Menu serwera

Mój patriotyzm

To dziwne ale w kraju, w którym zwykło się uważać, że to właśnie ów kraj zapoczątkował wolnościowe przemiany w krajach byłego Związku Radzieckiego, w którym wierzy się, że to właśnie ów kraj był prowodyrem i inicjatorem zmian ustrojowych w sporej części dzisiejszej Europy, w kraju, który w raptem dwadzieścia lat rozwinął się na niebywałą skalę – w tym właśnie kraju jednym z największych jego problemów jest stosunek do patriotyzmu. Wbrew bowiem wszelkiej logice, wbrew wszelkiemu sensowi i wbrew interesom tegoż kraju odbiera się pojęciu „patriotyzm” jego szerokie, potoczne znaczenie i rozbija się je na szereg znaczątek, akurat takich, jakie są wygodne takiej czy innej politycznej grupie. Inaczej patriotyzm pojmują zwolennicy PiS, inaczej patriotyzm pojmują zwolennicy PO, inne podejście do patriotyzmu mają też tzw. postkomuniści a zupełnie oderwane od tych kontekstów jest rozumienie patriotyzmu przez ludzi młodych, wychowanych już w wolnym kraju.

Zanim zacząłem się zastanawiać, co takiego oznacza dla mnie patriotyzm, rozejrzałem się dookoła, popatrzyłem na mapę i zastanowiłem się, co właściwie wiem o patriotyzmie w krajach, które mnie otaczają. O ile w historii tych krajów mniej więcej się orientuję, o tyle ciężko mi powiedzieć, jak wygląda sprawa patriotyzmu ludzi mieszkających w tych krajach. Zazwyczaj docierają do nas chętnie serwowane przez media doniesienia o wypaczonym poczuciu patriotyzmu lub wycieraniu sobie mordy patriotyzmem przez różne ekstremistyczne ugrupowania. Ale o takim codziennym patriotyzmie wiemy niewiele, zgoła nic. Szczerze mówiąc nie mam bladego pojęcia, z czego taki na ten przykład Czech mógłby być dumny i za co może kochać swoją ojczyznę. Bo na pewno za coś więcej, niż stereotypowe knedle i piwo.

Z patriotyzmem jest ten problem, że wyraża on uczucie do tworu najzupełniej abstrakcyjnego, jakim jest kraj, naród i państwo. To SĄ abstrakcyjne pojęcia bo przecież i kraj, i naród, i państwo to coś więcej, niż po prostu zbiór ludzi mówiących jednym językiem. Każdy z nas inaczej może rozumieć te pojęcia a samego uczucia nie da się tak po prostu nauczyć czy wmusić w szkole. Jak z każdym uczuciem, także z patriotyzmem związane jest przeżywanie, związane są emocje, nadzieje… Z patriotyzmem jest ten jeszcze problem, że bardzo daleko mu do intymności zakochania się w drugim człowieku – pierwiastek intymny jak najbardziej także występuje ale patriotyzm zakłada przejawianie uczucia wobec grupy, zbioru, mnogości zdarzeń, ludzi i historii…

Patriotyzm to skomplikowana sprawa. Niektórzy sobie z tym radzą, innych to przerasta i szukają łatwych rozwiązań podanych przez jeszcze innych, zazwyczaj najgłośniej o patriotyzmie krzyczących.

Kiedy rozglądam się po znajomych i sobie samym widzę, że kompletnie przegrała między nami pewna wizja patriotyzmu. Bogoojczyźniana sztandarologia bawi, śmieszy a czasem i przeraża w swym zapiekłym przywiązaniu do symboliki. Bóg, honor i ojczyzna – oto trzy składniki równania, jakie wtłacza się małemu Kowalskiemu do głowy już od najmłodszych lat i którego wynikiem ma być patriotyzm. To bardzo piękne symbole ale niestety już kompletnie zużyte, przeżute i wyplute przez politykę i kościół. Boga, honor i ojczyznę tak często i w tak różnych celach pędzono do roboty, że kojarzą się już kompletnie ze wszystkim, a najczęściej z jakimś radiomaryjnym zacietrzewieniem. Te piękne w gruncie rzeczy hasła zostały w moich oczach zbrukane stojącą za najgłośniej o patriotyzmie krzyczącymi brudną zazwyczaj ideologią. I w oczach bardzo wielu innych – szczególnie w miarę młodych ludzi – także. Bogoojczyźniane rozumienie patriotyzmu zostało nam skutecznie z głowy wybite przez próbę siłowego do owej głowy włożenia.

