Menu serwera

Po WWDC’09

Się kolejne WWDC odbyło, przez net przeszła już fala narzekań, że Apple nie wymyśliło czegoś nowego, że nie spowodowało opadu szczęki, że, że, że… Ja troszeczkę inaczej chyba do Apple podchodzę bo zamiast życzeniowo, patrzę na wszystkie te keynoty raczej od strony użytkowej. Oglądam, gapię się, przeliczam w myślach, lekko kombinuję, przetrawiam to i wypluwa mi się efekt w postaci krótkiego „czy warto by było wydać kasę na to i czy w ogóle będzie mi to potrzebne”. Nie ma co nudzić i po przetrawieniu czas na wnioski.

Odświeżono linię notebooków i dostosowano do dzisiejszych standardów. OK, to fajnie. Zupełnie mnie to jednak nie jara bo i tak ceny tych wyższych modeli są dla mnie po prostu obłędne. Za to bardzo spodobało mi się posunięcie wykonane przed WWDC czyli upgrade białego MacBooka. Dlaczego? A dlatego, że wprowadzono bardzo interesującą opcję „zamiast” MacBooka unibody (znaczy aluminiowego). Nie oszukujmy się – naklejenie na trzynastocalowym unibody znaczka „Pro” i dorzucenie FireWire (o porcie kart nie wspominam), które wcześniej wyrzucono to po prostu jawne i głośne „sorry” powiedziane masie zawiedzionych ludzi i sposób na wyciągnięcie pieniędzy za design alu, zamiast plastiku. Teraz ma się do wyboru dwie bardzo zbliżone wydajnością oferty różniące się w sumie „tylko” detalami i „aż” designem. Różnica w cenie jest stosunkowo niewielka i daje to naturalny impuls do wywalenia nieco większej ilości gotówki na ładniutki design alu zamiast plastiku. Impuls zadziałał i mój planowany MacBook unibody będzie MacBookiem Pro unibody :). Komputerek ma ładne bebechy, porty też ciekawe, deklarowana praca na baterii po prostu pozostawia w głębokim cieniu mojego (sic!) netbooka od Della i ogólnie całość sprawia bardzo sympatyczne wrażenie. Po dłuższej zabawie alumacbookami w iSpotach widzę, że wydajnościowo jest wręcz doskonale i śmiało mogę toto nabywać mając w perspektywie lata spokoju w temacie wydajności. No chyba że coś się spitoli :).

Czytam narzekania, że kwestie sprzętowe zajęły raptem dwanaście bodajże minut wystąpienia (Jezu, że się ludziom w ogóle chce takie rzeczy sprawdzać) i w związku z tym niektórzy czują ogromny zawód. Pewnie gdyby przez godzinę tłukli o upgradach sprzętu gawiedź byłaby zachwycona ale szczerze mówiąc dziękuję za przeprowadzoną w miarę treściwie prezentację. Się udała, MacBooka nowego kupię. Gratuluję.

Bardzo bawiły mnie przedkeynotowe zgadywanki, że niby japcok wprowadzi tablet czy wypluje z siebie odpowiedź na netbooki. Zawsze brakowało mi w tych zgadywankach podania odpowiedzi na proste pytanie: a po co miałby to robić? Po co japcokowi tablet? Do czego? Chcesz se porysować? Kup sobie Wacoma i podepnij do kompa. Chcesz sobie pomazać paluchami po szkiełku? Masz do wyboru iPody i iPhony wszelkiej maści. Chcesz mieć lekki i cienki komputer? Kup se Air i dziękuj, że nie musisz targać stosu chusteczek do ciągłego wycierania zapaćkanej paluchami szyby. Nie bez kozery tablety (z OSX, WIn czy Lin) nie zalewają rynku – są po prostu niepraktyczne (syfiące się szkło to akurat najmniejszy problem) a krócej: są 90% populacji po prostu zbędne.

Bardzo też mnie bawiło to nastawienie na pokazanie netbooka przez japcoka. Nie mówię, że to nigdy nie nastąpi ale jestem przekonany, że raczej nieprędko coś takiego zobaczymy. Japcok ma swojego netbooka i jest nim Air. Co, że drogi? A kto powiedział, że cokolwiek z jabłkiem na obudowie będzie kiedykolwiek tanie? Można wiele mówić o jabłku ale przynajmniej starają się zapewnić dosyć komfortowe korzystanie ze swoich komputerów co oznacza niestety drożyznę. Wsadzają tam odpowiednią ilość ramu, sensowną grafikę, solidne baterie… Mój Dell jest bardzo drogi jak na standardy netbookowe ale wnętrzności ma zaprawdę co najwyżej takie sobie. Nijak mu stawać w szranki ze starszyzną notebookową od Apple a o nowościach nawet nie mam co wspominać. A gdy do tego doliczy się koszt logosa na obudowie wyjdzie nam ładna suma, za którą pewnie mało kto chciałby kupować cokolwiek słabszego od Air. No i dorzućmy jeszcze imo najważniejszy argument: Apple nie robi taniochy. Nie może sobie na to pozwolić. Nie przy marży, którą sobie pobiera. Nie tak ta firma działa (co niestety czujemy w portfelach).

