Mój patriotyzm

To dziwne ale w kraju, w któ­rym zwy­kło się uwa­żać, że to wła­śnie ów kraj zapo­cząt­ko­wał wol­no­ściowe prze­miany w kra­jach byłego Związku Radzieckiego, w któ­rym wie­rzy się, że to wła­śnie ów kraj był pro­wo­dy­rem i ini­cja­to­rem zmian ustro­jo­wych w spo­rej czę­ści dzi­siej­szej Europy, w kraju, który w rap­tem dwa­dzie­ścia lat roz­wi­nął się na nie­by­wałą skalę — w tym wła­śnie kraju jed­nym z naj­więk­szych jego pro­ble­mów jest sto­su­nek do patrio­ty­zmu. Wbrew bowiem wszel­kiej logice, wbrew wszel­kiemu sen­sowi i wbrew inte­re­som tegoż kraju odbiera się poję­ciu „patrio­tyzm” jego sze­ro­kie, potoczne zna­cze­nie i roz­bija się je na sze­reg zna­czą­tek, aku­rat takich, jakie są wygodne takiej czy innej poli­tycz­nej gru­pie. Inaczej patrio­tyzm poj­mują zwo­len­nicy PiS, ina­czej patrio­tyzm poj­mują zwo­len­nicy PO, inne podej­ście do patrio­ty­zmu mają też tzw. post­ko­mu­ni­ści a zupeł­nie ode­rwane od tych kon­tek­stów jest rozu­mie­nie patrio­ty­zmu przez ludzi mło­dych, wycho­wa­nych już w wol­nym kraju.

Zanim zaczą­łem się zasta­na­wiać, co takiego ozna­cza dla mnie patrio­tyzm, rozej­rza­łem się dookoła, popa­trzy­łem na mapę i zasta­no­wi­łem się, co wła­ści­wie wiem o patrio­ty­zmie w kra­jach, które mnie ota­czają. O ile w histo­rii tych kra­jów mniej wię­cej się orien­tuję, o tyle ciężko mi powie­dzieć, jak wygląda sprawa patrio­ty­zmu ludzi miesz­ka­ją­cych w tych kra­jach. Zazwyczaj docie­rają do nas chęt­nie ser­wo­wane przez media donie­sie­nia o wypa­czo­nym poczu­ciu patrio­ty­zmu lub wycie­ra­niu sobie mordy patrio­ty­zmem przez różne eks­tre­mi­styczne ugru­po­wa­nia. Ale o takim codzien­nym patrio­ty­zmie wiemy nie­wiele, zgoła nic. Szczerze mówiąc nie mam bla­dego poję­cia, z czego taki na ten przy­kład Czech mógłby być dumny i za co może kochać swoją ojczy­znę. Bo na pewno za coś wię­cej, niż ste­reo­ty­powe kne­dle i piwo.

Z patrio­ty­zmem jest ten pro­blem, że wyraża on uczu­cie do tworu naj­zu­peł­niej abs­trak­cyj­nego, jakim jest kraj, naród i pań­stwo. To SĄ abs­trak­cyjne poję­cia bo prze­cież i kraj, i naród, i pań­stwo to coś wię­cej, niż po pro­stu zbiór ludzi mówią­cych jed­nym języ­kiem. Każdy z nas ina­czej może rozu­mieć te poję­cia a samego uczu­cia nie da się tak po pro­stu nauczyć czy wmu­sić w szkole. Jak z każ­dym uczu­ciem, także z patrio­ty­zmem zwią­zane jest prze­ży­wa­nie, zwią­zane są emo­cje, nadzieje… Z patrio­ty­zmem jest ten jesz­cze pro­blem, że bar­dzo daleko mu do intym­no­ści zako­cha­nia się w dru­gim czło­wieku — pier­wia­stek intymny jak naj­bar­dziej także wystę­puje ale patrio­tyzm zakłada prze­ja­wia­nie uczu­cia wobec grupy, zbioru, mno­go­ści zda­rzeń, ludzi i historii…

Patriotyzm to skom­pli­ko­wana sprawa. Niektórzy sobie z tym radzą, innych to prze­ra­sta i szu­kają łatwych roz­wią­zań poda­nych przez jesz­cze innych, zazwy­czaj naj­gło­śniej o patrio­ty­zmie krzyczących.