Czy w takim razie nie jestem patriotą? Czy tysiące a być może i miliony mnie podobnych nie kochają tego kraju li tylko dlatego, że skutecznie obrzydzano im kanoniczną symbolikę związaną z patriotyzmem? Trzeba mieć wielki tupet, by tak twierdzić. Trzeba mieć wielki tupet lub być po prostu idiotą, by nie widzieć, że niekoniecznie zaraz trzeba padać przed flagą na kolana oraz spędzać w kościołach wszystkie niedzielne przedpołudnia, by jednak uczuciem do swojego kraju pałać, czasem bardzo gorącym. To jeden z moim zdaniem najważniejszych powodów upadku Kaczyńskich i ich formacji wśród ludzi młodych: ideologia wykluczenia ze zbiorowości i odmówienia prawa do patriotyzmu oraz negowanie szczerych w bardzo wielu przypadkach uczuć do kraju. Kaczyńscy są mistrzami gaf i umiejętności zrażania do siebie ludzi (jak większość zresztą tej formacji) ale ich umiejętność krzywdzenia poczucia patriotyzmu zwykłego obywatela przechodzi wszelkie granice. Bardzo wielu ludzi poczuło sie zbrukanych i zwyczajnie oplutych postawieniem ich w jednym szeregu z ZOMO li tylko dlatego, że myślą inaczej niż Kaczyńscy.

Jak więc jednak wygląda dzisiejszy patriotyzm w większości młodych ludzi? Czy faktycznie jedyne, co młodzież (ta starsza również) dziś potrafi to oglądanie pornoli w internecie z piwem w ręku? Czy do tego sprowadza się dziś życie w kraju, przynależność do narodu? Niektórzy chcieliby w ten sposób widzieć moje i młodsze pokolenia. Ale samo chcenie nie oznacza, że tak się dzieje. Patriotyzm – jak wszystko – ewoluuje i się zmienia a sam proces podlega kształtowaniu, dziś głownie za pomocą przekazu medialnego. Coraz mniej w dzisiejszym patriotyzmie historii, boga i honoru, czemu się specjalnie nie dziwię. Historię najnowszą próbują niektórzy zohydzić jak to tylko możliwe, skutkiem czego najczęściej młodzi po prostu się nią nie interesują. Odleglejsze dzieje tego narodu z drugiej strony próbuje się gloryfikować, co w dobie powszechnego dostępu do informacji z różnych źródeł może młodego człowieka wprowadzić w niemałą konsternację. Efekt jest chyba dobry – ostrożniej podchodzi się do źródeł, nie wierzy się ślepo, że Polska to samo dobro i przedmurze, natomiast coraz bardziej chyba powszednieje pogląd, że ten kraj nigdy nie był i nie będzie wizją raju na ziemi targanego zewsząd złymi knowaniami. Zaczyna chyba docierać do naszego poczucia patriotyzmu, że nie jesteśmy wyspą na morzu lecz jednym z wielu narodów, które w wielu skomplikowanych procesach na siebie oddziaływały. Dzisiejszy patriotyzm coraz mniej odwołuje się do boga o co zadbał bardzo sam kościół ciężko pracując na dzisiejszy status instytucji archaicznej, ociężałej, głodnej pieniędzy i władzy. Sorry panowie kościelni, na tym cierpi głównie obraz boga, którego ponoć tak czcicie. Coraz mniej też w naszym patriotyzmie honoru bo o dewaluację tego pięknego pojęcia zadbali rządzący nami, fundując nam coraz to nowe wojny na górze i za nic mając honor. Dzisiejszy patriotyzm zdaje się skupiać bardziej na bohaterstwie. Wymiana pojęć ale jakże znamienna.