Tak więc nowości sprzętowych nie było jakichś wielkich za to było to, na co czekałem: Snow Leopard. Bardzo zdawkowo nam ten system pokazano ale jeśli szumne zapowiedzi spełnią się choć w połowie, będzie nieźle. Ponoć chłopcy siedli i przepisali sporo kodu, pooptymalizowali, pokombinowali, zaszyli w bebechach sporo nowych technologii a ja nie mogę się doczekać, by położyć na tym swoje łapy. Oczywiście już słychać jęczenie, że to przecież tylko Service Pack czy coś w ten deseń, że nic nie zmieniono bo raptem pokazano tylko nowy bajer z Dockiem, że to wyciąganie pieniędzy od ludzi… Serio, zastanawiam się czasem, co trzeba skończyć, by zrozumieć pojęcie „przepisanie kodu”. Miłośników zaś graficznych fajerwerków odsyłam zawsze i niezmiennie do Linuksa i ichnich Compizów, Beryli czy jak się teraz te projekty nazywają. Znajdą tam przejść graficznych, bajerów, szmerów, płonących okienek, pływających okienek, okienek tańczących rumbę i czego tylko jeszcze będą chcieli. Problem w tym, że po jakichś piętnastu minutach to wyłączą i zostawią te autentycznie przydatne ficzery. Jedyne, czego tak po prawdzie nie mogę japcokowi wybaczyć to całkowita odporność na umożliwienie zmian w swoim UI. Ja rozumiem dbałość o jednolitość interfejsu ale na boga, choćby zmiana kolorów panowie!

Martwi mnie, że nic nie zostało powiedziane w temacie obsługi ZFS. Miało być w Leopardzie, później miało się pojawić toto w Snow a ostatnio w ogóle nic nie słyszę w temacie ZFS. A szkoda ogromna bo z chęcią bym to udogodnienie przywitał.

Obsługa Exchange mnie nie rusza bo mi do szczęścia nie jest potrzebna. Za to nie rozumiem pokpiwania z Windows. Ma inną architekturę, ma swoje DLL ale OSX to co, niby jakiś inny? Jak tu się framework jakiś wypierdzieli to nie za bardzo nawet wiadomo, jak się zabrać za ratowanie sprawy. W Win często starczy wrzucić jakiś DLL i po krzyku. To pokpiwanie na siłę z Win mocno mnie zniesmaczyło. Microsoft przysiadło do Windows 7 i efekty ponoć widać – jest szybciej, sprawniej, lepiej, wydajniej. Oby podobnie było ze Snow Leopardem bo się Apple jeszcze może mocno zdziwić.

Za to ujęła mnie cena przesiadki na nowy system. 30 dolców to naprawdę niewiele ale pozostaje jeszcze pytanie, na jakich warunkach będzie się to odbywało. Czy trzeba przytargać ze sobą pudełko po Leopardzie? Czy faktura zakupu np. pracowego iMaca z Leo na pokładzie starczy, by mi firma mogła za 30 dolców system uaktualnić do najnowszego? Diabeł tkwi w szczegółach a tych oczywiście nie podano.

Po Leo przyszedł czas na nowego iPhona, który ponoć jest szybszy i w ogóle. Wszystko fajnie ale jedna rzecz mnie martwi: jak w tej sytuacji będzie z grami? Po ostatnich zakupach widzę, że iPhone staje się powoli całkiem dobrym handheldem (ludzie! Real Racing RZĄDZI! Do AppStore [link iTunes] marsz!) a tytuły na nim się pokazujące coraz wyżej zawieszają graficzną poprzeczkę. Jak więc teraz będzie, gdy nowe iPhone obsługuje OpenGL/ES w wersji 2? Czy nagle nie zaczną powstawać tytuły przeznaczone tylko na ten model iPhone? Co z iPodem touch? Zakładam, że zostanie odświeżony przed Świętami i dostanie podobne hardware growe, co iPhone ale problem wciąż pozostaje przecież. Czytałem już uspokajające wypowiedzi deweloperów, że będą skalowali swoje produkty tak, by działały na wszystkich maszynkach ale zastanawiam się, czy Apple rozumie rynek konsol przenośnych. Tam czas życia produktu jest stosunkowo długi i tak sobie kombinuję, czy japcok aby wie, że nie należy graczom fundować niepewności co do zakupu konsolki. A za taką przecież chce uważać iPoda touch (a że iPhone może to, co iPod plus wiele więcej…). No nic, cała nadzieja w niegłupich deweloperach, którzy być może jakoś sobie poradzą z platformą co rusz – z ich punktu widzenia – zmienianą i aktualizowaną.