Kiedy roz­glą­dam się po zna­jo­mych i sobie samym widzę, że kom­plet­nie prze­grała mię­dzy nami pewna wizja patrio­ty­zmu. Bogoojczyźniana sztan­da­ro­lo­gia bawi, śmie­szy a cza­sem i prze­raża w swym zapie­kłym przy­wią­za­niu do sym­bo­liki. Bóg, honor i ojczy­zna — oto trzy skład­niki rów­na­nia, jakie wtła­cza się małemu Kowalskiemu do głowy już od naj­młod­szych lat i któ­rego wyni­kiem ma być patrio­tyzm. To bar­dzo piękne sym­bole ale nie­stety już kom­plet­nie zużyte, prze­żute i wyplute przez poli­tykę i kościół. Boga, honor i ojczy­znę tak czę­sto i w tak róż­nych celach pędzono do roboty, że koja­rzą się już kom­plet­nie ze wszyst­kim, a naj­czę­ściej z jakimś radio­ma­ryj­nym zacie­trze­wie­niem. Te piękne w grun­cie rze­czy hasła zostały w moich oczach zbru­kane sto­jącą za naj­gło­śniej o patrio­ty­zmie krzy­czą­cymi brudną zazwy­czaj ide­olo­gią. I w oczach bar­dzo wielu innych — szcze­gól­nie w miarę mło­dych ludzi — także. Bogoojczyźniane rozu­mie­nie patrio­ty­zmu zostało nam sku­tecz­nie z głowy wybite przez próbę siło­wego do owej głowy włożenia.

Czy w takim razie nie jestem patriotą? Czy tysiące a być może i miliony mnie podob­nych nie kochają tego kraju li tylko dla­tego, że sku­tecz­nie obrzy­dzano im kano­niczną sym­bo­likę zwią­zaną z patrio­ty­zmem? Trzeba mieć wielki tupet, by tak twier­dzić. Trzeba mieć wielki tupet lub być po pro­stu idiotą, by nie widzieć, że nie­ko­niecz­nie zaraz trzeba padać przed flagą na kolana oraz spę­dzać w kościo­łach wszyst­kie nie­dzielne przed­po­łu­dnia, by jed­nak uczu­ciem do swo­jego kraju pałać, cza­sem bar­dzo gorą­cym. To jeden z moim zda­niem naj­waż­niej­szych powo­dów upadku Kaczyńskich i ich for­ma­cji wśród ludzi mło­dych: ide­olo­gia wyklu­cze­nia ze zbio­ro­wo­ści i odmó­wie­nia prawa do patrio­ty­zmu oraz nego­wa­nie szcze­rych w bar­dzo wielu przy­pad­kach uczuć do kraju. Kaczyńscy są mistrzami gaf i umie­jęt­no­ści zra­ża­nia do sie­bie ludzi (jak więk­szość zresztą tej for­ma­cji) ale ich umie­jęt­ność krzyw­dze­nia poczu­cia patrio­ty­zmu zwy­kłego oby­wa­tela prze­cho­dzi wszel­kie gra­nice. Bardzo wielu ludzi poczuło sie zbru­ka­nych i zwy­czaj­nie oplu­tych posta­wie­niem ich w jed­nym sze­regu z ZOMO li tylko dla­tego, że myślą ina­czej niż Kaczyńscy.