Dzisiejszy patriotyzm ma moim zdaniem inny wymiar niż ten, który wyznają nasi rodzice. Dziś chyba bardziej skupiamy się na szacunku dla dokonań tego kraju czyli dla dokonań naszych rodziców i nas samych. Jesteśmy w większości dumni z tego, jak bardzo udało nam się zbliżyć do niegdysiejszego „Zachodu” a dziś po prostu do Europy, której jesteśmy częścią. Czujemy całkowicie naturalną dumę z osiągnięć i chyba ta właśnie duma jest osnową dzisiejszego patriotyzmu. Nie bóg, nie honor i nie ojczyzna ale duma. I przede wszystkim o dumę z własnych osiągnięć chodzi, także tych codziennych, trywialnych a przecież w istocie najważniejszych.

Dzisiejszy patriotyzm oddalił sie od pojęcia miłości do ojczyzny na rzecz miłości do samego siebie. Z „narodu”, „społeczeństwa” czy innej zbiorowości stajemy się zatomizowaną grupą trzymaną dosyć luźnymi wzajemnymi relacjami. Nie spajają już nas tak bardzo kwestie obyczajowe a zaczynają dominować kwestie bardziej osobiste – rodzina, bliscy, najbliższe otoczenie. Najwyraźniej widać to chyba wśród wyjeżdżających, którzy niezbyt tęsknią za krajem a bardziej właśnie za rodziną, smakiem swojskich pierogów, mnóstwem drobiazgów kojarzonych z domem. W świecie, w którym wystarczy kupić bilet lotniczy by bez potrzeby posiadania nawet paszportu móc się udać na drugi koniec kontynentu i rozpocząć tam życie – w takim świecie pojęcie patriotyzmu coraz bardziej sprowadza się do pojęcia DOMU.

Dziś o swym kraju myślę jak o swym domu i takiż mam do tego kraju stosunek. Bez zbędnego nadęctwa, symboliki acz ze świadomością trudnych tego kraju dziejów i wielkich dokonań, do których wszakże nie podchodzę bezkrytycznie. Swój kraj kocham ale jeśli stanie się zbyt ciasny ewentualnie gdy dorosnę na tyle, nie będę czuł problemu z wyprowadzeniem się z niego. Nie oznacza to przecież, że zapomnę o swoich korzeniach. Mimo lat mieszkania w Poznaniu wciąż jestem jeleniogórzaninem i to właśnie tam – u podnóża swoich gór – czuję się najlepiej. Nie widzę najmniejszego powodu, by nie miało to działać na identycznej zasadzie w skali krajów.

Mój patriotyzm nie odwołuje sie do boga, honoru i ojczyzny. Raczej do domu, pracy i miejsca, skąd pochodzę. Bo mimo całej tej wolności przemieszczania się i poruszania w szerokim świecie, każdy chyba ma miejsce, w którym zapuścił korzenie. I to chyba jest esencją dzisiejszego patriotyzmu.

11 odpowiedzi do Mój patriotyzm

  1. bobiko Czerwiec 17, 2009 o 02:10 #

    Bardzo podoba mi się ten dzisiejszy wpis, zwłaszcza ze może pomóc innym zrozumieć, czym tak naprawdę jest patriotyzm.

    Szczerze mówiąc, wkurza mnie częste odwołanie do Boga jako tego, który czuwał nad narodem (dobrze, ze w to wierzyli, wierzą i będą wierzyć), do martyrologii polskiej (oczywiście nie neguję krwi poniesionych przez przodków naszych, ale ciągłe pastwienie tymi tematami naprawdę bywa żenujące) czy osiągnięcia opozycji z lat PRL ( czy ludzie Nauki, zwykli pracownicy, którzy mimo wszystko pracowali na rzecz PRL to zdrajcy?).

    Należy z szacunkiem odnosić się do historii, ale czy nie można jakoś przedstawic tego w wersji happy?

  2. byte Czerwiec 17, 2009 o 08:28 #

    Szczerze mówiąc – czemu dawałem wielokrotnie wyraz na blogasku – nie kumam czaczy i nie czaję bazy. Nie bardzo po prostu rozumiem koncept, który leży u podstaw patriotyzmu: że powinienem darzyć jakimś szczególnym szacunkiem ludzi, którym zupełnym i całkowitym przypadkiem przyszło urodzić się na określonym terytorium. To się chyba nazywa kosmopolityzm i podobno jest niemile widziane. Trudno.