Co w nowym iPhone mnie cieszy? Nareszcie kręcenie filmów, być może sensowny aparat – wbrew pozorom to się przydaje (ot wczoraj nie dało rady nakręcić sensownego filmiku z prawie zejścia trąby powietrznej :)) no i ponoć dłuższy czas pracy na bateriach. Teraz jest bardzo źle. Rozumiem, że nowy iPhone polepszy sprawę i będzie już „tylko” źle. Czy kupiłbym nowego iPhone? Nie. Za to wersja 3G zrobiła się w Stanach atrakcyjna cenowo i kto wie, być może przeniesie się to i na grunt europejski. Reszta nowości to i tak software więc zamiast kląć na Apple za wsadzenie do softu dwa lata po premierze czegoś tak podstawowego, jak copy-paste, dam se lepiej spokój. Chłopaki przy sofcie dłubią i może wreszcie coś z tego wydłubią. Nie jest źle ale miejsca na ulepszanie sporo by się znalazło. Anyway, mnie to przysłowiowe loto – po kilku miesiącach leżenia w szafce mojego brata iPhone pewnie w końcu trafi w moje ręce i o ile nie zdechnie, posłuży mi pewnie najbliższe dwa lata jak nic. Z takim czy innym softem.

Podsumowując: bogu niech będą dzięki, że nie było żadnych przełomów, nowości i rzeczy, przed którymi należałoby się położyć w wyrazie hołdu. Być może to pozwoli jabłku zadbać o jakość produktów i dać im ten finishing touch, tę polerkę nadającą czy to sprzętowi, czy to oprogramowaniu wrażenie doskonałości. Nie chcę co roku rewolucji. Chcę za to dążenia do doskonałości. Proszę, na tym się skup Apple a moje pieniądze popłyną do twoich kas.

, ,

9 odpowiedzi do Po WWDC’09

  1. byte Czerwiec 10, 2009 o 09:32 #

    Co do nabijania się z MS, to się zgadzam – zupełnie niepotrzebne i wyszło nieporadnie, szczególnie w wykonaniu kolesia z koszmarnym francuskim akcentem i ruszającego się jak Terminator. Kto go wpuścił na scenę?

    Co do tabletu – ja bym akurat chciał. Szukam czegoś do czytania PDF-ów i łażenia po sieci, laptopy nadają się do tego bardzo średnio. Akurat przy tych czynnościach klawiatura przydaje się rzadko, więc po cholerę mi ona na kolanach?

    3GS mnie nie rusza zupełnie, nie gram po prostu – chociaż podzielam obawy, że kto będzie chciał pograć, będzie musiał zmienić model telefonu.

    Snow Leopard – za 100 zł mogę zrobić upgrade, ale jestem trochę zawiedziny. Finder od lat leży praktycznie nie ruszony, no ale skoro exec twierdzi, że „we love Finder”, to widocznie musi tak być. W wolnym czasie niech sobie może pogoogla za skrótem FTFF. Szkoda tylko że PathFinder jest tak mułowaty, przesiadłbym się.

    • CoSTa Czerwiec 10, 2009 o 09:50 #

      O tak, ten koleś od akcentu może i jest tam naczelnym dywizji Leo czy cokolwiek innego ale medialny jest jak przez okno. Kurczę, nie mogli jakiejś fajnej dupci dla odmiany na scenę wpuścić? Sami faceci, aż nudne :)

      Do czytania PDFów zdaje się już kilka rozwiązań istnieje – od Amazona, Sony i kogo tam jeszcze. Orientowałeś się w tych gadżetach? Sam jestem ciekaw, czemu ten rynek praktycznie nie istnieje. Czy tylko o ceny chodzi?

      3GS ma jeden feature, o którym zapomniałem, a który mnie się podoba – ponoć mniej mazaków paluchy mają zostawiać na szybce. Przy intensywnym graniu takie rzeczy są w cenie :)

      W Snow po prostu nie ma niczego nowego od strony UI ale zakładam, że wydajnościowo będzie to dosyć znaczący skok. Finder w obecnej formie mnie na ten przykład odpowiada ale ja niezbyt wiele bawię się plikami. Natomiast PathFinder mnie przytłoczył. Łojezu, tam jest wszystkiego za dużo :). Ale fakt, dla jakichś pro userów Finder pewnie jest daleko niewystarczającym rozwiązaniem.