Jak więc jed­nak wygląda dzi­siej­szy patrio­tyzm w więk­szo­ści mło­dych ludzi? Czy fak­tycz­nie jedyne, co mło­dzież (ta star­sza rów­nież) dziś potrafi to oglą­da­nie por­noli w inter­ne­cie z piwem w ręku? Czy do tego spro­wa­dza się dziś życie w kraju, przy­na­leż­ność do narodu? Niektórzy chcie­liby w ten spo­sób widzieć moje i młod­sze poko­le­nia. Ale samo chce­nie nie ozna­cza, że tak się dzieje. Patriotyzm — jak wszystko — ewo­lu­uje i się zmie­nia a sam pro­ces pod­lega kształ­to­wa­niu, dziś głow­nie za pomocą prze­kazu medial­nego. Coraz mniej w dzi­siej­szym patrio­ty­zmie histo­rii, boga i honoru, czemu się spe­cjal­nie nie dzi­wię. Historię naj­now­szą pró­bują nie­któ­rzy zohy­dzić jak to tylko moż­liwe, skut­kiem czego naj­czę­ściej mło­dzi po pro­stu się nią nie inte­re­sują. Odleglejsze dzieje tego narodu z dru­giej strony pró­buje się glo­ry­fi­ko­wać, co w dobie powszech­nego dostępu do infor­ma­cji z róż­nych źró­deł może mło­dego czło­wieka wpro­wa­dzić w nie­małą kon­ster­na­cję. Efekt jest chyba dobry — ostroż­niej pod­cho­dzi się do źró­deł, nie wie­rzy się ślepo, że Polska to samo dobro i przed­mu­rze, nato­miast coraz bar­dziej chyba powsze­dnieje pogląd, że ten kraj nigdy nie był i nie będzie wizją raju na ziemi tar­ga­nego zewsząd złymi kno­wa­niami. Zaczyna chyba docie­rać do naszego poczu­cia patrio­ty­zmu, że nie jeste­śmy wyspą na morzu lecz jed­nym z wielu naro­dów, które w wielu skom­pli­ko­wa­nych pro­ce­sach na sie­bie oddzia­ły­wały. Dzisiejszy patrio­tyzm coraz mniej odwo­łuje się do boga o co zadbał bar­dzo sam kościół ciężko pra­cu­jąc na dzi­siej­szy sta­tus insty­tu­cji archa­icz­nej, ocię­ża­łej, głod­nej pie­nię­dzy i wła­dzy. Sorry pano­wie kościelni, na tym cierpi głów­nie obraz boga, któ­rego ponoć tak czci­cie. Coraz mniej też w naszym patrio­ty­zmie honoru bo o dewa­lu­ację tego pięk­nego poję­cia zadbali rzą­dzący nami, fun­du­jąc nam coraz to nowe wojny na górze i za nic mając honor. Dzisiejszy patrio­tyzm zdaje się sku­piać bar­dziej na boha­ter­stwie. Wymiana pojęć ale jakże znamienna.

Dzisiejszy patrio­tyzm ma moim zda­niem inny wymiar niż ten, który wyznają nasi rodzice. Dziś chyba bar­dziej sku­piamy się na sza­cunku dla doko­nań tego kraju czyli dla doko­nań naszych rodzi­ców i nas samych. Jesteśmy w więk­szo­ści dumni z tego, jak bar­dzo udało nam się zbli­żyć do nie­gdy­siej­szego „Zachodu” a dziś po pro­stu do Europy, któ­rej jeste­śmy czę­ścią. Czujemy cał­ko­wi­cie natu­ralną dumę z osią­gnięć i chyba ta wła­śnie duma jest osnową dzi­siej­szego patrio­ty­zmu. Nie bóg, nie honor i nie ojczy­zna ale duma. I przede wszyst­kim o dumę z wła­snych osią­gnięć cho­dzi, także tych codzien­nych, try­wial­nych a prze­cież w isto­cie najważniejszych.