    Czuję oczywiście jakieś tam przywiązanie do języka i obyczajów, ale to samo czuje Niemiec, Anglik czy Rosjanin w stosunku do „swoich”. Na tym się moja słabość do Polski kończy. Nie dlatego, że mnie akurat Polska jakoś mierzi – po prostu nie widzę w niej niczego lepszego niż w każdym innym kraju. No dobrze, w większości krajów, bo są przecież takie, w których żyć bym nie mógł.

    Patriotyzm opiera się chyba na podobnych emocjach, co kibicowanie ulubionej drużynie. Większość ludzi czuję po prostu konieczność przynależności do grupy, identyfikowania się z nią. Ja zawsze w tym względzie byłem inny, chadzałem własnymi ścieżkami i nad magię grupowych zachowań przekładałem zdrowy indywidualizm.

  3. waltharius Czerwiec 17, 2009 o 13:24 #

    Kurka poruszyłeś temat cholernie trudny i chyba tak naprawdę niemożliwy do ogarnięcia. Patriotyzm to, według mnie, twór sztuczny, który tak naprawdę nie da się zidentyfikować jednoznacznie. Straszy się nas, że gdyby nie bohaterstwo naszych dziadków to dzisiaj mówilibyśmy po niemiecku. Ale czy to takie straszne? Mnie to w ogóle nie przeraża. Bohaterstwo naszych dziadków polegało na przeciwstawieniu się złu, które Hitler czynił. Patriotyzm naszych dziadków polegał zwyczajnie na obronie własnej dumy, że jak to? my, Polacy, nie damy się obcym. W tym wypadku obcy faktycznie byli źli w naszym odczuciu. Mordowali i grabili więc bronić się należało. Wiesz o co mi chodzi pewnie. Patriotyzm to zachowania, które nijak nie dają się łatwo zaszufladkować. Ktoś wkłada je do jednej szufladki nazwanej „bóg, honor, ojczyzna” i uważa, że już do żadnej innej wsadzić się ich nie da, a tu proszę, ktoś inny schował je do zupełnie innej szufladki z naklejką „DOM”. Ktoś znowu inny zupełnie nie wie co z tymi zachowaniami zrobić i do jakiej szufladki je schować. Mało tego, może być, że on nawet tych zachowań nie obserwuje u siebie w żadnej formie.

    IMHO patriotyzm nie istnieje. Istnieją pewne reguły i zachowania, które przyjmuje całe społeczeństwo lub jego część, ale patriotyzm to mit, tak samo jak miłość, którą opiewa się w wierszach ;-) Jest potrzebny, żebyśmy się nie wybili wzajemnie i mieli poczucie jakiejś wewnętrznej więzi. Tak mi się wydaje. W skrócie oczywiście, bo sprawa – jak sam zauważyłeś – jest dużo bardziej skomplikowana.

    Można by elaborat pisać, więc podsumuję:
    dla mnie patriotyzm to przywiązanie do danej kultury, sposobu życia i jakiejś społeczności. Często to też lenistwo, gdyż nie chce mi się wyjeżdżać za granicę aby tam żyć (może nawet lepiej niż tu) nie dlatego, że tak bardzo kocham swój kraj, ale dlatego, że wymagałoby to w cholerę wysiłku, którego mi się nie chce wydatkować. Zagmatwana to sprawa, ale wpis wielce ciekawy i na pewno zmusza do zastanowienia się nad tym całą patriotyczną postawą.

  4. krzychu Czerwiec 17, 2009 o 16:21 #

    CoSta – walczysz z czymś, czego nie ma. Innymi słowy: wywarzasz otwarte drzwi. Ja jestem chłopak ze wsi, wychowany na populistycznym katolicyzmie, potem wyemigrowałem do niewielkiego miasteczka, aby w efekcie – przynajmniej na razie (czyli od ponad 20 lat) utknąć w Krakowie. I jak teraz przebiegam myślą wstecz, to w zasadzie nigdy nie spotkałem się z moim – jak widać bardzo zróżnicowanym – otoczeniu czegoś, co mgliście opisujesz jako ten archaiczny model ‚Bóg, honor, ojczyzna’ (lub: historia, Bóg i honor – celowo piszę poprawnie słowo ‚Bóg’ z dużej litery). Co więcej – nie miałem okazji spotkać się z jakimś ‚przymusem’ lub świadomą indoktrynacją taką zbitką ideologiczną.
    To po pierwsze.
    Po drugie – moja córka urodziła się już w wolnej trzeciej Rzeczpospolitej. Miałem okazję i nadal ją mam, aby obserwować to, co jej przekazują w tym zakresie społeczne transmitery – rodzina, szkoła, harcerstwo, Kościół – i ponownie nie widzę podobnym miazmatów, które opisujesz.
    Może ja jestem jakiś dziwny?
    Osobiście przy próbach bliższego definiowania mojego patriotyzmu trzymam się podstawowych określeń: że Polska to moja ojczyzna, że należy wywiesić flagę podczas świąt państwowych, że dobrze jest być na mszy świętej za ojczyznę, że należy oddać honory fladze.
    Widzisz tu gdzieś swoje mitologie, które z takim zaangażowaniem krytykujesz?

