Majka! Masz kopa!

Jestem złym rodzi­cem. Wściekłym rodzi­cem. Zrobię swo­jemu dziecku o coś takiego:

  • Zbutuję swoje dziecko, dam mu wycisk, przy któ­rym kato­wa­nie mnie na tre­nin­gach to pestka, wezmę swoją małą i prze­go­nię w tę i nazad, tu i tam, siam i owam…
  • Kopnę dzie­ciaka tak mocno, że zesta­rzeje się w locie.
  • Wtłukę tak głę­boko w glebę, że dotrze do nie­zna­nych pokła­dów pol­skiej ropy, gazu, berylu i ger­manu jednocześnie.
  • Wsiądę na ten nasz w cho­lerę nie­wy­godny rower i będę cią­gnął tę małą pokrakę na lince przez sto kilo­me­trów z okła­dem. A potem zdechnę.
  • Zastrzelę, oży­wię, zastrzelę raz jesz­cze, oży­wię ponow­nie, znów zastrzelę i zasta­no­wię się nad ponow­nym oży­wie­niem (i założę się, że nie napi­szą o mnie biblii).

Oto co jej zrobię.

Podstawowe pyta­nie: dla­czego?

Wczoraj w robo­cie zadzwo­nił mnie tele­fon. Na wyświe­tla­czu poka­zało się „Przedszkole Majki”. Już wie­dzia­łem, że coś jest nie teges. „Panie Brzeziński, córka panu leży na pod­ło­dze i pła­cze strasz­nie, że ją ucho boli”… Praktyczna to skarb, który rzadko zawo­dzi — „Niech no pani ją z tej pod­łogi pod­nie­sie, posa­dzi w jakimś wygod­nym miej­scu i powie, że jeste­śmy w dro­dze”. Kilka tele­fo­nów póź­niej nawia­łem z roboty, Doropha ze swo­jej i ruszy­li­śmy każde w swoim kie­runku — ja do przed­szkola i szybko do szpi­tala, Doropha po doku­menty do domu i do szpi­tala, by tę wielką księgę z wszyst­kimi cho­ro­bo­wymi wysko­kami da Majka w szpi­talu poka­zać, gdyby ktoś chciał się tym zainteresować.

W szpi­talu inte­re­so­wać się nie chcieli. Na dyżu­rze w kilka minut dosłow­nie dosta­li­śmy dyżurną panią laryn­go­log (nie­brzydką laskę tak swoją ścieżką), która lekko onie­miała na widok histe­rii Majki. A tak, nasza córka reaguje po tych wszyst­kich swo­ich przej­ściach totalną histe­rią już dźwięk słowa „szpi­tal”, o widoku bia­łego kitla już nie wspominając.

Anyway, pani zaj­rzała w ucho, zro­biła „ojo­jo­jo­oooj”, zdia­gno­zo­wała solidne zapa­le­nie i raz dwa błonę bęben­kową prze­cięła. Później zapi­sała jakieś kurio­zalne dawki dzi­wacz­nych leków a w „Wypisie z księgi głów­nej Izby Przyjęć” zapi­sała coś takiego (uwaga, jest hard­co­rowo i prze­pi­sane litera w literę):

Wywiad:
ból ucha lewego, katar (Majek nie miała kataru — po pro­stu pła­kała)
gar­dlo nie­coo zacze­riw­ne­ione, nie­zy­towe, UL błona ębn­kowa azca­eriw­ne­ione, katralna, uiw­py­klona, wyko­nano parac­netze (+)
UP; bez zmian

I teraz naj­lep­sze: laska nie była pijana! Nie wiem, na czym teraz na dyżu­rach jadą ale powinni zmie­nić dile­rów, bo ci im jakiś szajs wci­skają. Jak powiem, że jed­nym z prze­pi­sa­nych leczeń było „Cebiuon 3x109 kro­pli” to chyba sami już wie­cie, jak popie­przony towar leka­rze biorą. Taaa, już widzę Dorophę odli­cza­jącą 109 kro­pli, krzy­czącą nagle z kuchni „kurwa, jebłam się!”. I to jakie­goś pre­pa­ratu z wita­miną C, który podaje się niemowlakom…

Apeluję do pol­skiej tak zwa­nej służby zdro­wia! Uczcie się pil­niej sukin­syny i — przede wszyst­kim — zmień­cie dilerów!

Po zwy­cza­jo­wych przy zapa­le­niach gorącz­kach, po kolej­nym prze­ko­na­niu się, że zna­joma apteka dająca leki na samą obiet­nicę przy­tar­ga­nia recept nieco póź­niej to dobro per se, po wyda­niu bli­sko stówy na tak­sówki o lekar­stwach nie wspo­mi­na­jąc, docho­dzę do jed­nego wniosku:

Jestem złym rodzi­cem. Wściekłym rodzi­cem. Zrobię swo­jemu dziecku o coś takiego…

OK, wiem, to nie małej wina. No ale cho­lera mogłaby się wresz­cie wziąć za sie­bie i jakąś odpor­ność zbu­do­wać. Po tych wszyst­kich zabie­gach i czym tam jesz­cze, mogłaby wresz­cie prze­stać zapa­dać na te zapa­le­nia, wycieki, prze­cię­cia itd… Bo co tu innego zro­bić, jak nie nako­pać swo­jej córce?

, ,

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

11 Komentarzy do “Majka! Masz kopa!”

  1. grabek 09/05/2009 do 09:21 # Odpowiedz

    Gdy mia­łem około 2 latka, a pamię­tam jakby to było wczo­raj, wło­ży­łem sobie bierkę do pra­wego ucha. Przekułem sobie to i owo…

    Dziś moje lewe ucho pod­upada na wydaj­no­ści a lewe sły­szy upa­dek szpilki.