Dzisiejszy patrio­tyzm odda­lił sie od poję­cia miło­ści do ojczy­zny na rzecz miło­ści do samego sie­bie. Z „narodu”, „spo­łe­czeń­stwa” czy innej zbio­ro­wo­ści sta­jemy się zato­mi­zo­waną grupą trzy­maną dosyć luź­nymi wza­jem­nymi rela­cjami. Nie spa­jają już nas tak bar­dzo kwe­stie oby­cza­jowe a zaczy­nają domi­no­wać kwe­stie bar­dziej oso­bi­ste — rodzina, bli­scy, naj­bliż­sze oto­cze­nie. Najwyraźniej widać to chyba wśród wyjeż­dża­ją­cych, któ­rzy nie­zbyt tęsk­nią za kra­jem a bar­dziej wła­śnie za rodziną, sma­kiem swoj­skich pie­ro­gów, mnó­stwem dro­bia­zgów koja­rzo­nych z domem. W świe­cie, w któ­rym wystar­czy kupić bilet lot­ni­czy by bez potrzeby posia­da­nia nawet pasz­portu móc się udać na drugi koniec kon­ty­nentu i roz­po­cząć tam życie — w takim świe­cie poję­cie patrio­ty­zmu coraz bar­dziej spro­wa­dza się do poję­cia DOMU.

Dziś o swym kraju myślę jak o swym domu i takiż mam do tego kraju sto­su­nek. Bez zbęd­nego nadęc­twa, sym­bo­liki acz ze świa­do­mo­ścią trud­nych tego kraju dzie­jów i wiel­kich doko­nań, do któ­rych wszakże nie pod­cho­dzę bez­kry­tycz­nie. Swój kraj kocham ale jeśli sta­nie się zbyt cia­sny ewen­tu­al­nie gdy doro­snę na tyle, nie będę czuł pro­blemu z wypro­wa­dze­niem się z niego. Nie ozna­cza to prze­cież, że zapo­mnę o swo­ich korze­niach. Mimo lat miesz­ka­nia w Poznaniu wciąż jestem jele­nio­gó­rza­ni­nem i to wła­śnie tam — u pod­nóża swo­ich gór — czuję się naj­le­piej. Nie widzę naj­mniej­szego powodu, by nie miało to dzia­łać na iden­tycz­nej zasa­dzie w skali krajów.

Mój patrio­tyzm nie odwo­łuje sie do boga, honoru i ojczy­zny. Raczej do domu, pracy i miej­sca, skąd pocho­dzę. Bo mimo całej tej wol­no­ści prze­miesz­cza­nia się i poru­sza­nia w sze­ro­kim świe­cie, każdy chyba ma miej­sce, w któ­rym zapu­ścił korze­nie. I to chyba jest esen­cją dzi­siej­szego patriotyzmu.

Kilka słów o CoSTa

Mąż, ojciec i w przyszłosci być może właściciel knajpy, w której będzie serwowana tylko wódka, tylko zimna i tylko na butelki.

Socjal

Jeszcze Ci mało? Śledź nas w sieciach społecznościowych...

11 Komentarzy do “Mój patriotyzm”

  1. bobiko 17/06/2009 do 02:10 # Odpowiedz

    Bardzo podoba mi się ten dzi­siej­szy wpis, zwłasz­cza ze może pomóc innym zro­zu­mieć, czym tak naprawdę jest patriotyzm.

    Szczerze mówiąc, wku­rza mnie czę­ste odwo­ła­nie do Boga jako tego, który czu­wał nad naro­dem (dobrze, ze w to wie­rzyli, wie­rzą i będą wie­rzyć), do mar­ty­ro­lo­gii pol­skiej (oczy­wi­ście nie neguję krwi ponie­sio­nych przez przod­ków naszych, ale cią­głe pastwie­nie tymi tema­tami naprawdę bywa żenu­jące) czy osią­gnię­cia opo­zy­cji z lat PRL ( czy ludzie Nauki, zwy­kli pra­cow­nicy, któ­rzy mimo wszystko pra­co­wali na rzecz PRL to zdrajcy?).

    Należy z sza­cun­kiem odno­sić się do histo­rii, ale czy nie można jakoś przed­sta­wic tego w wer­sji happy?