  5. CoSTa Czerwiec 17, 2009 o 17:51 #

    bobiko
    Martyrologia jest OK ale dzieje tego kraju to nie tylko krew i styropian oraz historia kolejnych powstańczych bohaterskich klęsk. Też chciałbym nieco pozytywnego myślenia o historii dalszej i bliższej tego kraju.

    byte
    Uwierz mi, też nie miałbym większych problemów z np. osiedleniem się na wybrzeżu Morza Śródziemnego. Ale nie wiem, czy czułbym się w Atenach tak, jak czuję się w Jeleniej Górze. Nie wiem, czy miałbym poczucie, że tu przynależę i tu jest moje miejsce. A w takich kategoriach widzę patriotyzm.

    Walth
    O, ciekawe bardzo podejście do patriotyzmu jako do mitu. Znaczy mity są potrzebne, by w ogóle mówić o patriotyzmie ale traktować samo to zjawisko jako mit – ciekawe. Chyba podobnie jak Ty traktuję patriotyzm – jako przywiązanie do ludzi, miejsc i kultury.

    Krzychu
    Z całym szacunkiem ale widzę, że nie chwyciłeś tego, co chciałem przekazać. Sądzę, że patriotyzm to coś nieco głębszego niż mus przejścia się raz na jakiś czas do kościoła na mszę czy też wywieszenia flagi z okazji święta państwowego. A bóg to dla mnie rzeczownik wymienny na Jahwe, Chrystusa, Allaha i w co tam jeszcze ludzie wierzą – oznacza po prosu istoty nadprzyrodzone, w które wierzą ludzie. Nie muszę pisać tego z wielkiej litery.

    • bobiko Czerwiec 17, 2009 o 23:26 #

      CoSTa – też mi nie pasuje ta ciągła zaduma, zasmucenie, grobowe myśli. Od czasu do czasu warto jest z czego się cieszyć, jak to chociażby w Poznaniu w zeszłym roku było – feta na całego, to nowość.

    • krzychu Czerwiec 23, 2009 o 15:40 #

      Sądzę, że patriotyzm to coś nieco głębszego niż mus przejścia się raz na jakiś czas do kościoła na mszę czy też wywieszenia flagi z okazji święta państwowego
      No cóż: życzę powodzenia! Jak uda ci się odszukać taki rodzaj patriotyzmu u kogoś lub samemu na własny użytek go wypracujesz, to daj znać – wtedy pospieszę z gratulacjami. Ja pozostanę przy moim potocznym i banalnym patriotyzmie. Na czas pokoju nadaj się on doskonale. A jeśli dołożę do tego np. kupowanie towarów produkowanych w Polsce przez moich współobywateli, to już jak dla mnie całkiem wystarczy. No i przyznam ci się, że kupując takie towary nie odczuwam żadnego euforycznego i przenikającego do głębi mojego jestestwa wzruszenia, czy innego przeżycia patriotycznego.
      A bóg to dla mnie rzeczownik wymienny na Jahwe, Chrystusa, Allaha i w co tam jeszcze ludzie wierzą – oznacza po prosu istoty nadprzyrodzone, w które wierzą ludzie. Nie muszę pisać tego z wielkiej litery.
      Mój drogi – ja cię doskonale zrozumiałem i nie odwracaj kota ogonem: piszesz o Polsce i krytycznie odnosisz się do – w mojej ocenie fałszywego i już nie występującego – poczucia patriotyzmu z odcieniem religijnym, tu: chodzi o religię katolicką. Zatem na myśli masz Boga wiary katolickiej, a nie dowolnego innego. Sory – nie mydl mi oczu.