    A leka­rze, zga­dzam się. Niech zmie­nią deale­rów lub niech się w końcu cze­goś nauczą.

    Co do prze­mocy w domu. Tera to sie pil­nuj tej, bo publicz­nie powie­dzia­łeś że zro­bisz dziecku krzywdę, więc jak pojawi się na niej siniak, na bank posiedzisz :)

    • xx 09/05/2009 do 21:32 # Odpowiedz

      Które lewe? ;>

  2. rafaelmet 09/05/2009 do 10:03 # Odpowiedz

    Oj cze­piasz się dzie­ciaka. Taki wiek, taka karma…
    Jak byłem w jej wieku to zapa­le­nie ucha mia­łem co 2 mie­siące. W przed­szkolu przez pół roku byłem może z 2, 3 tygo­dnie. Dopiero jakoś od 3 klasy pod­sta­wówki prze­sta­łem cho­ro­wać. Teraz, raz na 3 lata zła­pię grypę i jest git. Zobaczysz, za parę lat to ona będzie latać do apteki po leki dla Ciebie.

  3. PeterCub 09/05/2009 do 10:24 # Odpowiedz

    Może jakaś medy­cyna alter­na­tywna, skoro tra­dy­cyjna nie daje rady. Metoda Gersona (odtru­wa­nie orga­ni­zmu), albo jakieś inne hokus pokus :) łączę się w bólu z Wami, u mnie w domu dzie­ciak chory śpi w biały dzień jak zabity.

    • byte 09/05/2009 do 13:02 # Odpowiedz

      Metoda Garsona? To picie soków połą­czone z lewa­tywą z orga­nicz­nej kawy? Weź poprawkę na to, że CoSTa kocha swoje dziecko.

  4. harnir 09/05/2009 do 11:04 # Odpowiedz

    Nie mam poję­cia, jak jest teraz z dzie­cia­kami. Ja się wycho­wy­wa­łem „na wsi”, nie mam aler­gii, zapa­leń nie pamię­tam. IMO śro­do­wi­sko wiej­skie lep­sze jest w mło­do­ści od mia­sta, dzie­ciak bli­żej natury sie­dzi i szyb­ciej tą odpor­ność zała­pie. Chyba że dzi­siaj na wsi jest tak samo jak w mie­ście? Nie mam pojęcia.

    Chociaż nie, można się dowie­dzieć czy jest róż­nica — da.killa ma małego chło­paka, wycho­wuje go na polu namiotowym. :-)

  5. Biter 09/05/2009 do 12:15 # Odpowiedz

    Pomijając tra­gizm sytu­acyjny i sedno sprawy — wątek kome­diowy czyta się rewe­la­cyj­nie! ;) Zabierz małą w końcu do tej Grecji, zmiana kli­matu pomoże wam wszystkim :)

  6. szuman 09/05/2009 do 22:13 # Odpowiedz

    ona te lite­rówy sadziła pisząc długopisem?

  7. CoSTa 09/05/2009 do 23:11 # Odpowiedz

    Grabek
    Żyw­cem mnie nie wezmą :). Poza tym mam za sobą wypo­wiedź nie­jed­nego przed­sta­wi­ciela tego znie­wie­ścia­łego narodu, w któ­rych wręcz chwa­lono pół­ob­roty jako metodę wycho­wa­nia. Oj pro­ces będzie długi :)

    rafa­el­met
    Nie no, żar­tuję sobie ale też lekko pod nosem klnę na tę Majkową nie­sta­bil­ność chorobową.

    PeterCub
    Byte mnie natchnął do poszu­ka­nia cze­goś o tej meto­dzie. O man, ludzie sami sobie robią takie rze­czy? I jesz­cze za to płacą? Wystarczy, że Doropha daje się nacią­gać na jakieś gów­niane Alveo czy coś w tym guście. Tyle alter­na­tywy w moim domu starczy.

    har­nir
    Ja się wycho­wy­wa­łem u pod­nóża gór. Wiem o czym piszesz — kur­czę, swego czasu w ramach tre­nin­gów bie­ga­lem po Górach Izerskich w dre­sach i tramp­kach w środku zimy i nic złego mi się nie działo. Ot mia­sta robią z ludzi total­nie nie­od­porne stwo­rze­nia. Majka nie jest cho­ro­wi­tym wyjąt­kiem — bar­dzo dużo dzie­cia­ków w jej przed­szkolu ma podobne pro­blemy. Widać dotarła i do nas cywi­li­za­cja ze swoim bagażem :/

    Biter
    Ja ci mówię, ta cho­lera na czymś jechała bo na pijaną nie wyglądała :)

    szu­man
    Nie, ład­nie przy kom­pu­te­rze sie­działa (w sen­sie że postawa co się zowie, plecki pro­ste a ponętna pierś wypięta jak trzeba). Szablon w Worda chyba szedł. Nie wiem, może nie sły­szeli w służ­bie zdro­wia o autokorekcie?

  8. szuman 09/05/2009 do 23:50 # Odpowiedz

    a może po pro­stu nie w Wordzie, a w Wordpadzie to klepała :)

  9. monsun 10/05/2009 do 20:17 # Odpowiedz

    Pediatrzy fak­tycz­nie biorą słaby stuff. Gdy mija córka miała około pół roku pani dok­tór w cza­sie wizyty kon­tro­l­nej wysłała małą w try­bie hiper­pil­nym do szpi­tala. Mała miała mieć cięż­kie zapa­le­nie płuc. W szpi­talu, na izbie przy­jęć, lekarka dyżurna stwier­dziła tylko lek­kie zaczer­wie­nie­nie gar­dła. Co się zresztą potwier­dziło. Jagoda nie­le­czona osią­gnie nie­długo wiek dwóch lat.

Dodaj komentarz