  2. byte 17/06/2009 do 08:28 # Odpowiedz

    Szczerze mówiąc — czemu dawa­łem wie­lo­krot­nie wyraz na blo­ga­sku — nie kumam cza­czy i nie czaję bazy. Nie bar­dzo po pro­stu rozu­miem kon­cept, który leży u pod­staw patrio­ty­zmu: że powi­nie­nem darzyć jakimś szcze­gól­nym sza­cun­kiem ludzi, któ­rym zupeł­nym i cał­ko­wi­tym przy­pad­kiem przy­szło uro­dzić się na okre­ślo­nym tery­to­rium. To się chyba nazywa kosmo­po­li­tyzm i podobno jest nie­mile widziane. Trudno.

    Czuję oczy­wi­ście jakieś tam przy­wią­za­nie do języka i oby­cza­jów, ale to samo czuje Niemiec, Anglik czy Rosjanin w sto­sunku do „swo­ich”. Na tym się moja sła­bość do Polski koń­czy. Nie dla­tego, że mnie aku­rat Polska jakoś mierzi — po pro­stu nie widzę w niej niczego lep­szego niż w każ­dym innym kraju. No dobrze, w więk­szo­ści kra­jów, bo są prze­cież takie, w któ­rych żyć bym nie mógł.

    Patriotyzm opiera się chyba na podob­nych emo­cjach, co kibi­co­wa­nie ulu­bio­nej dru­ży­nie. Większość ludzi czuję po pro­stu koniecz­ność przy­na­leż­no­ści do grupy, iden­ty­fi­ko­wa­nia się z nią. Ja zawsze w tym wzglę­dzie byłem inny, cha­dza­łem wła­snymi ścież­kami i nad magię gru­po­wych zacho­wań prze­kła­da­łem zdrowy indywidualizm.

  3. waltharius 17/06/2009 do 13:24 # Odpowiedz

    Kurka poru­szy­łeś temat cho­ler­nie trudny i chyba tak naprawdę nie­moż­liwy do ogar­nię­cia. Patriotyzm to, według mnie, twór sztuczny, który tak naprawdę nie da się ziden­ty­fi­ko­wać jed­no­znacz­nie. Straszy się nas, że gdyby nie boha­ter­stwo naszych dziad­ków to dzi­siaj mówi­li­by­śmy po nie­miecku. Ale czy to takie straszne? Mnie to w ogóle nie prze­raża. Bohaterstwo naszych dziad­ków pole­gało na prze­ciw­sta­wie­niu się złu, które Hitler czy­nił. Patriotyzm naszych dziad­ków pole­gał zwy­czaj­nie na obro­nie wła­snej dumy, że jak to? my, Polacy, nie damy się obcym. W tym wypadku obcy fak­tycz­nie byli źli w naszym odczu­ciu. Mordowali i gra­bili więc bro­nić się nale­żało. Wiesz o co mi cho­dzi pew­nie. Patriotyzm to zacho­wa­nia, które nijak nie dają się łatwo zaszu­flad­ko­wać. Ktoś wkłada je do jed­nej szu­fladki nazwa­nej „bóg, honor, ojczy­zna” i uważa, że już do żad­nej innej wsa­dzić się ich nie da, a tu pro­szę, ktoś inny scho­wał je do zupeł­nie innej szu­fladki z naklejką „DOM”. Ktoś znowu inny zupeł­nie nie wie co z tymi zacho­wa­niami zro­bić i do jakiej szu­fladki je scho­wać. Mało tego, może być, że on nawet tych zacho­wań nie obser­wuje u sie­bie w żad­nej formie.

    IMHO patrio­tyzm nie ist­nieje. Istnieją pewne reguły i zacho­wa­nia, które przyj­muje całe spo­łe­czeń­stwo lub jego część, ale patrio­tyzm to mit, tak samo jak miłość, którą opiewa się w wier­szach ;-) Jest potrzebny, żeby­śmy się nie wybili wza­jem­nie i mieli poczu­cie jakiejś wewnętrz­nej więzi. Tak mi się wydaje. W skró­cie oczy­wi­ście, bo sprawa — jak sam zauwa­ży­łeś — jest dużo bar­dziej skomplikowana.