  6. ciotka's eleni Czerwiec 17, 2009 o 22:06 #

    A ja sie pytam: czy patriotycznymi uczuciami, cokolwiek by to nie oznaczalo, mozna obdarzac jedna tylko ojczyzne? czy ojczyzne „dostaje” sie w spadku po przodkach? ojczyzna to kraj w ktorym sie ktos rodzi czy tez kraj w ktorym zyje, z wyboru ( swojego lub innych)badz z potrzeby?
    A moze tym wszystkim rzadzi przypadek?
    Mozliwe ze gdyby twoi rodzice w 1975 przyjechali z reszta rodziny do Grecji, ona bylaby twoja ojczyzna lub gdybym ja zostala w Polsce, moj syn uznawalby za swoja ojczyzne Polske?
    Osobiscie mierzi mnie powiedzonko ” jestem dumny ze jestem Polakiem, czy Grekiem, czy tez Niemcem”. czy to znaczy ze Sudanczyk,Albanczyk badz Meksykanin nie maja prawa byc dumnym?
    A moze w koncu dla rodzaju ludzkiego ojczyzna jest lub powinna byc po prostu nasza planeta?

  7. btd Czerwiec 18, 2009 o 08:20 #

    „Osobiscie mierzi mnie powiedzonko ” jestem dumny ze jestem Polakiem, czy Grekiem, czy tez Niemcem”. czy to znaczy ze Sudanczyk,Albanczyk badz Meksykanin nie maja prawa byc dumnym?”

    Jak dla mnie to skąd się wzięło przypuszczenie że Sudańczyk nie ma prawa być dumnym? Przecież nie ma nic wykluczającego się w byciu dumnym każdy ze swojego kraju.

    Dla mnie bliższe niż kraj jest śląskie określenie ‚haimat’ ojczyzna lokalna. I to pomimo tego że nie mogę powiedzieć że jestem ślązakiem – moi rodzice rodzili się na śląsku, dziadkowie przyjechali. Ale jakoś tak ten cały postindustrial, ślązacy są bliżsi mi niż taki kraków czy warszawa (z wyjątkiem poznania, ale to ten sam zabór i okupacja i tereny rodzinne :) )

    • btd Czerwiec 18, 2009 o 08:25 #

      Aha, i mi też bardziej pasuje wykształcone w ogniu historii na śląsku podejście że przede wszystkim trzeba starać się dobrze robić swoją robotę. Śląsk przechodził wielokrotnie z rąk do rąk i tam się uodpornili na górnolotne, gorolskie wymysły :-)

  8. ciotka's eleni Czerwiec 18, 2009 o 14:26 #

    Badzmy wiec wszyscy dumni z przynaleznosci do jakiegos narodu, rasy, plci, i.t.p. byleby to nie znaczylo ze jestesmy lepsi.

    Swoja droga haimat, to niemieckie okreslenie i wedlug wikipedii znaczy:
    „Heimat-Ojczyzna prywatna, ojcowizna w socjologii oznacza pewien nieokreślony obszar, który dla członków społeczeństwa jest szczególnie bliski.
    Ojczyzną prywatną jest obszar mniej więcej etnicznie jednolitym, z którym jednostka się utożsamia i chce go zamieszkiwać. Pojęciem komplementarnym wobec ojczyzny prywatnej jest ojczyzna ideologiczna oznaczająca obszar państwa, w którym żyje jednostka lub często ziemie, które zostały utracone przez państwo z którym się jednostka identyfikuje.
    Określenie wielkości ojczyzny prywatnej może być różne dla różnych jednostek. W niektórych przypadkach może być to miasto, często także region, powiat czy gmina ale też obszar wychodzący poza administracyjnie ustalone granice. Czasami określa się je wtedy jako „małe ojczyzny” wskazując na związek mieszkańców z pewną kulturą danego obszaru.
    Przypomne ze polski wieszcz Mickiewicz pisal: Litwo,ojczyzno moja…..

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Wybyłem ale przybyłem

Wywiało mnie przed weekendem wprost z pracy do nie tak dalekiej Warszawy a to by złożyć rodzinie brackiego gospodarczą wizytę....

Zamknij