      • byte Czerwiec 10, 2009 o 10:11 #

        Jeśli chodzi o tablet, to chciałbym jednak coś, co potrafi więcej niż tylko wyświetlanie e-booków. Tak na wszelki wypadek.

        Bajdełej ZFS.

  2. btd Czerwiec 10, 2009 o 11:04 #

    Mi pasuje iPhone 3gs, jak pozbieram kasę to kupuję i zobaczymy jak to będzie.

    Macbook ‚pro’ 13″ też spoko, teraz wszystkie mają podświetlaną klawiaturę. Ciekawe o ile spadną ceny w Polsce – pewnie nie spadną tylko wzrosną :->
    Jak snow leopard będzie mniej się przywieszał niż leopard to może po dellu będzie mac.

    Aha:
    „Wsadzają tam odpowiednią ilość ramu, sensowną grafikę, solidne baterie…” Można określić jednym słowem – lol. Teraz faktycznie jest lepiej, ale daj spokój, białe macbooki to od razu po zakupie się upgraduje bo i dyski i ram mają małe i ch…

  3. BS Czerwiec 10, 2009 o 12:31 #

    mam wrazenie ze fragment o service packu to do mnie. ale nie przesadzalbym ze to jeczenie. po prostu stwierdzam fakt i nazywam rzecz po imieniu – oficjalne tlumaczenia, nazwa i kierunek zmian swiadcza to tym ze to poprawka. pisalem o tym prawie rok temu http://blog.fotogenia.info/2008/06/22/zima/
    a cena 29$ za aktualizacje tylko to potwierdza. mnie snow od poczatku sie podoba bo ja lubie koty a jesli jestem czyms rozczarowany to tylko tym ze apple zajelo sie ulepszaniem systemu a nie praca nad czyms rzeczywiscie nowym. jedno moglo isc przeciez w parze z drugim.

  4. Riddle Czerwiec 10, 2009 o 13:27 #

    Ja tylko dodam, że iPod Touch 2 generacji jest szybszy i wydajniejszy niż iPhone i iPhone 3G, a przecież gry chodzą na tych urządzeniach podobnie dobrze. Myślę, że szybkość 3GS nie będzie wielkim problemem dla posiadaczy poprzednich urządzeń.

  5. CoSTa Czerwiec 10, 2009 o 22:12 #

    BS
    Tak, do do Ciebie :). Pamiętam ten wpis i ciągle podpisuję się pod komentarzem, który pod owym zostawiłem.

    Riddle
    Chodzi o zmianę GPU i możliwości owego, co podlinkował btd. To spora zmiana i nie wiem, czy nie za szybko wprowadzona. Apple daje jasny znak, że cykl życia produktu jest krótki (no chyba że przy tym układzie pozostanie na dłużej) a to może być sporym problemem dla deweloperów. Jak będzie – zobaczymy.

  6. Pyoter Czerwiec 10, 2009 o 23:52 #

    Ja akurat liczę na netbooka od japka. Chciałbym żeby cos takiego powstało i jestem bardzo ciekaw jakby toto wyglądało. Japko pokazuje, że na notebookach się zna i robi je po swojemu i to prawie doskonale… no przynajmniej lepiej niż konkurencja. Więc może i ich netbook pokazałby jak to powinno wyglądać i działać. A z drugiej strony, gdyby taki sprzęcik też odpowiednio kosztował (czytaj: niewiele więcej niż inne netbooki) to pewnie i OS X by mocno się rozpropagował, a i ludzie z biegiem czasu małe cacka wymienialiby na większe z tym samym logo. Więc czekam i nie wiem czy się doczekam. No chyba, że Japko myśli tak samo jak Sony i jeśli to ma być małe i przenośne to tylko cholernie drogie i napakowane często zbędnymi hardłerowymi nowościami.
    No może jeszcze ciekawi mnie Snoł Leo, czy to faktycznie taki szybki będzie, bo ajfon już mnie w ogóle nie interesi ani jako telefon, ani jako konsola. W domu na tym nie pogram, bo po co, a w zatłoczonym, trzęsącym się tramwaju/autobusie w takim Real Racingu wypadałbym ciągle z trasy.

Dodaj komentarz

Przeczytaj poprzedni wpis:
Prawie trąba powietrzna :)

Przed chwilą nad poznańską Maltą przetoczyło się coś, co miało całkiem niezłe zadatki na trąbę powietrzną. Po raz pierwszy w...

Zamknij