    Można by ela­bo­rat pisać, więc pod­su­muję:
    dla mnie patrio­tyzm to przy­wią­za­nie do danej kul­tury, spo­sobu życia i jakiejś spo­łecz­no­ści. Często to też leni­stwo, gdyż nie chce mi się wyjeż­dżać za gra­nicę aby tam żyć (może nawet lepiej niż tu) nie dla­tego, że tak bar­dzo kocham swój kraj, ale dla­tego, że wyma­ga­łoby to w cho­lerę wysiłku, któ­rego mi się nie chce wydat­ko­wać. Zagmatwana to sprawa, ale wpis wielce cie­kawy i na pewno zmu­sza do zasta­no­wie­nia się nad tym całą patrio­tyczną postawą.

  4. krzychu 17/06/2009 do 16:21 # Odpowiedz

    CoSta — wal­czysz z czymś, czego nie ma. Innymi słowy: wywa­rzasz otwarte drzwi. Ja jestem chło­pak ze wsi, wycho­wany na popu­li­stycz­nym kato­li­cy­zmie, potem wyemi­gro­wa­łem do nie­wiel­kiego mia­steczka, aby w efek­cie — przy­naj­mniej na razie (czyli od ponad 20 lat) utknąć w Krakowie. I jak teraz prze­bie­gam myślą wstecz, to w zasa­dzie nigdy nie spo­tka­łem się z moim — jak widać bar­dzo zróż­ni­co­wa­nym — oto­cze­niu cze­goś, co mgli­ście opi­su­jesz jako ten archa­iczny model ‘Bóg, honor, ojczy­zna’ (lub: histo­ria, Bóg i honor — celowo piszę popraw­nie słowo ‘Bóg’ z dużej litery). Co wię­cej — nie mia­łem oka­zji spo­tkać się z jakimś ‘przy­mu­sem’ lub świa­domą indok­try­na­cją taką zbitką ide­olo­giczną.
    To po pierw­sze.
    Po dru­gie — moja córka uro­dziła się już w wol­nej trze­ciej Rzeczpospolitej. Miałem oka­zję i nadal ją mam, aby obser­wo­wać to, co jej prze­ka­zują w tym zakre­sie spo­łeczne trans­mi­tery — rodzina, szkoła, har­cer­stwo, Kościół — i ponow­nie nie widzę podob­nym mia­zma­tów, które opi­su­jesz.
    Może ja jestem jakiś dziwny?
    Osobiście przy pró­bach bliż­szego defi­nio­wa­nia mojego patrio­ty­zmu trzy­mam się pod­sta­wo­wych okre­śleń: że Polska to moja ojczy­zna, że należy wywie­sić flagę pod­czas świąt pań­stwo­wych, że dobrze jest być na mszy świę­tej za ojczy­znę, że należy oddać honory fla­dze.
    Widzisz tu gdzieś swoje mito­lo­gie, które z takim zaan­ga­żo­wa­niem krytykujesz?

  5. CoSTa 17/06/2009 do 17:51 # Odpowiedz

    bobiko
    Martyrologia jest OK ale dzieje tego kraju to nie tylko krew i sty­ro­pian oraz histo­ria kolej­nych powstań­czych boha­ter­skich klęsk. Też chciał­bym nieco pozy­tyw­nego myśle­nia o histo­rii dal­szej i bliż­szej tego kraju.

    byte
    Uwierz mi, też nie miał­bym więk­szych pro­ble­mów z np. osie­dle­niem się na wybrzeżu Morza Śród­ziem­nego. Ale nie wiem, czy czuł­bym się w Atenach tak, jak czuję się w Jeleniej Górze. Nie wiem, czy miał­bym poczu­cie, że tu przy­na­leżę i tu jest moje miej­sce. A w takich kate­go­riach widzę patriotyzm.

    Walth
    O, cie­kawe bar­dzo podej­ście do patrio­ty­zmu jako do mitu. Znaczy mity są potrzebne, by w ogóle mówić o patrio­ty­zmie ale trak­to­wać samo to zja­wi­sko jako mit — cie­kawe. Chyba podob­nie jak Ty trak­tuję patrio­tyzm — jako przy­wią­za­nie do ludzi, miejsc i kultury.

