Dlaczego blog opustoszał?

Od kilku dni prak­tycz­nie nie ma nas dla świata. Nie dzwo­nimy, nie odpo­wia­damy na maile a ja nie piszę nic na blogu. Rodzinkę naszą wzięło i od cywi­li­za­cji odcięło. Dlaczego?

Majka miała wczo­raj robiony zabieg/operację, która nie udała nam się ostat­nim razem. Do sali ope­ra­cyj­nej wzięli ją z rańca a mnie nie było przy tym — znam opis zda­rzeń z rela­cji Dorophy a owa rela­cja ogra­ni­czyła się w sumie do jed­nego: pla­stycz­nego przed­sta­wie­nia tego, jak Majka bar­dzo bała się zabiegu. To nie był dla córy dobry dzień i lekki zabieg. Mała wpa­dła w histe­rię a po wcze­śniej­szych doświad­cze­niach z kłu­ciem, krwią, zasła­bie­niami i czym tam jesz­cze chyba jestem w sta­nie sobie wyobra­zić, przez co prze­cho­dziła Doropha widząc naszą małą istotkę total­nie prze­ra­żoną. Majka bała się potwor­nie — ponoć trzę­sła się nie­sa­mo­wi­cie, zęby dosłow­nie latały jej na wszyst­kie strony a ręce ani przez chwilę nie mogły spo­cząć. Małe, zaszczute bólem stworzonko…

Pokrojoną Majkę przy­wie­ziono do sali, wła­do­wano jej prze­ciw­bó­lowy i pozwo­lono spać. Zaraz po robo­cie wylą­do­wa­łem w szpi­talu i mogłem się prze­ko­nać, że mała ma naprawdę prze­chla­pane :/. Bardzo ciężko to prze­cho­dzi zarówno fizycz­nie jak i psy­chicz­nie — przede wszyst­kim cią­gle jest prze­ra­żona i nie rozu­mie zbyt­nio co takiego złego zro­biła, że trzeba jej było spra­wić tyle bólu. No po pro­stu serce się kraje a chęć wale­nia głową o ścianę to opcja sama przy­cho­dząca na myśl. Dziś rano ponoć wszyst­kie dzie­ciaczki z sali już cał­kiem szparko się czują i zaczy­nają doka­zy­wać ale po Majce widać, jak wiele ją ta ope­ra­cja kosz­to­wała. Sińce pod oczami, ogromne osła­bie­nie no i panika, która nie chce zbyt­nio odejść. Czeka nas ogromne zada­nie wypro­sto­wa­nia mło­dej i przy­wró­ce­nia jej wiary w świat.

Mojej żonie posta­wię pomnik. To, co ta kobieta wyczy­nia, mnie prze­ro­słoby już dawno. Nie wiem skąd Dorcia bie­rze na to wszystko siły…

EDIT: rodzinko (a może i ktoś to czy­ta­jący) — pode­ślij no Majce z dwa słowa otu­chy. Bardzo mała lubi dosta­wać maile i pew­nie się ucie­szy gdy coś w skrzynce zastanie.

, , ,

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

15 Komentarzy do “Dlaczego blog opustoszał?”

  1. waltharius 01/04/2009 do 08:17 # Odpowiedz

    Osz kurde ostra jazda! Trzymam kciuki coby pro­sto­wa­nie dziecka się powio­dło i rado­sna córa powró­ciła na łono stę­sk­nio­nej rodzinki :D

    • CoSTa 04/04/2009 do 21:55 # Odpowiedz

      Dzięki za trzy­ma­nie — wygląda na to, że zadziałało :)

  2. zakrzes 01/04/2009 do 09:32 # Odpowiedz

    ..Znam co ja to poczu­cie winy po zabiegu. Znam ci ja te oczy prze­ra­zone, z kto­rych nic nie widac poza stra­chem i pyta­niem DLACZEGO?? To byla tra­ge­dia. Czulem sie jak kat i zwyrodnialec.

    Tak jak czy­tam tego posta… hmm, dziwna sprawa. Zdecydowanie mniej trau­ma­tycz­nie wygla­dalo to w Kajetanach, moja mala nie miala poda­nych srod­kow p.bolowych wogole, bo i nic ja nie bolalo. Odrazu po zabiegu zostala wybu­dzona, i kazano nam z nia spa­ce­ro­wac zeby nie zro­bily sie zakrzepy (?). Tak czy ina­czej zabieg zkon­czyl sie kolo 17.oo. Do 19.oo spa­ce­ro­wa­li­smy po kory­ta­rzu, mala wymio­to­wala polk­nieta po zabiegu krwia RAZ — potem poszla spac, jak co dzien. Chrypila tro­che, mowila ze dra­pie ja gar­dlo. To wszystko. Rano mala obu­dzila nas pod­ska­ku­jac na lozku hote­lo­wym, i juz wie­dzie­li­smy ze wszystko jest OK :-))

    …chill out — naj­gor­sze za nia…

    • CoSTa 04/04/2009 do 21:58 # Odpowiedz

      Zazdroszczę kur­czę. No nie­stety z Majką nie mamy tak łatwo. O ile pozo­stałe dzieci z pokoju, w któ­rym nas zakwa­te­ro­wano następ­nego dnia po zabiegu gadały i jadły już cał­kiem szparko, o tyle Majka wła­śnie dosta­wała jakieś afty czy jak to zwą i języ­kiem w gębie nie mogła poru­szyć bez jęku.

