody z mózgu robić. Szczególnie takiego ogryzka, jaki ma we łbie Majka :)

    gra­bek
    Skarb jak skarb — opie­kunka prze­ka­zała żonie (mnie się chyba boi), że co się bit­chingu na temat ojca (zna­czy mnie) nasłu­chała, to jej :). Trudno, takie są koszta bycia upier­dli­wym sta­rym. Nadrabiam obsługą pada — co się Majka nawdzię­czy by mnie zmę­czo­nego robotą do kon­soli pognać…

    • s@ntee 18/03/2009 do 20:31 # Odpowiedz

      Taka prawda, im wcze­sniej sie nauczy, tym lepiej dla niej. Na poczatku moze dziecku trudno, ale sie przy­zwy­czai do pracy. A wtla­cza­nie dziecku do glowy, ze zycie jest uslane rożami i wszy­scy zyja dlugo i szcze­sli­wie to psy­cho­lo­giczna zbrod­nia. Potem dzie­ciaki scie­raja sie z rze­czy­wi­sto­ścia i szok je przy­gniata do chodnika.

      Trzeba dziecko nauczyc jak naj­szyb­ciej mysle­nia, kre­atyw­nego roz­wia­zy­wa­nia pro­ble­mow i gene­ral­nej zarad­no­sci. Jesli bedzie wie­dzialo, ze efekty zaleza od niej — caly swiat otwarty. Jesli bedzie cze­kalo jak na zmi­lo­wa­nie na oto­cze­nie … ech ;-)

  4. zx 18/03/2009 do 14:02 # Odpowiedz

    Ale oceny? To naj­gor­sza forma oce­nia­nia jaką wszech­świat stworzył.

    • CoSTa 18/03/2009 do 14:15 # Odpowiedz

      Bo?

      • zen 19/03/2009 do 09:03 # Odpowiedz

        Z tego co czy­ta­łem, to rze­czy­wi­ście u takich małych dzieci nie powinno się sto­so­wać ocen w postaci cyfe­rek. Dlaczego? Zabij mnie, ale nie pamiętam.

Dodaj komentarz