    Krzychu
    Z całym sza­cun­kiem ale widzę, że nie chwy­ci­łeś tego, co chcia­łem prze­ka­zać. Sądzę, że patrio­tyzm to coś nieco głęb­szego niż mus przej­ścia się raz na jakiś czas do kościoła na mszę czy też wywie­sze­nia flagi z oka­zji święta pań­stwo­wego. A bóg to dla mnie rze­czow­nik wymienny na Jahwe, Chrystusa, Allaha i w co tam jesz­cze ludzie wie­rzą — ozna­cza po prosu istoty nad­przy­ro­dzone, w które wie­rzą ludzie. Nie muszę pisać tego z wiel­kiej litery.

    • bobiko 17/06/2009 do 23:26 # Odpowiedz

      CoSTa — też mi nie pasuje ta cią­gła zaduma, zasmu­ce­nie, gro­bowe myśli. Od czasu do czasu warto jest z czego się cie­szyć, jak to cho­ciażby w Poznaniu w zeszłym roku było — feta na całego, to nowość.

    • krzychu 23/06/2009 do 15:40 # Odpowiedz

      Sądzę, że patrio­tyzm to coś nieco głęb­szego niż mus przej­ścia się raz na jakiś czas do kościoła na mszę czy też wywie­sze­nia flagi z oka­zji święta pań­stwo­wego
      No cóż: życzę powo­dze­nia! Jak uda ci się odszu­kać taki rodzaj patrio­ty­zmu u kogoś lub samemu na wła­sny uży­tek go wypra­cu­jesz, to daj znać — wtedy pospie­szę z gra­tu­la­cjami. Ja pozo­stanę przy moim potocz­nym i banal­nym patrio­ty­zmie. Na czas pokoju nadaj się on dosko­nale. A jeśli dołożę do tego np. kupo­wa­nie towa­rów pro­du­ko­wa­nych w Polsce przez moich współ­o­by­wa­teli, to już jak dla mnie cał­kiem wystar­czy. No i przy­znam ci się, że kupu­jąc takie towary nie odczu­wam żad­nego eufo­rycz­nego i prze­ni­ka­ją­cego do głębi mojego jeste­stwa wzru­sze­nia, czy innego prze­ży­cia patrio­tycz­nego.
      A bóg to dla mnie rze­czow­nik wymienny na Jahwe, Chrystusa, Allaha i w co tam jesz­cze ludzie wie­rzą – ozna­cza po prosu istoty nad­przy­ro­dzone, w które wie­rzą ludzie. Nie muszę pisać tego z wiel­kiej litery.
      Mój drogi — ja cię dosko­nale zro­zu­mia­łem i nie odwra­caj kota ogo­nem: piszesz o Polsce i kry­tycz­nie odno­sisz się do — w mojej oce­nie fał­szy­wego i już nie wystę­pu­ją­cego — poczu­cia patrio­ty­zmu z odcie­niem reli­gij­nym, tu: cho­dzi o reli­gię kato­licką. Zatem na myśli masz Boga wiary kato­lic­kiej, a nie dowol­nego innego. Sory — nie mydl mi oczu.

  6. ciotka's eleni 17/06/2009 do 22:06 # Odpowiedz

    A ja sie pytam: czy patrio­tycz­nymi uczu­ciami, cokol­wiek by to nie ozna­czalo, mozna obda­rzac jedna tylko ojczy­zne? czy ojczy­zne „dostaje” sie w spadku po przod­kach? ojczy­zna to kraj w kto­rym sie ktos rodzi czy tez kraj w kto­rym zyje, z wyboru ( swo­jego lub innych)badz z potrzeby?
    A moze tym wszyst­kim rza­dzi przy­pa­dek?
    Mozliwe ze gdyby twoi rodzice w 1975 przy­je­chali z reszta rodziny do Grecji, ona bylaby twoja ojczy­zna lub gdy­bym ja zostala w Polsce, moj syn uzna­walby za swoja ojczy­zne Polske?
    Osobiscie mierzi mnie powie­dzonko ” jestem dumny ze jestem Polakiem, czy Grekiem, czy tez Niemcem”. czy to zna­czy ze Sudanczyk,Albanczyk badz Meksykanin nie maja prawa byc dum­nym?
    A moze w koncu dla rodzaju ludz­kiego ojczy­zna jest lub powinna byc po pro­stu nasza planeta?

