Menu serwera

A co tam u nas?

Zniknąłem ostatnio z blogaska a to za sprawą potężnych ilości zleceń, które się na mnie zwalają ze wszystkich obsługiwanych przeze mnie firm. To po prostu masakra, co się ostatnio dzieje. Z przerażeniem patrzę na listę ToDo, która wydłuża się i wydłuża i mimo usuwania co i rusz wykonanych zadań, ni diabła nie chce być toto krótsze. Muszę coś wymyślić bo tak się na dłuższą metę nie da. Wracam do domu zmęczony, nie chce mi się już nic więcej niż tylko paść na twarz i w takiej pozycji pozostać.

Podobnie w swojej robocie ma moja mamuśka, która zwyczajowy codzienny telefon zawsze rozpoczyna od pełnego emfazy „Yo, jak ja tu haruję!”. Fakt faktem, że babcia Wula źle rozegrała kwestie urlopów i zwolnień swoich ludzi i została na posterunku kompletnie sama, próbując robić za każdego z osobna i wszystkich razem. Tak się droga babciu nie da. Tym bardziej babcią będąc – się oszczędzaj, wnuczęta czekają…

Brzozik (czyli mój brat) też ma nielekko z tym swoim biznesem. Narobić się przy tym trzeba od cholery, gonić nierobów do roboty trza ciągle, biczem smagnąć, marchewką pokusić, kogoś wyrzucić, kogoś przyjąć… Ot zwyczajowe biznesmeńskie sprawy. Dziś wszakoż zadzwonił do mnie pełen dumy i poczucia wewnętrznej chwały, że oto idąc za przykładem córki wziął i zrobił przewrót w przód. Pacjent przeżył. Gratuluję panie prezesie!

Ania – żona Brzozika – je, myje się, ubiera, chodzi po zakupy, robi żarełko i usypia Alinkę (córkę swoją) praktycznie siedząc na walizce. Nie, nie dlatego, że tak gwałtownie chce od brata mojego odejść. Ot po prostu lada dzień na świecie pojawi się jeden Brzoza więcej. To będzie chłop na schwał a Ania przeżywa strasznego stresa związanego z porodem. Trzeba by ją jakoś odstresować ale moje metody czyli partyjka w Killzone online chyba niezbyt przypadną jej do gustu… Ktoś ma jakieś propozycje jak odstresować rodzącą panienkę? Z chęcią posłucham, bo…

…Doropha może nie już ale po wakacjach to na pewno urodzi. Brzuch ma Dorcia wspaniały – taki zadziorny, spiczasty i pięknie zaokrąglony. A w środku siedzi sobie najprawdopodobniej SYN! A tak, papa CoSTa chyba jednak będzie miał męskiego potomka i teraz zamiast Alien, zaczynam wdrażać się w wołaniu do niego per Songo. Oczywiście cała moja rodzina wyje z przerażenia na samą myśl, że mój syn może nazywać się Songo ale na boga, skoro można dzieci nazywać imieniem Kostas, to czemu nie Songo do cholery? No nic, bez rozwiązań siłowych się nie obejdzie jak widzę i będę musiał rodzinę do pionu doprowadzić.

A póki co szykujemy się na urodziny. Urodziny oczywiście Majusi, która jutro kończy sześć wiosenek, co obejdziemy w sobotę paląc coś na grillu, odpalając EyeTotoya i spraszając połowę okolicznej dzieciarni. Ba! Zwalą się nawet dziadkowie z Jeleniej Góry, co wiadomością jest świetną, bo to będzie skutkowało wyrwaniem dziadka na coś do kina. Grają coś katastroficznego w kinach? Się zobaczy…

Majusia tak swoją drogą ostatnimi czasy mocno nam wydoroślała. Miała ku temu poważne okazje – koniec roku przedszkolnego tym razem oznacza definitywne pożegnanie z ulubionym przedszkolem. Po wakacjach Majka idzie do szkoły! Jasne, najpierw do zerówki ale nie zmienia to faktu, że wszystko będzie nowe, co już teraz nieco małą stresuje, choć tak naprawdę chyba dotarło do Majki, że skończył się pewien etap w jej krótkim życiu. Pobeczała nam się mała w przedszkolu z tej okazji ale dzielnie brała udział w imprezie pożegnalnej i bardzo ładnie wierszyk wyrecytowała.

Kurczę, za chwilę małą będę do szkoły odprowadzał… Kiedy ten czas tak zleciał?

Odpowiedź jest zawsze taka sama – w międzyczasie. W takim razie ja może w międzyczasie już skończę i przygotuję się mentalnie na kolejny pracowity weekend. Ale taka „praca” to tylko przyjemność :).

, , ,

2 odpowiedź do A co tam u nas?

  1. matipl Czerwiec 26, 2009 o 09:04 #

    O wiele lepiej brzmi Songo :) A jak to przyjęła Córa? Lalami się już nie pobawi z rodzeństwem ;)

    • CoSTa Czerwiec 26, 2009 o 09:38 #

      No pewnie, że lepiej brzmi Songo. Ba! Brzmi NAJLEPIEJ :)
      Córa ma tremę. Widać, że nie wie zbytnio co i jak a cała sytuacja troszkę wydaje się jej skomplikowana. Ale ogólnie staramy się jakoś ją wdrożyć do myślenia o rodzeństwie i chyba jakoś to idzie. Brzuch Dorophy rośnie a to już umożliwia prawie fizyczny kontakt – takie namacalne coś dla dzieciaka to podstawa zrozumienia o co loto :)

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
iPhone 3G – opinia

Jakiś czas temu mój brat zwany Brzozą, kupił był sobie telefon zwany iPhone. Model konkretniej - iPhone 3G 8GB. Poużywał,...

Zamknij