      Kiedyś jej za te wszyst­kie zmar­twie­nia rachu­nek wystawię :)

  3. ciotka's eleni 01/04/2009 do 10:48 # Odpowiedz

    Kostuniu o malo sie nie roz­pla­ka­lam, naleze do tych scze­sli­wych mam kto­rych dziecko nigdy nie musialo byc z jakie­go­kol­wiek powodu w szpi­talu.
    Mimo to czuje was bo zawsze gdy moj,dorosly juz Christos, cho­ro­wal lub szyto jego nie­wiel­kie rany, wola­lam abym ja byla na jego miej­scu.
    Jestesmy wszy­scy mysla z wami i jestem pewna ze juz nie­dlugo tylko wspo­mnie­nie zosta­nie po calym tym kosz­ma­rze.
    Wielkie buziaczki zwlasz­cza od pra­babci „gia­giaki” Majki ktora bar­dzo te sprawe przezywa.

    • CoSTa 04/04/2009 do 22:00 # Odpowiedz

      Dzięki ogrom­nia­ste cio­teczko! Jakoś nie mie­li­śmy głowy ostat­nio do dzwo­nie­nia ale jak już się przy­le­pimy do tele­fonu, to wam wszystko opo­wiemy. No nie­stety, Majek prze­cho­dzi to cię­żej niż inne dzie­ciaki ale wycho­dzimy już chyba na prostą.

      No, szy­kuj­cie się. Zwalamy się wam na głowy już cał­kiem zaniedługo :)

  4. matipl 01/04/2009 do 13:35 # Odpowiedz

    W pew­nym wieku dzie­ciaczki nie­stety myślą, że cho­roba jest za karę.
    Właśnie czy­tam na Psychice i mi się przy­po­mniał Wasz wpis…

    Trochę wody upły­nie i Majka znów będzie nam robić przed­sta­wie­nia na pod­ca­ście :) Czekamy…

    • CoSTa 04/04/2009 do 22:09 # Odpowiedz

      A niechże cię z tym arty­ku­łem… Majka boi się bólu — to widzie­li­śmy jak na dłoni. Po pro­stu panika przy naj­lżej­szych bólo­wych ozna­kach. Wiążę to z prze­by­tym zapa­le­niem sta­wów, gdzie dostała mała auten­tycz­nie po dup­sku z solidną dawką bólu. Anyway, nic faj­nego widzieć swo­jego dzie­ciaka trzę­są­cego się jak osika :/

      Ale będzie dobrze, nie ma bata :)

  5. btd 01/04/2009 do 17:24 # Odpowiedz

    Będzie spoko, a na da Majka czeka od paru minut po wpi­sie Garfield ;-)

    • CoSTa 04/04/2009 do 22:10 # Odpowiedz

      Wujek, coś nam link nie wcho­dzi :)
      Tak czy ina­czej — ogrom­nie dziękujemy!

  6. brocha 02/04/2009 do 12:09 # Odpowiedz

    Ja ciężko zno­szę jak dzieci mają gorączkę, nie wiem co bym zro­bił jak by wylą­do­wały w szpi­talu. Tak że jakoś tam rozu­miem po swo­jemu ile wysiłku was to musiało kosz­to­wać. Ważne, ze naj­gor­sze już z wami (przede wszyst­kim z Majką) cze­kamy na kolejny videocast.

    • CoSTa 04/04/2009 do 22:17 # Odpowiedz

      Oj tak, żebyś wie­dział — to spory wysi­łek. Nie dla mnie bo ja tylko zmie­nia­łem żonę popo­łu­dniami ale Doropha umę­czyła się bar­dzo. Kurczę, zaczy­nam kumać poję­cie „siłaczka” :)

  7. szuman 04/04/2009 do 13:38 # Odpowiedz

    co nie zabije, to wzmocni. Teraz tylko współ­czuć małej, ale wiesz, może w przy­szło­ści wyj­dzie jej to na dobre. Znam parę osób, które w dzie­ciń­stwie nigdy jako takiej przy­gody ze szpi­ta­lem nie miały. Dla kilku z nich skoń­czyło się to tak, że cią­gle symu­lo­wały to bóle głowy, to bóle brzu­cha i koniec kon­ców osoby te w szpi­ta­lach lądo­wały a tam — kupa męczą­cych i nie­przy­jem­nych badań z gastro­sko­pią na czele. Przyznam się — sam to przerabiałem :)

    Nie życzę jej ale­grii na lecz­nic­two, ale takie doświad­cze­nie na pewno jej nie zaszkodzi.

    Pomniczek mał­żonce jak naj­bar­dziej postaw. Przogtuj też olbrz­mią tablicę pod nim, by wszyst­kie kolejne jej zasługi mie­ściły się w przyszłości :)

    Pozdro i zdro­wia dla Małej :)

    • CoSTa 04/04/2009 do 22:19 # Odpowiedz

      Pomnik jak pomnik — tak mi teraz do głowy przy­szło, czy by po pro­stu jakie­goś solid­nego masażu nie walnąć :).

      Dzięki za życzenia!

      • doropha 05/04/2009 do 03:36 # Odpowiedz

        Kostuś! Masaż wal­nąć, sta­now­czo tak:)

Dodaj komentarz