Menu serwera

O kolejnego kota mniej…

Nie mam szczęścia do kotów. Wcale a wcale. Pamiętacie może takiego jednego kolesia, który się wziął i do naszego rodzinnego siedliszcza wmiałkał? Z miejsca nazwany został Łajzą i przyjęty w poczet rodziny. Od tego czasu urosło się bydlakowi na naszym wikcie sporo, wyładniało i zrobiło się kocio jak się patrzy. Ze wszystkimi tego konsekwencjami niestety.

Łajza należy do kotów łażących. Jako że mieszkamy na parterze, koleś korzystał z tego pełną kocią swoją gębą i zrobił sobie z Dorophy i da Majka lokajów otwierających i zamykających wyjście na taras na żądanie. Nie powiem, nawet to całkiem wesoło wyglądało ale jako że mam do zwierząt podejście typowo użytkowe, takie zniewolenie moich kobiet przez futrzaka niezbyt mi się podobało.

Łajza przeżył w naszej rodzinie trudniejsze chwile (głównie związane ze mną i wprowadzaniem terroru w służbie oduczenia kota szczania po kątach), chwile niezapomniane (taaaak, do dziś na widok wody dostaje pewnie dreszczy – solidnie go domyć musiałem po znalezieniu :)) oraz chwile całkiem miłe, na które składało się mizianie i ratowanie kota spod mojej ciężkiej ręki kociego oprawcy. Efekt był taki, że z kotem łączył nas bardzo szorstki związek, rogi przestały być zalewane a moje kobiety to w łajzianych oczach pewnie boginie albo jakieś chodzące maszyny do drapania, karmienia i ogólnego robienia dobrze.

Wczoraj wieczorem Łajza wyrwał się późną nocą na wymiałkane wieczorne wyjście. Da Majek ostrzegał nas, że dzieci i młode koty powinny wieczorami (szczególnie późnymi) siedzieć w domu a nie włóczyć się diabli wiedzą gdzie. Wykrakała cholera jedna. Łajza wyszedł i na noc już nie wrócił. Nie było go też cały dzisiejszy dzień. Tym sposobem straciliśmy kolejnego kota (wcześniej straciliśmy dwa, które wyszły i nie wróciły). Szkoda :/.

Płaczu było co niemiara. Doropha beczała i dziś rano miała minę tak tragicznie smutną, że aż żal było patrzeć. Da Majek podobnie – bek, smutek i dywagacje o tym, czy Łajza da sobie radę (o ile jeszcze żyje). Rodzina w żałobie jednym słowem.

Tyle że…

Ten sukinkot WRÓCIŁ! Akurat wylewałem na treningu siódme poty, kiedy po całej prawie dobie nieobecności nasz kociak wziął i se wrócił. Śmierdzi ziemią, łasi się, mruczy, żre i już zdążył dwa razy obadać, czy aby na dworze nic się nie zmieniło od jego ostatniego wyjścia. Zdaje się że to będzie jeden z tych kotów, które wpadają raz na jakiś czas do domu by się najeść, naprawić wszelkie szkody powstałe w różnych bijatykach oraz dostać należną dozę pieszczot i hołdów.

Mój szacunek dla tego kota nagle skoczył pod niebo. Szacun futrzaku! Powoli robi się z ciebie kocur, co się zowie.

,

7 odpowiedzi do O kolejnego kota mniej…

  1. Paweł Wolak Marzec 27, 2009 o 09:08 #

    Już chciałem wylewać żale pod wpływem Twojej historii, a tu TAKI finał :) Nie ma bata, koty najpiękniejszymi a najgodniejszymi zwierzakami na świecie są.

  2. matipl Marzec 27, 2009 o 09:14 #

    Standardzik, bardzo często koty potrafią zniknąć na kilka dni na jakiegoś drinka, wytrzeźwieć i wrócić ;)
    A poprzedni może znalazł lepsze Boginie?

  3. grabek Marzec 27, 2009 o 09:23 #

    jak koty tak znikają, to później mają kocięta.. może???

  4. klisiu Marzec 27, 2009 o 09:55 #

    Mój kot robił podobnie. Robił, ponieważ obecnie ma ponad 9 lat i na stare lata nie chce mu się wyłazić tak często z domu. ;)

  5. Marcin W Marzec 27, 2009 o 09:57 #

    Trochę to w stylu nagłówków wiadomości z onetu – „Dwoje dzieci utknęło na pokładzie UFO!” po czym się okazuje, że „ufem” była karuzela w parku rozrywki, która była się spsuła na dziesięć minut. ;)

    Niemniej jednak bardzo miło ze strony Łajzy, że raczył wrócić na rodzinne łono. I niech ktoś powie, że koty nie mają charakteru. ;)

  6. CoSTa Marzec 28, 2009 o 09:01 #

    Paweł
    No łej – żółwie stepowe rządzą! :)

    matipl
    Całkiem możliwe i szczerze naszym poprzednim kotkom jakichś lepszych bogiń życzymy. Oby było tak jak mówisz…

    grabek
    Raczej nie – wszystkie nasze koty sterylizujemy/kastrujemy…

    klisiu
    Szczęściarz :). Dziś sukinkota musieliśmy z trzy razy już wypuszczać. Lato! Przybywaj! Otwarte szeroko okna to będzie zbawienie :)

    Marcin
    Ależ o taki właśnie nagłówek chodziło :). A ja muszę odszczekać – koty faktycznie mają charaktery.

  7. zen Marzec 28, 2009 o 15:37 #

    W marcu to koty potrafią i na 3 tygodnie znikać, więc bez paniki. Na dziewczynki skoczył i tyle, znam to z autopsji ;)

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Noby Noby Boy

Kupiłem tę gierkę już jakiś czas temu ale w sumie nie było za bardzo kiedy pograć. Niemniej kiedy już odpaliłem......

Zamknij