  7. btd 18/06/2009 do 08:20 # Odpowiedz

    „Osobiscie mierzi mnie powie­dzonko ” jestem dumny ze jestem Polakiem, czy Grekiem, czy tez Niemcem”. czy to zna­czy ze Sudanczyk,Albanczyk badz Meksykanin nie maja prawa byc dumnym?”

    Jak dla mnie to skąd się wzięło przy­pusz­cze­nie że Sudańczyk nie ma prawa być dum­nym? Przecież nie ma nic wyklu­cza­ją­cego się w byciu dum­nym każdy ze swo­jego kraju.

    Dla mnie bliż­sze niż kraj jest ślą­skie okre­śle­nie ‘haimat’ ojczy­zna lokalna. I to pomimo tego że nie mogę powie­dzieć że jestem ślą­za­kiem — moi rodzice rodzili się na ślą­sku, dziad­ko­wie przy­je­chali. Ale jakoś tak ten cały post­in­du­strial, ślą­zacy są bliżsi mi niż taki kra­ków czy war­szawa (z wyjąt­kiem pozna­nia, ale to ten sam zabór i oku­pa­cja i tereny rodzinne :) )

    • btd 18/06/2009 do 08:25 # Odpowiedz

      Aha, i mi też bar­dziej pasuje wykształ­cone w ogniu histo­rii na ślą­sku podej­ście że przede wszyst­kim trzeba sta­rać się dobrze robić swoją robotę. Śląsk prze­cho­dził wie­lo­krot­nie z rąk do rąk i tam się uod­por­nili na gór­no­lotne, gorol­skie wymysły :-)

  8. ciotka's eleni 18/06/2009 do 14:26 # Odpowiedz

    Badzmy wiec wszy­scy dumni z przy­na­le­zno­sci do jakie­gos narodu, rasy, plci, i.t.p. byleby to nie zna­czylo ze jeste­smy lepsi.

    Swoja droga haimat, to nie­miec­kie okre­sle­nie i wedlug wiki­pe­dii zna­czy:
    „Heimat-Ojczyzna pry­watna, ojco­wi­zna w socjo­lo­gii ozna­cza pewien nie­okre­ślony obszar, który dla człon­ków spo­łe­czeń­stwa jest szcze­gól­nie bli­ski.
    Ojczyzną pry­watną jest obszar mniej wię­cej etnicz­nie jed­no­li­tym, z któ­rym jed­nostka się utoż­sa­mia i chce go zamiesz­ki­wać. Pojęciem kom­ple­men­tar­nym wobec ojczy­zny pry­wat­nej jest ojczy­zna ide­olo­giczna ozna­cza­jąca obszar pań­stwa, w któ­rym żyje jed­nostka lub czę­sto zie­mie, które zostały utra­cone przez pań­stwo z któ­rym się jed­nostka iden­ty­fi­kuje.
    Określenie wiel­ko­ści ojczy­zny pry­wat­nej może być różne dla róż­nych jed­no­stek. W nie­któ­rych przy­pad­kach może być to mia­sto, czę­sto także region, powiat czy gmina ale też obszar wycho­dzący poza admi­ni­stra­cyj­nie usta­lone gra­nice. Czasami okre­śla się je wtedy jako „małe ojczy­zny” wska­zu­jąc na zwią­zek miesz­kań­ców z pewną kul­turą danego obszaru.
    Przypomne ze pol­ski wieszcz Mickiewicz pisal: Litwo,ojczyzno moja.….

Dodaj komentarz